- Trzymaj się blisko mnie- szepnął Mattias, kiedy przemierzaliśmy zamkowe korytarze. Oboje mieliśmy na głowach czarne kaptury, ale straż, którą mijaliśmy co kawałek i tak wydawała się nas rozpoznawać.- Pamiętaj, że twoje pojawienie się jest sensacją. Vincent ogłosił wczoraj wieczorem na głównym placu, gdzie spalono Alicję, że po ulicach stolicy będzie chodził nowy Czarny Kapturek, ale nie podał żadnych szczegółów na twój temat, więc ludzie sami będą chcieli dowiedzieć się tak dużo, jak się da. Zapewne na ulicach już od rana są tłumy, które będą cię wypatrywać. Dzięki ulotkom Baltazara mają ułatwione zadanie: wiedzą mniej więcej, jak wyglądasz.

- Oni mogą mi coś zrobić, prawda?- zapytałam z lękiem.

- Tego się boję, dlatego idę z tobą- odparł Mattias i zatrzymał się. Przybliżył się do mnie i jeszcze bardziej zniżył głos.- Wiem o zaklęciu, przez które się tu znalazłaś: zaklęcie szczęścia dla Vincenta. W związku z tym Król nie wie, czy dobrze postąpił, powierzając ci obecną funkcję i jedzie w tej sprawie poradzić się księcia Tergotu, swojego najwierniejszego sojusznika. Dopóki nie wróci, postaram się, abyś przeżyła.

- Przeżyła…?- pisnęłam, ale mężczyzna szybko mnie uciszył.

- Nie panikuj. Jakoś to będzie.

Jakoś?!

- Vincent chyba powiedział ci, że możesz mi ufać?

- Powiedział też, że mogę ufać jemu, a tego nie byłabym wcale taka pewna.

- Hm… Nie masz specjalnego wyjścia. Teraz chodźmy. Im szybciej przedostaniemy się przez miasto, tym prędzej będziemy mieć tę pierwszą wyprawę za sobą.

Przytaknęłam i poczułam, jak opanowuje mnie stres. Byłam w Magicznym Świecie dopiero po raz trzeci, więc jeszcze nie wszystko do mnie docierało, ale kiedy już sobie coś uzmysławiałam- nie było to na ogół zbyt przyjemne.

Wyszliśmy na zewnątrz. Słońce widniało już na nieboskłonie, a chmury zupełnie gdzieś zniknęły. Pewnie znowu zanosiło się na ciepły dzień: najwyraźniej miałam ugotować się z gorąca w tej ciemnej sukni i pelerynie.

- Pójdę kilka kroków przed tobą. Staraj się podążać za mną w odległości trzech, czterech metrów i spróbuj mnie nie zgubić- wydał polecenie Mattias, nałożył na głowę kaptur i już chciał ruszać, kiedy powstrzymałam go, chwytając połę jego peleryny.

- Nie tak szybko, panie ważny. Może to tylko moje wrażenie, ale… albo mi się wydaje, albo wstydzisz się pokazać ze mną na mieście!- wyrzuciłam z siebie. Mattias błysnął zębami w uśmiechu.

- Zrozumiałaś coś z tego, co mówiłem ci wczoraj? NIKT nie chce być z tobą kojarzony, a co dopiero ja, królewski kuzyn.

Ał. To zabolało. Mężczyzna musiał zauważyć, jak wielką przykrość mi sprawił, bo spróbował obrócić swoją wypowiedź w żart, ale przerwałam mu.

- Daruj sobie.

Okryłam swoją głowę kapturem i ruszyłam w stronę, skąd (o ile dobrze pamiętałam), wczoraj przywiózł mnie Vincent na koniu. Mattias wyprzedził mnie szybko, a mijając mnie rzucił:

- Pogadamy później.

Lekko zła, trzymałam się w odległości nawet dziesięciu metrów od mojego przewodnika, kiedy szliśmy mostem, łączącym zamek z resztą stolicy. Głowę miałam spuszczoną i starałam się, aby płaszcz okrywał mnie jak najdokładniej. Bałam się spojrzeć na strażników, obok których przechodziłam, choć podejrzewałam, że i tak wiedzieli, kto przemyka się obok nich, niczym złodziej.

Gorzej zrobiło się, kiedy znalazłam się między budynkami. Tu skróciłam swój dystans do Mattiasa, bo w tłumie na ulicy mogłam go łatwo zgubić, a nie wiedziałabym, co wtedy zrobić, a już teraz zaczęła wzbierać we mnie panika. Gdy tylko lekko uniosłam głowę zrozumiałam, że rozpoznano mnie. Gdzie nie spojrzeć, napotykałam niechętne spojrzenia ludzi.

