>><<

Więc skończyłaś ze mną i założyłaś, że to poczuję

Próbowałem być zimny, ale jesteś tak gorąca, że się topię

Tnę na wskroś pęknięcia

Teraz próbuję wrócić

Zanim to, co zrobiłem dobrze ucieknie

Dam to, co mam najlepsze

Nic mnie nie zatrzyma, jedynie boska interwencja

Myślę, że znów jest moja kolej na wygraną lub nauczenie się czegoś

Nie będę się wahać już nigdy więcej, nigdy więcej

To nie może czekać, j e s t e m  T w ó j

Otwórz swój umysł i patrz jak ja

Otwórz swoje plany i, cholera, jesteś wolna,

Spójrz w swoje serce, a tam znajdziesz miłość

>><<

 .

Stałam sparaliżowana w progu, nie wiedząc, co odpowiedzieć na to dziwne przywitanie. „Miło cię znowu widzieć”? Jak to: znowu? Mężczyzna, wypowiedziawszy te słowa, czekał cierpliwie na moją reakcję, a ja czułam narastającą panikę, ponieważ jego delikatny uśmiech i wnikliwy wzrok przypomniały mi o kimś, o kim ostatnio uporczywie próbowałam zapomnieć.

- Ja… przepraszam, nie mogę…- wykrztusiłam i gwałtownie obróciłam się, by jak najszybciej zniknąć z zasięgu wzroku zebranych. Przemknęłam obok zaskoczonej Fatmy i rzuciłam się do biegu, gdy jednocześnie usłyszałam, jak ktoś zdecydowanie przesuwa mosiężne krzesło po podłodze, robiąc przy tym sporo hałasu.

- O nie, nie tak prędko!- dotarły do mnie stanowcze słowa Juana, który najwyraźniej powstrzymał swojego gościa przed pościgiem. Jeszcze bardziej przestraszona tym, że miałabym porozmawiać z nieznajomym, przyspieszyłam i w zawrotnie szybkim tempie dotarłam do mojego pokoju. Kiedy znalazłam się wewnątrz, chciałam natychmiast zamknąć za sobą drzwi i zaryglować je, ale na końcu korytarza dostrzegłam szybko zbliżającą się Fatmę. Dziewczyna domyśliła się moich zamiarów i krzyknęła:

- Poczekaj!

Ukrywając starannie niezadowolenie, uczyniłam to, o co prosiła i wpuściłam ją do środka, a dopiero potem skrupulatnie zabarykadowałam wejście solidną, ciężką zasuwą. Kiedy to zrobiłam, oparłam się plecami o drzwi i napotkałam szeroko otwarte oczy Fatmy.

- Skąd ta ostrożność?- zapytała, a ja, czując jak drżę, usiadłam na podłodze i chwyciłam się dłońmi za głowę, co miało mi pomóc w uspokojeniu się i opanowaniu emocji.

- Nie wiem, co się ze mną dzieje- wyznałam szczerze i dodałam.- Kim jest ten gość, którego przysłał Vincent?

- To raczej ty powinnaś nam to wyjaśnić, nie uważasz?- prychnęła Fatma.- Najwyraźniej się znacie.

Jęknęłam.

- Uwierzysz, jeżeli powiem ci, że pierwszy raz widzę tego człowieka na oczy?

W moim głosie prawdopodobnie słychać było desperację, bo przywódczyni Ruchu, tak twarda i nieprzystępna, nagle jakby złagodniała i przyklęknęła obok mnie. Na jej twarzy malowała się… troska? Chyba mi się nie przewidziało?

- Słuchaj, nie musisz się bać spotkania z tym gościem. Cokolwiek zrobiono z tobą na zamku, jakkolwiek cię upodlono, to pamiętaj, że nie dopuścimy do tego ponownie. Ja, Ruch Błękitnych, Juan i Julietta, rozumiesz?

To wyznanie zaskoczyło mnie, a Fatma, lekko zawstydzona chwilą swojej słabości, spuściła wzrok. Zauważyłam, że z tą swoją delikatną buzią, otoczoną falującymi blond pasmami, wyglądała teraz naprawdę niewinnie. Może jednak „zołzowatość” nie była jej cechą wrodzoną, jak początkowo sądziłam.

