>><<

Oh, jak mam mieć cię za sobą?

Będę czuć się dobrze, tylko nie dzisiaj

 Oh, mam nadzieję, że chciałbyś,

żebym została. Będę czuć się dobrze. 

Tylko nie dzisiaj. 

>><<

.

- Co za popierdolony dzień!- warknęła Justyna, wchodząc żwawym krokiem do kuchni, w której akurat kroiłam na kawałki pomidory.- Wyobrażasz sobie Karola, że Jabłoń znowu narzeka na smak swojego posiłku?! Po kiego diabła w ogóle tu przychodzi ten skurwysyn, skoro za każdym razem ma jakieś pretensje? I to do kogo?! Jak zwykle kurwa do MNIE!

- Jutka, ciszej, bo goście na sali cię usłyszą!- zganiła krzyczącą kobietę Kama, która wparowała do pomieszczenia tuż za kucharką Zajazdu pod Czerwonym Tulipanem.

- A W DUPIE TO MAM!- ryknęła przekornie jeszcze głośniej Justyna i uderzyła pięścią o blat.- Niech słyszą, przez co ja tu muszę przechodzić!

- Chryste Panie…- westchnęła zmęczonym głosem Kama i opadła na drewniany stołek przy drzwiach. Spojrzała z dezaprobatą na swoją pracownicę, którą darzyła wielką sympatią, jak zresztą wszyscy w Zajeździe, ale której w takich, jak ta chwilach, miała serdecznie dość.- Dziunia, wiesz przecież, że pan Jab… Chwila, Karolina, co ty tutaj robisz?

Dopiero teraz moja menadżerka zwróciła na mnie uwagę. Podniosłam na nią pusty wzrok znad drewnianej deski i spokojnie odparłam:

- Pracuję.

Kobieta prychnęła.

- Tyle, to ja sama widzę. Z tym, że jesteś kelnerką, nie kucharką, jeżeli dobrze pamiętam. Poza tym, powinnaś już być od dobrych kilku godzin w domu. Wiem to na pewno, bo ustalałam twój grafik. Pracoholizm ci się rozwija w tak młodym wieku, czy chcesz zostać pracownikiem miesiąca?

- Dobre pytanie- wtrąciła się Jutka, która nagle jakby zapomniała o swojej urażonej dumie szefowej kuchni.- Poza tym, wyjaśnij mi córcia, na co ci trzy misy pomidorów w plastrach? Co ty mi tu kurwa wyrabiasz? W czym ja później te sałatkę wymieszam, w basenie?

Odłożyłam nóż na te słowa i przywołałam się do porządku. Niech to, chyba rzeczywiście trochę przesadziłam- pomyślałam, spoglądając na ociekający czerwonym miąższem blat przed sobą.

- Przepraszam, zamyśliłam się- wzruszyłam bezradnie ramionami. Zerknęłam przepraszająco na Kamę, która schowała teraz twarz w dłoniach.

- Co za popieprzony dzień- mruknęła, a Jutka z satysfakcją dodała:

- A nie mówiłam, kurwa?

.

- Jak było w pracy?- zapytała szeptem mama, która wyłoniła się ze swojego pokoju, kiedy usłyszała, jak przekręcam zamek w drzwiach i wchodzę do domu.

Miała na sobie koszulę nocną i wyglądała na mocno zaspaną, czemu nie ma co się dziwić, ostatecznie zegar na ścianie wskazywał pierwszą w nocy.

- W porządku- odparłam, odwieszając cienką kurtkę na wieszak. Letnia noc była chłodna, jak na lipiec i nie mogłam się obyć w drodze powrotnej bez okrycia wierzchniego.

- To dobrze. Idź spać, bo na pewno padasz z nóg. Porozmawiamy sobie rano.

- Jasne- przytaknęłam.- Dobranoc.

- Dobranoc- odparła mama i zniknęła za drzwiami sypialni.

Tymczasem ja zdecydowałam się ogarnąć. Wzięłam prysznic i wślizgnęłam się do pokoju, który dzieliłam razem z Klarą. Tak się złożyło, że moja siostra nocowała u swojej przyjaciółki, więc nie musiałam zachowywać się jak mysz pod miotłą. Włączyłam radio, by przy dźwiękach muzyki spróbować czytania. Niestety, moje myśli nieustannie odpływały i rozpraszałam się, przez co nie potrafiłam poskładać zdań w sensowną całość.