Prawdziwe upokorzenie miało mnie jednak spotkać dopiero w biedniejszej części stolicy. Stos obelg posypał się na mnie natychmiast, gdy tylko weszłam między uboższe budynki.

- Czarownica!

- Córka szatana i kurwy! Spalić ją, jak i tamtą!

- Nie chcemy cię tu, wynoś się stąd diabli pomiocie!

- Królewska dziwka!

Serce kołatało mi w piersi a łzy cisnęły się do oczu. Spuściłam głowę, nie mogąc już dłużej patrzeć w oczy tym… ludziom? Czy zasługiwali na takie miano? Byłam w Magicznym Świecie dopiero drugi dzień, czym mogłam ich tak urazić, że zasłużyłam sobie na takie określenia?

Nagle poczułam uderzenie w głowę, a potem popchnięcie. Obejrzałam się i ujrzałam jakiegoś otyłego mężczyznę w średnim wieku, dość niechlujnie ubranego.

- Spalmy ją już teraz, niech Król wie, że nie chcemy tu takich, jak ona!- ryknął doniosłym barytonem i ścisnął mnie boleśnie za łokieć. Tłum, najwyraźniej bardzo bojowo dziś nastawiony, od razu przyklasnął temu pomysłowi. Nie zdążyli jednak nic więcej przedsięwziąć, bo powietrze przeszył ostry krzyk Mattiasa:

- DOOOOOŚĆ!!! PRZESTAĆ NATYCHMIAST!!!- darł się jak poparzony, przeciskając się w moją stronę. Ludzie ucichli, rozpoznając królewskiego kuzyna i przestraszeni zaczęli się cofać. Poczułam jak uścisk grubasa traci na sile.

- Diuku, my chcemy wyrazić w ten sposób swoją wolę…- zaczął coś dukać, ale Mattias najwyraźniej nie miał zamiaru z nim dyskutować. Niespodziewanie w jego ręku znalazł się nóż i przyłożył go mojemu napastnikowi do gardła.

- ONA jest od tego, by przekazywać wasze zdanie królowi- wysyczał, a potem szybko schował nóż i chwycił mnie za rękę.

- Idziemy- rzucił krótko i pociągnął mnie za sobą. Ludzie zrobili nam przejście, a przy tym w ciszy przyglądali się naszej dwójce. Kiedy opuściliśmy zabudowania i znaleźliśmy się na kamienistej drodze, wiodącej przez pola, upewniłam się, że nikogo wokół nie ma, zrzuciłam kaptur z głowy i pozwoliłam łzom płynąć.

- Po jaką cholerę mnie ratowałeś?!- krzyknęłam i wyrwałam swoją rękę z uścisku.- Trzeba było dać im mnie zabić!

Mattias osłupiał.

- Że.. że co? Rozum ci odjęło?!

- Nie- odburknęłam i objęłam rękami ramiona, jakby to miało mnie ochronić przed złem tego świata.- Po prostu… ja już mam jedno życie. Może nie jakieś szalone i cudowne, ale w nim nigdy nie przydarzyło mi się coś takiego, jak to tutaj…- reszta słów utonęła w szlochu. Mattias pokręcił głową, westchnął i po chwili zastanowienia objął mnie.

- Oj Kapturku, nie sądziłem, że jesteś taka wrażliwa. Ostatnio tak mi przyłożyłaś, że nigdy nie spodziewałbym się po tobie tak głębokich uczuć- zaczął tym swoim irytującym tonem, ale gdy zaczęłam buczeć głośniej, opamiętał się i dodał już normalnym tonem:

- Musisz zrozumieć, że początki tej pracy są trudne. Dziś nie było jeszcze tak źle…

- Nie było tak źle?!- odepchnęłam go.- Przed chwilą zostałam zwyzywana od najgorszych, a ty mi mówisz, że „dziś nie było jeszcze tak źle”?! Chyba alkohol ci jeszcze nie wyparował, z tego twojego głupiego, małego, męskiego MÓZGU!- krzyczałam bez sensu i jednocześnie tarłam mocno oczy, aby otrzeć łzy. Chciałam pokazać, że jestem wystarczająco twarda i nie potrzebuję niczyjej pomocy. Ruszyłam się też z miejsca i teraz szybko zmierzałam w stronę chaty wiedźmy.