- Jako główna dowodząca obozu rewolucjonistów muszę często być harda i nieustępliwa, bo tylko silny charakter pozwala mi utrzymać władzę i dowodzić ludźmi o naprawdę różnych charakterach. I właśnie dlatego, zdecydowałam w ciągu ostatnich dni, jak możemy sobie nawzajem pomóc. Mam dla ciebie zadanie.

- Jakie?

- To nie jest dobra pora na zwierzenia, równie dobrze możemy tę kwestię obgadać jutro- ucięła nieoczekiwanie dziewczyna i wstała. Ręce oparła na biodrach, a jej twarz na powrót przybrała surowy wyraz.

Oho. Stara Fatma wróciła.

- Kilka pomieszczeń dalej czeka gość przysłany nam przez Króla. Przedstawił się jako Ian. Na pewno nie słyszałaś o nim wcześniej?- zapytała wyniośle.

Zignorowałam ten ton i zamyśliłam się głęboko, próbując sobie przypomnieć cokolwiek na temat nieznajomego, ale…

- Przykro mi- odparłam.- Naprawdę nie mam pojęcia, kim jest ten ktoś.

- To zabawne, bo Ian twierdzi, że cię zna- mruknęła Fatma, niezadowolona z mojej odpowiedzi.- Domyślasz się, po co tu przybył?

Wzruszyłam ramionami. Skąd niby miałam to wiedzieć? Skoro został przysłany przez Vincenta, mogło to oznaczać wszystko. Pokręcony sposób myślenia Króla był dla mnie absolutnie nie do przeniknięcia.

Dziewczyna westchnęła teatralnie.

- Milczysz! Czy to tak trudno przynajmniej  p o s t a r a ć  się odgadnąć tę zagadkę?

- A nie możesz mi po prostu podać odpowiedzi?

Fatma nachmurzyła się, ponieważ najwyraźniej nie spodobało się jej, że ośmielam się jej rozkazywać. Jednak mimo niezadowolenia, odezwała się:

- Otóż ten parszywy sługus Vincenta przyniósł list od swego pana, w którym jest napisane, że Ian…- tu dziewczyna zawiesiła głos, triumfalnie spojrzała na mnie, i wypuszczając powietrze dumnie dokończyła-… jest twój!

- Słucham?!- wyrwało mi się, a Fatma uśmiechnęła się z efektu, jaki osiągnęło jej obwieszczenie.

- A tak to.

Teraz to dla odmiany ja westchnęłam i przewróciłam oczami.

- Ten to ma pomysły… Przecież Ian to człowiek, a nie pies, czy jakieś inne zwierzę lub przypadkowy przedmiot, który można komuś podarować!

- Ty to wiesz i ja to wiem, ale ten padalec w koronie ma trochę inny kodeks moralny, jakbyś dotąd nie zauważyła. Hej, poczekaj, nie powiedziałam ci jeszcze najlepszego!

- Chyba nie chcę słyszeć nic więcej… odeślijcie tego człowieka do zamku i zapomnijmy o sprawie- wtrąciłam szybko.

- Gdyby to było takie proste! Vincent bardzo jasno ustalił warunki całej zabawy, ponieważ wie, że jeszcze nie jesteśmy na tyle silni, by mu się przeciwstawić. Daje ci ultimatum: albo przyjmiesz Iana, albo Nemezis, kochanka Juana, zginie jeszcze tej nocy.

Zbladłam na te słowa i poczułam się źle. Naprawdę źle. Obawiałam się reakcji Króla na moje nieoczekiwane odejście i podejrzewałam, że będzie chciał się na mnie zemścić. Nie sądziłam tylko, że posunie się do szantażu, w którym na szali postawi czyjeś życie, a mnie zmusi do podejmowania tak trudnej decyzji. Zresztą, o czym ja właściwie myślałam? Przecież w rzeczywistości nie miałam wyboru i Vincent doskonale o tym wiedział. Nie mogłabym znieść świadomości, że przeze mnie ktokolwiek zginął, a już zwłaszcza osoba bliska Juanowi, który zgodził się przyjąć mnie pod swój dach.

- Chyba zaczynam rozumieć…

- To jeszcze nie wszystko- przerwała mi Fatma, a ja zerknęłam na nią błagalnie.

- Proszę, nie mów mi, że Król chce czegoś jeszcze.

- Przede wszystkim, Ian ma być twoim służącym na dworze Guiliano. Ma wykonywać za ciebie obowiązki, które Juan ci przydzieli i ma mieć pokój z widokiem na twój, aby mógł go pilnować w nocy. Do tego żąda, byś jadała z twoim „prezentem” posiłki.

