>><<

Nie będę więcej chodził w kółko

Z opuszczoną głową

Mam dosyć bycia smutnym

Płacząc za Tobą

 

Mam dość tych miłosnych piosenek

Jestem zmęczony łzami

 Mam dość marzenia o tym, byś tu była

Powiedziałem, że mam dość tych miłosnych piosenek

Tak smutnych i wolnych 

Ne- Yo  So sick

 

 >><<

- Tu jesteś!- wykrzyknęłam do Mattiasa, czując jednocześnie, jak kamień spada mi z serca, kiedy zobaczyłam królewskiego kuzyna siedzącego na chodniku przed Domem Uciech. Zajęłam miejsce obok mężczyzny i szturchnęłam go lekko, aby wyrwać go z zamyślenia.

- Udało ci się z nią porozmawiać?- zapytałam, domyślając się jednak odpowiedzi, która była wypisana na jego twarzy.

- Nie- odparł żałośnie.- Ktoś przy wejściu uprzedził ją, że ja i Vincent jesteśmy dziś wśród gości. A właśnie, skoro już o tym mowa, jak tańczyło się z moim uroczym kuzynem?

Wykrzywiłam twarz w grymasie i podniosłam się.

- Idę do zamku, straciłam przez Vincenta całą chęć na zabawę.

- Poczekaj, pójdziemy razem. Ja też niespecjalnie mam ochotę na tańce tego wieczoru.

Wzruszyłam ramionami, chcąc pokazać, że towarzystwo Mattiasa jest mi obojętne: nie znałam drogi powrotnej, więc służyłby mi za przewodnika, ale jednocześnie nie miałam ochoty na dalszą rozmowę. Mężczyzna podał mi swoje ramię, a ja chwyciłam je i tak o to, wyglądając niczym para zakochanych, ruszyliśmy w stronę ciemnych wież zamku, majaczących na tle nocnego nieba. Jak ponure były nasze nastroje- o tym wiedzieliśmy tylko my.

- Wyjaśnij mi coś- poprosiłam Mattiasa, korzystając z tego, że mogliśmy w końcu spokojnie porozmawiać.- Kim tak naprawdę jest Fatma?

- Przywódczynią Ruchu Błękitnych, którego zadaniem jest obalenie Vi…

- Nie, nie o to mi chodziło, dobrze wiesz- przerwałam, gdy usłyszałam, że znowu chce mi powiedzieć to, co jest powszechnie znane.- Myślisz, że jestem tak głupia, jak myśli Król? Cóż, nawet jeśli, to nie zmienia faktu, że jestem dość dobrym obserwatorem i potrafię łączyć fakty. Kiedy widzisz Fatmę, zmieniasz się nie do poznania. Rzucasz wszystko i biegniesz do niej, jakby…

- No dobra, możesz już skończyć, załapałem- wtrącił się teraz lekko zdegustowany Mattias.- Ale nie wszystko jest takie, na jakie wygląda…

- Już mi to kiedyś powiedziałeś- rzekłam lekko rozbawiona i przypomniałam mu wieczór, kiedy rozmawialiśmy o mojej nowej funkcji, tuż po skończeniu malowania mojego portretu przez Baltazara.

- Cóż, mogłem wtedy nie być do końca trzeźwy…- mężczyzna podrapał się w tył głowy, lekko zmieszany.- W porządku, przepraszam za powtórzenie się.

Westchnął i posmutniał jeszcze bardziej, o ile w ogóle było to możliwe. Chciałam obserwować jego twarz, ale on odwrócił głowę w drugą stronę. Czyżby zrobił to po to, bym nie widziała jego łez?

- Nie mówię prawdy, bo mam dość. Mam dość bycia smutnym. Jestem już zmęczony łzami i powracającymi marzeniami o tym, żeby Fatma wróciła.

Moje serce biło jak oszalałe, gdy usłyszałam te rewelacje. Mattias- królewski kuzyn i Fatma- spiskująca przeciw Vincentowi: czyżby byli kiedyś razem?!

