Podeszłam do drzwi chaty i zapukałam lekko. Nie musiałam czekać zbyt długo na jakąkolwiek reakcję, ponieważ niemalże natychmiast usłyszałam szczęk zamka.

Przede mną ukazała się uśmiechnięta Perpetua.

- Nareszcie przyszłaś!- zawołała i wychyliła się lekko, aby zza moich pleców spojrzeć na drogę.

- Mattias zjawi się wieczorem- odparłam, domyślając się, o co chciała zapytać i dodałam nieśmiało- Przepraszam za spóźnienie.

Nadal miałam w pamięci niepochlebne słowa królewskiego kuzyna o Perpetule, więc spodziewałam się, że stojąca przede mną kobieta wpadnie nagle w złość, zacznie krzyczeć i uderzy mnie czy coś w tym rodzaju. Zaczęłam się przyzwyczajać, że nic nie powinno mnie zaskoczyć w Magicznym Świecie. Tymczasem ona swoim zachowaniem przeczyła wszystkiemu, co o niej mówiono- machnęła lekceważąco ręką na moją niepunktualność i gestem zaprosiła mnie do środka, dodając przy tym:

- Jadłaś już coś?

- Tak, dziękuję za troskę. Mattias uraczył mnie już kilkoma przysmakami z królewskiej kuch…- zamilkłam, gdy po wejściu do chaty ujrzałam stół zastawiony po brzegi jedzeniem. Odwróciłam się i napotkałam smutne oczy staruszki.

- Szkoda, myślałam, że zjemy coś wspólnie i w ten sposób będziemy mieć okazję, żeby się poznać…

- Tak właściwie to mogłabym jeszcze coś przegryźć- wtrąciłam, a kobiecie natychmiast wrócił doskonały humor.

- Wspaniale! Zapraszam zatem do stołu!

Odwzajemniłam uśmiech i zajęłam jedno z dwóch krzeseł. Najwidoczniej taka liczba tych mebli wystarczała Perpetule: musiało jej nie odwiedzać zbyt wiele osób. Albo nikt poza Vincentem i Czarnym Kapturkiem.

Dreszcz przeszedł mi po plecach, ale staruszka nie zauważyła tego, bo krzątała się przy piecu.

- Tylko nastawię wodę na coś ciepłego do picia i do ciebie dołączę. Na co masz ochotę: kawa, herbata, kakao, a może jakieś ziółka?

- Napiję się tego, co pani- wybrałam po krótkim namyśle.

- Nie jestem żadną „panią”. W Magicznym Świecie ludzie zwracają się do siebie według przynależnych im tytułów- zaoponowała nieoczekiwanie, a mi natychmiast coś się przypomniało.

- Z pewnością ma pani…

- …duchess- wtrąciła szybko, a ja przytaknęłam.

- … z pewnością duchess ma rację, ale pamiętam, że wczoraj Mattias zwracał się do mnie per „panna”.

- Zapewne zrobił to, zanim poznał cię: protokół dopuszcza wówczas taki zwrot. Oficjalny, grzeczny, ale nieelegancki, kiedy już się kogoś pozna. Mój błąd w takim razie. A właściwie błąd Vincenta: nie zostałyśmy sobie należycie przedstawione ostatnim razem.

Cisza wślizgnęła się między nas na moment, po czym staruszka usiadła naprzeciwko mnie i odchrząknęła.

- Nie wiem, jak wiele zdążyłaś się już dowiedzieć na mój temat, ale nie chcę, byś wierzyła we wszystko, co usłyszysz. To nie jest tak, że coś jest czarne albo białe. Wszystko ma w tym świecie odcienie szarości- zaczęła i urwała, zamyślając się nad czymś.

- Jestem Karolina- odezwałam się pewnym głosem, a Perpetua wyrwała się z otępienia i stwierdziła lekko:

- Wiem.

Uniosłam jedną z brwi, wyrażając tym swoje powątpiewanie.

- Vincent był tu rano. Uprzedził mnie, że Alicja, twoja poprzedniczka dziś się nie zjawi, ponieważ to ty zajęłaś jej miejsce…

- Wcale tego nie chciałam- dodałam, ale staruszka pokręciła głową z dezaprobatą.

