To już rok!

.

Dokładnie 18 sierpnia 2013 roku kupiłam zeszyt z czerwoną okładką, zasiadłam w czytelni instytutu i napisałam pierwsze zdanie historii, którą tutaj czytacie.

Nie minęła nawet sekunda, jak przekreśliłam swoje słowa, gdyż stwierdziłam, że są zbyt banalne: Każdy chce mieć dokąd uciec.

A jednak opublikowałam je w pierwszym rozdziale.

Second-start to drugi start. Nie tylko życia Karoliny, głównej bohaterki, w Magicznym Świecie. To także powrót do blogowania i pisania przez prawdziwą Karolinę, autorkę.

Na ile te dwie Karoliny się różnią?

Oj, o wiele. Niby przelałam z siebie wiele na postać głównej bohaterki, ale to nie jestem ja. Wiedziemy niemalże to samo realne życie, ale każda przeżywa je na swój sposób. Jednocześnie prawdziwa Karolina, jako autorka, jest po trochę każdym ze swoich bohaterów: w końcu narodzili się z jej wyobraźni.

Skąd pomysł na tę historię?

Ze snu. Dzięki niemu wiedziałam, że historia będzie rozgrywać się w innym wymiarze, że będzie to kraina rodem ze średniowiecza, w której obecna jest magia. Do tego pojawi się zły Król (Vincent) i jego ubogi sługa (Ian). W moim śnie byłam znienawidzona przez całe zamkowe otoczenie i królewską rodzinę (Perpetua, Julietta….). Jednak moim największym wrogiem okazał się przyrodni brak Króla (Juan). Coś z tego snu (a w zasadzie koszmaru, który dręczył moje myśli przez cały dzień) wykorzystałam, coś zmieniłam. A co konkretnie- przeczytacie, dowiecie się;)

Czy znam zakończenie bajki o Czarnym Kapturku?

I tak, i nie. Wiem, jakie zdjęcie zakończy całą historię, ale nie wiem, które pary będą razem, a które nie. Ostateczną decyzję pozostawię bohaterom.

Dzięki komu ten blog w ogóle istnieje?

Dzięki wspaniałym ludziom, którym z jakiegoś powodu chce się czytać to wszystko, co piszę (ciekawe Moi drodzy, ile jeszcze wytrzymacie:D? Niektórzy już polegli;d). Dziękuję w szczególności osobom, które umieściłam w dziale „SĄ ZE MNĄ”, ale i także tym, których jeszcze tam nie ma, a mam z nimi kontakt i czytuję ich blogi.

.

Czy macie jakieś pytania, na które chcielibyście znać odpowiedź? Mi przyszły do głowy tylko te powyższe, ale przecież zawsze mogę zrobić edycję tego posta, jeżeli chcecie dowiedzieć się jeszcze czegoś na temat kuluarów powstawania second-start;)

A teraz mam przyjemność zaprosić Was na rocznicowy rozdział, którego pisanie sprawiło, że znowu narobiłam sobie zaległości na Waszych blogach… Wszystkie skrupulatnie nadrobię w najbliższym możliwym czasie!

.

.

Trzy…

Zegar na wieży dworu Guiliano skończył wybijać godzinę dziewiętnastą, kiedy szłam dziedzińcem w stronę baraków należących do służby, aby odwiedzić Iana w jego „mieszkaniu”. Stąpając powoli po piaszczystej ścieżce, zauważyłam, że słońce nadal znajduje się wysoko na niebie, co niezwykle mnie ucieszyło. Czułabym się nieswojo, gdybym musiała siedzieć nocą w sypialni sługi Vincenta, gdyż i tak byłam już wystarczająco zdenerwowana rozmową, jaka mnie czekała.

Kiedy ujrzałam, jak Ian drze moje zapiski, a potem zaciska pięści, najzwyczajniej w świecie uciekłam do swojego pokoju. Mężczyzna nie pobiegł za mną, ale przysłał mi wiadomość przez moją pokojówkę:

Dziewiętnasta. U mnie. Radzę się zjawić.

Nie brzmiało to jak zaproszenie, ale skoro miałam przebywać z Ianem jeszcze przez dwa miesiące, zdecydowałam się pójść i wyjaśnić wcześniejszą sytuację.

