>><<

Wiem, że zrobiłem źle, opuściłem twe rozdarte serce
Czy tak właśnie postępują diabły?
Ściągnąłem cię na sam dół, gdzie idą tylko głupcy
Zachwiałem twym wewnętrznym aniołem

Teraz zbieram się z ziemi
Kroczę w twoją stronę
Cały wypełniony mocą, którą odnalazłem
Nic nie jest ponad moje siły

Ja muszę wiedzieć teraz, wiedzieć teraz
Czy możesz mnie znów pokochać?

To niewybaczalne, skradłem i spaliłem twą duszę
Czy tak właśnie postępują demony?
Władają tym co we mnie najgorsze, niszcząc wszystko
Ściągają w dół anioły, takie jak ty

>><<

.

- To znowu ty?- jęknęłam, kiedy spomiędzy gałęzi, niczym larwa z kokonu, wyłoniła się Pagitta.- Sądziłam, że przestałaś mnie nawiedzać już na stałe.

Usta ducha nie ociekały dziś krwią, ale mimo tego postać dziewczyny była przerażająca. Trupia bladość pokrywała całe jej ciało, a śnieżnobiała, zwiewna sukna z piór tylko dodatkowo podkreślała eteryczność Pagitty. Kruczoczarne włosy opadały na jej nagie ramiona.

- Jesteście- powiedziała cicho, lekko rozchylając wargi, gdy mówiła.

- Jesteśmy- przytaknęła Fatma, na której zjawa nie zrobiła większego wrażenia. Przywódczyni Ruchu stała wyprostowana i dumna, jak to miała w zwyczaju.

Z kolei ja zapewne w tej chwili przypominałam bohatera bajki Scooby Doo, Kudłatego. Chociaż nie, ja byłam bardziej przerażona, niż on na widok upiora.

- Czego ode mnie chcecie?- spytałam, a mój głos zdradzał zdenerwowanie. Co mnie podkusiło, by nocą urządzać sobie spacery po tym cholernym, przeklętym lesie? A, tak. Wrodzona naiwność.

- Przybyłyśmy tu, by pokazać ci przyszłość- oznajmiła Fatma spokojnie.- Nie musisz się bać Pagitty, ona jest po naszej stronie.

- Toś mnie uspokoiła…- mruknęłam cicho, ale prawdopodobnie nie doszło to do uszu mojej rozmówczyni, gdyż tłumaczyła dalej:

- Pewnie Vincent, skoro byliście blisko ze sobą, opowiedział ci już bajeczkę, jak to niby zginęła Pagitta. Że znaleziono ją martwą w lesie, bez kropli krwi w ciele…

- Tak, nie musisz się powtarzać.

Fatma uśmiechnęła się z zadowoleniem i wymieniła szybkie spojrzenia z duchem.

- Myślę, że jednak nie znasz CAŁEJ historii. Czy twój kochany Vincent….

- On nie jest mój- zaprzeczyłam szybko, ale dziewczyna machnęła na ten protest ręką. Hm… to zaczynało być coraz bardziej irytujące, że nikt nie chciał wierzyć w to, iż nie byłam królewską kochanką.

- Król z pewnością nie wspomniał ci, że Pagitta miała czerwoną krew.

Przez moment nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam, a potem odebrało mi mowę. Fatma nadęła się z radości, że miała rację, a ja spochmurniałam. Rzeczywiście, Vincent pominął ten drobiazg, kiedy opowiadał mi „bajkę” o duchu straszącym między drzewami. Tylko dlaczego?

Znowu przypomniałam sobie, jak tuż po pierwszym pobraniu krwi wyruszyłam na spacer do chaty Perpetuy. Wtedy to Pagitta nawiedziła mnie, a z jej ust spływała cienka strużka krwi. Czerwonej krwi.

- Mogłam się domyślić…- powiedziałam na głos, a Fatma uśmiechnęła się.

- Poczekaj, to nie wszystko. Bardzo prawdopodobne, iż Król nadmienił ci, że Pagitta żyła w czasach, gdy na tronie zasiadała jego babka, ale czy odważył się dodać, że terroryzowała obecną tutaj dziewczynę…

-… a był ktoś, kogo nie prześladowała?…

- i pobierała z niej krew, aby sporządzać z niej Koktajl niezbędny do regeneracji swoich mocy?- dokończyła Fatma, niezadowolona tym, że ośmieliłam się wtrącić. Jeżeli była córką Vincenta, to zdecydowanie odziedziczyła charakter po tatusiu.

- Hm… jakoś umknął mu ten drobny szczegół.

- „Szczegół”?- zdenerwowała się Pagitta, która dotychczas w ciszy przysłuchiwała się naszej wymianie zdań.- Traktowano mnie jak nic nie znaczący przedmiot, stworzony tylko dla czyjejś przyjemności. Zabierano mi to, co dawało mi życie. Czy masz pojęcie, jaki to koszmar?!

