>><<
Jedziemy przez ciemną noc

Widzimy zbliżającą się burzę,
Udając, że się nie boimy.

Nie mów ani słowa, kiedy tańczymy z diabłem
Sprowadziłaś ogień na ten zimny świat

>><< 

.

.

Ucieszyłam się, że Vincent nie zatrzymał mnie i „łaskawie” zezwolił mi opuścić towarzystwo jego kochanka i ciotuni. Nie bardzo jednak miałam pomysł na to, co robić dalej. Mogłam oczywiście pójść do chaty Perpetuy, owszem, znałam drogę, ale nie byłam jeszcze gotowa na to, aby żegnać się ze swoim życiem.

Weszłam do zamku i niezdecydowanie zatrzymałam się przy rozwidleniu korytarzy. Jeden z nich prowadził w dobrze znane mi strony wieży sypialnej i skrzydła mieszczącego jadalnię, pokój obrad oraz salę balową. Drugi wyglądał na dość rzadko uczęszczany: na ścianach nie wisiały obrazy, na podłodze widniały ślady brudu i kurzu.

wielka-cisza

Po spotkaniu z Gaelem pragnęłam zapaść w długi, przynoszący ukojenie sen. Czułam się upokorzona, a strój Czarnego Kapturka palił moją skórę. Nie chciałam już być popychadłem, kimś spoza ustalonej hierarchii społecznej Magicznego Świata. Co mogłam zrobić, by pomóc samej sobie?

Zdecydowanie nie mogłam po prostu położyć się spać, ponieważ natychmiast przeniosłabym się do realnego świata, w którym nadal pamiętałabym o własnym upodleniu. Na dodatek tam czekałoby mnie kolejne starcie z nie mniej dręczącymi problemami: nieuchronnie zbliżała się impreza organizowana przez Rachelę, na której miałam wystąpić w roli dziewczyny Zygmunta, co należało ukryć przed Klarą, która z jakiegoś powodu zaczęła się spotykać z młodszym Obarskim, o czym z kolei nie powinni dowiedzieć się rodzice.

Przegarnęłam włosy, opadające mi na czoło, chcąc odsłonić czoło, jak gdyby ten ruch miał mi pomóc w uporządkowaniu myśli. Westchnęłam, chwytając jednocześnie dłońmi za skronie.

Czułam się zmęczona. Stara, wypluta, zużyta. Jakie miałam szanse w starciu z Gaelem, skoro brak mi było tężyzny fizycznej, a moja psychika mocno podupadła w ostatnim czasie?

Przydałaby mi się chwila odpoczynku od wszystkiego. I wszystkich.

Zamknęłam oczy, by spróbować wsłuchać się w ciszę, oczyścić umysł, ale wtem, gdzieś daleko przed sobą usłyszałam znajomy głos.

Momentalnie napięłam mięśnie i uniosłam powieki, by wytężyć wzrok. Czyżby ktoś nadchodził? A może nieprzyjemne wrażenie, że echo przyniosło bliżej mnie rechot Kalagara, było tylko złudzeniem?

Chciałam natychmiast zawrócić, ale coś mnie powstrzymało. Gdzieś w zakamarkach własnej pamięci przywołałam sytuację, gdy po powrocie z dworu Guiliano na zamku powitał mnie królewski lekarz. Powiedział wówczas, że w przyszłości może okazać się pomocny, a całkiem niedawno Will i Kajetan zalecali, bym właśnie do Kalagara udała się w sprawie nauki magii, która mogłaby pomóc mi zapobiec w przyszłości przenosinom moich i Vincenta mocy na Liwię.

Świadomość, że mogłabym skontaktować się z własnej woli z demonem, przyprawiła mnie o ciarki. Umowy z diabłem nigdy nie kończyły się dobrze, nie miałam zamiaru dzielić marnego losu Fausta lub pana Twardowskiego: ani nie było mi po drodze na księżyc, ani nie chciałam podróżować w poszukiwaniu chwili dającej szczęście.

Pragnęłam spokoju. A jednak jest krztyna prawdy w tym, że to, co złe, przyciąga. Kusi. Wabi i mami. Chyba tylko tak można wyjaśnić moją decyzję o pójściu w głąb, korytarza, skąd dobiegał nieludzki głos.