Nagle mój partner spojrzał na mnie z jakimś dziwnym obłędem w oczach; białka jego oczu błyszczały groźnie w ciemnościach nocy.

- Opowiem ci tę historię tylko jeden, jedyny raz. Jutro o niej zapomnisz i pozwolisz mi znowu być podchmielonym i wesołym, zrozumiano?

- Oczywiście- odparłam szybko i napięłam nerwowo mięśnie. Jaka prawda miała teraz zostać mi wyjawiona?

- Fatma od najmłodszych lat mieszkała na dworze królewskim, a to dlatego, że jej matką była Alicja, poprzedni Czarny Kapturek- zaczął opowiadać spokojnym, pewnym głosem Mattias.- Nie wiem, kto jest ojcem Fatmy, ale ponoć jej matka wyjawiła jej tę informację. Dziewczyna, której historię właśnie słyszysz, urodziła się w pierwszym roku panowania Vincenta, gdy ten miał szesnaście lat i to on zadbał, aby jej dzieciństwo było szczęśliwe: wynajął opiekunkę dla Fatmy, w późniejszym wieku sprowadzał dla niej prywatne nauczycielki i troszczył się, by zawsze była najedzona, dobrze ubrana i… szczęśliwa- wydusił mężczyzna, a mi wierzyć się nie chciało, że Król Magicznego Świata był zdolny do tak ludzkich uczuć.

- Jak się poznaliście?- wyszeptałam, chcąc by Mattias kontynuował swoje opowiadanie, a on uśmiechnął się, gdy usłyszał moje słowa.

- Właściwie to znam Fatmę od dziecka. Wiesz, mam teraz trzydzieści lat, a ona zaledwie osiemnaście, więc jak łatwo policzyć, byłem niemalże świadkiem jej narodzin. Kiedy ona nosiła jeszcze pieluchy, ja byłem już szkolony w wojennym rzemiośle, ale mimo to pamiętam, jaką radość ten berbeć wniósł na zamek. No wiesz, poza Alicją, była jedyną kobietą w tych smętnych murach. Często bawiłem się z nią tak, żeby jakoś urozmaicić sobie wolny czas. Ale kiedy ona skończyła piętnaście lat… No wiesz, w tym wieku człowiek się zmienia. Zaczyna dostrzegać płeć przeciwną. Trochę początkowo broniłem się przed uczuciem, bo jestem przecież sporo starszy, ale to Fatma uparła się, że wiek nie ma znaczenia…

Mattias ścisnął teraz mocniej moją rękę, jakby kolejne słowa z trudem miały wyjść mu z gardła.

- Wszystko spieprzyłem, wiesz? Wszystko.

- Co takiego zrobiłeś, że już nie jesteście razem? Było to na tyle złe, że już nie możecie do siebie wrócić?- zapytałam, na co mężczyzna parsknął.

- A nie domyśliłaś się jeszcze z tą twoją spostrzegawczością, z czym mam problem? Dwa słowa: agresja i alkoholizm. To mnie zgubiło. Kiedy jestem trzeźwy, łatwiej mnie zdenerwować, dlatego piję, ale wtedy popadam ze skrajności w skrajność.

- I Fatma nie chciała się z tym pogodzić, a ty nie chcesz się zmieniać- wydedukowałam, z czym Mattias tylko w połowie się zgodził.

- Kiedyś pokłóciliśmy się. Nawet nie pamiętam o co, ale faktem było, że uderzyłem ją wtedy. O ile to, że jestem od czasu do czasu pijany, Fatma mogła jeszcze znieść, to tamtego ciosu nigdy mi nie wybaczyła. Wiesz jak to jest, kto uderzy raz, uderzy i drugi, bez względu na to, ile by się nie zarzekał. I wiesz? To prawda. Uderzyłem drugi raz. Miałaś nawet okazję to „podziwiać”.

- A przy okazji sama wtedy dostałam…- mruknęłam, czym pogorszyłam sprawę.