- Wyobraź sobie, że mam- odparłam zgryźliwie i natychmiast zasłoniłam sobie ręką usta.

SZLAG!

- Zdajesz sobie sprawę, że właśnie przyznałaś się do posiadania czerwonej krwi?- zapytała mnie Fatma, rozbawiona zaistniałą sytuacją.

- Ja…- zaczęłam, chcąc odkręcić swój błąd, ale dziewczyna nie pozwoliła mi na to.

- Nie próbuj się tłumaczyć, Ruch wie o tobie więcej, niż ci się wydaje.

- Na przykład co?- dociekałam, zaniepokojona.

- Przez długi czas mieliśmy swoje kryjówki w Lesie Pagitty. To bardzo dobra lokalizacja, tuż pod samym nosem Króla, gdzie dotychczas nie szukano nas, bo któż podejrzewałby, że odważymy się przebywać tak blisko zamku? Niestety, pewnego dnia Vincent zabrał ze sobą swoje wojsko i wyruszył do lasu, więc musieliśmy przenieść się, ale i tak niektórych z nas złapano…

- W tym ciebie- zauważyłam.

- Taa…- niechętnie potwierdziła Fatma.- Wracając do tematu, nasi zwiadowcy, mimo wszechobecnych rycerzy, widzieli, jak Król i Perpetua rzucają zaklęcie. Musiało być mocne, skoro była potrzebna do tego stara królowa, słynąca ze znajomości najsilniejszych czarów Magicznego Świata.

- To jednak nadal nie wyjaśnia, skąd wiecie o tym, że moja krew jest czerwona.

- Nie tylko Vincent ma moc- odezwała się znowu Pagitta, uśmiechając się przebiegle.- Czy znasz Kalagara?

Ta rozmowa zmierza w dziwnym kierunku, pomyślałam, słysząc to pytanie.

Skinęłam twierdząco głową.

- Kalagar jest demonem czasu, starym jak Magiczny Świat- dla pewności uściśliła Fatma.- Nie wiemy, czy ma serce, ale… zakochał się w Pagitcie i zdecydował się jej pomóc.

- Pozbawiając krwi?- zapytałam z odrazą, wyobrażając sobie, w jaki sposób lekarz-jaszczur mógł działać. Nie pomyliłam się.

- Czasami trzeba ponieść pewne… koszty. Ale zgodziłabym się zabić po raz drugi, ponieważ w zamian za krew otrzymałam moc.

Moc. Magia. Zaczynało się robić coraz ciekawiej. I dziwniej.

- Potrafię przejrzeć przeszłość innych ludzi. Och, i mogę podróżować między światem żywych i zmarłych- oznajmił duch, uśmiechając się nonszalancko.

- Do tego Pagitta umie spojrzeć w przyszłość i przewidzieć, jak potoczą się losy różnych osób- odezwała się Fatma.- I właśnie po to tu dziś jesteśmy. Chcę, byś obejrzała naszą wspólną przyszłość.

- A mamy jakąś WSPÓLNĄ?- skrzywiłam się. Cóż, czy ta dziewczyna nie wie, że wolę facetów? Wątpię, by miało się to zmienić w ciągu najbliższych lat.

Fatma nie odpowiedziała, a Pagitta na moich oczach rozpłynęła się. Jej ciało najpierw zmieniło się w mgłę, która kolejno uformowała się w kulę.

- O kurwa- zaklęłam, nie dowierzając własnym oczom. Takich widoków nie oglądało się na co dzień.

Nagle w obłoku ukazał się młody chłopak. Ubrany był w strój, który wskazywał, że jest mieszkańcem Magicznego Świata. Miał blond czuprynę i boski uśmiech. Fatma uśmiechnęła się z rozczuleniem.

- Poznaj mojego syna. Przystojniak z niego, co?

Uśmiechnęłam się.

- Jeżeli to prawda… to… to jest NIESAMOWITE!- zachwycałam się, otwierając szeroko oczy i prawie że nie mrugając, by nie stracić ani chwili tego niecodziennego widowiska.

- Poczekaj, aż zobaczysz resztę- odezwała się Fatma i nagle postać chłopaka zmniejszyła się i oddaliła na drugi plan. Z mgły wyłoniła się następna osoba. Tym razem była to kobieta, a w zasadzie młoda, śliczna dziewczyna, o ciemnych jak noc włosach i mrocznym spojrzeniu.

- A to kto? Wydaje mi się jakaś znajoma…- zastanawiałam się, przypatrując się jej dokładnie.

- A to twoja córka. Twoja i… Vincenta.