- Hej, zaczekaj!- zawołał za mną Mattias i dogonił mnie w kilku dłuższych susach.- Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Po prostu… Nie no, weź się zatrzymaj, z moją kondycją nie jest dziś najlepiej…

Przystanęłam i zerknęłam na dyszącego mężczyznę, który ledwo łapał oddech. Mattias zgiął się w pół i oparł dłonie na kolanach. Spojrzałam na niego z irytacją, ale i ze współczuciem.

- Dziękuję, że nie pozwoliłeś tamtemu grubasowi spalić mnie żywcem- wymruczałam niechętnie, aby załagodzić naszą kłótnię. Spieranie się ze skacowanym mężczyzną nie miało sensu, mogłam z tym poczekać, aż resztki alkoholu zostaną przetworzone przez jego wątrobę.

- Znacznie lepiej- wydyszał, po czym z trudem wyprostował się i odgarniając swoje czarne loki z czoła, znowu przybrał zadowoloną z siebie minę.- Zatem ostatni kawałek naszej trasy przed nami.

Jak się okazało, był to najdłuższy odcinek drogi. Dopiero po godzinie przed moimi oczami zamajaczyła ściana lasu.

- Mattias, nie odpowiedziałeś mi na moje pytania- przerwałam milczenie. Mężczyzna spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.

- Mogłabyś mi je przypomnieć…?

- Dlaczego Perpetua nie mieszka na zamku?

- Bo była złą królową? A nawet bardzo złą?

- Ty się mnie pytasz, czy mi odpowiadasz?- zirytowałam się.- Vincent też nie jest zapewne najlepszym władcą, sądząc po tym, jak podczas naszego pierwszego spotkania chciał mnie spalić albo przeszyć mieczem, a w chatce na uboczu to on raczej nie nocuje…

Mattias parsknął śmiechem.

- Uwierz, przy Perpetule, Vincent jest dla swoich poddanych łagodny jak baranek. Normalnie nie zabija ludzi ot tak sobie, do czego była zdolna jego babka za jej kadencji. Najwyraźniej czymś podpadłaś obecnemu Królowi, co przy twoim charakterze wcale nie jest tak bardzo niemożliwe. I nie patrz tak na mnie, wiem co mówię. Poza tym: Perpetua sama wybrała samotność z dala od ludzi.

- A nie chciała, żeby ukochany wnuczek wyczarował jej jakiś pałacyk pod laskiem, zamiast tej obskurnej chaty?

Mattias przewrócił oczami.

- Nie, nie chciała.

Uniosłam brwi, nie dowierzając zbytnio, ale mój towarzysz najwyraźniej uznał, że udzielił mi już w tym temacie wystarczająco wyczerpujących odpowiedzi i ponownie zamilkł.

- Ok, w takim razie następne pytanie: dlaczego nie mogę mieszkać z Perpetuą, tylko codziennie muszę do niej naginać pieszo tylko po to, by przygotować jej kanapki na śniadanie?

- Co za słownictwo…- mruknął Mattias, powstrzymując kolejny wybuch śmiechu i dodał:

- Przecież powiedziałem Ci już: Perpetua nie chce mieszkać w otoczeniu ludzi. A co do twoich obowiązków, to nie będzie do nich należeć wyłącznie „robienie kanapek”.

- Ale dlaczego muszę mieszkać na zamku?- jęknęłam.

- Wiesz… to ma związek z przeszłością Vincenta. Czarny Kapturek to funkcja, którą on wymyślił i tak już się przyjęło, że Alicja, pierwsza na tym stanowisku, mieszkała na zamku. Wątpię, aby miało się to zmienić teraz, kiedy ty zostałaś jej zmienniczką. No, jesteśmy- zakończył, a ja zorientowałam się, że znaleźliśmy się niedaleko domku Perpetuy.

- Dalej pójdziesz sama.

- Nie przywitasz się z babcią?- zażartowałam, ale Mattias spoważniał.

- Nie mam na to ochoty. Nie mam z nią aż tak dobrych stosunków, jak Vincent. Ale życzę ci miłego dnia i mam nadzieję, że sobie poradzisz. Wrócę po ciebie wieczorem, w razie gdyby Gruby czekał już na ciebie z podpalonym stosem na mieście.

- Dzięki, moja ostojo spokoju i wsparcie moje!- odparłam z przesadną wdzięcznością, na co Mattias roześmiał się i obracając się na pięcie, szybko wyruszył w drogę powrotną. Tymczasem ja wzięłam głęboki oddech i skierowałam swe kroki w stronę chatki przede mną. Zapowiadał się ciekawy dzień.