»«

Kochanie, gdy tak mówisz

Sprawiasz, że kobieta szaleje

Więc bądź mądry i kontynuuj

Czytanie znaków mojego ciała

Shakira

 »«

 

- Nie rozumiem, co one chciały osiągnąć zbiciem cię na kwaśne jabłko- powiedziała Perpetua, jednocześnie przykładając mi do piekącego policzka worek wypełniony zimną wodą. Jęknęłam, ale staruszka zignorowała tę oznakę słabości z mojej strony. Zajęła swoje miejsce na sofie i niezrażona grymasem na mojej twarzy, mówiła dalej:

- Poza tym, Vincent nie powinien pomagać tej dziewce z najuboższej części stolicy. Nie wiem, co on sobie myślał…

- Ale ja wiem- wtrąciłam się.- Domyślał się, jak zareagują jego poddani, kiedy okaże się, że przeze mnie mogą wszystko u niego wyprosić. Król chciał się na mnie odegrać i udało mu się to znakomicie: teraz ZNOWU nie będę mogła spokojnie przejść ulicami miasta, bo będę obawiać się, czy aby ktoś się na mnie nie rzuci.

- Bzdura- przerwała mi Perpetua.- Vincent nie jest złośliwy.

Uniosłam brwi, nie dowierzając tym słowom, ale staruszka nie patrzyła na mnie, tylko za okno, zastanawiając się nad czymś.

- Myślę, że powinnaś wracać. I tak jesteś niezdolna do pracy, więc nie będzie z ciebie dziś pożytku. Idź i wypoczywaj- zaproponowała, ku mojemu zdziwieniu, była królowa.

- Naprawdę?

- Naprawdę- przytaknęła i wstała, patrząc na mnie z troską.- Poradzisz sobie?

- Tak, jasne, dziękuję bardzo- odparłam i podniosłam się delikatnie, nadal czując ból w plecach.

Pożegnałam się z Perpetuą i ruszyłam powoli przez las w stronę zamku Vincenta. Staruszka miała rację: nie mogło być tego dnia mowy o wykonywaniu jakichkolwiek prac domowych przeze mnie.

Rozglądałam się, czy być może gdzieś między drzewami nie czai się Pagitta, ale nie było jej nigdzie widać. Szkoda, mogłaby mi bardzo pomóc, ponieważ przez ostatnie dni dość mocno nurtowała mnie kwestia jej śmierci. Tak samo, jak jeszcze kilka innych spraw, np. dlaczego Vincent tak czule opiekował się Fatmą? Czyżby był jej… ojcem?

Ta świadomość napawała mnie lękiem, co było dość idiotyczne z mojej strony. Król Magicznego Świata miał już 36 lat, co pozwalało mu mieć dzieci, na pewno prawo tego nie zabraniało. Jednocześnie nie chciałabym być macochą swojej rówieśniczki…

Złapałam siebie na tym, że znowu wybiegłam myślami w jakąś wyimaginowaną i odległą przyszłość.

Nim spostrzegłam, opuściłam las i znalazłam się w okolicy zamku. Strażnicy łypali na mnie podejrzliwie, ponieważ nigdy wcześniej nie wróciłam o tak wczesnej porze, ale zignorowałam ich i jeszcze mocniej naciągnęłam kaptur na głowę. Kolejny plus dla tego wdzianka: stwarzał pozory niewidzialności, które pozwalały mi czasami nie zwariować.

Tymczasem w moim pokoju czekała mnie niespodzianka.

- Mattias?!- jęknęłam (po raz kolejny tego dnia) na widok królewskiego kuzyna, śpiącego w moim łóżku, w tej samej pozycji, w której go zostawiłam nad ranem.

- Tak?- odmruknął sennie, nie kłopocząc się, by chociaż spróbować wstać.

