Wzięłam butelkę z ręki Mattiasa i pociągnęłam z niej łyk. W środku nie było wina, tak jak wcześniej myślałam, tylko wódka, którą od razu się zakrztusiłam.

- Zabierz to ode mnie- wykaszlałam i oddałam trunek mężczyźnie. Mój rozmówca nie wyśmiał mojego braku doświadczenia w piciu alkoholu, co trochę zrehabilitowało go w moich oczach po wcześniejszych wydarzeniach.

- Karolina musisz wiedzieć kim jest Czarny Kapturek, bo od jutra nim zostaniesz- zaczął powoli i spojrzał na mnie.- Skup się teraz: wiem, że nie jesteś z Magicznego Świata i jest ci obce wszystko, co tutaj widzisz. Na początek musisz uświadomić sobie, że tutejsze społeczeństwo dzieli się na cztery klasy. Najwyższą stanowi król wraz z rodziną. Potem książęta Tergotu, Paladrynu, Salhaimu i Rabrodinu i ich rodziny, mieszczaństwo, a najniżej chłopstwo.

- Gdzie tu jest miejsce dla mnie?- spytałam z niepokojem, a Mattias skrzywił się.

- Do tego właśnie próbuję dojść. Ty zostaniesz Czarnym Kapturkiem: osobą spoza tych wszystkich klas…

- To dobrze czy źle?- przerwałam.

Mężczyzna odwrócił wzrok i milczał przez chwilę.

- Ta funkcja jest postrzegana w bardzo negatywny sposób- odezwał się w końcu.- Związane jest to z tym, że będziesz musiała zajmować się Perpetuą: starą królową, której tu wszyscy nienawidzą. Do tego każdy mieszkaniec Magicznego Świata ma prawo zgłaszać Ci swoje skargi, co może prowadzić do tego, że nieraz zostaniesz zelżona albo, nie daj Boże, pobita.

Przełknęłam ślinę.

- Ale… dlaczego mam wysłuchiwać narzekań innych ludzi?- zapytałam bezsensownie, udając, że nie słyszałam najgorszego.

- Vincent unika oficjalnych audiencji z biedniejszymi mieszkańcami stolicy, a to głównie oni będą się do ciebie zwracać. Każdego wieczoru będziesz spotykać się z królem i będziesz mu zdawać sprawozdanie z tego, co usłyszałaś podczas codziennego spaceru do domu Perpetuy.

Nie podobało mi się to wszystko coraz bardziej.

- Skoro reprezentuję czyjeś interesy, to czemu mam być… lżona?- zapytałam,  zmuszając się do wymówienia ostatniego słowa, które nie chciało mi przejść przez gardło.

- Czarny Kapturek to osoba o mocno podejrzanej reputacji. Po pierwsze: masz kontakt ze starą królową. Ludzie nie mają pewności, czy nie nauczy cię ona jakichś przekleństw. Jeżeli przejdziesz obok czyjegoś gospodarstwa zbyt blisko, a następnego dnia wieśniakowi zdechnie krowa, będzie to twoja wina.

- Przecież to bez sensu…

- Nie dla tych prostych ludzi. Po drugie: mieszkasz na zamku. Jeszcze tego nie wiesz, ale Królewski Zamek to podłe miejsce. Żadna szanująca się osoba nie zechciałaby tu zostać na noc, a co dopiero mieszkać! Vincent snuje się często po korytarzach i odprawia tu swoje czary, wszędzie pełno jego wojska, co noc urządzane są dzikie imprezy, a na dodatek miejsce to jest nawiedzone. No i po trzecie i najważniejsze: jako Czarny Kapturek spędzasz chyba więcej czasu z królem niż ktokolwiek inny. Vincent to samotnik, nawet dla mnie nie znajduje wiele czasu, a dla ciebie będzie miał zawsze przynajmniej godzinę. Ludzie będą wyobrażać sobie najgorsze bezeceństwa, jakie może on z tobą robić.

Wszystkie te nowiny nie brzmiały dobrze. Czułam, jak serce galopuje w mojej klatce piersiowej:

- A co jeśli nie zechcę być Czarnym Kapturkiem?

- Już na to za późno. Wiadomość o tym, że będziesz pełnić tę funkcję została już prawdopodobnie obwieszczona opinii publicznej: ulotki, które przygotował Baltazar, trafią dziś do każdego mieszkańca stolicy, a wkrótce także do mieszkańców pozostałych księstw. Jeżeli teraz się wycofasz, zostaniesz spalona na stosie, tak jak właśnie zrobiono to z twoją poprzedniczką. Słyszałaś przecież bicie dzwonów…

Znowu nie wiedziałam, jak zareagować na nowe informacje. Z jednej strony to wszystko było tak przerażające dla mnie, że nie chciałam przyjąć do wiadomości, aby mogło być prawdziwe.

- Karolina, przepraszam- powiedział nagle Mattias, odwracając się gwałtownie w moją stronę.

- Hm?- mruknęłam, nie rozumiejąc, o co mu chodzi.

- No… przepraszam za to, co wydarzyło się dziś po południu. Uderzyłem cię, a nie powinienem. Ja… mam kłopoty z agresją i z jej hamowaniem. Często reaguję zbyt pochopnie. Mam nadzieję, że mi wybaczysz?- dociekał, z nutą niepewności w głosie.

- Jeżeli to się nie powtórzy… to wybaczam. Ale jeżeli jeszcze raz mnie uderzysz, to zapomnij, że choćby na ciebie spojrzę- zagroziłam, ale Mattias uśmiechnął się z satysfakcją.

- Świetnie. Kontynuujmy zatem naszą rozmowę o twojej nowej funkcji. Za chwilę Vincent wróci do zamku. Gość będzie chciał się z tobą widzieć. Powinien wyjaśnić ci resztę twoich wątpliwości.

- „Gość”? Jeszcze niedawno mówiłeś o nim „miłościwie nam panujący Król”- parsknęłam śmiechem.

- Taaa…- zmieszał się mężczyzna.- Po prostu wtedy Vincent kazał mi cię traktować, jakbyś była duchess, a przy księżnych nie mogę źle wypowiadać się o moim kuzynie. W ogóle w tym świecie nie można się o nim źle wypowiadać, nie waż się o tym zapominać! Na szczęście cieszę się jego specjalnymi względami i chyba jest mu obojętne, jak się o nim się wyrażam, zwłaszcza w obecności Czarnego Kapturka, osoby o najniższym statucie…

Szturchnęłam Mattiasa i roześmialiśmy się. Było tak źle, że już chyba tylko to nam pozostało…

- Mogę na ciebie liczyć w tym świecie? Pomożesz mi odnaleźć się w tutejszych warunkach?

- Raczej staram się nie mieć takich zobowiązań, ale czuję, że twoje pojawienie się tutaj sporo namiesza, więc dobrze będzie mieć cię po swojej stronie. Nie zawsze będę pod ręką, ale w razie kłopotów, postaram się nie zawieść.

- Dziękuję.

Mężczyzna skrzywił się.

- Podziękujesz, jak będzie za co. A teraz czas zatopić resztę smutków w ostatnich kroplach wódki, zanim ruszysz na spotkanie Vincentowi, który nie ma dziś najlepszego humoru…