- Król nie zdążył mi wspomnieć, z jakiej krainy panna pochodzi. Może teraz panna raczy nadrobić te zaległości?- zaczął Mattias, kiedy tylko wsiedliśmy do karety. Nie spodobało mi się, że zaraz po wejściu natychmiast zasłonił okna. Nie, żebym chciała podziwiać widoki, albo żebym miała klaustrofobię, czy coś w tym stylu. Ale wiecie: siedzieć w ciemnym, a do tego niezbyt przestronnym pomieszczeniu z obcym człowiekiem, to nie było coś komfortowego dla mojej i tak już roztrzęsionej dziś psychiki. I ponownie ten oficjalny ton! Trzeba z tym skończyć.

- Mattias, czy możemy zwracać się do siebie na „ty”, omijając te śmieszne konwenanse?- zapytałam, ale mój rozmówca zdążył tylko skinąć głową na znak zgody, bo nie dałam mu dojść do głosu.- Świetnie. W takim razie Mattiasie, nie mogę wyjaśnić ci, skąd pochodzę. Skoro twój Pan i władca nie wyjawił ci tego, również nie czuję takiej potrzeby.

Mężczyzna odchylił się na swoim siedzeniu naprzeciwko mnie i spojrzał na mnie z podziwem.

- No proszę. Pierwszy dzień w stolicy i już się stawiamy?- uniósł jedną brew, a ja wzruszyłam ramionami.

- Oby był to ostatni dzień- ucięłam.

Dalsza część podróży minęła w milczeniu. Mattias kilka razy wyraźnie zbierał się, aby nawiązać rozmowę, ale ja nie paliłam się do udzielania jakichkolwiek wyjaśnień.

Chociaż czułam, że wszystko, co działo się wokół mnie, jest czymś bardziej realnym, niż zwykły sen. Powinnam zacząć się odnajdywać w nowej sytuacji, lecz nadal trudno było mi przyjąć to do wiadomości.

- Jesteśmy na miejscu. Pozwolisz?

Gdy tylko nasz pojazd wyhamował, Mattias zwinnym ruchem wyskoczył z niego i pomógł mi wysiąść, zapewne obawiając się, że z moją zgrabnością słonia w składzie porcelany zaplączę się w pelerynę i niczym papież na lotnisku pocałuję ziemię. A właściwie bruk, którym wyłożona była ulica.

Znajdowaliśmy się przed czymś, co nazwałabym wypożyczalnią strojów teatralnych: na to wskazywałyby suknie znajdujące się na wystawie. Jęknęłam, widząc te wszystkie gorsety, koronki i falbanki. Jakie to musiało być niewygodne!

Weszliśmy do środka.

- Czy zastałem duchess Marię?- rzucił w przestrzeń Mattias.

- Zależy, kto pyta- odezwał się cichy, kobiecy głos. Zza kotary po lewej wyszła drobna postać, ubrana w pstrokatą, bufiastą suknię (w stylu tych, które znajdowały się na wystawie). Pomarszczoną twarz nieznajomej oplatały luźne kosmyki siwych włosów, które buntowniczo nie dały się upiąć w komicznie dużego koka na szczycie głowy. Jednym słowem: koszmar.

- Witaj, duchess- rzekł Mattias i zgiął się w pół przed kobietą, a ona w odpowiedzi lekko skinęła mu głową.

- Pozwolisz, że przedstawię: oto panna Karolina Victoria de domo Konwalicka- tu zostałam lekkim kuksańcem zmuszona do dygnięcia przez mojego towarzysza.- Jest królewskim gościem i musi mieć NATYCHMIAST strój odpowiadający tutejszej modzie. Tam, skąd przybywa, najwyraźniej nie słyszano o twoich zniewalających projektach, duchess.

Westchnęłam niegrzecznie. Naprawdę można być tak obłudnym? I czy, jeśli dobrze zrozumiałam, będę musiała włożyć na siebie którąś z tych obrzydliwych sukien?

Tymczasem kobieta mierzyła mnie przez chwilę świdrującym wzrokiem, po czym szybko odwróciła się i kazała pójść za sobą. Mattias delikatnie pchnął mnie w stronę kotary, za co zgromiłam go wzrokiem. Czy ja wyglądałam na sklepowy wózek?!

Kiedy odchyliłam ciężki kawałek materiału, musiałam odwołać wszystkie złe słowa, jakie powiedziałam o duchess. Sala, do której przeszłam, była dobrze oświetlona, czysta i przestronna, mimo wszechobecnych manekinów z sukniami.

Stroje widoczne tutaj byłam gotowa założyć i nie zdejmować aż do śmierci. Ze zdziwienia otworzyłam usta.

- Myślę, że wybierzemy dla panny coś w czerwieni.

I od tych słów zaczęły się męczące przymiarki. Mattias usiadł na kanapie pod ścianą i zdawał się drzemać, a ja stanęłam na podwyższeniu na środku sali i dałam się wbijać w gorsety, spódnice i halki. Chyba pominę opis, jak cholernie niewygodne było to wszystko.

Nagle usłyszeliśmy krzyki w oddali. Mattias otworzył oczy (chwała Bogu, byłam akurat ubrana), a duchess zastygła w bezruchu.

- Co się dzieje?- zapytałam niespokojnie, ale nie dostałam odpowiedzi, bo mój towarzysz zerwał się i wybiegł szybko z sali.

- Hej! Nie waż się mnie zostawiać!- krzyknęłam za nim i rzuciłam się do biegu, co utrudniał mi mój nowy strój.

- Nie skończyłam wiązać gorsetu!- usłyszałam za sobą krzyk duchess, ale nie zatrzymałam się.

* * *

Kolejny rozdział kończony na pół we śnie (na moim zegarku jest teraz 00:22), ale i w błogim stanie zadowolenia, że udało mi się coś tu naskrobać :) Kolejny rozdział: pojawi się w ciągu tygodnia, czyli do 29.06.13r.