Problemem jednak nie było zmęczenie, choć dziś, w czasie pracy w zajeździe, uwijałam się między stolikami szybciej, niż zwykle, a dzięki temu klienci nie szczędzili napiwków, w podzięce za błyskawiczną obsługę. Jednak kiedy ruch ustał i moja zmiana dobiegła końca, zamiast pójść do domu, zaszyłam się w kuchni. Szczęśliwie się złożyło, że Justyna akurat potrzebowała pomocy w przygotowywaniu jutrzejszego wesela i pozwoliła mi kroić warzywa do sałatki. Mechaniczne ruchy wykonywane nożem uspokoiły mnie i wprowadziły w stan przyjemnej bezmyślności, po której teraz, po powrocie do domu, nie było już ani śladu.

Wspomnienia i myśli, które za wszelką cenę chciałam zagłuszyć, powróciły. Przed oczami znowu stanął mi Król, dotykający twarzy Gaela, gdy widziałam go razem z nim w ogrodzie. Odruchowo sięgnęłam do swojego podbródka i wzdrygnęłam się- przecież w tym miejscu, tą samą dłonią, Vincent wcześniej dotykał mnie.

Przypomniały mi się pocałunki, moje i Vincenta. Delikatne, czułe, ale jednocześnie pewne niepewności, jak nawzajem zareagujemy. Król miał rację: coś między nami iskrzyło, chociaż on zdawał sobie sprawę z tego, że tak być nie powinno.

Bo… miał narzeczonego.

Bo był gejem.

Odrzuciłam książkę i naciągnęłam na siebie kołdrę, chcąc się pod nią ukryć. Płacz wstrząsnął mną, jednak nie hamowałam łez. Czułam, że jeżeli teraz nie pozwolę sobie na tę chwilę słabości, to po przeniesieniu się do Magicznego Świata nie dam rady stawić czoła temu, co mnie tam czeka- cokolwiek by to miało być.

.

.

- Obudź się, mamy problem- powiedział ktoś do mnie i mocno potrząsnął moimi ramionami. Skrzywiłam się.

- Hm..?- mruknęłam, nadal będąc całkowicie zaspaną. Uchyliłam lekko powieki, a to co zobaczyłam przed sobą, natychmiast sprawiło, że usiadłam gwałtownie.

- Co się dzieje?- zapytałam Fatmę, która zabrała teraz ręce z moich ramion. Jej twarz była śmiertelnie poważna i nosiła wyraźne oznaki zaniepokojenia.

- Obawiamy się, że Król odnalazł Cię szybciej, niż można by się tego po nim spodziewać.

- Jak to?- jęknęłam przerażona tą wiadomością, a dziewczyna uśmiechnęła się, zadowolona efektem, jaki wywołały jej słowa.

- Cóż, chyba nadal nie doceniasz swojej wartości.

- Albo jeszcze do końca nie ocknęłam się, albo ty jesteś dla mnie miła…?- zapytałam, chcąc upewnić się, czy nie przesłyszałam się przed chwilą. Moja rozmówczyni wzruszyła ramionami i usiadła na brzegu eleganckiej sofy, tuż obok mnie.

- To było raczej stwierdzenie faktu, nie uprzejmość- wyjaśniła niechętnie, ale już za chwilę uśmiechnęła się lekko do mnie.- Nie zajmujmy się teraz tym, mamy co innego na głowie. Vincent zarządził poszukiwania wczorajszego dnia wieczorem, gdy tylko zauważył, że nie wróciłaś do zamku. Jego straże bardzo szybko złapały trop, prowadzący do Domu Uciech.

- Krzysztof mnie wydał?- zapytałam, chociaż w duchu już znałam odpowiedź, a przytaknięcie Fatmy tylko mnie w moim przypuszczeniu utwierdziło.

- Kiedy masz do wyboru śmierć albo życie, to decyzja jest bardzo prosta, więc nie miej do niego żalu. Poza tym, Vincent i tak prędzej, czy później domyśliłby się, gdzie się ukrywasz.