Informacja podana mi przez Fatmę sprawiła, że dosłownie ścięło mnie z nóg. Przysiadłam na chwilę i zamrugałam kilka razy powiekami. No tak… Już wiem, czemu dziewczyna zdawała się być mi bliska: po prostu była do mnie podobna! A ten wzrok? Tak przenikliwie mógł patrzeć tylko władca Magicznego Świata.

- Po co mi to pokazujesz?- zapytałam, czując ogromny ucisk w klatce piersiowej.

Córka moja i Vincenta. Vincenta i moja. Ale jak, do cholery?! On kocha teraz Gaela. Mężczyznę. Do tego jest starszy. Jest Królem. Jest z innego wymiaru. Jest… nie dla mnie.

Obraz zniknął, a z mgły na powrót ukazała się Pagitta.

- Przyszłość można jeszcze zmienić. Nie możesz dopuścić do tego, by ta dziewczyna kiedykolwiek przyszła na świat- oznajmił duch chłodno.

- Przez nią zginie cały Magiczny Świat, co oznacza, że mój syn również umrze, a tego bym bardzo nie chciała.

- Cały… że co?!- wykrzyknęłam zaskoczona, a Pagitta i Fatma wymieniły spojrzenia. Duch westchnął i niechętnie odezwał się:

- Wraz z twoim przybyciem, pojawiłaś się na stałe w moich wizjach. Ty i twoja córka. Nie byłoby by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że w pewnym momencie obrazy, do których mam dostęp, urywają się w dość znaczącym dla historii momencie. Wiedz, że dziecko, które urodzisz Vincentowi, zniszczy Magiczny Świat.

Przez chwilę przemknęło mi przez głowę „Boże, ale to okropne!”, ale już po chwili do tej myśli dołączyła kolejna: czy ja sama nie miałam często na to ochoty? By przestać w snach powracać do tej pokręconej krainy? Czy nie marzyłam, by Magiczny Świat wraz ze swoimi mieszkańcami zniknął?

Nie podzieliłam się swoim zdaniem na głos. Zamiast tego wyznałam:

- Możecie być spokojne. Nie będę mieć dzieci z Vincentem, bo nigdy nie będziemy razem. Choć dziewczyna w wizji była piękna i cudownie byłoby mieć takie dziecko, to… nie. No po prostu NIE!

Ostatnie zdanie wykrzyczałam, a ból w piersiach zwiększył się. Jak mogłabym urodzić dziecko w Magicznym Świecie? Tym samym skrzywdziłabym je, skazując na życie w tej pokręconej krainie, a w przyszłości pozwoliłabym zakochać się własnej córce… we wnuku swojego ojca!

Fatma skinęła głową z zadowoleniem, słysząc moje postanowienie, natomiast Pagitta zniknęła.

- Wierzę, że mówisz prawdę. Pamiętaj, NIGDY nie możesz związać się z Królem i dać mu potomka, bo będzie to oznaczało śmierć nas wszystkich. To twoje zadanie i wiedz, że Julietta nie może się o nim dowiedzieć, tak samo jak o tym, że Ruchowi pomaga Pagitta.

Po chwili milczenia Fatma dodała jeszcze:

- Wracajmy teraz na dwór Guiliano, późno już.

Przywódczyni Ruchu, nie zaszczycając mnie ani jednym spojrzeniem, powoli skierowała swoje kroki w drogę powrotną.

Czując, jak moje wnętrzności rozsypują się na kawałki, a system nerwowy siada, zebrałam się w sobie, zacisnęłam zęby i ruszyłam za dziewczyną. To nie była dobra pora na okazywanie słabości, nadal czekało mnie spotkanie z Ianem.

.

.

Rafa była pozytywnie zaskoczona, gdy poprosiłam ją, by pomogła mi przygotować się na bal.

- Już dawno powinna panna udać się na tańce! Książę Juan na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu, gdy ujrzy pannę wśród swoich gości.

- Mam nadzieję- odmruknęłam, pozwalając dziewczynie ścisnąć mocniej gorset. Czułam zmęczenie, ponieważ dochodziła godzina trzecia nad ranem, a ja nie zmrużyłam oka tej nocy. W dodatku bolały mnie mięśnie nóg po spacerze z Fatmą.

Kiedy Rafa czesała moje włosy, przymknęłam oczy i przywołałam obraz swojej córki. Czy ta wizja była prawdziwa? Jeszcze pół roku temu nie uwierzyłabym w coś tak irracjonalnego, jak przewidywanie przyszłości. Jednak teraz, po długim pobycie w Magicznym Świecie, byłam do tego skłonna.

Moje serce biło szybciej. Chociaż obiecałam Fatmie, że nigdy w życiu nie zwiążę się z Vincentem, to gdy zobaczyłam, jak mogłoby wyglądać nasze dziecko, wstąpiła we mnie nowa wiara. I kolejne obawy. Kochałam Króla, musiałam to przyznać przed samą sobą, ale w głębi duszy nie potrafiłam wyobrazić sobie, jak tworzymy razem rodzinę. Moje uczucie było niezgodne ze zdrowym rozsądkiem, przecież kogoś, kto morduje ludzi i tyranizuje swoich poddanych, nie można obdarzyć miłością.

