>><<

Znalazłam tego jednego,

zmienił moje życie,

Ale czy to ja byłam tą, która się zmieniła?

On po prostu się zjawił w odpowiednim czasie,

Powinnam być zakochana, ale… 

 

Cokolwiek to jest, czuję jakby śmiało się ze mnie przez szkło weneckiego lustra,

Cokolwiek to jest, po prostu siedzi tam i śmieje się ze mnie,

A ja chcę tylko krzyczeć

 

Co teraz? Nie mogę nic wymyślić

Co teraz? Chyba po prostu to przeczekam

Co teraz? Proszę powiedz mi

Co teraz?

>><<

 .

Znalezienie Domu Uciech, do którego Mattias zabrał mnie jakiś czas temu, nie było wcale takie łatwe, jak początkowo sądziłam, ale nie poddawałam się. Przemykałam uliczkami stolicy Magicznego Świata, starając się jak najmniej zwracać na siebie uwagę: ostatnie, czego chciałam, to zostać przyłapaną na gorącym uczynku. Teoretycznie o tej porze powinnam znajdować się w chacie Perpetuy, więc straże patrolujące ulice mogły uznać moją obecność w mieście za niepokojącą i donieść o niej Vincentowi.

A to właśnie przed nim chciałam uciec i znałam tylko jedną osobę, która mogłaby mi w tym pomóc, ponieważ już wcześniej udało jej się niejednokrotnie wyprowadzić Króla w pole.

Fatma była moją ostatnią deską ratunku.

Niestety, nie wiedziałam, gdzie mogłabym ją znaleźć. Wątpiłam, aby ktokolwiek zdradził mi jej adres, skoro powszechnie uważano mnie za wierną służkę Vincenta, śmiertelnego wroga rewolucjonistów, dlatego zdecydowałam się udać do miejsca, w którym ostatnio widziałam dziewczynę: do Domu Uciech.

W ten oto sposób, bez mapy i przewodnika, rozglądałam się gorączkowo w poszukiwaniu znajomego budynku. Co jakiś czas odwracałam się nerwowo za siebie, by sprawdzić, czy ktoś przypadkiem nie goni mnie lub nie śledzi. Adrenalina w moim organizmie rosła z godziny na godzinę, ale to pomagało mi wyrzucić z głowy obraz Vincenta i Gaela. Razem.

Dusiłam w sobie płacz i zagryzałam zęby.

- Rozkleisz się później, teraz musisz wziąć się w garść!- mruczałam sama do siebie pod nosem, ale nie brzmiałam zbyt przekonująco.

Na szczęście około godziny trzeciej, kiedy moje nerwy znajdowały się już na skraju wytrzymałości, zauważyłam, że znajduję się w znanej okolicy. Z jeszcze większą ulgą dojrzałam czarny budynek z czerwonymi kotarami, który wyraźnie odróżniał się na tyle pozostałych domów.

Podeszłam do głównego wejścia i nacisnęłam na klamkę, ale… napotkałam opór.

Zmarszczyłam brwi. Być tak blisko celu i poddać się? Co to, to nie. Zapukałam, a gdy nikt nie otworzył, powtórzyłam tę czynność kilkakrotnie.

- Halo! Jest tam ktoś?!- krzyknęłam zirytowana i kopnęłam w drzwi, które nareszcie otworzyły się.

- Co jest?! W dzień zamknięte!- warknął ostro młody chłopak w szarym, pobrudzonym podkoszulku. Jego twarz, zapełniona głębokimi bruzdami, wyrażała wściekłość, ale i… zdziwienie.- Czarny Kapturek w naszych progach? Czego chcesz?

- Uciekłam z zamku i nie mam zamiaru tam wracać. Potrzebuję pomocy w ukryciu się, więc pomyślałam, że Fatma…

- Odejdź, proszę- przerwał mi chłopak, który nagle zrobił się blady, jak ściana. Najwidoczniej wystraszył się tego, co chciałam zrobić (a sądziłam, że nie można w tej chwili bać się bardziej ode mnie). Nieznajomy zrobił szybki ruch ręką i chciał zamknąć drzwi tuż przed moim nosem, ale uprzedziłam go i wślizgnęłam się pod jego ramieniem do środka.

- Nie możesz tu zostać!

- I wcale tego nie chcę! Pójdę sobie, gdy tylko wskażesz mi, gdzie mogę znaleźć Fatmę- wyjaśniłam mojemu zestresowanemu rozmówcy.

- Kiedy…

- Patryk, co się tutaj dzieje?- odezwał się nagle inny głos. Odwróciłam się i napotkałam spojrzenie mężczyzny w średnim wieku. Również miał na sobie niezbyt czysty podkoszulek, a jego twarz wyrażała zaniepokojenie.

