>><<  

Kiedy poczujesz moje ciepło

Spójrz w moje oczy

Tam kryją się moje demony

Nie podchodź zbyt blisko

Tam jest ciemno

>><<

 .

- O Boże!- krzyknęłam wystraszona.

- Nie, to tylko ja- odparł chmurnie Vincent.

Vincent!

- Co ty tu… Co Król tu robi?!- poprawiłam się szybko. Widok Władcy Magicznego Świata, siedzącego na moim łóżku, dosłownie wmurował mnie w ziemię, mimo iż sądziłam, że już nic nie jest mnie w stanie zadziwić w tej zwariowanej krainie.

Vincent nie patrzył na mnie. Jego wzrok był skupiony na trzymanym w rękach zmiętym liście, który do mnie wcześniej wysłał, a który ja zamaszystym ruchem umieściłam pod łóżkiem. Jak on go znalazł?! I jak do jasnej cho…

- Żądałem odpowiedzi na to pismo- przerwał moje rozmyślania Król. Uśmiechnęłam się kpiąco na ten władczy ton. Oho, znam ten denerwujący styl: Pan i Władca wraca do gry!

No to się zabawmy.

- Ode mnie z kolei kiedyś żądano, abym pukała przed wejściem do królewskiej komnaty. Tymczasem osoba, która rzekomo wtedy próbowała nauczyć mnie dobrych manier, teraz sama włamała się do czyjejś sypialni, pod nieobecność lokatorki. Czy tak aby wypada?- zastanawiałam się głośno, krzyżując jednocześnie ręce na piersi i wodząc obojętnym wzrokiem po pomieszczeniu.

- Nie przyjechałem specjalnie z Paladrynu, by dyskutować o takich sprawach!- wyznał nieoczekiwanie Vincent i zerwał się ze swojego miejsca. Wyglądał na wściekłego.

Oj.

Moje pokłady animuszu nagle gdzieś zniknęły i poczułam się zdecydowanie mniej pewnie. Przywarłam plecami do drzwi, aby w razie czegoś rzucić się do ucieczki, ale Vincent jakby wyczuł moje zamiary i jednym ruchem dłoni sprawił, że usłyszałam szczęk zamka.

- Nawet nie próbuj stąd wychodzić- ostrzegł, a ja zbladłam.

- Czego chcesz?

- ODPOWIEDZI!- ryknął głośno Vincent, a ja drgnęłam.- SZLAG! Dlaczego z tobą jest tak trudno rozmawiać?!

- Cieszę się, że Król osiągnął tak mistrzowski poziom w rozmowach z kobietami, że nie ma sobie nic do zarzucenia- rzuciłam zgryźliwie, ale kolejne, mordercze spojrzenie, posłane w moją stronę, powiedziało mi, że lepiej będzie dla mnie, jeśli się na chwilę zamknę.

- Skup się wreszcie! Czy ty nie widzisz, że musi mi na tobie zależeć, skoro zarywam kolejną noc na przebywanie w twoim towarzystwie?!

Król zmienił ton. Jego gniew zelżał, a twarz przybrała zatroskany wyraz- swoją drogą, nie wiadomo, którego oblicza powinnam się bać bardziej.

Vincent mówił dalej, a z każdym kolejnym krokiem, był coraz bliżej mnie.

- Nie lubię niejasnych sytuacji, a obecna w tej chwili taką jest. Chcę po prostu wiedzieć, co ty myślisz o tym wszystkim. Co myślisz o mnie. O nas. Razem. Ja już ci wszystko wyznałem w liście, teraz czas na ciebie.

Vincent znalazł się teraz na tyle blisko, że w ciszy nocy słyszałam jego bijące serce. Podniósł jedną rękę i dotknął delikatnie mojej twarzy.

- Powiedz to- rozkazał.

Chociaż w obecnej sytuacji dość trudno było mi się skupić, nie pozwoliłam sobie tym razem na to, by dać ponieść się emocjom.

- Jeżeli chcesz, abym przystała, na jakiś cichy romans w ukryciu przed twoją żoną, to możesz stąd natychmiast wyjść.

Vincent otworzył szeroko oczy. Wyglądał w tej chwili na szczerze zaskoczonego.

- Kiedy ja nie mam żony…!

- Nie…? Jak to…?!

Oboje patrzyliśmy teraz na siebie, jakby każde z nas pochodziło z innej planety. Vincent w końcu uśmiechnął się, jakby pojął, w czym tkwi pomyłka.

- Hm… W sumie to tak, jestem z kimś obecnie związany. Ale nie wiem, na ile to uczucie jest trwałe, skoro jednocześnie TY spędzasz mi sen z powiek.

- Z zajętymi facetami też się nie spotykam- dodałam szybko.

