>><<

Więc obudź mnie, kiedy to wszystko się skończy, 

 Kiedy będę mądrzejszy i starszy.

 >><<

Oparłam głowę o framugę balkonowych drzwi i wpatrywałam się w ciemność, wsłuchując się jednocześnie w tekst piosenki, której ciche dźwięki dobiegały z radia. Noc już dawno zapadła, a zegar nieubłaganie wskazywał 23:57.

Najwyższy czas, by pójść spać.

Na samą myśl o kolejnej pobudce w Magicznym Świecie przechodziły po moim ciele ciarki.

Popołudnie, tuż po opuszczeniu czytelni, zdecydowałam się spędzić w domu. Zabarykadowałam się w pokoju, mówiąc Izie, że mam nazajutrz kolokwium i muszę się do niego pouczyć, więc nie wolno mi przeszkadzać. Nawet nie minęłam się aż tak bardzo z prawdą: w istocie jutro doktor Polk miał odpytywać całą grupę z przebiegu II wojny światowej. Przygotowywałam się do tej rzezi niewiniątek aż do 22:15, następnie coś przegryzłam, umyłam się i…

No właśnie. Znowu to męczące mnie pytanie: co robić dalej?

- Zimno dziś, lepiej się schować- usłyszałam wskazówkę, wypowiedzianą zachrypniętym głosem. Okręciłam się w lewo i ujrzałam jednego z moich sąsiadów. Opierał się o balustradę i palił papierosa. Sądząc po wcześniejszych odgłosach zza ściany, najwyraźniej znowu pokłócił się z żoną, więc szukał teraz chwili ciszy i spokoju na balkonie.

- Święta racja. Dobranoc.

- Dobranoc.

Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Mój żołądek fikał koziołki, a ręce trzęsły się ze zdenerwowania. Zerknęłam na białą sukienkę, którą miałam na sobie. Ubrałam ją trochę na przekór mojej nowej ksywce- kto to w ogóle wymyślił, „Czarny Kapturek”!? Poza tym, pierwszy raz miałam położyć się w pełnym makijażu- uznałam, że jeżeli obudzę się tym razem w tym ponurym pokoju, to przynajmniej będę dobrze wyglądać, co zadowoli moją kobiecą próżność.

Ułożyłam swoją głowę na poduszce i pozwoliłam moim włosom rozsypać się wokół twarzy.

Opanowałam drżenie i uśmiechnęłam się lekko.

- Będzie dobrze. Musi tak być.

.

Ze snu wyrwało mnie gwałtowne szarpnięcie.

- Co jest?- wymruczałam, kiedy moje ciało zetknęło się z zimną podłogą. O dziwo, nie czułam zmęczenia (które jeszcze przed położeniem się do łóżka w Wielkim Mieście mnie męczyło), tylko głód i potrzebę pójścia do toalety.  Podniosłam głowę, żeby zobaczyć, kto mnie obudził w tak brutalny sposób.

- Wyglądasz okropnie- powiedziałam z satysfakcją do skacowanego, rozczochranego i niechlujnie ubranego Mattiasa, który trzymał się drzwi, jakby samodzielnie nie był w stanie utrzymać pionowej pozycji.

- Ciebie też miło widzieć- odparł i uśmiechnął się z trudem.- Nie mów proszę, że spędziłaś całą noc na tej podłodze.

- Owszem, tak przyszło mi spać w królewskim zamku, gdzie wygód i świeżej pościeli powinno być pod dostatkiem- rzuciłam zgryźliwie i zdecydowałam się wstać.

- Ał…- jęknęłam, czując dotkliwie każdy mięsień i każdą kość w moim ciele.

- Nie myślałem wczoraj zbyt… trzeźwo- rzucił po chwili milczenia.- No, ale to nieważne. Przyjmijmy, że znowu mi wybaczysz- dodał, ignorując mój gniewny wzrok.-  Karolina, nie mamy teraz dużo czasu, musimy…

- Nie wiem, co TY musisz, ale JA muszę coś zjeść i się umyć- stwierdziłam i skrzyżowałam ręce na piersi. Mattias przewrócił oczami.

- No tak, KOBIETY.

W ciągu godziny dowiedziałam się wielu zaskakujących rzeczy.