Nie miałam większych problemów z odnalezieniem lokum Iana: w szeregu drewnianych domków tylko jedne drzwi były otwarte na oścież.

Weszłam śmiało do środka, ale zimny wzrok sługi Vincenta kazał mi się zatrzymać. Mężczyzna siedział w nonszalanckiej pozie na swoim łóżku i nie wyglądało na to, aby dręczyło go jakiekolwiek poczucie winy, lub jakby chciał mnie przeprosić.

- Przeszkadzam?- zaczęłam niepewnie, a Ian skrzywił się.

- Nie, przecież kazałem ci przyjść- odparł i ręką poklepał miejsce obok siebie.- Zapraszam.

- Dziękuję, postoję.

Nie miałam ochoty zbliżać się zbyt blisko do obcego mężczyzny, a do tego czułam się pewniej wiedząc, że za mną znajduje się otwarta przestrzeń i w każdej chwili mogę dać nogę z tego miejsca.

Ian chyba zrozumiał, o czym pomyślałam i przewrócił oczami.

- Coś ty taka strachliwa? Chcę tylko porozmawiać.

- Ja też. I mogę to zrobić na stojąco- stwierdziłam głosem nie znoszącym sprzeciwu. Ian, niechętnie, acz odpuścił i wzruszył jedynie ramionami w odpowiedzi, po czym zaczął mówić:

- Czy wiesz, dlaczego zachowałem się dzisiaj tak, a nie inaczej?

- Bo jesteś niezrównoważony emocjonalnie?

- Świetnie się bawisz. Ja nie.

Ian był śmiertelnie poważny, więc i ja w ostatecznie spróbowałam opanować swoje rozdrażnienie.

- Ok, jesteśmy dorośli, więc tak się zachowujmy. Nie, nie wiem, dlaczego chciałeś mnie dziś pobić.

Mężczyzna zaprotestował gwałtownie.

- Skąd ci coś takiego przyszło do głowy?! Byłem wzburzony, ale nie podniósłbym na ciebie ręki! Jestem przecież twoim sługą.

Nie odpowiedziałam, więc Ian mówił dalej:

- Przyznaję, zachowałem się dość gwałtownie, ale miało to związek z tym, że napisałaś coś w języku, którego się tutaj nie używa. Słowo ma moc. Nie wiem, co było w twoich zapiskach, ale musiałem je zniszczyć. Gdyby dostały się w ręce Szeptaczy Zaklęć, mogliby zrobić z nich niewłaściwy użytek.

- Nie mogłeś tego wytłumaczyć tak, jak teraz? Na spokojnie?

Ian przygryzł wargę, aby się nie roześmiać.

- Bywam… dość impulsywny, więc zareagowałem tak, a nie inaczej. Poza tym, zapewne nie posłuchałabyś mojej prośby, aby natychmiast podrzeć swoją pracę. Z tego, co się o tobie dowiedziałem, nie masz w zwyczaju wykonywać czyichś poleceń.

- Jesteś zaskakująco dobrze o wszystkim poinformowany- zauważyłam, składając ręce na piersi. Mężczyzna przytaknął.

- Owszem. Wymaga tego moje obecne zadanie.

Mierzyliśmy się przez chwilę wzrokiem, próbując nawzajem się rozgryźć. Ian był bardzo oszczędny w swoich usprawiedliwieniach na temat dzisiejszego „wyskoku”. Czyżby coś przede mną zataił? Co mogliby zrobić Szeptacze przy pomocy tekstów angielskich piosenek? Zniszczyć Magiczny Świat?

Ostatnia myśl była niezwykle kusząca, ale z marzeń wyrwał mnie głos Iana:

- Wiesz, że Król cholernie za tobą tęskni?

- Nie chcę o tym rozmawiać- zaznaczyłam natychmiast, ale mój opór na nic się nie zdał. Ian zerwał się z miejsca i podszedł blisko mnie. Zanim zdążyłam zrobić krok w tył, on chwycił mnie za nadgarstek.

- Nie uciekaj, nie masz powodów do obaw- powiedział spokojnie, patrząc mi w oczy. Zmieszałam się i tylko skinęłam lekko głową, nie wiedząc, co mam zrobić.