Stąpając ostrożnie, aby stukotem butów nie zdradzić swojej obecności, przylgnęłam do ściany. Powoli przesuwałam się przed siebie wzdłuż zamkowych murów. Szmery i urywki słów zaczynały nabierać coraz wyraźniejszych kształtów.

– Dodaj więcej soku z granatu dla zabicia jadu…

– … a co, jeżeli się zorientują?

– Teraz tchórzysz? Trzeba było o tym myśleć wcześniej…

Na końcu korytarza znajdowały się lekko uchylone drzwi. Ogromne, przypominające te do pokoju, w którym Julietta wiele lat temu więziła Perpetuę. Wejście do pomieszczenia skrywającego się za nimi było nie do końca zasłonięte — ktoś najwyraźniej zapomniał o szczelnym zamknięciu pokoju, toteż promień świec rzucał wąski snop światła na podłogę oraz ścianę, a głosy wydobywające się z wewnątrz niosły echem po korytarzu.

Już bardzo dawno nie czułam takiego przejęcia, jak w tej chwili. Coś mi mówiło, że jeżeli zbliżę się i odważę zajrzeć do środka, to mam szansę zmienić losy Czarnego Kapturka w Magicznym Świecie. Rozmowa z demonem mogłaby dać mi receptę na to, jak sensownie kierować swoim życiem. Kalagar być może mógłby mi pomóc.

Nieśmiało wychyliłam się wprzód i zajrzałam do pomieszczenia, ale nie zauważyłam, by działo się tam coś zdrożnego. Ujrzałam mężczyznę i jaszczurzego doktora krzątających się przy stołach rozstawionych na środku. Na blatach warzyli jakieś mikstury, a z małych, żeliwnych kociołków, wydobywały się niegroźnie wyglądające opary dymu. Poza tym w pokoju przy każdej ze ścian ustawiono pnące się pod sam sufit półki z książkami.

Czy mogłabyś już wyjść z ukrycia? Stresuje mnie, gdy wiem, że ktoś obserwuje moje poczynania – usłyszałam dość nieoczekiwanie i choć nie mogłam zobaczyć swojej twarzy, to wiedziałam, że natychmiast zrobiła się czerwona.

– Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać, po prostu…

– Po prostu wejdź do środka – usłyszałam zniecierpliwionego Kalagra. Przełknęłam ślinę. Skąd on wiedział, że stoję tuż obok?!

Postanowiłam się nad tym nie zastanawiać. Pociągnęłam za klamkę i otwarłam drzwi na oścież.

– Rzadko miewam gości w moich nieskromnych progach – powiedział demon na przywitanie, jednocześnie nie odrywając rąk od wykonywanej pracy. – Wiedziałem, że przyjdziesz, jednak przyznam, że jest lekko zaskoczony, iż ten wyczekiwany moment nadszedł dopiero dziś.

– Spodziewałeś się mnie wcześniej, prawda? –zapytałam, choć dobrze wiedziałam, że jest to pytanie czysto retoryczne.

– Me imię Kalagar jestem demonem czasu. Wiem wszystko… choć ty skarbie oczywiście jeszcze tego nie pojmujesz – powiedział, lekceważąco machając w moją stronę lewą ręką, podczas gdy w prawej trzymał nienaturalnej wielkości kryształ.

tumblr_n4yo6tdt3a1rhfn4so1_250

 

Pomocnik królewskiego lekarza podszedł do swego pana i zabrał od niego kruszec, a następnie z namaszczeniem umieścił go w skrzyni, którą szczelnie zamknął. Mężczyzna skłonił się.

­– Czy mogę odejść?

– Tak, biegnij do swoich zabawek, tutaj będą rozmawiać dorośli, więc nie waż mi się plątać pod nogami.

Pomocnik Kalagara ponownie zgiął się w pół. Czym prędzej opuścił pomieszczenie, a wychodząc zamknął za sobą drzwi.

Uniosłam brwi.

– Niby jestem pełnoletnia, ale nie jestem przekonana, czy akurat z tobą chcę omawiać sprawy, o których rodzice mówią szeptem przy własnych dzieciach.