- Wolałabym, żeby to było później, no ale trudno- stwierdziłam z niezadowoleniem i wstałam z sofy, by rozprostować kości.- Jak długo spałam?

- Jakieś pięć godzin- odparła Fatma i szybko skarciła mnie.- Słuchaj mnie teraz i nie zmieniaj tematu. Pod drzwiami dworu czeka na ciebie poselstwo.

Zdębiałam.

- Zabiorą mnie do zamku?!- wykrzyknęłam, a Fatma zaczęła wiercić się niespokojnie na swoim miejscu.

- Teoretycznie, nie mają takiego prawa. Vincent i Julietta siedemnaście lat temu zawarli Pakt i nie mogą rościć do siebie żadnych pretensji, ani nawzajem odwiedzać swoich posiadłości. Król uznał także prawo matki do samodzielnego sprawowania władzy na dworze Guiliano i podległych temu miejscu terenach.

- Bla, bla, bla. Jak jest w praktyce?- przerwałam Fatmie, co jej się wyraźnie nie spodobało.

- Właśnie, tak jak powiedziałam. Problem polega na tym, że dotychczas Julietta i Juan nie złamali tego prawa, więc nie do końca wiadomo, jaka będzie reakcja Króla, kiedy to nastąpi…

- …a właśnie nastąpiło…

- No więc, jak powiedziałam na początku, mamy problem- zakończyła Fatma. Nie ukrywałam tego, że nie podobało mi się to, co mówiła dziewczyna, ale jednocześnie podświadomie wyczuwałam, jak niektóre elementy jej przemowy są niespójne. Już sama jej uprzejmość skłaniała do ostrożności.

- To po co w ogóle matka i brat Vincenta zgodzili się mnie przyjąć?- spytałam nerwowo.- Jaki miało sens ciągnięcie mnie tu, skoro podejrzewano, że będzie trzeba mnie za chwilę wydać w ręce posłów?

Teraz to dla odmiany Fatma wyglądała na zaskoczoną.

- Przecież nikt cię stąd nie wygania! W Pakcie nie ma ani słowa o tym, że Czarny Kapturek nie może zostać gościem na Dworze. Brak tego zapisu jest spowodowany tym, że chyba w najśmielszych snach nie spodziewano się takiej zdrady. Czarny Kapturek to ktoś, kto należy do Króla. Nie jesteś taką zwyczajną sługą, jesteś własnością Vincenta.

- Czy ja mam na czole napisane „mienie Króla”?!- zirytowałam się i popukałam się demonstracyjnie w czoło, na co Fatma parsknęła śmiechem, ale szybko opanowała ten nagły wybuch wesołości i powiedziała:

- Ja, Juan i Julietta oczekujemy, że skrupulatnie objaśnisz swoją wolę poselstwu, które czeka na ciebie w dworskim ogrodzie. Nie chcą z nami rozmawiać, więc to ty musisz do nich wyjść.

Powinnam zastanowić się, co podejrzanego może kryć się za tą propozycją, ale byłam na tyle wściekła, że zdecydowanie poparłam ten pomysł.

- Zatem prowadź! Muszę wygarnąć parę spraw tym pyszałkowatym królewskim podnóżkom…

.

.

 

- Mattias?!- zdziwiłam się, kiedy wyszłam do ogrodu i zobaczyłam królewskiego kuzyna w otoczeniu kilku Czarnych Kapturów. Szybko obejrzałam się za siebie, by zobaczyć, jak Fatma zareaguje na widok swojego byłego, ale ona nie ujawniła swojej obecności, pozostając we wnętrzu dworu. Przełknęłam ślinę, tracąc cały animusz, który towarzyszył mi przed chwilą. Spojrzałam w oczy Mattiasowi. Był wyraźnie zmartwiony, a jego twarz sprawiała wrażenie, jakby nie spał jeszcze dłużej, niż ja.

- Miło cię widzieć całą i zdrową, Karolino- powitał mnie mężczyzna i ukłonił mi się, a gest ten powtórzyło jednocześnie grono Czarnych Kapturów stojących dalej. Zniesmaczyło mnie to zachowanie.

- Po co ta farsa?

Mattias wyprostował się.