- Karolina, powtarzam: nie możesz się mnie bać. Jestem tu po to, by ci pomóc zrozumieć, że popełniasz błąd, uciekając przed Królem. On… potrzebuje cię. I nie chodzi mi tu wcale o twoją krew. Karolino zrozum nareszcie, że Vincent cię kocha.

Moje oczy musiały przypominać piłeczki pingpongowe, kiedy usłyszałam ostatnie słowa. Zaskoczyły mnie. Jednocześnie bolesne wspomnienia, które powoli wciskałam w dalekie zakamarki swojego umysłu, wróciły ze zdwojoną siłą i poczułam, jakby ktoś uderzył mnie czymś twardym w brzuch.

- Ian, puść mnie. Nie pogarszaj tego dnia- poprosiłam, ale mężczyzna nie miał zamiaru zakończyć w ten sposób naszego spotkania.

- Nie będę cię dłużej zatrzymywać, ale obiecaj mi, że po tym, co ci powiedziałem, nie odsuniesz się ode mnie. Mam zamiar przekonać cię, abyś za dwa miesiące uczyniła podobne wyznanie Królowi, gdy przybędzie po ciebie, a nie będzie to możliwie, kiedy zaczniesz mnie unikać.

Głos uwiązł mi w gardle. Ian zorientował się, że szok odebrał mi głos i niechętnie uwolnił mnie ze swojego uścisku. Czym prędzej opuściłam jego mieszkanie.

Obawiałam się, że gdybym została tam chwilę dłużej, byłabym gotowa przyznać, iż już teraz mogę wyznać Królowi miłość, a podświadomość mówiła mi, iż to uczucie nie przyniesie mi nic dobrego.

W tym świecie miałam być szczęściem dla Vincenta, co nie znaczyło, że on miał być szczęściem dla mnie. Coraz bardziej utwierdzałam się w tym, że jego postać przyniesie mi raczej zgubę, niż radość.

.

Dwa...

Gael siedział na łóżku swojej siostry i starał się skupić na jej babskiej paplaninie, która płynęła zza parawanu do jego uszu. Niestety, zmęczenie walką skutecznie utrudniało mu to i tak niełatwe zadanie, a świece, które miały rozświetlać mrok komnaty, rzucały jedynie nikły blask i tworzył senną atmosferę.

- … I wiesz braciszku, te nowe suknie, które przywiozłeś mi ze stolicy, są naprawdę nieziemskie! Moje dwórki prawie zzieleniały z zazdrości, kiedy ujrzały te wszystkie gorsety obszyte delikatną koronką. Może i duchess Maria to dziwaczka, ale genialna z niej krawcowa, zna się na rzeczy. Nie partaczy każdego stroju jak tergockie szwaczki…

Margo spostrzegła, że brat od dłuższej chwili milczy i nie reaguje w żaden sposób na jej zachwyty. Kobieta wciąż nie była przebrana, więc wychyliła zza przesłony jedynie głowę i zerknęła na Gaela. Nadal miał na sobie zbroję, jaką przywdział, by rozprawić się z buntownikami, którzy śmieli zorganizować powstanie przeciwko legalnej władzy. Mężczyzna wyglądał na zamyślonego.

- Kochanie, czy ty mnie słuchasz?- zapytała Margo rozdrażniona tym, że ktokolwiek mógł porwać się na to, by ją ignorować.

- Nie- bezceremonialnie wyznał Gael, ściągając brwi. Jako jeden z nielicznych, nie obawiał się siostry i nie miał zamiaru silić się na udawanie, że wysłuchuje jej czczej gadaniny, kiedy myśli zajmują mu akurat ważniejsze sprawy.

Kobieta wywróciła oczami i potrząsnęła z dezaprobatą głową.

- Czym się zadręczasz? Przecież po raz kolejny rozgromiłeś tych dzikusów. Minie trochę czasu, aż znowu uda im się zorganizować jakąś większą akcję.

- Uważasz, że tego nie wiem?- prychnął.- Nie przejmuję się nimi.

- W takim razie…. No nie, tylko mi nie mów proszę, że znowu myślisz o NIEJ!

Obrażona Margo schowała się za parawan i wróciła do zdejmowania dziennej sukni. Jednak nie byłaby sobą, gdyby nie uczyniła bratu jeszcze kilku wyrzutów:

- Karolina to prosta dziewka bez szlacheckiego pochodzenia i ogłady. Z pewnością jest tępa i ma ograniczone horyzonty myślowe. Dlaczego martwisz się, że Vincent mógłby cię nią zastąpić? Jesteś idiotą.