- Mogłabyś na chwilę tę drobną przeszkodę wyrzucić z głowy? Karolino, proszę, przestań wymigiwać się od odpowiedzi…

- Dobrze. Chcesz odpowiedzi, to ją masz: nie kocham cię, o Panie Magicznego Świata- stwierdziłam, mając dość tej rozmowy i odchyliłam głowę w bok, by uciec przed palącym dotykiem Vincenta. Tymczasem mężczyzna z minuty na minutę bawił się coraz lepiej.

- Spokojnie, ja ciebie też nie kocham. Ale coś jednak jest między nami, prawda? No, chyba że temu zaprzeczysz…?

Zdecydowałam się spojrzeć na Vincenta, ale gdy to uczyniłam, zrozumiałam, że przegrałam w tym starciu.

- Może lepiej nie odpowiadaj. Po prostu pozwól mi coś zrobić- wyszeptał wolno Król i przybliżył swoją twarz do mojej. Przymknęłam powieki i niemalże wstrzymałam oddech, kiedy poczułam, jak nasze wargi stykają się w pocałunku.

Mimo, że było mi dobrze, tym razem to ja odsunęłam się jako pierwsza. Zanim jednak zdołałam coś powiedzieć, Vincent uśmiechnął się z zadowoleniem.

- O właśnie taką odpowiedź mi chodziło.

- Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele, nie jestem ciebie godna!- zaczęłam ironizować.- Słuchaj, nie możesz tak po prostu dogryzać mi, a tuż potem całować. To nie jest normalne.

- I co z tego?- wzruszył ramionami Vincent, a ja zacisnęłam wargi z niezadowoleniem. Mężczyzna wyczuł natychmiast, że tym razem to nie jest zwykłe przekomarzanie się i spoważniał.

Znowu dotknął mojej twarzy, sprawiając, że moje myśli rozbiegły się w bezładne stada.

- Niepokoi cię moje zachowanie, bo kryje się we mnie mrok. Ciemności. Jednak wiedz jedno: nie znasz mnie tak dobrze, jak myślisz.

- Wiem, że jesteś zdolny do zabicia człowieka i to nie świadczy dobrze o tobie. Potrafisz żądać, ale nie umiesz prosić. Jesteś…

 - Wystarczy- wtrącił się niezbyt zachwycony moją nagłą tyradą Vincent. Chwycił mnie teraz za ramiona i poprosił, bym na niego spojrzała.

- Przez cały czas próbuję ci wyjaśnić, że chociaż pozornie różnimy się, i to nawet bardzo, to jednak połączyło nas jakieś dziwne uczucie, którego na razie nie potrafię zdefiniować w żaden sposób. Mógłbym je w sobie zdusić, ale… nie chcę. Jednak jeżeli mam mu pozwolić rozwijać się, muszę mieć na to twoje przyzwolenie. I otrzymałem je, tak?

Spuściłam onieśmielona wzrok i cicho przyznałam:

- Tak.

- Nie wstydź się- roześmiał się Vincent, zmuszając mnie do ponownego spojrzenia mu w oczy.- Nie robisz nic złego. Muszę już wracać do Paladrynu, a ty idź spać, bo podejrzewam, że Mattias zafundował ci dziś w nocy niezły wycisk na jednej z potańcówek w jego włościach. Jutro napiszę do ciebie ponownie i tym razem postaraj się odpowiedzieć.

Przytaknęłam i nim zdołałam coś więcej dodać, Król złożył szybki pocałunek na moim czole i wyszedł, uśmiechając się do mnie, jakby dając mi tym samym do zrozumienia, że jest… szczęśliwy!

Ja za to czułam się wyczerpana. Jak na jedną noc, doznałam zdecydowanie zbyt wielu wrażeń. Rzuciłam się na łóżko, nie zdejmując sukni i spróbowałam sobie poukładać, co ja właśnie najlepszego przed chwilą zrobiłam.

Po pierwsze: pozwoliłam Vincentowi, by miał jakąś nadzieję, że możemy być razem. A ja naprawdę nie wyobrażałam sobie jakiejkolwiek relacji innej niż „wroga” pomiędzy mną a Królem. Różniła nas pozycja społeczna (czemu teraz ja to podkreślałam?!), charakter, wiek i doświadczenia życiowe. To nie mogło się udać.

A jednak czułam ucisk w dole brzucha, gdy tylko Vincent znajdował się bliżej mnie, nie wspominając już o momentach, gdy nasze usta spotykały się. Chociaż szczerze wyznałam Królowi, że go nie kocham, to nie mogłabym już z tą samą pewnością stwierdzić, że nie jestem w nim zakochana.

Szlag. Szlag. Szlag!

 .

.

- Kapturku, czy ty w ogóle słyszałaś, co ja do ciebie powiedziałam?- zapytała lekko rozzłoszczona Perpetua.