- Karolina, przeprosiłem cię prawda? Co mam jeszcze zrobić?!

- Leczyć się.

Mattias wybuchnął głośnym, ale żałośnie brzmiącym śmiechem.

- Po co? Fatma już zdecydowała: nie wróci do mnie. Krótko po naszej sprzeczce uciekła z zamku i ukryła się Bóg wie gdzie… Nie chce mieć ze mną do czynienia. Gorzej, że zamiast mścić się na mnie, odgrywa się na Vincencie. To przecież ona zebrała większość Szeptaczy Zaklęć z czterech królestw i stolicy w jedno miejsce, by stworzyć Ruch Błękitnych- grupę oporu, która chce przejąć władzę.

- Może potrzebuje królewskiej władzy, by dopiero wtedy poniżyć cię w jakiś sposób?- wyraziłam przypuszczenie, ale Mattias potrząsnął przecząco głową.

- Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Bądź co bądź, skończmy już rozmowę na ten temat. Wszystko ci wyjaśniłem. Kochałem się z Fatmą. Nie wiem, co ona teraz do mnie czuje, ale ja zawsze będę ją kochać, choć nigdy nie będziemy razem. Tyle. Koniec kropka. Dlatego pozwól mi się bawić, pić, śmiać się i nie miej mi za złe mojego rozpasania. Gdybym tego nie robił, umarłbym z rozpaczy. Tak wielka miłość, jak moja do Fatmy, nie zdarza się praktycznie w tym świecie. Choć jest nazywany magicznym, to więcej tu bólu, rozpaczy i biedy, niż dobroci. Tym większy czuję żal, że nam nie wyszło.

- Przykro mi- powiedziałam i przytuliłam Mattiasa. Trwaliśmy przez chwilę w uścisku i czekałam, aż nasze emocje opadną. Nie co dzień czyniło i słyszało się takie wyznania. W końcu królewski kuzyn odsunął mnie od siebie. W miejscu, w którym akurat staliśmy, było ciemno, więc nie widziałam jego twarzy, ale jego oddech był spokojniejszy. Widać ujawnienie tego, co w nim siedziało, w jakiś sposób przyniosło mu ukojenie.

- Chodźmy, do zamku już niedaleko- powiedział, ujmując mnie znów pod ramię. Mattias odchrząknął i zupełnie nieoczekiwanie wrócił do swojego irytującego sposobu mówienia, zadając pytanie:

- A w ogóle to porozmawiałaś sobie w końcu z Vincentem? Wiesz, w „Domu Uciech” znalazł się tak naprawdę tylko z twojego powodu, ponieważ powiedziałem mu, że cię tam zabieram. Nie mógł cię nigdzie złapać w trakcie mojego wyjazdu i wyznał mi, że trudno mu z tobą rozmawiać. W sumie nie wiem, dlaczego się ciebie tak boi. Ja jakoś czuję się swobodnie w twoim towarzystwie- mówił trzy po trzy Mattias, a ja znowu zmarkotniałam.

- Nie wydaje mi się, żeby Vincent czuł jakiekolwiek zażenowanie moja osobą. Jak dotychczas śmiało prawił mi same przykre dla mnie „komplementy”, poczynając od tego, że jestem brzydka, a kończąc na tym, że jestem ułomna.

- Myślę, że mówił to w nerwach. Uwierz, Król jest dżentelmenem, ale nie lubi gdy coś idzie nie po jego myśli. Do tego ma… hm. Powiedzmy, że ma pewne opory, co do płci przeciwnej i między innymi dlatego nie ma żadnych kobiet na zamku.

- Mało mnie to obchodzi, Mattiasie. Potrafię go ocenić głównie przez pryzmat tego, jak odnosi się do mnie i wiesz co? Ocena ta wypada zdecydowanie negatywnie.