- MATTIAS!- powtórzyłam dużo głośniej, ile tylko sił w płucach, co spowodowało, że mężczyzna drgnął. Zadowolona z efektu, postanowiłam go wzmocnić dodatkowo trzaskając drzwiami i mówiąc nie ciszej niż przed momentem, grzmiałam:

- Prosiłam cię, żebyś się stąd WYNIÓSŁ! MÓJ POKÓJ TO NIE IZBA WYTRZEŹWIEŃ, TY…- nagle zabrakło mi sił w płucach. Zaczęłam się krztusić, nie mogąc nabrać powietrza.

Królewski kuzyn usiadł leniwie na łóżku, przecierając oczy, gdy tymczasem ja osunęłam się na podłogę. Chwyciłam się za szyję, jakby to miało w jakiś sposób pomóc i próbowałam zaczerpnąć oddechu. Prawdopodobnie moja twarz musiała zacząć zmieniać kolory, bo Mattias w końcu zareagował. W jednej chwili znalazł się przy mnie i kiedy nie byłam w stanie odpowiedzieć na jego gorączkowe pytania, wziął mnie na ręce i zaczął gdzieś biec.

Przed oczami powoli zaczynało mi się robić czarno. Przymknęłam powieki, chcąc poddać się przychodzącej po mnie ciemności, ale nie pozwolono mi na to. Położono mnie gdzieś i nagle poczułam jakiś wyjątkowo ostry zapach. To ocuciło mnie i pozwoliło zabrać głęboki oddech.

 

Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jasnym, nieskazitelnie czystym pomieszczeniu pełnym światła i leżałam na czymś w rodzaju stołu szpitalnego, a obok mnie stał Mattias i Kalagar.

- Znowu ty…- westchnęłam, patrząc na tego drugiego. Medyk roześmiał szczerze.

- W istocie, widujemy się dziś zdecydowanie za często.

- Co z nią?- wtrącił się Mattias. Był trupio blady: widać napędziłam mu niezłego stracha.

- Nerwy są złym doradcą, tak bym to ujął. Powinna odpocząć. Widać nie doszła jeszcze do siebie po pobieraniu krwi. Kładź ją do łóżka i nie pozwól wstawać z niego do jutra- zarządził Kalagar i skierował się ku drzwiom. Będąc w progu, zerknął na królewskiego kuzyna znacząco i dopiero wówczas wyszedł.

- Co to miało znaczyć?- spytałam, ponieważ zachowanie tego człowieko- jaszczura przykuło moją uwagę.

- Powiadomi Vincenta o całym zdarzeniu- mruknął Mattias i zmarszczył czoło na chwilę, po czym rozpogodził się i radośnie krzyknął:

- Ależ się zdenerwowałem… ty to potrafisz zafundować piorunującą pobudkę!

Mężczyzna chwycił mnie pewnym ruchem i  uniósł.

- Jestem ciężka- uprzedziłam, na co on tylko przewrócił oczami.

- Wiem. Ale czy masz mnie za słabeusza?

W tym momencie Mattias napiął mięśnie, a ja roześmiałam się i oparłam głowę na jego ramieniu. Mimo bólu w kręgosłupie, musiałam przyznać, że w ramionach tego pana czułam się naprawdę dobrze.

Minęliśmy kilka zakrętów i kiedy byliśmy już obok drzwi mojego pokoju, usłyszeliśmy za naszymi plecami głos Kalagara.

- Król chce ją widzieć. Natychmiast- stwierdził sucho i nim Mattias zdążył się obrócić i zaprotestować, medyk zniknął za zakrętem.

- Proszę, nie…- mruknęłam niechętnie, a królewski kuzyn zacisnął usta w wąską linijkę.

- Rozumiem cię, ale dobrze znasz zasady. Vincent chce, Vincent ma, a my, pokorni słudzy, nie mamy nic do gadania.

- My, pokorni? Od kiedy?- droczyłam się, a Mattias uśmiechnął się szeroko.

Jednak mój humor nie uległ poprawie. Nie chciałam teraz widzieć Vincenta, ponieważ czułam się podle, ale moje zdanie nie było brane pod uwagę. Stanęliśmy przed drzwiami królewskiej komnaty. Mój tragarz pchnął mocno drzwi i weszliśmy do środka.

