- Przeczytałam!- oznajmiła mi moja młodsza siostra Klara.

- To świetnie… ale co masz właściwie na myśli?- spytałam niepewnie i usiadłam na mojej walizce. Znajdowałam się akurat w pociągu i czułam się już porządnie zmęczona: za mną była dopiero godzina drogi, a przede mną drugie tyle, mimo, że pociąg powinien jechać zaledwie czterdzieści pięć minut. Nie bez powodu za rozwinięcie skrótu PKP uważano Powolne Katowanie Pasażerów.

- Twoje notatki- odparła radośnie Klara, a ja natychmiast otrzeźwiałam i przypomniałam sobie, co ja najlepszego zrobiłam.

Otóż przez ostatnie kilka dni czułam się wyjątkowo nieswojo z tym, że nie mogę podzielić się z nikim moimi przeżyciami w Magicznym Świecie. Dlatego zdecydowałam się wszystkie swoje spostrzeżenia i wątpliwości spisać w zeszycie, aby dać upust swoim emocjom. Nie było to wcale takim złym pomysłem, ale w chwili zaćmienia umysłu zrobiłam coś jeszcze: poprosiłam moją siostrę o pomoc.

Klara była ode mnie młodsza o cztery lata, ale jak na swój wiek była względnie dojrzała, dlatego pokazałam jej moje zapiski, dodając przy tym:

- Mam pomysł na nowe opowiadanie, ale problem sprawia mi spójne poukładanie zdarzeń i ocena postaci. Przeczytaj te notatki, może mi coś podpowiesz.

Początkowo sądziłam, że Klara odmówi, ponieważ nie lubiła mojej twórczości, ale wzięła ode mnie zeszyt, zapoznała się z jego zawartością i najwyraźniej w tej chwili dzwoniła, by podzielić się ze mną swoimi wrażeniami po lekturze moich wynurzeń.

Natychmiast zrobiło mi się gorąco.

- I co…?- zapytałam z lękiem.

- I… przeczytałam!- tu zaśmiała się cicho.- O matko, co też siedzi w tej twojej głowie!

Przewróciłam oczami.

- Byłam raczej ciekawa co myślisz o tej historii, nie o mnie.

Uświadomiłam sobie, że naprawdę interesowało mnie zdanie Klary. Moja siostra potrafiła pisać świetne teksty, więc uznałam, że jej bystry umysł dostrzeże w Magicznym Świecie coś, co mi umykało.

- Jasne. Zacznijmy może od Mattiasa. Naprawdę Karolina nie mogła znaleźć sobie lepszej psiapsióły?

-…

- Jesteś tam? Halo!- zirytowała się Klara, gdy nie odpowiadałam przez dłuższą chwilę.

- Jestem- wydusiłam z siebie.- Siostrzyczko, Mattias to mężczyzna, nie kobieta.

Gdyby nie to, że siedziałam ściśnięta pomiędzy jakimś podstarzałym facetem, a gotką czytającą książkę, na pewno z wrażenia spadłabym ze swojej walizki.

- Oj wiem przecież! Po prostu… ten gość jest taki śmieszny. Ale wydaje się w porządku.

- Yhm…- odmruknęłam w odpowiedzi i lekko ściszyłam głośnik, aby słowa Klary nie docierały do moich współtowarzyszy podróży.

- Tego samego nie idzie już powiedzieć o Vincencie. W ogóle to robisz z tego jakieś „Pamiętniki Wampirów”. No wiesz, ona jedna, ich dwóch…

- Pomiędzy tą trójką nic nie ma. A już na pewno nie między Karoliną a Mattiasem- zaprotestowałam żywo, może nawet zbyt żywo.

- Mów sobie co chcesz, ale mi się tu kroi jakiś romansik. A już na pewno między Karoliną a Vincentem: przecież większość notatek jest o tej parce.

Uśmiechnęłam się mimowolnie, czując jak przyjemne ciepło rozprzestrzenia się po moim ciele.