- Panie Krzysztofie, ja wcale nie chciałem jej wpuścić!- zapewnił chłopak, który otworzył mi drzwi.

- Nie chcę nikomu sprawić kłopotów. Po prostu muszę zniknąć Królowi z oczu i wiem, że tylko przywódczyni Ruchu Błękitnych może mi pomóc. Zaprowadźcie mnie do niej!- błagałam.

Nieznajomi skrzywili się i przez chwilę zastanawiali się, co ze mną zrobić.

- Skąd mamy wiedzieć, że to nie jest jakaś zagrywka ze strony Króla? Że nie chce poprzez ciebie dotrzeć do kryjówki tej biednej dziewczyny…?- zapytał Krzysztof, przypatrując się jednocześnie podejrzliwie mojej postaci.

Rozłożyłam bezradnie ręce na te słowa.

- Wiem, że to trudne, ale musicie mi zaufać.

- To raczej niemożliwie. W końcu po raz ostatni byłaś tu widziana w towarzystwie Mattiasa, naszego przełożonego. Zrozum, stawiasz nas w niezręcznej sytuacji…- tłumaczył cierpliwie Krzysztof.

- Przepraszam, ale nie mam wyjścia. Uwierzcie mi, że jeżeli przed wieczorem nie znajdę schronienia, to MOJA sytuacja będzie dużo gorsza, od waszej obecnej- odparłam drżącym głosem.

Dotrzeć tak daleko i spotkać się z odmową? Tego nie przewidywał mój plan. Widziałam, jak moje dłonie zaczynają drżeć i przeczuwałam, że lada moment łzy pociekną z moich oczu, kiedy nagle przyszedł mi do głowy pomysł.

- Moja krew jest czerwona!- wypaliłam bez zastanowienia, czym wprawiłam moich rozmówców w zdumienie.

Krzysztof uśmiechnął się lekko.

- Ty naprawdę jesteś zdesperowana… No, nieważne. Patryk- tu mężczyzna zwrócił się do milczącego od dłuższej chwili chłopaka- Zaprowadzisz ją do Elżbiety. Po drodze sprawdzaj, czy aby nikt was nie śledzi.  W tym czasie ja porozmawiam z Fatmą i przekażę jej… nowiny.

Teraz Krzysztof przeniósł wzrok na mnie i poważnym głosem dodał:

- Jeżeli prawdą jest, że Czarny Kapturek, najwierniejsza służąca Króla, odwraca się przeciwko swemu Panu, to w najbliższych dniach Magiczny Świat czeka prawdziwe trzęsienie ziemi.

.

.

- To tu- wyszeptał Patryk i po raz setny rozejrzał się po lesie. Jego przesadna ostrożność już dawno przestała mnie bawić.

- Kiedy tu nic nie ma…- kaprysiłam, nie rozumiejąc jego słów i przemknęło mi przez głowę, że być może chłopak zabrał mnie w to miejsce, aby mnie skrzywdzić.

Na tę myśl ciarki przebiegły mi po plecach.

- Musimy zejść pod ziemię- wyjaśnił tymczasem niecierpliwie mój przewodnik, jakby to było coś oczywistego. Chłopak podszedł do lekkiego pagórka i dopiero teraz zauważyłam, że w miejscu jego styku z drzewem znajduje się otwór. Nie oglądając się na mnie, Patryk zsunął się do jego wnętrza. Pełna obaw, co zastanę się w środku, podążyłam za nim.

- Ale mi się gość trafił!- usłyszałam kobiecy głos, gdy tylko wylądowałam miękko na stercie mchu. Pozbierałam się prędko i spróbowałam zorientować się, co znajduje się przede mną. Cokolwiek to było, nie pachniało przyjemnie. Zmarszczyłam nos.

- Dzień dobry- przywitałam się grzecznie.- Jestem…

- Pani Elżbieto, ja będę już uciekać- przerwał moją prezentację Patryk.- Mój pan powinien coś z nią zrobić do wieczora: albo przekaże ją Fatmie, albo… nie wiem. Ja swoje zadanie wykonałem.

- Dobrze kotuś, biegnij w takim razie i uważaj na siebie- odparła nieznajoma mi kobieta. Patrykowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, bo przemknął niczym wiatr tuż obok mnie i kilkoma zgrabnymi ruchami wydostał się z tej nory tak, jakby robił to już wcześniej wiele razy.

- No i zostałyśmy same- odezwał się głos przede mną, a potem zaśmiał.- Może masz ochotę na coś do jedzenia? Mogę coś ugotować.

