- No i zobaczymy jeszcze, kto tu jest tchórzem!- krzyknął Mattias i wychodząc z królewskiej komnaty, trzasnął za sobą mosiężnymi drzwiami, które huknęły o futrynę niczym grzmot. Znajdowaliśmy się w ciemnym zamkowym korytarzu, słabo oświetlonym pochodniami.

- Coś nie tak?- spytałam niepotrzebnie, a mężczyzna spojrzał na mnie ponuro.

- A jak myślisz? Vincent jest „zmęczony”, ale nie przeszkadza mu to w pakowaniu się na wyprawę do Tergotu. Czyż nie mówiłem wcześniej, że Król jest dziś nie w humorze?

- Czyli nie muszę się z nim teraz widzieć?- odetchnęłam z ulgą, mimo tego, że kolejnym zbędnym pytaniem wydawałam się irytować Mattiasa.

- Nie, nie musisz. Dziś pójdziesz po prostu spać, a jutro zobaczymy, co z tobą począć.

Mężczyzna zaprowadził mnie do mojego pokoju. Znajdował się on nieopodal sypialni Vincenta, co nieszczególnie przypadło mi do gustu, ale nie skomentowałam tego głośno. Jęk z mojego gardła wydobył się dopiero wtedy, gdy znalazłam się wewnątrz pomieszczenia.

- Uhgh… Co to za smród?- zakryłam dłońmi twarz, aby uniknąć zapachu niewietrzonego pomieszczenia, brudnej pościeli i niemytego ciała. Mattias nawet nie fatygował się, aby wejść do środka.

- Alicja, poprzedni Czarny Kapturek, która zajmowała ten pokój, niespecjalnie dbała o siebie i swoje otoczenie…

- Nie będę tu spać!- oświadczyłam kategorycznie, ale gdy tylko odwróciłam się, aby opuścić to miejsce, Mattias szybko zamknął przede mną drzwi.

- Nie waż się mnie tu zostawiać!- krzyczałam, kiedy słyszałam, jak w drzwiach przekręca się zamek. Zaczęłam uderzać pięściami w drzwi, ale nie zrobiło to wrażenia na moim rozmówcy.

- Wrócę nad ranem. Słodkich snów Kapturku!- usłyszałam. Jeszcze przez chwilę kopałam i krzyczałam, ale w końcu uznałam, że to bezcelowe. Oparłam się plecami o drzwi i czując łzy, napływające do oczu, osunęłam się na podłogę. Otuliłam się czarną peleryną Vincenta i zdecydowałam się przeczekać w ten sposób do rana. Niespecjalnie miałam ochotę po ciemku iść do łóżka, w którym spała przede mną obca kobieta. Do tego w pomieszczeniu tym nie było okna, ani innych źródeł światła (lub powietrza), co tym bardziej zachęcało mnie do popadnięcia w błogi stan nieświadomości.

.

…dmuchawce latawce wiatr, daleko z betonu świat…

Otworzyłam oczy i szybko przekręciłam głowę na bok. Mój telefon wygrywał piosenkę Urszuli, która była ustawiona jako dźwięk mojego budzika. Szybko usiadłam na łóżku i spojrzałam na wyświetlacz komórki. Godzina 8:00.

- O BOŻE!- wrzasnęłam i wyskoczyłam z łóżka. Wybiegłam ze swojego pokoju i na korytarzu zderzyłam się z moją współlokatorką Izą, która właśnie szykowała się do wyjścia i ubierała płaszcz.

- O matko, uważaj- mruknęła i spojrzała na mnie, jak na wariatkę.

- Przepraszam- odparłam szybko i wyminąwszy ją, rzuciłam się do łazienki. Jak miło było zobaczyć siebie w lustrze. Siebie w piżamie, skarpetkach od babci i z fryzurą w kształcie stogu siana.

- Iiiiii!!!- pisnęłam uradowana, chwytając się za twarz.