- Cóż… Król Magicznego Świata jest ważny, skoro jest najważniejszą osobą opowiadania.

- A tam, nieprawda. Poza tym, strasznie dużo wrogów ma ten twój król. Matkę, brata i… Fatimę?

- Fatmę- poprawiłam Klarę.

- O to, to- przytaknęła natychmiast.- Też sobie powybierałaś imiona… Przecież P-e-r-p-e-t-u-y nie idzie wymówić inaczej, jak wolno literując!

- Do rzeczy siostro.

- A no tak. Więc chodzi mi o tę Fatimę… to znaczy Fa-tmę. Dlaczego Fatma postanowiła się buntować przeciwko Vincentowi? Fakt, że być może robi to, aby później upokorzyć Mattiasa, wydaje mi się mocno naciągany. Wymyśl lepiej coś innego.

- Nie mam już pomysłów- odburknęłam, mając jednocześnie świadomość, że nie mam dużego wpływu na bieg wydarzeń.- Potrzebuję świeżego spojrzenia na tę historię.

- Myślę, że twoja bohaterka powinna bardziej zająć się tym, co dzieje się w Magicznym Świecie, a nie w jej sercu. Wątkiem głównym wcale nie jest trójkąt miłosny, tylko walka o władzę. Trochę, jak w „Grze o tron”. Na twoim miejscu zajęłabym się teraz bardziej opisem matki Vincenta i jego brata. No i przede wszystkim Fatimą.

- Fatmą…!

- No o tym mówię! Cieszę się, że zrozumiałaś. No, to miłej podróży. Mama mówi, że masz dać znać, jak będziesz w mieszkaniu.

- Jasne, dzięki.

Pożegnałam się z siostrą i rozłączyłam się. Dopiero teraz zauważyłam, że gotka, siedząca na podłodze obok mojej walizki, dziwnie na mnie spogląda spod oka.

- A myślałam, że to ja miewam niezłą banię po kilku drinkach- mruknęła cicho, ale nie na tyle, bym tego nie usłyszała.

Świetnie. Powoli nawet obcy ludzie zaczynali uznawać mnie za wariatkę: właśnie tego mi brakowało. Na szczęście przez resztę podróży moje myśli całkowicie pochłonął Magiczny Świat i przestałam się czymkolwiek przejmować.

Prawdopodobnie, jako jedyna osoba na planecie Ziemia, miałam okazję przenosić się do zupełnie innego wymiaru i podświadomie czułam, że źle wykorzystywałam okazję, jaką dało mi życie. Klara miała rację: powinnam niejako poznać stanowisko drugiej strony w tej walce o władzę. Kto wie, może i ja powinnam zawalczyć o tron…?

Z drugiej strony, wcale nie czułam się źle jako Czarny Kapturek. Początki były trudne, ale ostatnie dni sprawiły, że nie chciałabym się zamienić sprawowanym stanowiskiem za żadne skarby świata.

Na podobnych rozmyślaniach minęła mi reszta podróży i droga do pustego mieszkania. Moi współlokatorzy, Iza i Adam, zapowiedzieli, że przyjadą nazajutrz, więc dzisiejszy wieczór miałam spędzić w całkowitej samotności.

Początkowo chciałam zadzwonić po jedną z koleżanek i pójść gdzieś do klubu potańczyć, ale stwierdziłam, że nie mam ochoty na włóczenie się po mieście. Zamiast tego zrobiłam sobie herbaty, rozpakowałam walizkę i obejrzałam wieczorne wiadomości. Wszystkie te czynności były próbą odwlekania pory, kiedy należało iść spać: wiedziałam, że gdy obudzę się w Magicznym Świecie, to będzie jednocześnie ten dzień, kiedy Vincent powróci z Paladrynu.