- Witaj wszechmocny władco!- powitał Króla Mattias i bez zapowiedzi posadził mnie na łóżku Vincenta. Chciałam zaprotestować i nawet zaczęłam się już podnosić z miękkich poduszek, ale stanowczo mnie powstrzymano.

- Miałaś odpoczywać, tak? Toteż proszę się stosować do zaleceń Kalagara, nie chcemy cię przecież stracić- odezwał się Mattias i wyzywająco spojrzał na Vincenta, który przez cały czas przyglądał się naszej dwójce z lekkim rozbawieniem. Zanotowałam, że znowu siedział przy biurku, tym razem jednak, gdy wtargnęliśmy, od razu oderwał się od swojej papierkowej pracy.

- Nie krępuj się, absolutnie! Rozgość się Kapturku- zwrócił się do mnie Król ironicznym tonem, co sprawiło, że poczułam się jeszcze gorzej. Z kolei do swojego kuzyna odezwał się protekcjonalnym tonem:

- Możesz odejść.

- Jak sobie życzysz- odparł Mattias, ukłonił się Vincentowi i nim wyszedł, posłał w moim kierunku krzepiący uśmiech. Odpowiedziałam mu lekkim uniesieniem kącików ust ku górze, co i tak wypadło dość blado.

Drzwi zamknęły się i zostałam sama z Królem, co, jak powszechnie wiadomo, nigdy nie kończyło się dobrze.

- Przepraszam, ja naprawdę nie muszę siedzieć akurat na łóżku…- zaczęłam rozmowę, nie patrząc Vincentowi w oczy.

- Nie przeszkadza mi to- uciął.

Usłyszałam szurnięcie drewnianego krzesła o podłogę i ośmieliłam się podnieść wzrok. Król wstał i skierował swe kroki w stronę fotela, stojącego niedaleko łóżka. Kiedy usadowił się na aksamitnym, czerwonym materiale, znowu uciekłam przed jego spojrzeniem. Nie chciałam zostać złapana na tym, jak się na niego najzwyczajniej w świecie… gapię.

A i tak mojej uwadze nie umknęło, że Vincent dziś miał na sobie znowu czarny strój, co w moich oczach czyniło go jeszcze przystojniejszym niż zwykle oraz podkreślało jego męską sylwetkę. Zerknęłam na swoje dłonie: drżały niepokojąco.

- Doniesiono mi o twojej przygodzie dziś rano. Czy po tym incydencie nadal pałasz tak wielką chęcią pomocy ubogim?- zapytał Król, zakładając nogę na nogę, a ręce opierając na podłokietnikach fotela.

- Cóż… mój zapał uległ zmniejszeniu, ale nie wygasł zupełnie- odparłam zgodnie z prawdą i spojrzałam w oczy Vincentowi. Dziś wyglądał na dużo bardziej wypoczętego i wydawał się… zadowolony z siebie.

- Dobrze, utarł mi Król nosa, nie sprawdziłam się, jestem głupia, niedorozwinięta i takie tam różne. Mogę już iść?- warknęłam niezbyt przyjaźnie.

- Nie możesz- odparł Vincent spokojnie i uśmiechnął się cynicznie.

Przez chwilę zastanawiałam się, co mam odpowiedzieć, ale nic nie przychodziło mi do głowy, gdy tymczasem mój rozmówca również nie palił się do rozpoczęcia nowego tematu.

- W takim razie czy mogłabym dowiedzieć się, po co Król mnie wezwał?- zapytałam niepewnie.

- Chciałem dowiedzieć się, jak z twoim stanem zdrowia- odparł i skrzyżował ręce na piersi. Po raz któryś już tego dnia czułam się zaskoczona.

- Przecież Kalagar…

- Chciałbym usłyszeć twoją wersję. Zatem słucham.