- A jednak zaklęcie szczęścia, najpotężniejsze, jakie tylko istnieje, sprowadziło cię do tego świata. Ciekawi mnie, dlaczego. Ty i Vincent patrzycie na siebie jak dwoje wygłodniałych zwierząt, które mają się lada moment pozagryzać, a jednak wasze losy już zostały tak pomyślane, że…

- Nie kończ- przerwałam, coraz bardziej rozdrażniona.- Nie wierzę w coś takiego, jak przeznaczenie. Poza tym, nie bardzo ufam magii, czarom i różnego typu zabobonom.

- Możesz mówić, co chcesz, ale prawda jest taka, że to magia była na tyle potężna, by cię tu sprowadzić- zatriumfował Mattias. Wyrwałam rękę z jego uścisku i chwyciłam suknię, by lekko ją unieść i tym samym przyspieszyć kroku. Od zamku dzieliło nas już zaledwie kilka minut.

- Jesteś irytujący!- warknęłam.

- Och kochanie, doprawdy, nie zasłużyłem na te komplementy!

Pokazałam Mattiasowi język, na co on parsknął śmiechem i zrównał ze mną swój chód, ale nie rozpoczął tematu. Milczeliśmy, gdy odprowadził mnie do mojego pokoju i kiedy chciałam zamknąć mu drzwi przed nosem, królewski kuzyn nagle spoważniał.

- Karolina, skoro dziś rozmawiamy ze sobą tak szczerze… Myślę, że powinnaś jeszcze o czymś wiedzieć. Vincent jest…

- Nie- przerwałam, domyślając się, co chce powiedzieć.- Proszę, nie powtarzaj mi po raz kolejny, że to on jest tu Królem, który jest wszechwładny, cudowny i mam być mu posłuszna. Nie mam ochoty na słuchanie tego po raz kolejny.

- Ale…

- Nie! Dobranoc!- ucięłam ostro i zamknęłam drzwi.

- Będziesz później tego żałować!- odkrzyknął jeszcze na odchodnym mężczyzna, ale to były ostatnie słowa, które wyszły dziś z jego ust w moim towarzystwie.

Nie podzielałam zdania Mattiasa: póki co, wystarczyło mi rewelacji. Zdjęłam z siebie zieloną suknię i ostrożnie powiesiłam ją w szafie, w której dotychczas znajdował się tylko ubrudzony ziemią dres.

Umyłam się i położyłam do łóżka, aby jeszcze na kilka godzin zdrzemnąć się i powrócić do normalnego życia w Dużym Mieście.

Jednak zanim sen nadszedł, na chwilę przywołałam wspomnienia dnia minionego, szczególnie moment, gdy tańczyłam z Vincentem. Mattias powiedział, że patrzymy na siebie jak dwoje wygłodniałych zwierząt i zdałam sobie sprawę, że jeśli chodzi o mnie, to mogłaby być prawda.

Rozpaczliwie łaknęłam miłości, choć bałam się do tego przyznać.

Tylko dlaczego to uczucie chciałam dzielić z Vincentem, który nie przejawiał wobec mnie żadnych pozytywnych emocji?

„…Tak wielka miłość, jak moja do Fatmy nie zdarza się praktycznie w tym świecie. Choć jest nazywany magicznym, to więcej tu bólu, rozpaczy i biedy, niż dobroci…”- powiedział dziś Mattias i być może miał rację: w Magicznym Świecie nie było miejsca na miłość.

.

.

.

Historia życia Fatmy- ujawniona! Póki co, na razie tylko z punktu widzenia Mattiasa- inne postacie mogą mieć w tym temacie trochę inne zdanie;)

Na kolejny rozdział zapraszam 22 września: rozdział będzie nosił tytuł „Przypadek Gelardy” i wystąpi w nim nowa, acz raczej epizodyczna postać mieszkanki Magicznego Świata, która stanie się kością (nie)zgody między Karoliną a Vincentem…

Na koniec chciałabym jeszcze podziękować za wszystkie komentarze i poprosić, byście nie bali pisać się tego, co myślicie- konstruktywna krytyka nie boli;)

Pozdrawiam i mam nadzieję, że korzystacie z uroków pięknej złotej polskiej jesieni:)