- Źle postąpiłaś, pozwalając uciec Fatmie, więc nie ma się co dziwić, że mój wnuk musiał cię ukarać. Poza tym, nie spotkał cię wcale najgorszy los…

- Tak? To bardzo ciekawe, co duchess mówi, bo dziś o mały włos miejscowa ludność mnie nie spaliła- wzburzyłam się i wstałam od stołu.- Przepraszam, ale jednak nie mam ochoty na jedzenie.

- Nie unoś się tak, proszę…

Rozszerzyłam oczy, nie będąc pewna, czy dobrze usłyszałam. Czy ta dawniej zła i okrutna królowa właśnie mnie grzecznie o coś prosiła, po tym, jak niemalże zrzuciłam jej zapewne cenną porcelanę na podłogę?

Opadłam na krzesło, wzdychając.

- No dobrze. Zacznijmy jeszcze raz- zaproponowałam ugodowo.- Jestem Karolina, ale to już duchess wie.

- A ja jestem duchess Perpetua, dawna królowa tego świata, obecnie babka miłościwie panującego Króla Vincenta.

- Yhm…- mruknęłam jedynie lekceważąco, bo nagle wpadło mi coś do głowy.- Skoro już się tak dobrze znamy, to może duchess da mi jakąś wskazówkę, radę, zaklęcie albo może magiczny talizman… hm, no w każdym razie coś, dzięki czemu nie musiałabym wracać do tej krainy każdej nocy?

Perpetua zdziwiła się.

- Czemu?

Załamałam ręce nad jej zaślepieniem.

- Bo… bo… to nienormalne!- wyrzuciłam z siebie w końcu.- Mam wrażenie, że zwariowałam. Kładę się spać w swoim łóżku, a budzę w środku lasu. Jednego dnia idę na wykłady na uniwersytet, kolejnego mam być Czarnym Kapturkiem. To chyba trochę… zawiłe? Pokręcone? Jak mam to inaczej określić?!

Perpetua posmutniała, a ja znowu zamilkłam. Niech to szlag! Nie chciałam sprawiać jej przykrości, skoro najwyraźniej swoje już w życiu przeszła, ale jak inaczej miałam jej wyjaśnić, że nie chcę być w Magicznym Świecie?

Tymczasem staruszka znowu mnie zaskoczyła. Pochyliła się do przodu i położyła swoją dłoń na mojej. Zerknęłam na nią, a ona lekko uniosła kąciki ust ku górze.

- Wiem. Tak, ja to wszystko wiem. Proszę, nie rób takiej obrażonej miny. Wbrew pozorom, domyślam się, jak musisz się czuć, dlatego chcę ci pomóc. Przede wszystkim pozwól, aby upłynęło trochę czasu, zanim przyzwyczaisz się do tych przeskoków między krainami. Niektórzy daliby się pokroić za takie drugie życie! Potraktuj to jako nowe doświadczenie. Po drugie: nie buntuj się. Vincent wiedział, co zrobił, czyniąc cię Czarnym Kapturkiem, a on nie chce źle dla ciebie. Bardziej obawiałabym się jego kuzyna, Mattiasa. Nie ufaj mu! Najlepiej nie ufaj nikomu na zamku poza moim wnukiem…

Wiem, że Perpetua mówiła do mnie coś jeszcze, ale wyłączyłam się: nie chciałam dalej słuchać tego steku kłamstw i bzdur. Informacje, które do mnie docierały ostatnio, były zdecydowanie za bardzo sprzeczne. Zgadzało się, że Mattias to kawał drania. Uderzył mnie, zostawił samą w ciemnym pokoju, ale jednocześnie nie pozwolił zrobić ze mnie żywej pochodni. Przecież sam „wielki” Vincent powiedział, że jego kuzyn jest godny zaufania.

Z kolei jeżeli chodzi o przyzwyczajenie się do mojego drugiego życia… chyba należało od razu odrzucić tę opcję? Do pewnych rzeczy po prostu nie idzie się przyzwyczaić.

Tylko w jednym ta stara wiedźma miała rację: wszystko w Magicznym Świecie jest szare.