Po listach, które otrzymywałam dzień w dzień od Króla, nie wiedziałam, czego mam się spodziewać po naszym ponownym spotkaniu. Pragnęłam zobaczyć Vincenta choć przez chwilę, ale nie wiedziałam, czy z tą samą pewnością mogłabym przyznać, że chciałabym z nim porozmawiać. Pocałować? Tak! Mówić o szczegółach naszego ewentualnego związku? W żadnym wypadku!

Znużona pracą, jazdą pociągiem i natrętnymi myślami, nawet nie spostrzegłam się, kiedy moje powieki niespodziewanie opadły, a ciało poddało się i zapadło w niespokojny sen.

.

.

.Gdy Mattias pojawił się tego poranka w moim pokoju, natychmiast spostrzegłam jego nienaturalne zadowolenie:

- Król wraca, wraca Król…

- Kto o tym, nie słyszał, ten ma ból!- dokończyłam jego przyśpiewkę, na co on się skwasił.

- Mój tekst był lepszy- stwierdził z wyniosłą miną, siadając na krześle. Wzruszyłam ramionami.

- Nic innego nie przyszło mi w tej chwili na myśl.

- Na przyszłość pozwól tworzyć mistrzowi- odparował natychmiast i wyciągnął do mnie rękę, w której trzymał list.

- Proszę, to już prawdopodobnie ostatnia przesyłka od mojego kuzyna. Skoro dzisiaj wraca, będzie mógł ci osobiście wydawać rozkazy, a ja nie będę mu już potrzebny jako goniec. Hej, widziałem te minę! Pewnie sobie myślisz, że nic nie robię w tym przybytku bogactwa i zepsucia, jakim jest królewski zamek?- oburzył się nagle Mattias, a ja powstrzymałam uśmiech.

- A zajmujesz się czymś jeszcze poza piciem, jedzeniem, spaniem i zabawieniem panienek w nocnych lokalach?- wyraziłam swoje wątpliwości i jednocześnie zmarszczyłam brwi, kiedy zobaczyłam napis na liście.

- Pf! Oczywiście, że tak! Sama widziałaś przecież, że wczoraj w imieniu Vincenta omawiałem przy kolacji plany zagospodarowania pustych terenów przy lesie Pagitty…

- List nie jest do mnie- przerwałam chłodno Mattiasowi, na co tym razem on zareagował obojętnie.

- Wiem. Ale przecież to nie ja jestem odpowiedzialny za kontakty z Perpetuą. Skoro i tak idziesz do tej stetryczałej choleryczki, to przy okazji możesz jej to pismo oddać, tak?

- Niby tak… O której dziś wraca Król?- spytałam mimochodem, a na twarzy Mattias zagościł szelmowski uśmiech.

- A czemu cię to tak interesuje?

- A bez powodu- skłamałam nieudolnie, czym jeszcze bardziej rozbawiłam mężczyznę.

- Inaczej bym nie śmiał pomyśleć. Przecież młoda, śliczna dziewczyna o niskiej pozycji w społeczeństwie na pewno nie jest zainteresowana osobą Króla, który mógłby dać jej wszystko, czego jej brakuje…

- Sugerujesz coś?- zirytowałam się.

- Przestań udawać, Kapturku- syknął Mattias.- Myślisz, że nie domyślam się, jakie sprośności są w tych listach, których wyczekujesz, co wieczór, jak zbawienia? A może sądzisz, że nie wiem o twoich nocnych schadzkach z Vincentem? Przecież już wszyscy słudzy na zamku trąbią o tym, że sypiasz z Królem, mimo że…

- Zamknij się!- przerwałam mu gwałtownie.- Nie… Nie masz prawa mnie osądzać- wykrztusiłam, oburzona tymi słowami, które przed chwilą usłyszałam.

- Tak? A kto tobie dał prawo, by oceniać moje zachowanie?- natychmiast odpyskował Mattias.

- Wyjdź stąd. Natychmiast.

- Jak sobie życzysz.

