>><<

Udawałam, że mnie to nie obchodzi, ale to jasne, że mój pancerz pękł.

Nie pozwól mi odejść!

 .

Bo beze mnie wiesz, że jesteś zagubiony,

Ogarnij się albo będziesz musiał zapłacić I dowiesz się, że

 .

Nie żyjesz naprawdę, dopóki nie żyjesz ze mną,

Nie wygrywasz naprawdę, dopóki ja nie jestem nagrodą,

Nie dostajesz nic naprawdę, dopóki nie dostajesz mnie,

Nie żyjesz naprawdę, dopóki nie żyjesz dla mnie.

  >>><<

 .

Przebiegłam wzrokiem hasło encyklopedyczne Wikipedii, wyświetlające się na ekranie:

Depresja to zaburzenia psychiczne z grupy zaburzeń afektywnych, charakteryzujące się obniżeniem nastroju, obniżeniem napędu psychoruchowego, zaburzeniem rytmów okołodobowych i lękiem… bla bla… co za chrzanienie… W modelu psychodynamicznym uważa się, że depresja… bla, bla…O! Ma swoje źródła w nierozwiązanym konflikcie z przeszłości… że co?!

- Naprawdę?- zapytałam samą siebie na głos i niezadowolona z wyniku swoich poszukiwań, z trzaskiem zamknęłam laptop, czym przestraszyłam Klarę.

- Wali ci?!- warknęła, podnosząc głowę, znad swojego rysunku.- Przez ciebie wyjechałam za linię!

- Ależ się wrażliwa zrobiłaś- oburknęłam niechętnie.

- Odezwała się ta wiecznie naburmuszona…

Nie kontynuowałam tego bezsensownego dialogu, tylko podniosłam się ze swojego miejsca przy biurku i położyłam się do łóżka. Nakryłam głowę kołdrą, aby odciąć dopływ światła, bijący z lampki biurowej Klary i zamknęłam oczy.

Najwyższy czas na powrót do Magicznego Świata, choć od trzech dni byłam raczej zawadą na dworze Guiliano, niż jakąkolwiek pomocą. Rodzina Króla pozwoliła mi na wylegiwanie się w gościnnym pokoju tak długo, aż nie zdecydują, do jakiej pracy mnie przydzielić, ale nie spieszyli się z tym. Może ze względu na mój beznadziejny stan? A może jeszcze z innych powodów? Nie dociekałam.

Chociaż chciałam być silna, to leżąc przez całe dnie, nie robiłam nic innego poza zadręczaniem się i myśleniem o tym, co dla mnie bolesne. Złapałam się nawet na tym, że kiedy nie było Vincenta obok mnie, to jeszcze bardziej za nim tęskniłam.

Albo za jego wyidealizowanym obrazem, który stworzyłam w swojej głowie.

Kretynka, oślica, idotka… takie i jeszcze gorsze określenia słałam w swoją stronę, gdy zdawałam sobie sprawę, jak ja się właściwie zachowuję. Niby miałam dwadzieścia jeden lat i uważałam się za osobę dojrzałą, a tu proszę, nadal byłam rozchwiana emocjonalnie gorzej, niż niejedna nastolatka w wieku dojrzewania.

Jednak skoro to w Magicznym Świecie pozwalałam sobie na odreagowanie bólu po złamanym sercu, to w tym prawdziwym życiu, starałam się niczego po sobie nie pokazywać. W udawaniu pomagała praca w Zajeździe. Kama dołożyła mi godzin w grafiku, niechętnie wysłuchawszy moich skomleń i błagań. Tak naprawdę to nie chciała wcale przystać na moją propozycję, ale zmusiły ja do tego braki w kadrze, ponieważ pozostałe kelnerki, korzystając z pięknej, słonecznej pogody, brały wolne, co by poużywać wakacji. Moja menadżerka, kobieta o złotym sercu, zauważyła, że coś jest ze mną nie tak i- jak sama powiedziała- najchętniej wykopałaby mnie z Zajazdu, żebym złapała trochę słońca i energii do życia, bo jak tak dalej pójdzie, to wpadnę w depresję.

Chociaż wyśmiałam jej spekulacje, to po przyjściu do domu wklepałam wspomniane hasło do komputera. Wyniki moich poszukiwać nie okazały się zadowalające, ponieważ najwyraźniej nie byłam chora, ale to jednocześnie oznaczało coś dużo gorszego.

Miałam złamane serce.

I wiedziałam, że nic z tym nie można zrobić, ponieważ preferencje seksualne osoby, w której się beznadziejnie zakochałam, były bardzo wyraźnie określone. Vincent niby chciał mojego powrotu na zamek, ale zapewne nie po to, by stworzyć ze mną szczęśliwy związek, tylko po to, by mnie zamknąć głęboko w jakichś lochach i zrobić ze mnie coś w stylu darmowej stacji krwiodawstwa.