- Nie, dziękuję- skłamałam, chociaż tak naprawdę mój żołądek warczał głośniej, niż wściekły pies na łańcuchu. Jednak nie mogłabym nic przełknąć w tym otoczeniu bez odruchu wymiotnego.

- Trudno. W każdym razie daj mi kochanie znać, gdybyś zgłodniała- odrzekła lekko zawiedziona kobieta, ale już po chwili znowu zaczęła radośnie szczebiotać:

- Czarny Kapturek w kryjówce rebeliantów! Tego jeszcze w Magicznym Świecie nie było! Może nareszcie szala zwycięstwa przechyli się na naszą stronę…

- „Naszą”?

- Mam oczywiście na myśli Ruch Błękitnych, grupę oporu, stworzoną przez Fatmę… Chwila, kochanie, czy ty szlochasz?

Złapałam się na tym, że w istocie wydałam z siebie odgłos płaczu.

- Przepraszam… Po prostu, ja…

Nagle poczułam, jak ciepłe, kobiece ramiona przyciągają mnie do siebie. Poddałam się niemalże matczynemu uściskowi, spragniona w tej chwili bliskości i pozwoliłam łzom płynąć.

- Ciii… Nie warto…- uspokajała Elżbieta, gładząc mnie delikatnie po włosach- Cichutko… Chodź, siądziesz sobie.

Kobieta wskazała mi miejsce na mchu, na który wcześniej upadłam, a potem rozpaliła w piecu, dzięki czemu płomienie oświetliły lekko pomieszczenie. W ten sposób ujrzałam moją pocieszycielkę: na oko miała jakieś sześćdziesiąt lat, była niska i wyglądała na mocno zaniedbaną. Jej ubrania znajdowały się w stanie godnym pożałowania, a włosy już dawno nie widziały grzebienia.

- Przyglądasz mi się, co?- zagadnęła wesoło, gdy odczuła moje spojrzenie na sobie.

- Tak. Znaczy nie. Bo ja…- zaczęłam pokrętnie tłumaczyć, zawstydzona swoją ciekawością, ale ona machnęła na to ręką i przysiadła obok pieca, na kupce ziemi.

-  Nie gniewam się. Domyślam się, że po tylu latach w tym podziemiu, muszę wyglądać okropnie i stanowię dość osobliwe zjawisko.

- Nie może pani stąd po prostu wyjść?

- Gdyby to było takie proste…- roześmiała się Elżbieta, tym razem jednak, jej głos zabrzmiał wyjątkowo smutno.- Muszę się ukrywać, przed tymi, którzy tropią i brutalnie zabijają rewolucjonistów.

- A pani działa po stronie Fatmy…- domyśliłam się.

- Zajmuję się gotowaniem dla Ruchu, szyję dla nich błękitne płaszcze i, gdy sytuacja jest poważna, biorę udział w niektórych akcjach. Do tego jestem matką, ciotką i babką wszystkich, którzy szukają schronienia.

- Dlatego przysłano mnie tutaj? Bo chcę się schować przed Królem?

- A chcesz?

Pytanie to spowodowało nowy napływ łez do moich oczu. Szybko je otarłam, nie chcąc się rozklejać jeszcze bardziej i zagryzłam mocno zęby. Elżbiecie oczywiście nie uszło uwadze moje zachowanie.

- Król cię zranił prawda?- wyszeptała, jakby przerażona swoją wypowiedzią, wstała i zaczęła chodzić nerwowo po pomieszczeniu.- Wiesz Kapturku, ostatni uciekinierzy z królewskiego zamku, zdarzyli mi się jakieś kilka lat temu, ale wszyscy, którzy do mnie przybyli, znajdowali się w stanie euforii, ponieważ wierzyli że zaczną nowe życie. Nieważne, jak wiele złego musieli przejść ze strony Vincenta, ważne było to, że odzyskiwali wolność. A ty… jesteś inna. Rozbita, zastraszona, smutna. Dlaczego?

- A czemu wszyscy tak nienawidzą Vincenta?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie, chcąc uniknąć wyjawienia moich własnych uczuć do Króla.

Udało mi się.

- Dziecko, czyż nie wiesz o jego reformach i poczynaniach?

Pokręciłam przecząco głową, a Elżbieta prychnęła.

- Długo by w takim razie mówić o całym złu, które wyrządził ten „człowiek”. Niemalże każdy mieszkaniec Magicznego Świata jest świadkiem okrutnego postępowania Króla. Nawet ja. We mnie najbardziej uderzyła ustawa o tym, by dzieci, urodzone pierwszego roku panowania Vincenta, przybyły na jego dwór i tam pozostały. Na moje nieszczęście, tuż po obaleniu Julietty, poczęłam Kasjusza. Zabrano mi go. Czy wiesz, co dla matki znaczy odcięcie jej od nowo narodzonego dziecka..?