- Karolina, wszystko w porządku?- odezwała się Iza zza drzwi. Otrząsnęłam się szybko. Co pomyślała sobie o mnie moja współlokatorka? Pewnie to, co i ja o sobie właśnie mniemałam: zwariowałam!

Otworzyłam gwałtownym ruchem drzwi od łazienki.

- Jaki mamy rok?- zapytałam głupawo.

- 2013… Uderzyłaś się o kant łóżka, za dużo wypiłaś czy coś?- dopytywała moja współlokatorka z niepokojem. Miała do tego prawo: nigdy nie zachowywałam się w taki sposób.

Potrząsnęłam głową przecząco i wróciłam do swojego pokoju. Powinnam teraz ubrać się i iść na zajęcia, ale byłam zbyt roztrzęsiona, aby to uczynić. Wróciłam do łóżka i zadzwoniłam do mamy. Odebrała po trzech sygnałach.

 - Halo?- Jak dobrze było usłyszeć jej ciepły, spokojny głos.

- Mamo, miałam zły sen…- zaczęłam, ale ona przerwała mi.

- Pfff… A ja się wystraszyłam, że źle się czujesz, albo coś się stało. Tylko w nagłych wypadkach dzwonisz o tak wczesnej porze…

- Kiedy…

- Posłuchaj, właśnie miałam wychodzić do sklepu, już ubrałam nawet kurtkę. Pamiętaj, że za oknem nadal zima, mimo tego, że mamy kwiecień, więc włóż na siebie coś ciepłego, jak będziesz zbierać się do pójścia na uczelnię. I koniecznie odezwij się, jak już wrócisz po zajęciach do mieszkania…

- Tak mamo, leć już- pożegnałam ją i rozłączyłam się.

Zamyśliłam się na chwilę. Uświadomiłam sobie, jak bardzo czasami tęsknię za domem- przez to, że dostałam się na uczelnię w Wielkim Mieście, musiałam opuścić moje Małe Miasto, wynająć mieszkanie i nauczyć się żyć na własną rękę. Oczywiście wracałam do rodziców na weekendy, ale to i tak było za krótko, biorąc pod uwagę to, że w soboty pracowałam. Przypomniałam sobie też, że kiedy obudziłam się po raz pierwszy w Magicznym Świecie, wydawało mi się, że zasnęłam w moim rodzinnym domu- to chyba najlepiej odzwierciedlało tęsknotę, którą czułam.

Zdecydowałam się tamtego dnia pójść do Instytutu Historii, ale nie miałam zamiaru pojawiać się na wykładach czy ćwiczeniach. Kiedy znalazłam się w murach uczelni, skutecznie unikałam znajomych i niepostrzeżenie wsunęłam się do czytelni. Zajęłam miejsce na końcu długiego rzędu ławek i wyciągnęłam notatnik. Musiałam sobie to wszystko poukładać.

Przede wszystkim nie chciałam obudzić się po raz kolejny w Magicznym Świecie i zachowywać się jak trzęsąca się osika. Zdecydowałam się sporządzić listę osób, które dziś poznałam. W tym celu przedzieliłam kartkę pionową linią: po jednej stronie mieli znaleźć się ludzie, którym mogłam ufać, a po drugiej ci, których miałam unikać. Wśród tych „negatywnych” na pierwszym miejscu wpisałam Vincenta, tuż za nim jego wojsko, babkę i kuzyna. Dodałam tam jeszcze mieszkańców stolicy, duchess…

Zgniotłam kartkę.

Cholera. Tak naprawdę nie mogłam ufać nikomu- nie spotkałam dotąd żadnej w pełni życzliwej mi osoby. Jednocześnie gdzieś w głowie miałam królewskie słowa: Nie ufaj nikomu, poza mną i Mattiasem.

- Nie- wyszeptałam, marszcząc przy tym czoło. Vincent jest mordercą, Mattias damskim bokserem. Takim ludziom po prostu się nie wierzy.

W takim razie- co dalej?