Uśmiechnęłam się lekko, co Fatma przyjęła z wyraźną ulgą.

- Hm… To w sumie nie tak źle, a nawet wygląda mi na to, że będę miała się lepiej, niż na zamku. Chociaż…- zerknęłam niepewnie na dziewczynę.- Jest jeszcze jakiś haczyk, tak?

Fatma przez chwilę wykręcała się od wyjawienia mi całej prawdy, ale w końcu dała się przekonać i cichym głosem wyszeptała:

- Ian ma przekonać cię w ciągu trzech miesięcy do powrotu na zamek. Po upływie tego czasu, Król osobiście się zjawi na dworze Guiliano i…

- Ok, nie kończ. Chwytam- stwierdziłam i podniosłam się z podłogi.- Ja mam na dziś dość wrażeń, idę spać. Zróbcie z moim prezentem od Vincenta, co chcecie, zgadzam się na wszystko.

Fatma uniosła brwi, dziwiąc się mojemu opanowaniu, ale przypisując mój spokój zmęczeniu, przytaknęła i opuściła pokój, aby rozmówić się Juanem i Juliettą. I Ianem.

A ja tymczasem, starannie zamknąwszy drzwi, zwinęłam się w pozycji embrionalnej na łóżku i pozwoliłam płynąć swoim myślom. Już nie bałam się tak bardzo spotkania z królewskim wysłannikiem. Podejrzewałam, że i dla niego obecna sytuacja była bardzo niekomfortowa. Przecież ja sama nieustannie broniłam się przed byciem nazywaną własnością Vincenta, więc jak ktoś mógłby chcieć… „być mój”? Służyć mi?

Chociaż… Przywołałam sobie w pamięci twarz Iana, kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy: wcale nie wyglądał na niezadowolonego, a nawet więcej: biła z niego wyraźna pewność siebie. To raczej Juan i Julietta nie byli zachwyceni zachowaniem nieproszonego gościa.

Moje rozmyślania nieoczekiwanie przerwał mi sen, który rozmył wszelkie podejrzenia w oniryczną nicość i pozwolił poszybować prosto do mojego, realnego świata.

   .

.

- Już idziesz spać?!- zdziwił się tata, gdy zaglądając do pokoju mojego i Klary, zobaczył mnie, jak klęczę przy łóżku i modlę się, co zazwyczaj robiłam tuż przed snem. Demonstracyjnie zerknął na nasz śnieżnobiały zegar ścienny.- A tu dopiero godzina dziewiąta! Na dworze nawet jeszcze dobrze się nie ściemniło…

- Ale jej mózg najwyraźniej doznał zaćmienia- wtrąciła moja siostra, odrywając się na chwilę od komputera, byle tylko wykorzystać okazję do uprzykrzenia mi życia. Tata posłał jej karcące spojrzenie:

- A gdybyś tak wzięła przykład z Karoliny i raz w życiu położyła się przed północą? Byłaby to miła odmiana.

Klara wykrzywiła twarz w grymasie.

- Nic z tego- oznajmiła i wróciła do pisania swojego najnowszego rozdziału na bloga. Tymczasem ja podniosłam się z klęczek i położyłam na łóżku.

- Jestem po prostu zmęczona. Dobranoc- powiedziałam i okręciłam się twarzą do ściany. Tacie chyba nie spodobało się moje zachowanie, co poznałam po jego głosie:

- Karolina, nie może być tak, że są wakacje, a ty zamiast odpoczywać, zaharowujesz się, jakbyś miała na utrzymaniu męża i gromadkę dzieci. Może najwyższy czas oddać kilka godzin z grafiku innym kelnerkom?

- Pogadamy o tym jutro, ok?- wymamrotałam sennie. W odpowiedzi tata mruknął jeszcze pod nosem coś, czego nie dosłyszałam i wyszedł z pokoju, co poznałam po odgłosie zamykanych drzwi.

Ciszę wypełniło delikatne stukanie palców Klary o przyciski z literami na klawiaturze. Wsłuchana w ten miarowy rytm, nawet nie spostrzegłam, jak zmieniłam miejsce swojego pobytu na inny wymiar.

.

.