- Mogę się tylko domyślać, jak wiele bólu to pani sprawiło… Czy w ciągu ostatnich siedemnastu lat widziała pani jeszcze kiedykolwiek swojego syna?

- Nie. Ale wiem, że żyje i służy na dworze tego potwora. Świadomość, że gdzieś tam daleko znajduje się moje dziecko, utrzymuje mnie na tym podłym świecie i popycha nieustannie do coraz niebezpieczniejszych działań, by tylko obalić tyrana, jakim jest Vincent.

Poczułam skurcz żołądka. Naprawdę mogłam zadurzyć się w kimś takim..?

- Co jeszcze takiego zrobił?- zapytałam z lękiem, chociaż nie byłam przekonana, czy aby na pewno chciałam usłyszeć ciąg dalszy tych opowiadań.

- Ostatnio spalił całą wioskę, bo szukał czegoś w lesie. Do tego morduje bez powodu ludzi, którzy mu się nawiną. Popiera prostytucję, urządza dzikie orgie na zamku, a w swoich lochach więzi różnych nieszczęśników… Czemu robisz takie duże oczy?

Zarumieniłam się, jednocześnie po raz pierwszy ciesząc się, że pomieszczenie nie jest tak dobrze oświetlone, dzięki czemu moje zmieszanie mogło umknąć uwadze Elżbiety.

- Po prostu mieszkałam przez miesiąc na zamku i na żadnej orgii nie byłam, ani też o żadnej nie słyszałam.

- Może Vincent chciał sobie zostawić ciebie tylko do swojej dyspozycji. Zresztą, ten człowiek przeleciałby wszystko, co się rusza, bez względu na płeć, więc chociaż jest w związku z księciem Gaelem, to pewnie nie przeszkadzałoby mu to w posiadaniu kochanki…

Spuściłam wzrok, uświadamiając sobie brutalną prawdę tych słów. Elżbieta nagle zamachnęła się ręką i uderzyła się w czoło:

- A niech to! Ty.. Ty się zakochałaś w Królu! To już teraz rozumiem, czemu każde wspomnienie Vincenta przyprawia cię o łzy… I co ty teraz kochanie zamierzasz z tym uczuciem zrobić? Powinnaś przecież wiedzieć, że w Magicznym Świecie miłość jest bardzo wyjątkowa, nie można jej tak po prostu zignorować, albo przed nią uciec.

- Obawiam się, że nie mam innego wyjścia- ucięłam stanowczo dyskusję.

Następne dwie godziny minęły nam w ciszy. Ułożyłam się na mchu i odpoczywają w ten sposób, przyglądałam się krzątaniu Elżbiety, która szykowała obiad. Jednak zapachy, które dobiegały z jej garnków, wcale nie zachęcały do spożywania posiłku.

Na szczęście nie musiałam w tej norze spędzać nocy: Krzysztof pojawił się o zmierzchu zgodnie z zapowiedzią.

- Mam dobre wieści- oznajmił, gdy tylko wsunął się do nory.- Fatma załatwiła ci nocleg w miejscu, do którego władza Vincenta nie sięga.

.

.

Dwór Guiliano, mimo wieczornej pory, zapełniał się już pierwszymi gośćmi, którzy co trzeci dzień przybywali, by wypić, potańczyć i podzielić się plotkami. Nie wszyscy jednak byli w szampańskich nastrojach.

- Juan, czyś ty zwariował?- zapytała Julietta, patrząc wymownie na swojego syna.

- Nie, skąd to pytanie?- zdziwił się i wzruszył ramionami młody mężczyzna.- Vincent przyrzekł, że nie będzie zaglądał do naszych włości. Co w tym złego, jeżeli przyjmiemy pod swój dach Czarnego Kapturka?

- A to, że możemy wywołać wojnę wcześniej, niż zakłada to nasz plan.

Julietta zacisnęła usta w wąską linijkę a Juan przewrócił oczami i podszedł bliżej matki. Schylił się do jej ucha i szepnął:

- Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.

Mężczyzna uśmiechnął się zawadiacko i z szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy, ruszył powitać kolejnych gości, zostawiając byłą królową z mieszanymi uczuciami.

.

.

.

Cytat: wybrane fragmenty tekstu piosenki Rihanna- What now.

Kolejny rozdział: 1 grudnia 2013r.

Kilka słów ode mnie: Przepraszam za wszelakiego rodzaju opóźnienia w odpisywaniu na komentarze/komentowaniu Waszych blogów. Po 25 listopada powinnam nadrobić wszelkie zaległości.

Dziękuję Wszystkim tym, którym jeszcze chce się czytać to, co piszę;)