- Hm..?- wymruczałam sennie, podnosząc głowę znad zszywanej przeze mnie sukienki.

- Pytałam, czy nie chciałabyś może znowu wcześniej wrócić do zamku. Jesteś dziś kompletnie nieprzytomna, a przez to zupełnie niezdatna do pracy. Co ty robiłaś w nocy?! Bo na pewno nie spałaś!- zrzędziła staruszka stojąc nade mną i krytycznym okiem przyglądając się moim niezgrabnym szwom. Nie miałam sił złościć się za tę wypowiedź. Poza tym, moje myśli krążyły wokół pewnej osoby…

- Przepraszam. Nie mogłam usnąć- skłamałam. No bo co innego miałam powiedzieć? „Wiesz Perpetua, w nocy najpierw imprezowałam na dworze znienawidzonej przez ciebie córki, a potem zajęta byłam całowaniem twojego wnuka i myśleniem o nim. Extra, co?”

Ta, aż się paliłam by zwierzyć się z tego wszystkiego mojej pracodawczyni.

- Za wszystko szczerze żałuję i pragnę się poprawić- wyrecytowałam formułkę od spowiedzi i podałam zdziwionej Perpetule jej suknię, podnosząc się jednocześnie z miejsca.- Jutro postaram się pracować lepiej.

- Chyba uderzyli cię mocniej, niż myślałam… Zresztą, nieważne. Uciekaj.

Nie trzeba mi było powtarzać dwa razy, że mam wolne. Myśl o tym, że w zamku może czekać na mnie list, sprawiła, że pokonałam znajomą trasę w czasie o wiele krótszym niż normalnie. Za wszelką cenę starałam się też unikać mieszkańców stolicy, którzy mogliby zatrzymać mnie na dłużej, opowiadając o swoich problemach. Sumienie surowo ganiło mnie za ten egoizm, ale serce kazało biec co sił na zamek.

- Gdzie jest Mattias?- zapytałam napotkanego przy drzwiach strażnika.

- Pewnie tam, gdzie zwykle w porze kolacji. W jadalni.

- Dzięki- rzuciłam na odchodnym i nie patrząc na sługę Vincenta, ruszyłam na poszukiwania królewskiego kuzyna. Przeczucia strażnika oczywiście okazały się słuszne i odnalazłam Mattiasa przy stole w dużej sali, gdzie jadłam śniadanie mojego pierwszego dnia na zamku.

Niestety, nie był sam. W pomieszczeniu znajdowało się jeszcze kilku mężczyzn, którzy zastygli w bezruchu, gdy wparowałam niczym przeciąg do jadalni. Przywykłam, że moja obecność w tak „wysokich” sferach nie była dobrze postrzegana, więc nie robiąc sobie nic z oburzonych spojrzeń, odszukałam wzrokiem Mattiasa i patrząc mu prosto w oczy, poprosiłam, by pomówił ze mną przez chwilę.

- Czyś ty zwariowała? Wiesz, jak niefortunne i niekulturalne jest twoje zachowanie? A akurat dziś goszczę w imieniu Króla naprawdę znakomite osobistości!- marudził mężczyzna, gdy po przeproszeniu całego towarzystwa, wyszedł za drzwi, by rozmówić się ze mną na osobności.

- List- przerwałam.- Czy jest dla mnie list od Vincenta?

Mattias wydawał się całkowicie zbity z tropu.

- Niby dlaczego Król miałby do ciebie pisać?

- Obowiązki- odparłam wymijająco.- To w końcu jest czy nie?

- Chyba coś tam do ciebie przyszło. Zostawiłem ci pocztę w twoim pokoju. Hej, a ty dokąd…?!

- Do zobaczenia!- odkrzyknęłam, nie oglądając się za siebie.

Zwój, zabezpieczony królewską pieczęcią, leżał na moim łóżku. Drżącymi dłońmi rozerwałam przesyłkę i chciwie przebiegałam wzrokiem po słowach:

.

Droga Karolino,

Jak się czujesz po całym dniu pracy u mojej babki? Dotychczas nie interesowałem się, jak Ci się dla niej pracuje, więc chyba najwyższy czas o to zapytać. Perpetua w rozmowach ze mną zawsze podkreśla, że jest z ciebie zadowolona, chociaż nie do końca odpowiada jej Twój brak zdolności kucharskich. Obawiam się, że w moje serce, zgodnie z przysłowiem, nie trafisz przez żołądek! 

Kiedy do Ciebie piszę, trwa właśnie zebranie książąt w Paladrynie. Czuję się strasznie zmęczony, a jednocześnie podniecony wydarzeniami ubiegłej nocy. Czy i Ty czujesz się podobnie?

Teraz przemawia Gael, książę Tergotu, ale znam tekst jego mowy, więc mam chwilę, by, zgodnie z obietnicą, wystosować do Ciebie kilka słów. 