Poczułam, że ciężkość mojego ciała nagle znika, a w to miejsce wchodzi uczucie błogiego rozleniwienia. Nie spieszyłam się z otwarciem oczu, żeby choć o kilka sekund przedłużyć tę przyjemną chwilę przebudzenia i delikatnie rozciągnęłam wargi w uśmiechu.

Tak naprawdę, to wcale nie byłam jakoś wyjątkowo zmęczona po dniu pracy w Zajeździe, jak to przedstawiłam tacie. Oczywiście, przygotowania do jutrzejszego dwustu osobowego wesela nie były sielanką, ale lepsze zdobienie stołów i rozkładanie talerzy, niż obsługa tak dużego przyjęcia, która przypadła popołudniowej zmianie.

Skąd w takim razie mój pośpiech do tego, by w końcu położyć się do łóżka? To dość paradoksalne, ale strach przed rozmową z Ianem, który odczułam w chwili, gdy go zobaczyłam, zmienił się wręcz w nieziemską ochotę na spotkanie z nim.

Otworzyłam oczy.

- Fatma?!- wykrzyknęłam przestraszona obecnością dziewczyny w moim pokoju, ale natychmiast opanowałam się.- Co ty tu robisz?

Przywódczyni Ruchu Błękitnych ziewnęła i wstała z krzesła przy oknie, na którym siedziała.

- Czekałam, aż się obudzisz- odparła krótko.- Wstawaj, przed tobą dzień pełen wrażeń.

- W to nie wątpięeee- ziewnęłam, przeciągając się nonszalancko, i udając, że wcale nie zżera mnie ciekawość, zapytałam z nonszalancją.- Co postanowiliście w sprawie Iana?

- On sam ci to najlepiej wyjaśni. Chodź- rozkazała Fatma, ignorując moje pytanie. Skrzywiłam się, ale posłuchałam jej. To zabawne, jak wielki wpływ na mnie miała ta zaskakująco drobna osóbka. Wcale nie dziwiło mnie, że to ją wybrano na przywódczynię spisku przeciwko Królowi: jej charyzma mogła porwać tłumy i podburzyć je, by dokonały niemożliwego.

Fatma prowadziła mnie przez ciąg korytarzy dworu, które nadal wydawały mi się obce, aż w końcu zatrzymała się przed drewnianymi, prostymi drzwiami na pierwszym piętrze.

- Co jest za nimi?- dociekałam, czując lekkie podniecenie tym, co za chwilę miało nastąpić.

- Twój nowy pokój- odparła ku mojemu zaskoczeniu Fatma.- Nie możesz cały czas mieszkać w salonie. Skoro masz tu zostać na dłużej, najwyższy czas żebyś otrzymała sypialnię z prawdziwego zdarzenia.

Wypowiedziawszy te słowa, dziewczyna nacisnęła na klamkę i żwawym krokiem weszła do środka, a ja, onieśmielona, podążyłam za nią.

- Ta dam!- zakrzyknęła radośnie, okręcając się wokół własnej osi.

- Czy to aby nie jest pomyłka?- zapytałam, rozglądając się niepewnie po solidnych i zapewne drogich meblach.- Nawet na zamku nie miałam tak dużego łóżka… i tylu szaf! Co tak właściwie miałabym w nich schować?

Fatma machnęła ręką.

- Juan i Julietta o wszystko się zatroszczą, więc nie przejmuj się niczym i przygotuj się na spore zmiany w twoim życiu- oczywiście na twoją korzyść- w najbliższym czasie. W zamian pamiętaj, by w rozmowach z Ianem nie narzekać na to, jak jesteś traktowana.

- Dlaczego miałabym się skarżyć, skoro mi tu dobrze? Skąd w ogóle taki pomysł?- zaperzyłam się.- Przecież gdyby nie oni… i ty… to…

- Wstrzymaj się jeszcze z podziękowaniami jakieś trzy miesiące, a teraz podejdź do okna- przerwała mi dziewczyna. Zmarszczyłam brwi, niezadowolona z tego, że znowu nie pozwolono mi wyrazić swojego zdania, ale zrobiłam, co mi kazano. A kiedy wyjrzałam na zewnątrz, od razu zaparło mi dech w piersiach.

Ian!

Fatma przewróciła oczami, widząc, jak momentalnie się zarumieniłam.

- Kobieto, skup się!- marudziła.- Pamiętaj, że ten koleś został przysłany przez Króla, więc jego intencje na pewno nie są czyste.