Jeżeli dobrze zapamiętałam, sama Perpetua proponowała mu uwięzienie mnie, kiedy tylko przybyłam do Magicznego Świata. Mściwa satysfakcja ogarniała mnie, gdy myślałam sobie o tym, jak wielki musiał być gniew Vincenta na wieść o tym, że uciekłam przed nim do jego największego wroga, którego prawa musiał respektować.

Tylko dlaczego ta myśl nie cieszyła mnie tak bardzo, jakbym tego chciała?

.

.

Czwartego dnia na dworze Guiliano, obudziła mnie jak zwykle służąca, ale tym razem nie przyniosła mi śniadania.

- Ubieraj się, państwo na ciebie czekają- powiedziała do mnie gburowatym tonem. Zdecydowałam się nie zadawać żadnych pytań, tylko czym prędzej zerwałam się z łóżka i narzuciłam na siebie czarną, nieźle już zniszczoną suknię, a potem dałam się poprowadzić do tej części dworu, w której dotychczas nie byłam.

Po wejściu do nieznajomego mi pomieszczenia, które wystrojem wskazywało na to, że jest to gabinet, od razu zorientowałam się, że coś się stało.

- Dzień dobry- przywitałam się z matką i bratem Vincenta. Dygnęłam, chociaż nie byłam pewna, czy musiałam to robić. Po lekko zniesmaczonym wyrazie twarzy Julietty, siedzącej na krześle przy oknie, domyśliłam się, że istotnie coś schrzaniłam, ale niezrażona tą drobną wpadką, dodałam grzecznie:

- Zostałam wezwana, więc jestem.

- I bardzo dobrze- stwierdziła Fatma, wyłaniając się nieoczekiwanie zza moich pleców. Dziewczyna wparowała do pokoju i szybkim ruchem zamknęła drzwi za sobą. Zauważyłam, że ma na sobie niebieski płaszcz, który był charakterystycznym elementem ubioru rebeliantów.

- Nareszcie wróciłaś!- zakrzyknął niezadowolony Juan do przywódczyni Ruchu.- Jakie wieści przynosisz?

Brat Króla, który wcześniej w milczeniu chodził nerwowo w te i z powrotem po pomieszczeniu, teraz zatrzymał się i zastygł w oczekiwaniu na słowa tej drobnej, blondwłosej istoty.

- Do mieszkania Nemezis nad ranem wtargnęły Czarne Kaptury i uprowadziły ją w stronę zamku Vincenta, ale tylko tyle wiem od sąsiadów. Nie mam pojęcia, co się teraz dzieje z twoją kochanką. Może Król zamknął ją w swoich lochach, a może…

Fatma urwała swoją relację i wymownie na nas wszystkich spojrzała.

- KURWA!- ryknął Juan i kopnął w jedną z półek z książkami, przez co kilka tomów upadło z hukiem, a my drgnęłyśmy, zaskoczone tym nagłym wybuchem złości.

- Kiedy dokładnie ją zabrali?- zapytała chłodnym, rzeczowym tonem Julietta, wstając ze swojego miejsca. Podeszła do okna, by przez nie wyjrzeć, ale po wyrazie jej twarzy uznałam, że myślami wybiegała o wiele dalej, niż na dworskie podwórko.

- Tuż przed wschodem słońca.

- Jesteś absolutnie pewna, że Nemezis przebywa obecnie na zamku?- zapytał zirytowany Juan, a Fatma zmroziła go wzrokiem.

- A masz jakiś inny pomysł?- syknęła, zezłoszczona.- Ty masz na swoim dworze kochankę Vincenta, więc teraz on gości u siebie twoją. Jak dla mnie to proste.

- Może nawet zbyt proste- wtrąciłam się, chcąc w końcu wyrazić swoją opinię. Natychmiast oczy wszystkich skierowały się w moją stronę.- Po pierwsze, to nie sypiam z Vincentem, kiedy to do wszystkich dotrze?!

- A jakie jest po drugie?- spytała Fatma, obdarzając mnie chłodnym spojrzeniem i zupełnie ignorując to, co wcześniej powiedziałam. Zacisnęłam usta w wąską linijkę, obrażona takim traktowaniem, a Juan znowu zabrał głos:

- Zgadzam się… z Karoliną. Vincent ma przecież Gaela, nie potrzebuje Nemezis, żeby zaspokajać swoje chore żądze.