- Przybyłem tu, żeby na początku przeprosić cię za moje bezpodstawne oskarżenia, co do tego, że ty i Król…

- Daruj sobie- weszłam mu w słowo.- To takie oczywiste, że uwierzyłeś plotkom o naszym romansie, posiadając jednocześnie wiedzę o tym, że Vincent woli innych mężczyzn. Jakież te opowieści musiały być przekonujące!- zakpiłam, a Mattias przybrał skruszoną minę.

- Wiem, to brzmi okropnie. Ale sądziłem, że macie się ku sobie i chciałem cię uprzedzić, co byś nie była rozczarowana, że Gael jest…

- Ale nie zrobiłeś nic w tym kierunku i jestem r o z c z a r o w a n a. Nieważne. Coś jeszcze?- zapytałam sucho i złożyłam ręce na piersi.

Mattias obejrzał się za siebie, jakby szukając oparcia w swoich towarzyszach, ale oni mieli spuszczone głowy i raczej nie palili się do działania.

- Może… przejdziemy się kawałek?

- Nie postawię stopy poza terenem dworu Julietty i Juana.

- To oczywiste- natychmiast zgodził się Mattias.- Chciałbym po prostu porozmawiać z tobą na osobności.

Wzruszyłam ramionami, ponieważ było mi obojętne, w jakim gronie będzie toczyć się nasza „pogawędka”. I tak cały Magiczny Świat wymyślał na mój temat niestworzone historie, więc dla odmiany mogliby posłuchać, jak rzeczy mają się naprawdę.

Skierowaliśmy swoje kroki w stronę murowanej altany, widocznej w oddali i gdy tylko zostawiliśmy za sobą królewskich pomagierów, Mattias zwrócił się w moją stronę i powiedział cicho:

- Vincent jest wściekły.

- I co z tego? Mało o to dbam- odparłam wymijająco i odwróciłam swój wzrok.

- Żąda, abyś natychmiast wróciła do zamku.

- Tu mi dobrze- rzuciłam obojętnie, ale Mattiasa zdenerwowały moje słowa.

- TU, to jest co najwyżej niebezpiecznie. Jeszcze nie wiesz do czego jest zdolna Julietta i jej lalusiowaty synuś!- warknął, ale nie dałam się złamać.

- Za to wiem, do czego zdolny jest Król. Niby kto kazał mi być Czarnym Kapturkiem? Kto pobierał moją krew, by wzmocnić swoje siły, jednocześnie osłabiając mnie?

- Twoja krew, stanowi dla ciebie zagrożenie. Jeżeli na dworze odkryją, że jest czerwona i przybyłaś do Magicznego Świata, by dać Królowi szczęście, zginiesz w czasie krótszym niż pół sekundy- wyszeptał złowieszczo mężczyzna.

- A może ja chcę umrzeć i wynieść się raz na zawsze z tej parszywej krainy, nie wpadłeś jeszcze na to?- syknęłam jadowicie, czym wprawiłam Mattiasa w zdumienie. Moje wyznanie najwyraźniej zaniepokoiło go. Zbierał się przez chwilę, by coś odpowiedzieć, aż w końcu westchnął i zatrzymał się. Również przystanęłam i spojrzałam na niego ze zdziwieniem.

- Będę z tobą szczery, Kapturku- zaczął.- Kiedy zobaczyłaś Galea i Vincenta razem, mój kuzyn na początku zdenerwował się i podobno chciał się z tobą rozmówić wieczorem. Miał zamiar wszystko wyjaśnić, wytłumaczyć…

- Tu nie ma co tłumaczyć.

- Proszę, daj mi dokończyć. Wczoraj, Vincent pojechał po ciebie do Perpetuy i wtedy okazało się, że w ogóle się w jej chacie nie zjawiłaś. Król wpadł w szał, wysłał wszystkie wojska na poszukiwania cię, a sam nie spał całą noc, rozdzielając poszczególne grupy strażników, do przeczesywania kolejnych rejonów stolicy. Szczerze? Nie pamiętam, by Vincenta kiedykolwiek ogarnęła taka furia. Ale kiedy okazało się, że skontaktowałaś się z Ruchem Błękitnym, by poprosić o azyl, to muszę przyznać, że dawno nie widziałem swojego kuzyna takiego… przygnębionego. Smutnego.