- Margo, słońce, choć Król zawdzięcza mi to, kim teraz jest, to w głębi serca obawiam się, że może dać się ponieść… namiętności.

Kobieta roześmiała się głośno.

- A sądziłam, że całkowicie nawróciłeś go na chłopców…

Dla odmiany to Gael uśmiechnął się lekko. Zaczął udzielać mu się dobry humor siostry.

- W porządku, masz rację. Koniec z zamartwianiem się- mężczyzna wstał.- Idę spać. Jutro rano wrócę do stolicy i wszystko będzie, jak dawniej. Kto wie, może nawet znowu poruszę temat ślubu? Znudziło mi się odgrywanie roli narzeczonego. Potrzebuję zdecydowanie więcej władzy i najwyższa pora, by Vincent się nią ze mną podzielił.

.

Jeden…

W stolicy ciemność ogarniała świat później niż w oddalonym od niej o wiele kilometrów Tergocie. W jednej z nieużywanych wież dworu Guiliano zaszyło się dwoje ludzi, szukających chwili tylko dla siebie.

- Mmmr…- wymruczał Guiliano i delikatnie ucałował szyję Julietty. Ta ze śmiechem odchyliła się przed jego pocałunkami, na co starzec przyciągnął ją jeszcze bliżej swojego ciała.

- Moja piękna… Dawno już nie widziałem cię tak promiennej. Odmłodniałaś w ostatnim czasie.

Była królowa przyjęła z zadowoleniem te słowa.

Kobieta uwielbiała, kiedy kochanek prawił jej komplementy. Nie zaznała matczynego ciepła, a jej pierworodny syn napełniał ją odrazą od momentu, gdy go urodziła. Słodycz miłości poznała razem z goryczą porażki. Kiedy Vincent strącił ją z tronu, to Guiliano, podstarzały, ale bogaty szlachcic, jako jedyny wyciągnął do niej pomocną dłoń. Oddał jej cały swój majątek, dwór i… serce. A i Julietta ofiarowała mężczyźnie to, co z jej serca jeszcze zostało.

Obdarzyła też Guiliano synem. Juana pokochała z całej siły od momentu, gdy tylko akuszerka włożyła jej nowo narodzonego bobasa do rąk. Gdy spojrzała w jego małe, niewinne oczy, od razu wiedziała, że zrobi wszystko dla tego dziecka, które zrodziła miłość, a nie gwałt i przemoc, jak było to w przypadku Vincenta.

Julietta przytuliła się do kochanka i wyszeptała z zadowoleniem:

- Być może niedługo uda mi się odzyskać tron… i magię. A wtedy…

- Cii…- Guiliano zamknął kobiecie usta pocałunkiem- Jest dobrze tak, jak jest teraz.

Była królowa oddała pieszczotę, ale w głębi duszy w tej chwili uczuła głęboką pogardę dla mężczyzny. Kochała Guiliano, choć jego naiwność działała jej na nerwy. W końcu nie po to przybyła do Magicznego Świata, by być w nim tylko podrzędną szlachcianką. Już czas, by Vincent oddał władzę komuś, kto wykorzysta ją dużo lepiej.

.

…Król!

Zegar w zamkowej komnacie wybił północ.

- I jakież to wieści przyniósł poseł o tak późnej porze?- zapytał Mattias, udając zaciekawienie. Zdecydował się zacząć tę rozmowę raczej z grzeczności niż z zainteresowania, ponieważ jego myśli w tej chwili zajęte były niebiańską Oleandrą i jej diabelskimi krągłościami.

- Wszelki opór zdławiony. Gael wróci jutro- odparł wyzutym z uczuć głosem Vincent i ostrożnie zwinął list, podciągając jednocześnie kolana bliżej siebie.

