- Marlok…- wycedził przez zaciśnięte zęby Pan takim tonem, że ciarki wstąpiły na moją skórę.- Jak śmiesz przyprowadzać do mnie swoją dziwkę? Nie pomyślałeś, że mogę być w tej chwili zajęty?- dodał zimno, przechylając lekko głowę i wwiercając swoje ciemne oczy w mojego „kompana”, wpatrywał się w niego wyczekująco iście bazyliszkowym wzrokiem.

Czy ja wcześniej wyraziłam jakąkolwiek aprobatę dla tego „człowieka”? Cóż, pierwsze wrażenie bywa mylące.

Choć ta twarz…

- Królu Vincencie- zaczął niezrażony tym powitaniem Marlok, schylając swą głowę pokornie, jak wcześniej robili to wobec niego wieśniacy na pogorzelisku.- Kazałeś, aby informować cię o wszystkim, na co natkniemy się w okolicy, a co szczególnie zwróci naszą uwagę. Zgodnie z rozkazem, mój Królu, przywiodłem do ciebie tę, której o mało nie stratowałem w lesie Pagitty…

Zapadła cisza. Nie ośmieliłam się odezwać, bo teraz to na mnie spoczęło chłodne spojrzenie Pana, który przy okazji okazał się być władcą tej krainy, o jakiej właśnie śniłam.

- W jednym z lasów należących do mnie, powiadasz Marlok…? Kim zatem jesteś dziewko, że ośmieliłaś się postawić stopę na moich terenach?- spytał powoli, starannie dobierając słowa.

Przełknęłam ślinę. Chyba w końcu nadszedł czas, żebym powiedziała, co o tym wszystkim myślę.

- Jestem Karolina i nie uważam się za żadną dziewkę, ani tym bardziej dziwkę. Nie wiem jak znalazłam się w twoim lesie, ale nie pojawiłabym się tam celowo, wiedząc, że będę musiała tu teraz stać.

Moje słowa sprawiły, że Marlok, dotychczas spokojny, teraz wyraźnie spiął się, a król uniósł w geście zdziwienia jedną ze swoich brwi.

- Sługo, możesz odejść.

- Tak, Panie.

Mężczyzna skłonił się i szybko opuścił namiot, zostawiając mnie sam na sam z… nieznanym.

Objęłam swoje ramiona, ponieważ miałam wrażenie, że temperatura spadła o kilka stopni. „Obudź się wreszcie Karolina!” krzyczałam w myślach, ale nic takiego nie następowało.

Tymczasem Król złożył swoje ręce za plecami i zaczął przechadzać się po pobojowisku, namyślając się nad czymś intensywnie.

- Cóż… Zanim zginiesz, musisz wiedzieć, jak wiele niewybaczalnych błędów popełniłaś- zaczął mówić, ale ta groźba nie wystraszyła mnie: przecież śmierć oznaczała koniec tego dziwnego snu, a właśnie tego pragnęłam w tej chwili najbardziej.

- Po pierwsze: zapamiętaj sobie do końca swego marnego życia, że masz się do mnie zwracać per „Królu” lub „Panie”. Czy to dla ciebie jasne?- zapytał zimno, nie zatrzymując się, ani nie zerkając na mnie.

- Tak, „Panie”- odparłam z lekkim przekąsem.

- Po drugie: z racji przynależnej mi pozycji, to JA tutaj decyduję, kto jest kim, dziewko. Czy i to zrozumiałaś?

- Tak, „Panie”- powtórzyłam tym samym tonem, co wcześniej.

- W takim razie najwyższy czas, abyś zgięła przede mną swe kolana!- ryknął niespodziewanie Król i odwrócił się gwałtownie w moją stronę. Wycelował we mnie swój wskazujący palec, uniósł dumnie głowę, a potem….

A później nic takiego się nie wydarzyło.

* * *

 

Kolejny rozdział pojawił się szybciej niż myślałam. Zdecydowałam się przyjąć strategię dodawania rozdziałów krótszych, ale też w krótszych odstępstwach czasowych. Zatem gdy tylko uda mi się coś sensownego napisać- na pewno się tym z wami podzielę.

Co w kolejnym rozdziale? Myślę, że czas, abyście poznali wiedźmę Perpetuę…

Zachęcam do pozostawiania komentarzy- jestem ciekawa, co myślicie o mojej historii!

Pozdrawiam!