Pewnie słyszałaś bajkę o Czerwonym Kapturku- dziewczynce, która przemierzała las, by zanieść babci jedzenie, a w drodze czyhał na nią groźny wilk, który ją połknął i gdyby nie dzielny drwal, zostałaby strawiona w brzuchu zwierzęcia? Jeśli nie, to mniej więcej tak przedstawia się ta historia. Inspirowałem się nią, kiedy „tworzyłem” posadę Czarnego Kapturka, ze względu na to, że zauważyłem wiele podobieństw pomiędzy bajką a rzeczywistością. Bo czyż okazyjnie nie przemierzasz lasu Pagitty, by dostać się do babci? Czyż w lesie nie czeka na Ciebie wiele zagrożeń?

Ponoć między drzewami straszy duch wspomnianej Pagitty. Dziewczyna była córką karczmarza i żyła w czasach, gdy Perpetua obejmowała tron. Piękna i dobra, nie miała wrogów, szczęściem był dla niej każdy kolejny oddech, kochała życie i wszystko, co z nim związane. Aż tu pewnego dnia strażnicy mojej babki znaleźli jej martwe ciało w lesie. Nie wiadomo, kto ją zabił, ale jej ciało pozbawione było krwi. Pagittę pochowano i pewnie zapomnianoby o całym wydarzeniu, gdyby nie fakt, że po dziś dzień znajdują się osoby, które twierdzą, że widziały jej ducha w lesie.

Nigdy nie natknąłem się na Pagittę, ale nie uważam, aby pogłoski o jej umęczonej duszy były kłamstwem. W Magicznym Świecie każda tragedia pozostawia po sobie wyraźny ślad. Co przydarzyło się tej dziewczynie? Może jeszcze kiedyś prawda wyjdzie na jaw. 

Czy udało mi się nastraszyć Cię choć trochę? Nie ukrywam, że było to moim zamiarem. Lubię mieszać skrajne uczucia: groza i namiętność to mieszanka, która smakuje mi najlepiej. 

Podpisano:

Jego Królewska Wysokość, Czarnoksiężnik z Lasów Pagitty, Pan i Władca Magicznego Świata: 

Vincent I Margoletti

.

List rozbawił mnie i postanowiłam na niego odpowiedzieć jak najszybciej. W szafie odnalazłam papier, pióro i atrament. Niemiłosiernie brudząc dłonie i kreśląc tyleż samo plam, co liter, odpowiedziałam:

.

Vincencie,

Niestety, jedyne co Ci się udało, to rozśmieszyć mnie. Przykro mi, ale po tym, co zafundowali mi mieszkańcy Magicznego Świata, to bardziej boję się ludzi, nie zjaw i duchów. 

Nawiązując do początku Twojego listu: jak się czuję po całym dniu pracy? Lepsze byłoby pytanie: jak się czuję po ostatniej nocy? Wtedy odpowiedź brzmiałaby tak: jakby przewróciła się na mnie jedna z zamkowych wież. Jestem wyczerpana, ale nadal analizuję, na co ja właściwie Ci pozwoliłam, gdy mówiłeś o rozwijaniu tego, co jest pomiędzy nami. 

Podpisano:

Karolina

.

Odpowiedź na mój list przyszła następnego dnia:

.

Droga Karolino,

Może w takim razie powinnaś bać się tego, na co mi pozwoliłaś?

Ps. Masz okropne pismo! Kto uczył się sztuki kaligrafii?! Kura?!

Podpisano:

Jego Królewska Wysokość, Czarnoksiężnik z Lasów Pagitty, Pan i Władca Magicznego Świata: 

Vincent I Margoletti

.

Vincencie,

Powinieneś się cieszyć, że w ogóle otrzymujesz ode mnie odpowiedzi! Poza tym, dobrze, udało Ci się. Boję się, zadowolony? 

Podpisano:

Karolina

.

Droga Karolino, 

Jestem pewien, że ze strachem Ci do twarzy. Bój się w takim razie, bo wracam już za dwa dni. Razem ze mną do zamku przyjedzie Gael. Istnieją powody, dla których chciałbym, abyś go poznała, więc bądź dla niego miła. 

Ps. Trudno mi to wyznać, ale tęsknię za Tobą! 

Podpisano:

Jego Królewska Wysokość, Czarnoksiężnik z Lasów Pagitty, Pan i Władca Magicznego Świata: 

Vincent I Margoletti

 .

 .

 .

Cytat: tekst piosenki Imagine Dragons- Demons

Kolejny rozdział: 9 listopada 2013r.

Kilka słów ode mnie: Jak widać, ludzie i czarnoksiężnicy listy piszą!:) Dziękuję wszystkim stałym bywalcom za komentarze i wsparcie!