Otworzyłam oczy. Sufit. Przekręciłam głowę. Stolik nocny, mała lampka i pusty kubek po kawie. Szybko usiadłam na łóżku i przetarłam oczy, nie wierząc własnemu szczęściu. Najwidoczniej musiałam się obudzić!

- Co za koszmar…- mruknęłam i zerknęłam na zegarek: 6:52.  Mój budzik miał zadzwonić dopiero o ósmej, ponieważ dziś zajęcia na uczelni przyszło mi zaczynać później niż zwykle. Nie zdecydowałam się jednak na dłuższe wylegiwanie się i wstałam. Mimowolnie zerknęłam na swój ubiór. Skarpetki od babci znajdowały się w nienagannym stanie, ale dla pewności sprawdziłam, czy moja skóra na stopach nie jest przypadkiem rozcięta.

Nie była.

Chwyciłam się za głowę i schowałam ją między kolanami. Czułam się źle. Pamiętałam, co przed chwilą się wydarzyło. Każdy szczegół, każdą napotkaną osobę i widok pomieszczeń, które przyszło mi odwiedzić. Wszystko było niewiarygodnie realistyczne, jak w żadnym z moich dotychczasowych snów. A słowa tej kobiety, o zaklęciu…

Pomyślałam sobie, że zwariowałam. Odbiło mi. Stałam się jedną z tych niepoczytalnych psychicznie osób, o których słyszy się w telewizji. Pewnie niedługo stracę świadomość na tyle, że zapomnę kim jestem.

- O nie, twoje niedoczekanie- powiedziałam znowu sama do siebie i powzięłam stanowczą decyzję: spróbuję zasnąć. Jeżeli tym razem nie przeniosę się do tamtej krainy, będzie to oznaczało, że jestem normalna.

Położyłam się i naciągnęłam kołdrę na głowę.

  .

Przez długi czas kręciłam się, nie mogąc ułożyć się na swoim łóżku, a kiedy w końcu znalazłam wygodną pozycję, poczułam nieznośny ból w stopach. Otworzyłam oczy i zesztywniałam.

Leżałam na boku drogi, którą Vincent prowadził swojego konia. Nie miałam już skrępowanych rąk, a moje stopy były owinięte jakimiś szmatami. Nie byłam jednak sama. Niedaleko mnie stał Król, ale nie widział, jak się budzę. Stał do mnie plecami, a w swoją prawą rękę zaciskał na szyi jakiegoś wieśniaka, którego trzymał kilka centymetrów nad ziemią.

- Zostaw go!- krzyknęłam, a ręce Vincenta rozluźniły się. Mężczyzna upadł i zaczął nerwowo nabierać głębokimi haustami powietrza.

- Coś ty powiedziała?- wycedził Król, a jego wykrzywiona gniewem twarz okręciła się w moją stronę.

Ups.

- Przepraszam, że ośmielam się przerywać tobie, o wielki i gromowładny władco- zaczęłam trochę ironicznie.- Nie chcę, aby temu człowiekowi stała się krzywda.

- Widział więcej, niż powinien- oznajmił sucho mężczyzna i znowu sięgnął w stronę leżącego wieśniaka, który nadal klęczał.

- Królu, ja nikomu nie powiem…! Przysięgam!- bronił się, ale Vincent go nie słuchał. Pstryknął palcami, a twarz mężczyzny zrobiła się natychmiast blada. Jego źrenice schowały się, usta otwarły i kiedy cicho osunął się na ziemię, jego duszy musiało już nie być w ciele.

Z mojego gardła wydostał się głuchy jęk, więc szybko zakryłam dłonią usta. Łzy mimowolnie pojawiły się w kącikach moich oczu, a ciałem wstrząsnął dreszcz. Właśnie byłam świadkiem zabójstwa człowieka.

.

.

 

* * *

Sesja egzaminacyjna pochłania mój wolny czas, stąd taka a nie inna długość rozdziału.

Następny rozdział: w tym tygodniu. EDIT: nowy rozdział już napisany, czeka na Was z niecierpliwością. Mogę zdradzić, że do akcji wkroczę kolejni bohaterowie i poznamy kolejne zakamarki Magicznego Świata….

Zapraszam do dzielenia się własnymi opiniami.

Pozdrawiam!