- Możemy zmienić temat? Nie mam ochoty słuchać o seksualnych dewiacjach mojego „syna”. Poza tym, mamy chyba ważniejsze problemy?- powiedziała lekko zniesmaczona Julietta. Spłonęłam rumieńcem, bo poniekąd to ja wywołałam ten temat.- Jakieś pomysły?

- Jeżeli chcemy odzyskać Nemezis, to będziemy musieli zgodzić się na wymianę, którą na pewno zaproponuje Vincent.

Pomysł Fatmy nie przypadł mi gustu, ale nie zdążyłam się sprzeciwić, ponieważ ubiegł mnie w tym Juan.

- Nie będziemy tańczyć, tak jak Król nam zagra- zadecydował i spojrzał na mnie wymownie.- Nie wrócisz do tego oprawcy.

- Ale Nemezis…- chciała sprzeciwić się Julietta, jednak jej syn uciął wszelkie decyzje.

- To już postanowione- oznajmił krótko i wyszedł z pokoju. Spuściłam wzrok, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Z kolei matka Juana nie zamierzała zostawić tak tej sprawy i minęła mnie bez słowa, aby dogonić swojego syna. Jednak coś mi mówiło, że brat Vincenta był równie uparty, co Król i niewiele mogło go przekonać do zmiany decyzji, kiedy już coś sobie ubzdurał.

- Cóż…- odezwała się Fatma.- Czuję, że to nie koniec niespodzianek tego dnia.

Zerknęłam na nią, sądząc, że powie, dlaczego tak uważa, ale dziewczyna nie zaszczyciła mnie dłużej swoją uwagą. Wzruszyła jedynie ramionami i także opuściła gabinet, zostawiając mnie samą.

Wobec tego zdecydowałam wrócić do swojego pokoju i pogrążyć się w mojej codziennej rozpaczy. Jednak dzisiejszy dzień był inny, niż zwykle. Czułam się poddenerwowana, ponieważ zaniepokoiły mnie nazbyt śmiałe poczynania Vincenta. Jeżeli Fatma miała rację, to Król będzie chciał wymienić Nemezis na mnie- a ja naprawdę nie chciałam powracać do zamku, gdzie na pewno nie uniknęłabym konfrontacji z Vincentem.

Właśnie dlatego, kiedy Fatma wieczorem wpadła do mojej komnaty, serce natychmiast podeszło mi do gardła.

- Wstawaj, musisz kogoś zobaczyć.

Gwałtownie zerwałam się i podążyłam za nią. W drodze do miejsca naszego przeznaczenia, nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Nerwowe ruchy dziewczyny, pozwoliły mi na wyobrażanie sobie najgorszego. Nagle Fatma zatrzymała się i odwróciła się do mnie. Gestem zaprosiła mnie do gabinetu, w którym już dziś przebywałam.

- Mamy gościa- oznajmiła i przewróciła oczami.

Stanęłam jak wryta.

- Vincent, tutaj…?- wychrypiałam, drżąc ze strachu, ale dziewczyna pokręciła przecząco głową.

- Nie, choć Król byłby lepszy, niż ten palant, którego nam przysłał.

Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc, o co jej chodzi i już nie wystraszona, za to niezmiernie zaciekawiona, weszłam do pokoju.

W pomieszczeniu było względnie jasno, i dzięki rozstawionym wszędzie świecom, wśród zgromadzonych osób dojrzałam Juana i Juliettę, którzy wyglądali na jeszcze bardziej wściekłych, niż rano. Mężczyzna opierał się o regał z książkami, a jego ręce spoczywały skrzyżowane na piersi w buntowniczym geście. Z kolei Julietta, niemniej zirytowana niż jej syn, stała tuż obok niego i wbijała nienawistny wzrok w kogoś, kto siedział przy stole. Kogoś blondwłosego, niechlujnie ubranego, ale jednak przystojnego, kto wpatrywał się teraz we mnie i uśmiechając się lekko, przywitał się ze mną, mówiąc:

- Miło cię znowu widzieć, Kapturku.

.

.

 .

Cytat: wybrane fragmenty tekstu piosenki: Aly&Aj- Potential Breakup Song

Kolejny rozdział: 1 stycznia 2014r.

Kilka słów ode mnie: Jak już kogoś kiedyś informowałam- nie lubię tego rozdziału. Poprawiałam go wielokrotnie i poświęciłam mu jeszcze cały dzisiejszy wieczór, ale wydaje mi się, że należałoby napisać go po prostu od nowa. Jednocześnie nie wiem, czy nie popadam w paranoję w dążeniu do ideału;d Chcę w końcu rozwijać tę historię, a nie skończyć jak pewien urzędnik z „Dżumy” Camusa, który ciągle poprawiał pierwsze zdanie swojej powieści…