- Cóż… Jestem trochę poturbowana, mam zadrapane kolana. No i jeszcze zabrakło mi oddechu, kiedy krzyczałam na Mattiasa. Poza tym wszystko gra- wyjaśniłam, na co Król skinął głową i wstał. Podszedł do okna i wyjrzał przez nie.

- Mam nadzieję, że dostałaś nauczkę na przyszłość, by nie sprzeciwiać się moim rozkazom- stwierdził dumnie unosząc głowę, jakby chciał podkreślić swoją wyższość.

- Skoro moje prośby były niesłuszne, po co Król je w ogóle spełniał?!- spytałam opryskliwie, podnosząc głos. Na Vincencie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.

- Uznałem, że twarde zasady panujące w Magicznym Świecie musisz odczuć na własnej skórze. Ciesz się, że posłałem po ciebie Kalagara, inaczej mogłoby się to skończyć dużo gorzej.

- Mogło, owszem. Chociaż właściwie, to dlaczego Król nie chciał, by wydrapano mi oczy? Albo złamano nos?- pytałam, coraz bardziej poirytowana przebiegiem tej rozmowy. Vincent również nie był zachwycony moją dociekliwością. Wzniósł oczy do nieba.

- Z jak wielką pustką umysłową przyszło mi toczyć rozmowy… Kapturku, ocknij się w końcu! Twoja KREW! Jest CZERWONA, co oznacza, że jest cenna i nie chcę, by pospólstwo o tym wiedziało, skoro masz się z nim codziennie widywać. Pamiętaj, że jesteś reprezentantką interesów biedniejszej części społeczeństwa, więc nie mogą uważać cię za lepszą. A w twoich żyłach najwyraźniej płynie królewska krew.

- Och, zamknij się już- warknęłam w końcu, na co król uniósł prawą brew. Wyraźnie spiął się tym, że ośmieliłam się tak do niego zwrócić. Zorientowałam się, jak wielką gafę popełniłam, ale skoro i tak miałam za chwilę zostać zbesztana, czemu by nie powiedzieć… więcej?

- Mam już szczerze po dziurki w nosie tych głupich gierek- zaczęłam swoją tyradę, wstając jednocześnie z łóżka.- Zostałam wciągnięta do tego świata wbrew mojej woli i NAPRAWDĘ, starałam się dostosować do warunków tu panujących. Ale chyba mnie to przerosło. Tu się nie da normalnie żyć.

- Przestań się żalić- zaoponował Vincent, który nadal starał się trzymać swoje nerwy na wodzy. Może liczył, że zaraz padnę przed nim na kolana i zacznę przepraszać?

Nie ze mną takie numery. Podeszłam bliżej Vincenta i spojrzałam mu hardo w oczy.

- Nie przestanę- rzekłam stanowczym głosem.- Gdyby nie Mattias, jestem pewna, że już dawno bym się załamała. Tylko on jeden potrafi wesprzeć mnie dobrym słowem i pomóc w potrzebie… a i to nie zawsze. Ale przynajmniej się stara- wzięłam głębszy oddech.- Nie chcę być poniżana na każdym kroku. Większość słów puszczam mimo uszu, jednak każde z nich zostawia na mnie jakąś zadrę, rysę, która boleśnie przypomina o sobie w czasie bezsennych nocy. Jestem człowiekiem, mam swoją godność.

Stanęłam teraz naprzeciwko Króla i poczułam, jak łza bezsilności spływa po moim policzku, a kolejna chowa się w kąciku mojego oka.

Szlag! Nie chciałam mazać się, jak dziecko. Tylko czekałam, aż na oblicze Vincenta wstąpi jego drwiące spojrzenie numer jeden, ale… on chyba nie wiedział, jak zareagować na moje słowa. Podejrzewałam, że poprzedni Czarny Kapturek nigdy nie zdobyłby się na taką szczerość, jak ja przed chwilą i ta nietypowa sytuacja wymagała nietypowego zachowania.

Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę. Nie po raz pierwszy miałam okazję przyjrzeć się kuzynowi Mattiasa z tak bliskiej odległości, ale musiałam przyznam, że nigdy wcześniej mojej uwagi nie przykuły jego usta.  Wargi Vincenta były pełne i zaciekawiło mnie, jakby to było móc poczuć je na swoich?

Skoro przed chwilą dałam się ponieść emocjom, czemu by teraz…. nie spróbować…?

Zanim zdążyłam przemyśleć swój pomysł, zrobiłam jeszcze jeden mały krok, by znaleźć się bliżej Vincenta i zamknęłam oczy, aby nie widzieć jego reakcji, gdy chwytając go lewą ręką za tył głowy, złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek.

Król, ku mojemu zaskoczeniu, odwzajemnił tego spontanicznego całusa, ale po chwili odskoczył ode mnie jak oparzony. Podniosłam powieki i od razu moje oczy napotkały jego zdezorientowane, a nawet lekko przestraszone spojrzenie.

 - To…- zaczął mówić Vincent, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.

- O Boże…- wyszeptałam, nie dowierzając temu, co przed chwilą zrobiłam.

Natychmiast głos rozsądku podsunął mi tysiące myśli, które wcześniej zagłuszyłam, ale zanim zdążyłam pochwycić jakąkolwiek z nich, zadziałałam instynktownie i… rzuciłam się do drzwi.

Kiedy w popłochu nacisnęłam klamkę, Król ocknął się i krzyknął:

- Hej, stój!

To brzmiało jak rozkaz, ale nie posłuchałam go. Pobiegłam w stronę schodów i biorąc po trzy stopnie na raz, gnałam, jakby mnie sam diabeł gonił, co w sumie nie było dalekie od prawdy.

Za sobą usłyszałam jeszcze kilka okrzyków „zaczekaj!”, ale ponownie je zignorowałam.

„Odbiło mi! Idiotka! Skończona kretynka! Oślica!”- wyzywałam samą siebie w myślach. NIGDY, ale to przenigdy wcześniej nie zainicjowałam pocałunku, nie wspominając w ogóle o tak nagłym rzucaniu się do całowania dużo starszego ode mnie gościa, który wcześniej wielokrotnie mnie zwyzywał i poniżył.

Zaczynałam wierzyć, że naprawdę w głowie mam sieczkę zamiast mózgu.

Wybiegłam z zamku, ale bojąc się, by nie zostać zatrzymaną przez strażników na moście, skręciłam ostro w prawo i posuwając się w błyskawicznym tempie wzdłuż zamkowych murów, zdecydowałam się znaleźć drogę do królewskich ogrodów.

Skąd wiedziałam, że takowe istnieją? Odpowiedź była prosta: opłacało się czasami słuchać pijackich wywodów Mattiasa, który, nie dalej jak przed tygodniem, wspomniał o swojej „małej podróży do gwiazd” razem z jakąś Irminą. Królewski kuzyn opowiadał wtedy, że tuż za zamkiem Vincent nakazał zasadzić sad, jaki okazał się niejednokrotnie idealną kryjówką dla wielu „zakochanych” par.

Dla jasności, słowem klucz w tej historii była „kryjówka” i właśnie to pojęcie odbijało się w tej chwili od ścian mojego pustego mózgu.

Zorientowałam się, że biegłam zdecydowanie za szybko na me obecne możliwości fizyczne- kręgosłup boleśnie o tym przypominał z każdym krokiem, a skóra na kolanach, wcześniej zadarta, teraz najwyraźniej źle znosiła ten pościg. Na szczęście opowieści Mattiasa miały w sobie ziarno prawdy: sad w istocie znajdował się tuż za zamkiem! Gdybym tylko miała trochę więcej wolnego czasu na zwiedzanie, może odkryłabym go prędzej.

Skierowałam się w tę stronę, gdzie drzewa rosły najgęściej, aby móc się schować między nimi, ale zapomniałam, że nie mam na sobie wygodnych spodni. Długa suknia i płaszcz dodatkowo krępowały moje ruchy, ale odgłos męskich kroków tuż za mną sprawiał, że nie mogłam zrezygnować z szaleńczego pośpiechu.