Demon uśmiechnął się obleśnie. Odstawił swoje próbówki oraz parujące garnki, po czym oparł się o stół i założył ręce na piersi.

– Cóż, zawsze możemy od słów przejść od razu do czynów. Masz jednak pecha, gdyż nie jestem tobą seksualnie zainteresowany.

– Hm, to chyba jednak mam, ale szczęście – stwierdziłam niepewnie, nie do końca wiedząc, gdzie zmierza prowadzona przez nas rozmowa.

– Wiele tracisz, skarbie. Ze mną mogłabyś sobie odbić ten czas posuchy, który spotkał cię w Magicznym Świecie. Z pewnością brak ci kontaktu z innymi. Człowiek to marne stworzenie, które nie radzi sobie bez przyjaznych gestów ze strony pozostałych przedstawicieli swojego gatunku. Tymczasem tutejszy ludzie widzą twoją siłę, więc się boją. Według nich kryjesz w sobie obcy, nieznany pierwiastek życia. Nie jesteś stąd, masz swoje tajemnice – nagle Kalagar spoważniał, a jego oczy zaszły mgłą, zasłaniającą tęczówki. Demon wydobył z siebie nieludzko niski, gardłowy głos – Szukasz pomocy, ale nie otrzymasz jej. Chcesz być kochana, ale nie będziesz.

Nie zareagowałam. W głowie próbowałam ułożyć sobie odpowiedź na ten zawiły monolog, którym uraczył mnie demon. Niby słowa są tylko słowami, nie mają fizycznej mocy ranienia, a jednak wkłuwają się w serce sprawniej niż niejeden sztylet. Zaczęły mnie piec oczy.

­– To nie jest tak, że szukam pomocy….– zaczęłam mówić drżącym głosem. – Nie chcę, żeby ludzie mi pomagali. Chcę radzić sobie sama… A skoro jesteś demonem, nie człowiekiem… to liczę, że ty udzielisz mi jakiejś cennej rady.

tumblr_n44zklM7C11qhkkp7o4_250

Spojrzałam wymownie na Kalagara, a jego wzrok zmienił się, nabrał ostrości. Gdzieś zniknęła groza, którą przed momentem epatował mój rozmówca, jego głos wrócił do swojego naturalnego brzmienia.

– Poza Władcą Magicznego Świata nikomu nie pomagam, dla ciebie nie zrobię wyjątku – powiedział zniesmaczony demon. – Jak chcesz wsparcia, idź sobie do Mattiasa, powinnaś już znać jego pijacką dewizę: jak nie wiesz co zrobić, zrób sobie drinka.

Hm. Sądziłam, że ta rozmowa pójdzie łatwiej.

– Tyle się o tobie dotychczas nasłuchałam, jaki to ważny nie jesteś, a teraz mi mówisz, że nie chcesz skorzystać ze swojej wiedzy, że nie dasz mi żadnej wskazówki? – pytałam zirytowana. – Chyba jednak nie do końca tak dobrze znasz przyszłość. Nie trzeba być przecież wielkim Kalagarem, by wiedzieć, jak wiele się mówi o tym, że to ja mam być szczęściem dla Vincenta. Toteż jeżeli Gaela kropnie jakiś niedźwiedź na polowaniu, mam spore szanse na zostanie królową. Na panowanie nad Magicznym Światem. Czyż nie władcom pomagasz?

– Skarbie, może i nie jestem idealny, ale nie otaczam się ludźmi, którzy mi to mówią – odparł natychmiast demon, krzywiąc się. – Nie będę się przed tobą tłumaczyć z mojego sposobu działania, zwłaszcza, że jesteś… tylko kobietą. Niewiele znaczysz.

Kalagar spojrzał na mnie z wysoka i ściągnął usta w kaczy dziubek. Może i miało to dodać mu animuszu, ale mnie raczej rozbawiło.

– Wiesz, o kobietach powiedziano już wiele krzywdzących tez, ale na przykład ta, że nie mamy wad, tylko hormony, bardzo mi się podoba. Potrafimy być silniejsze, niż się wydajemy. Mamy też swoją dumę –mówiąc to wykonałam obrót na pięcie. – Wracam do swoich zajęć, nie mam w zwyczaju pchać się tam, gdzie mnie wyraźnie nie chcą.