- Wystarczy!- przerwałam gwałtownie.- Jeżeli chcesz we mnie wzbudzić poczucie winy, to ci się nie uda. Już postanowiłam.

- Chcę tylko, żebyś się zastanowiła, czy aby dobrze postępujesz. Proszę, tutaj mam dla ciebie list od Vincenta- powiedział Mattias wyciągając zza poły płaszcza rulon, opieczętowany znanym mi herbem.- Król nie może postawić nogi na tych ziemiach, ale wystosował do ciebie osobistą prośbę o powrót.

Wzięłam list do ręki, ale zamiast go otworzyć i przeczytać, zgniotłam papier mocnym, zdecydowanym ruchem, czym zupełnie zaskoczyłam królewskiego kuzyna.

- Źle robisz, Kapturku.

- Robię, co uważam za słuszne- odparłam i spoglądając na Mattiasa chłodno, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę dworu Guiliano, rzucając jednocześnie list Vincenta na ziemię.

Postąpiłam „słusznie”. Ale co to właściwie miało dla mnie oznaczać?

.

.

- Wygląda na to, że ta mała zignorowała królewski rozkaz. Znowu- powiedziała wyraźnie zaskoczona Julietta, wyglądając dyskretnie zza kotary, osłaniającej okno, znajdujące się na strychu dworu Guiliano. Kobieta uważnie śledziła przebieg rozmowy między Karoliną a Mattiasem, ciekawa rezultatów tego starcia. Sądziła, że dziewczyna ugnie się, ale najwyraźniej była odważniejsza, niż początkowo oceniła.

- Mhm…- odmruknął w odpowiedzi Juan, którego myśli zajęte były w tej chwili czymś innym.

- Chodźże sam zobacz! Zgniotła list od Vincenta!- pisnęła z ekscytacji była królowa, ale nie doczekawszy się żadnej odpowiedzi od swojego syna, odwróciła się i zerknęła na niego.- Nad czym się tak zastanawiasz? Podziel się tym ze mną.

Mężczyzna nawet nie drgnął. Siedział na jednym ze starych mebli, które walały się tu i ówdzie po strychu, oparty o jedną z ozdobnych poduch, którą musiano zostawić tu, kiedy wyszła z mody. Patrzył się tępo w podłogę i wyglądał na mocno znudzonego.

 - JUAN!- wrzasnęła Julietta, kiedy nie doczekała się odpowiedzi. Kto, jak kto, ale żadna królowa, nawet ta była, nie powinna czekać na spełnienie jej rozkazów.

- Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Vincentowi tak bardzo zależy na tej dziewczynie- odezwał się niechętnie mężczyzna.- Czy nie wydaje ci się dziwne, że…

- Taki duży, a taki głupi- syknęła Julietta i obrzuciła syna pogardliwym spojrzeniem.- Przecież wiesz, że Czarny Kapturek to własność Vincenta. Nikt nie lubi, kiedy zabiera mu się jego zabawki.

- Istotnie, masz rację, matko- przytaknął kobiecie Juan, chociaż w środku myślał zupełnie co innego. Gdyby rzeczywiście Karolina była tylko „zabawką” to Vincent już dawno zjawiłby się na dworze i odebrał to, co należało do niego. Nie wstrzymałyby go nawet ustalenia Paktu sprzed siedemnastu lat. Tymczasem Król bawił się w wysyłanie poselstw do zamku i pisanie listów…

To coś znaczyło, tylko Juan jeszcze nie do końca wiedział co. Nie byłby jednak sobą, gdyby się tego nie dowiedział.

 .

.

Cytat: wybrane fragmenty tekstu piosenki: Sara Bareilles – Gonna Get Over You ft. Ryan Tedder

Kolejny rozdział: 21 grudnia 2013r. (można spodziewać się nowych postaci, w tym Iana;)) 

Kilka słów ode mnie: Wymarzony prezent na święta? WOLNY CZAS. Jakby ktoś miał go za dużo, proszę podesłać mi trochę mailem.

Ps. Obecny rozdział publikuję „ręcznie”. Nie ufam już chyba sobie w kwestii planowania publikacji;d