Zapomniałam tylko o jednym: Vincent był czarnoksiężnikiem.

I całkiem nieźle znał się na magii.

Krzyknęłam piskliwie, kiedy nagle drzewa przede mną zapaliły się niczym pochodnie. Wyhamowałam gwałtownie z biegu i kiedy chciałam uskoczyć w bok, zdałam sobie sprawę, że sad wokół mnie został całkowicie opanowany przez pożar. Z przerażenia po prostu wmurowało mnie w ziemię.

Odwróciłam się i dostrzegłam Vincenta, który stał w tym samym pierścieniu ognia, co ja, zaledwie kilka kroków dalej. Jego twarz była spokojna i nie wydawała się wyrażać żadnych emocji. Ręce trzymał złączone za sobą i przyglądał mi się badawczo.

- Chcesz mnie spalić żywcem?!- krzyknęłam do niego, by zagłuszyć skwierczenie liści na gałęziach.- Nie zasłużyłam na to, słyszysz?! Przepraszam za ten pocałunek, nie wiem dlaczego to zrobiłam, ok?! Dałam się ponieść emocjom, chwili i…

- Och, zamknij się już- powtórzył moje wcześniejsze powiedzenie Vincent i lekko uniósł kąciki ust ku górze.

Mój strach zmniejszył się i nie wiem, czy to na skutek ognia wokół mnie, czy na widok tego uśmiechu- poczułam gorąco rozlewające się po całym ciele.

Zanim zdążyłam przeanalizować to zaskakujące zachowanie Króla, on mówił dalej:

- Nie mam też zamiaru cię zabijać, ponieważ oznaczałoby to, że chcę cię ukarać za coś, co mi się nie spodobało. A muszę przyznać, że ten pocałunek… hm- tu Vincent odchrząknął lekko zażenowany(!)- po prostu… podobał mi się.

- Podobał ci się…?- powtórzyłam głupio, nie dowierzając temu, co właśnie słyszałam. Musiałam w tamtej chwili bardzo śmiesznie wyglądać: z szeroko otwartymi ustami i oczami.

- Co nie zmienia faktu, że nadal masz się do mnie zwracać per Królu- wtrącił swoim zwykłym, lekko apodyktycznym tonem, co sprowadziło mnie na ziemię, ale i jednocześnie uspokoiło.

- Kapturku…- zaczął znowu Vincent powoli, jakby namyślając się starannie nad tym, jak ubrać swoje myśli w zdania.- Źle zaczęliśmy naszą znajomość i dąży ona w nie do końca słusznym kierunku. Po pierwsze, musisz wiedzieć, że jestem już z kimś związany.

Tu Vincent spojrzał na mnie wymownie i zrobił sobie przerwę, aby przyjrzeć się wnikliwiej mojej reakcji, ale ja, nie do końca wiedząc, co mam odpowiedzieć, wzruszyłam ramionami i rzuciłam krótkie:

- Dobrze.

Król przewrócił oczami.

- No właśnie nie dobrze, skoro oddałem twój pocałunek. Nieważne. Proszę, zostaw mnie samego i wracaj do zamku- rozkazał Król i ruchem ręki zrobił otwór w pierścieniu ognia, bym mogła z niego wyjść. Płomienie rozstąpiły się, a ja nie czekając na dalsze słowa zachęty, przeszłam między nimi. Nim ogień ponownie złączył się, obejrzałam się za siebie i ujrzałam zamyśloną twarz Vincenta.

Cóż, oboje chyba mieliśmy teraz nad czym dumać, prawda?

 

 

* * *

Kolejny rozdział pojawi się 8 października. Dużo do tego momentu wody w rzece upłynie, ale mam nadzieję, że warto na kolejny tekst poczekać:) Jestem baaardzo ciekawa Waszych opinii na temat tego rozdziału! Błędy błędami, ale co myślicie o rozwoju fabuły?;)