Mężczyzna zacisnął zęby i zerwał się ze swojego miejsca. Wychodząc, nie zaszczycił mnie ani jednym spojrzeniem.

Nie chciałam go obrazić. Sądziłam, że wspominając o jego „wyczynach” tylko się z nim tradycyjnie podrażnię, ale najwidoczniej on odebrał to inaczej. W normalnej sytuacji, na pewno bym go przeprosiła, ale po tym, jak naskoczył na mnie ze swoimi bezpodstawnymi oskarżeniami, nie miałam na to ochoty.

Dzień, którego z utęsknieniem wyczekiwałam, nie zaczął się zbyt dobrze. Z jakiegoś powodu jednak, chciałam uczynić go wyjątkowym i przyszedł mi nagle zaskakujący pomysł: a może by tak przed pracą zajrzeć do królewskich ogrodów? Już tyle tygodni mieszkałam na królewskim zamku, a nadal nie znałam jego otoczenia.

Jak pokazało moje postępowanie wobec Klary, nie zawsze dokładanie myślałam nad swoim zachowaniem, więc i tym razem szybko podjęłam decyzję. Czym prędzej odziałam się i wyszłam na zewnątrz.

Poranek był zaskakująco ciepły, ale zmuszona byłam do mrużenia oczu, przed nadmiarem światła, którym promieniowało ostre poranne słońce. Lekki wiatr, owiewający moje policzki, natychmiast sprawił, że mogłam na chwilę zapomnieć o przykrości, jaką sprawił mi Mattias.

Nogi tym razem poniosły mnie nie w kierunku sadu, a zagajnika fantazyjnie obciętych krzaków. Liczyłam na to, że uda mi się ukryć między nimi, gdybym gdzieś dostrzegła Mattiasa, albo straże. Ci drudzy, zaniepokojeni moim niecodziennym zachowaniem, mogli przecież uznać, że szykuję jakiś zamach stanu (!), i tym samym, zawróciliby mnie z drogi.

Gdy tak snułam swoje przypuszczenia, zupełnie niespodziewanie usłyszałam jakiś ruch w oddali. Spanikowałam.

Ledwo zdążyłam pomyśleć o strażach, a oni już mnie znaleźli?

Szybko schowałam się za jednym z krzaków i w napięciu oczekiwałam, kto ukaże się za chwilę zza zakrętu.

Ku mojemu przeogromnemu zdziwieniu, ujrzałam… Vincenta!

Serce natychmiast przyspieszyło. Wrócił! I to już nad ranem! Może nawet specjalnie zarwał noc, żeby zobaczyć się ze mną tuż po wschodzie słońca…?

Zanim wybiegłam ze swojej kryjówki, by się z nim przywitać, w moim polu widzenia pojawił się ktoś jeszcze. Vincentowi towarzyszył mężczyzna, którego nie widziałam dotychczas. Nie należał do służby, ponieważ nie nosił się na czarno, a jego strój wyglądał na drogi. Najwyraźniej musiał być to Gael, książę Tergotu, którego miałam poznać.  Król na pewno wściekłby się, gdybym teraz wyskoczyła zza krzaków, skoro gościł tak ważną personę, więc zdecydowałam się nie ujawniać swojej obecności.

Tymczasem mężczyźni znaleźli się bliżej mnie i byłam w stanie dosłyszeć, o czym rozmawiali.

- Nareszcie możemy pobyć trochę sami. Tegoroczne obrady obfitowały w tyle atrakcji, że nie sposób było porozmawiać na osobności- powiedział Gael.

- Też jestem zmęczony- westchnął w odpowiedzi Vincent.

- Przecież zauważyłem. Nawet nie miałeś sił, aby się ogolić. Szczęśliwie, znam receptę na twoje problemy: gdybyśmy w końcu sformalizowali nasz związek, miałbyś mniej obowiązków, dobrze o tym wiesz. Jednakże odnoszę wrażenie, że ostatnio unikasz tego tematu, mimo że całkiem niedawno zarzekałeś się, że jeszcze do końca tego roku ustalimy datę ślubu i mojej koronacji.