Mattias westchnął tęsknie. Odłożył na bok ostry nożyk i nie do końca wyrzeźbioną, drewnianą figurkę nowej kochanki. Stwierdził, że musi w końcu poruszyć pewną drażliwą kwestię, jeżeli nie chce, aby zamek zamienił się wkrótce w dom pogrzebowy:

- Wyglądasz w tej chwili tak smutno i żałośnie, jakbyś to ty walczył z tergockimi buntownikami, a oni skopali ci twój królewski zadek- zaczął mówić Mattias, ale ponure spojrzenie jego kuzyna, które ten posłał w jego stronę, zbiło go lekko z tropu. Rzecz jasna, nie na długo.

- Twe zacne oblicze coś często bywa ostatnio zachmurzone, mój drogi. Niewątpliwie niewdzięcznych poddanych niezwykle raduje ta okoliczność, jednak mnie, jako jednego z dwóch członków rodziny, których starasz się tolerować, niesłychanie martwi ten stan rzeczy.

- Milcz, błaźnie- odburknął Vincent.

„Znowu zachowuje się jak mały chłopiec” pomyślał Mattias z irytacją, ale nie dał po sobie poznać zdenerwowania. Pochwycił niewykończoną figurkę i nerwowym ruchem zanurzył w drewnie ostrze, które pogłębiło rowek między wielkimi, kobiecymi piersiami. Niestety, nacięcie okazało się zbyt gwałtowne, i omalże nie przepołowiło statuetki. Mężczyzna zazgrzytał z niezadowoleniem zębami, po czym odrzucił figurkę. Nie powstrzymując dłużej gniewu, wstał i oparł się całym ciężarem ciała na wyprostowanych rękach o stół, przy którym siedział:

- ZRÓB COŚ W KOŃCU!- wykrzyknął i uderzył pięścią w blat.- Jak chcesz, żeby Karolina wróciła, to zerwij z Gaelem i jedź po nią na dwór Guiliano! Siedzeniem i użalaniem się nad sobą jej nie odzyskasz.

- KRETYN!- odparł równie zagniewany Vincent i podniósł się z podłogi.- Nie będę targował się z Juanem o Czarnego Kapturka, który i tak jest MÓJ!

- I wcale nie przetrzymujesz Nemezis, by w razie czego wymienić ją na Karolinę?!

- Robię to, co chcę- wysyczał Król, dysząc ciężko. Jego klatka piersiowa unosiła się szybko, a dłonie zaciskały się nerwowo. Chociaż Vincent wyglądał tak, jakby szykował się do ataku, Mattias roześmiał się szczerze.

- Sam jesteś kretyn do kwadratu, kuzynie. Dobrze, dajmy temu pokój. Chcesz się wypierać własnych uczuć, proszę bardzo, rób tak dalej. Jednak nie pozwól, aby Karolina była dłużej „w gościnie” u Juana. Wiem, że za dwa miesiące zechcesz ją zbrojnie odbić, ale powinieneś zrobić to zaraz, już, TERAZ- póki dwór nie jest dobrze uzbrojony.

Vincent uśmiechnął się cierpko.

- Jak na wiecznie zapitego dziwkarza, bardzo pomysłowy się nagle zrobiłeś.

- Dziękuję za komplement, mój Panie- odparł Mattias, maskując uprzejmością niezadowolenie.

Mężczyźni mierzyli się przez chwilę wzrokiem. Vincent jako pierwszy odwrócił głowę i zdecydował się opuścić zamkową komnatę, jednak kuzyn powstrzymał go:

- Przyznaj się przynajmniej, stary draniu, z kim planujesz zerwać: z Gaelem czy Karoliną?

Król zamyślił się na chwilę, a na jego twarzy tańczyło światło, rzucane przez dogasający w kominku ogień. „Wygląda jak posąg- ma tyle samo ludzkich odruchów, co marmur” przemknęło przez myśl Mattiasowi, który przyglądał się skupionemu Vincentowi.

- Jestem królem- odparł w końcu stanowczo władca Magicznego Świata.- Mogę mieć i jedno i drugie.

Po tych słowach Vincent wyszedł, nie zaszczycając swojego kuzyna ani jednym spojrzeniem. Mattias zasępił się i opadł z rezygnacją na ławę. Sięgnął po drewnianą figurkę Oleandry, by spróbować w jakiś sposób uratować rzeźbę. Okręcił ją kilka razy między palcami, ale nie mógł się skupić. W głowie namolnie przewijało mu się kilka niecenzuralnych określeń, które miał ochotę rzucić Królowi w twarz.