Nie zdążyłam dać ani kroku naprzód, gdyż powstrzymały mnie przed tym stanowcze słowa demona.

– Nie idź.

Odwróciłam się zaskoczona i ujrzałam szyderczo uśmiechniętą twarz Kalagara.

– Aż przykro słuchać i patrzeć, jak motasz się w tutejszych rozgrywkach, podczas gdy odpowiednio poprowadzona mogłabyś rozdawać karty razem z najlepszymi.

– Zatem znajdę kogoś, kto mi pomoże rozeznać moje siły.

– Vincent już posłał list po Severusa. Król uważa, że ten przeżarty na wskroś złością starzec z nierealnymi ambicjami nauczy cię, jak stawiać kroki w świecie wielkiej polityki…

– Być może właśnie tak będzie. To już nie twoja sprawa – uznałam, ale nadal nie zdecydowałam się opuścić pokoju, gdyż najwyraźniej ostatnie słowo w tych negocjacjach wciąż nie padło.

– A co jeżeli Severus, książę Salhaimu zagraża Vincentowi? Jestem demonem na usługach Króla, nie mogę pozwolić by coś mu się stało.

– No to sobie nie pozwalaj, po co mi to mówisz, skoro jestem na niczym się nieznającą kobietą, niezorientowaną w sprawach Magicznego Świata?

– Powiedzmy, że potrzebuję kilku nowych pionków w zbliżającej się partii politycznych szachów.

– Nie zrozumieliśmy się. Nie przychodzę do ciebie, bo w dalszym ciągu chcę być pionkiem. Co powiesz na to, bym została królową? – zaproponowałam bezczelnie, choć w głębi duszy wcale nie chciałam pchać się w rząd osób do strącenia z planszy. Musiałam jednak grać va banque, jeśli miałabym otrzymać pomoc Kalagara.

Najwyraźniej moja śmiała postawa zaimponowała demonowi, bo gdzieś zniknęła jego pycha, którą zastąpiło zaskoczenie i niekryty podziw.

– Wiesz, czego chcesz, zatem witaj w grze. Od dziś masz mnie za swojego sojusznika, ale wiedz też, że nie zawaham się ciebie poprosić o pomoc w nagłej potrzebie i będę bardzo niezadowolony z odmowy.

Mina musiała mi dość mocno zrzednąć, bo Kalagar roześmiał się drwiąco.

– Nie ma nic za darmo. Ale nie bój się krnąbrna niewiasto. Czegóż ktoś, kto może wszystko, mógłby od ciebie chcieć?

Przełknęłam ślinę, gdy dotarło do mnie, że demon dobrze wie, co wydarzy się w przyszłości i z pewnością będę musiała zrobić coś, na co nie będę miała ochoty. Kto jednak mógł wiedzieć, czy nadal będę wtedy w Magicznym Świecie? Być może wyjdzie tak, że Kalagar zdąży pomóc mi, nim ja zdążę pomóc jemu.

Będąc dobrej myśli, głośno powiedziałam:

– Zatem, co powinnam zrobić teraz?

– W tej chwili? Nie sądzę, byś była skłonna iść do Perpetuy, toteż masz dużo wolnego czasu. Usiądź na jednym ze stołów po turecku. Najwyższy czas, byś rozpoczęła medytacje. Jeżeli mamy wykrzesać z ciebie jakiekolwiek pokłady magii, najpierw musimy cię wyciszyć, bo w tej chwili jesteś jednym wielkim kłębkiem nerwów. Potęga potrzebuje czasu i ciszy.

Oj, oj, oj. Jeszcze nawet nie przyjęłam odpowiedniej pozycji, a już czułam, jak moje kości buntują się przed całodniowym bezruchem, a umysł szeroko ziewa z nudów. Sądziłam, że nauka magii będzie nieco bardziej spektakularna, że niczym w Harrym Potterze zaczniemy razem z Kalagarem rzucać jakieś świetliste zaklęcia, ale… najwyraźniej znowu się myliłam.

W co ja się wpakowałam?

 

 

Rozdział niedokończony, druga część wkrótce

Tekst piosenki: Duke Dumont Ocean Drive