Chwila… że co? O czym ten facet mówił?!

Tymczasem Vincent zatrzymał się. Król odwrócił się w stronę swojego rozmówcy i dotykając czule jego twarzy, zapytał:

- Wątpisz w moje uczucia, Gaelu?

Nagle wszystkie dotychczasowe wydarzenia stały się dla mnie jasne.

Vincent.. miał chłopaka- księcia Tergotu. To z nim był związany!

Vincent był… gejem!

- Chryste Panie…!- krzyknęłam mimowolnie, nie mogąc utrzymać emocji na wodzy, a obserwowanie przeze mnie mężczyźni na chwilę zastygli w bezruchu, po czym prędko odwrócili się w moją stronę.

- Kto się tam ukrywa?- warknął rozeźlony Gael. Nie zamierzałam mu odpowiadać. Wystrzeliłam jak oparzona w stronę zamku, nie odwracając się za siebie. To zabawne, bo całkiem niedawno biegłam w zupełnie przeciwnym kierunku, ale z zupełnie innego powodu.

Usłyszałam, jak Vincent wymawia ze zdziwieniem moje imię, a potem szepcze coś do Gaela i rusza za mną.

- Karolina!

- Zostaw mnie!- odkrzyknęłam i przyspieszyłam kroku, chociaż dobrze wiedziałam, że mnie dogoni, albo wyczaruje jakiś głaz, który zagrodzi mi drogę, lub coś w tym stylu.

- Chcę ci coś wyjaśnić!

- Ale ja nie chcę, żeby mi cokolwiek wyjaśniano!

- Posłuchaj chociaż!

O nie, tego już za wiele. Poczułam jak wzbierają we mnie emocje. Zatrzymałam się i energicznie okręciłam o sto osiemdziesiąt stopni, stając oko w oko z bladym i najwyraźniej zagubionym Vincentem.

- To TY posłuchaj: nie mamy o czym rozmawiać- powiedziałam przez zaciśnięte zęby. W końcu Król też się zirytował.

- Jeżeli JA mówię, że coś się stanie, to tak właśnie będzie. Porozmawiamy wieczorem, a teraz idź i ochłoń, bo zachowujesz się jak histeryczka- syknął i rzucając mi swoje ziejące ogniem spojrzenie numer jeden, zostawił mnie, odchodząc tam, gdzie opuścił Gaela.

Byłam na tyle oburzona i zaskoczona jednocześnie, że nic nie odpowiedziałam. Po co? W ułamku sekundy podjęłam decyzję, że wieczorem nie będzie żadnego dalszego ciągu tej bezsensownej dyskusji.

Dlaczego?

Bo wieczorem, na pewno nie będzie mnie już na królewskim zamku.

.

Kolejny rozdział: 20 listopada 2013r.

Kilka słów ode mnie: Rozdział ten „sam się opublikował” w piątek późnym wieczorem, tzn. skorzystałam z opcji „ZAPLANUJ” przy pisaniu tego posta. Niestety, mam tylko trzy „luźniejsze” dni w tygodniu: poniedziałek, wtorek i środę- w te oto dni odpowiadam na komentarze i czytam WASZE blogi. Przepraszam za te komplikacje.

Co do treści tego rozdziału: jeden z sekretów został ujawniony!- Chociaż niektóre bystrzaki zorientowały się co i jak, dzięki zakładce BOHATEROWIE;d Ale spokojnie, mam jeszcze kilka tajemnic w zanadrzu, a nawet jak skończą mi się pomysły: to w końcu piszę o Magicznym Świecie, coś się na pewno „wyczaruje”;)

W tworzeniu rozdziału bardzo pomogła mi Kinga (Klara), moja ukochana młodsza siostra. Dziękuję Ci, szczególnie za bycie moim najsurowszym krytykiem!;)