Pierwsza: mam prywatną łazienkę! Mattias zapalił lampę i kilka świeczek, aby oświetlić stary pokój Alicji (co mógł uczynić już wczoraj, nawiasem mówiąc…). Teraz miałam okazję dokładniej się wszystkiemu przyjrzeć. Nie było aż tak źle, jak myślałam: na umeblowanie składało się łóżko, duża szafa, stół i krzesło. Należało jedynie to wszystko odkurzyć. No i obowiązkowo wyprać pościel.

- Sprzątacze się tym zajmą- stwierdził, wzruszając ramionami Mattias.

- Dobrze usłyszałam? „Sprzątacze”? Vincent nie zatrudnia pań sprzątaczek?

- Nie. Zresztą już wkrótce przekonasz się, że będziesz jedyną kobietą na tym zamku.

Uniosłam brew, zdziwiona, ale mój rozmówca zakończył ten temat wskazując ręką na drzwi po prawej, których wcześniej nie zauważyłam.

- A tutaj jest łazienka.

Co prawda nie była ona szczytem marzeń, bo balia zastępowała wannę, a sedes był z drewna, to jednak wielkie brawa należały się temu, kto projektował ten zamek: była tu kanalizacja i bieżąca woda!

- Jakim cudem… Chwila, który wy tu macie rok?

- Siedemnasty rok panowania Vincenta. Tak liczymy dni- od początku panowania kolejnego władcy z rodziny Margolettich- wyjaśnił mi Mattias. Na końcu języka miałam pytanie o ilość tych władców, ale nie zdecydowałam się dalej dociekać informacji. Dlaczego? Ponieważ potrzebowałam NATYCHMIAST skorzystać z nowo odkrytych udogodnień i poprosiłam mężczyznę, aby skombinował śniadanie, a ja w tym czasie szybko się ogarnę.

- Ech… kobiety- wymruczał znowu niechętnie na odchodnym Mattias, ale posłuchał mnie. Tymczasem ja przeszłam do łazienki i ze smutkiem stwierdziłam, że mam na sobie nie moją białą sukienkę, tylko tę od duchess Marii. Najwyraźniej tylko raz przeniosłam się w swoich ubraniach- pierwszy raz i zarazem ostatni. Zerknęłam na stopy. Znajdował się na nich opatrunek, założony mi przez Vincenta. Nie zdecydowałam się na jego zmianę, ponieważ wydawał mi się dość profesjonalny, a wiedziałam, że sama nic zastępczego (i jednocześnie lepszego) nie wymyślę w tym świecie.

.

.

- Jedzenie macie tu wyśmienite- stwierdziłam, wycierając brudne palce w pelerynę. Mattias rzucił mi krytyczne spojrzenie.

- Gorzej z jakością środków piorących, więc szanuj to, co masz i staraj się, aby jak najdłużej pozostało czyste.

- Tak jest, szefie- odburknęłam i podniosłam się z podłogi w moim nowym pokoju, aby iść umyć ręce.

- Skoro już jesteś gotowa, czas żebyś zapoznała się ze swoimi nowymi obowiązkami- mówił Mattias na tyle głośno, że słyszałam go z łazienki.- Przede wszystkim, wstajesz bardzo wcześnie, ponieważ idziesz uszykować śniadanie Perpetule.

- Sama nie może tego zrobić? Z tego, co zdążyłam zobaczyć, całkiem krzepka z niej staruszka- przekrzykiwałam szum wody, napływającej do miski.

- Karolina, pamiętaj o tym, że to była KRÓLOWA. W dodatku babka obecnego KRÓLA. Z tego tytułu Vincent chce jej zapewnić, choć tyle luksusu, aby miała prywatną służącą.

- A czemu ta królowa musi mieszkać w starej chatce na uboczu miasta, a jej służąca w wielkim zamku?- spytałam, wychodząc z łazienki. Mattias zdążył w tym czasie wstać z ziemi, a talerze po jedzeniu postawił na stole.

- Cóż… na to pytanie odpowiem ci, jak będziemy w drodze. Dziś wyjątkowo pójdę do Perpetuy z tobą- wskazał mi ręką drzwi.- Najwyższy czas na nas, Kapturku.