Przytaknęłam niemrawo, ponieważ nadal nie mogłam oderwać wzroku od postaci, która opierała się o drewniany barak, zamieszkiwany przez służbę. Mężczyzna patrzył przed siebie i wyglądał, jakby nad czymś się głęboko zastanawiał. Jego blond włosy i ubranie były w nieładzie, ale dodawało mu to sporo uroku. Dziś, w dziennym świetle, prezentował się jeszcze lepiej, niż wczoraj w blasku świec.

- Słuchasz mnie w ogóle?!- warknęła nagle Fatma, wyrywając mnie z zamyślenia.

- Co?- zapytałam głupkowato, na co dziewczyna uderzyła się otwartą dłonią w czoło.

- Wiesz co, wyjaśnimy sobie wszystko później. Idź i pogadaj z nim.

- Teraz?!

- Oj tak, zdecydowanie tak- potwierdziła Fatma i pociągnęła mnie za sobą do wyjścia. Poprowadziła mnie labiryntem korytarzy aż do tylnych drzwi dworu, które wychodziły na podwórze.

- Dalej idź sama. Ja nie mam ochoty na rozmowę z tym kretynem- powiedziała dziewczyna, odwróciła się na pięcie i nim zdążyłam się zorientować, widziałam już tylko skrawek jej błękitnej, długiej sukni, znikający za zakrętem.

Wzięłam głęboki oddech i wyszłam na zewnątrz. Swoje spojrzenie od razu skierowałam w stronę mieszkań służby i mój wzrok spotkał się z zielonymi tęczówkami Iana. Mężczyzna jednak nie wyszedł mi na spotkanie. Ba! Nie ruszył się ani o milimetr i poczekał, aż to ja podejdę bliżej.

- Cześć, jestem Ian- przedstawił się, gdy znalazłam się tuż przed nim.- I jestem twój.

Zaczerwieniłam się na te słowa.

- A ja jestem…- zaczęłam nieśmiało, ale znowu (!) mi przerwano.

- Wiem kim jesteś- wyznał z rozbrajającą szczerością.- Trochę już cię znam.

- Ale ja nie znam ciebie.

- Nie szkodzi, mamy trzy miesiące na zaprzyjaźnienie się- odparł i uśmiechnął się szeroko, co jeszcze bardziej mnie speszyło.

- Skoro już poruszyłeś ten temat, to…

- Nie krępuj się, mów.

- Że co?- zapytałam, lekko zbita z pantałyku, a on roześmiał się.

- Kapturku, zrelaksuj się! Jesteś strasznie spięta. Pamiętaj, że przy mnie możesz być sobą, nie musisz niczego udawać. Nie zwracaj uwagi na „wskazówki”, których udzielają ci mieszkańcy tego miejsca. Bądź szczera, taka, jak byłaś na zamku.

Spojrzałam nieufnie na Iana. Skąd on wiedział, jak zachowywałam się na zamku? Przecież nie mieliśmy wcześniej ze sobą do czynienia.

Zamiast zgodnie z zaleceniem mężczyzny rozluźnić się, zaniepokoiłam się jeszcze bardziej, gdy tymczasem on po prostu dalej stał i patrzył na mnie, uśmiechając się niewinnie.

 

.

.

Cytat: wybrane fragmenty tekstu piosenki: Jason Mraz- I’m Yours

Kolejny rozdział: 16 stycznia 2014r. (Dlaczego dopiero wtedy? Odpowiem krótko: SESJA).

Co nowego: Zakładka BOHATEROWIE! Jej tworzenie pochłonęło mi lwią część czasu przeznaczonego na bloga, ale myślę, że było warto. Wstępnie podzieliłam tę zakładkę na trzy podstrony, dodałam wizerunki większości bohaterów już znanych, ale także tych, o których mowy jeszcze nie było (mam jednak nadzieję, że nie zaspoilerowałam zbyt wiele:)

Kilka słów ode mnie: I już wiemy kim jest Ian, ale myśli i uczucia Vincenta niech jeszcze przez jakiś czas pozostaną zagadką;) Przepraszam wszystkich za opóźnienia, ale obawiam się, że przez najbliższe dwa miesiące, kiedy sesja będzie mnie przygniatać i pochłaniać mój wolny czas- nic w tym zakresie się nie zmieni. Pozostaje mi tylko prosić Was o cierpliwość!