A jednak.

Rafa życzyła mi dobrej zabawy, gdy tymczasem ja owinęłam głowę czarnym szalem (czyż nie byłam nadal Czarnym Kapturkiem?) i ruszyłam na bal. Służąca wytłumaczyła mi, którymi korytarzami mam się kierować, by dotrzeć na miejsce, więc bez większych problemów trafiłam na imprezę Juana. Zresztą, nie było to zbyt trudne: wystarczyło podążać za głośną muzyką, której echo odbijało się od kamiennych ścian dworu.

Salę balową zapełniali krzykliwie ubrani najmajętniejsi mieszkańcy Magicznego Świata, tańczący w pijackim uniesieniu. Nikt nie zwrócił uwagi na moje wejście, nigdzie nie widziałam też Juana.

- Jesteś nareszcie!- powitał mnie z wyraźną ulgą Ian, wyłaniając się nieoczekiwanie z tłumu. Potwierdziłam jego słowa lekkim uśmiechem i jednocześnie zmierzyłam go wzrokiem od stóp do głów.

- Wow! Cóż za eleganckie wdzianko!- zachwyciłam się, spoglądając na jego czarny strój przyozdobiony złotymi ornamentami.- Vincent zafundował ci taki kaftanik w ramach premii?

Ian skrzywił się, słysząc moje szyderstwo.

- Bardzo zabawne- odparł i szybko zmienił temat.- To co, podejdziemy do sceny? Chciałbym, byś stała jak najbliżej, gdy będę śpiewać.

- W porządku- zgodziłam się i zaczęliśmy przeciskać się wśród tańczących w stronę podwyższenia z muzykantami.

- Denerwujesz się?- spytałam Iana, nim wszedł na scenę. Mężczyzna uśmiechnął się.

- I to jak- odpowiedział prędko i żwawym krokiem wdrapał się na schodki. Podszedł do grajków i nakazał im zakończenie piosenki. Uczynili to, co im kazał, a ludzie na sali przystanęli zdezorientowani lub zastygli w dziwnych, niedokończonych figurach tanecznych.

- Szanowni goście- zaczął mówić donośnym głosem Ian.- Wybaczcie, że przerywam na moment zabawę, ale chciałbym skorzystać z okazji i zaśpiewać.

Po sali przeszedł cichy pomruk, zdradzający zaskoczenie, a ja dojrzałam nareszcie Juana. Siedział przy stole między dwoma kobietami i szeptał jednej z nich coś do ucha, zupełnie nie zwracając uwagi na to, co działo się wokół niego. Spojrzałam z powrotem na Iana i zdałam sobie sprawę, że patrzy prosto na mnie.

-Tekst utworu nie jest mój- mówił.- Został napisany przez osobę, która jest bardzo bliska mojemu sercu. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, jak bardzo ją skrzywdziłem i chciałbym ją z całej mojej duszy przeprosić, a do tego zadać jej tego wieczoru jedno ważne pytanie.

Ian spojrzał na mnie znacząco, a ja nie byłam w stanie odpowiedzieć jakimkolwiek gestem. Zamurowało mnie. O czym ten człowiek właśnie plótł? Skrzywdził mnie? Niby w jaki sposób? I… „bliska mojemu sercu”?!

Tymczasem muzycy zaczęli grać, a mężczyzna zaintonował pierwsze słowa:

- Wiem, że zrobiłem źle, opuściłem twe rozdarte serce. Czy tak właśnie postępują diabły? Ściągnąłem cię na sam dół, gdzie idą tylko głupcy, zachwiałem twym wewnętrznym aniołem.

Głos Iana brzmiał pewnie, a ludzie zaczęli klaskać lub ruszyli dalej w tany. Ja nadal nie byłam zdolna uczynić jakiegokolwiek ruchu. Choć muzycy grali obcą dla mnie melodię, to tekst piosenki znałam doskonale. W końcu go przepisałam. John Newman Love me again, Czy możesz mnie znów pokochać?.

I podpisałam ten utwór słowami Lyrics for the King. Piosenka dla Króla.

- Teraz zbieram się z ziemi, kroczę w twoją stronę…. Ja muszę wiedzieć teraz: Czy możesz mnie znów pokochać?

Ian nucił raz po raz pytanie, spoglądając mi prosto w oczy z nadzieją, że zrozumiem.

Nagle wszystko zaczęło układać się w jedną całość. I chyba… zaczynałam sobie coś uświadamiać.

To oczywiste, że Ian mnie znał. To zrozumiałe, że zaciekle bronił Vincenta. To jasne, że dążył do bycia blisko ze mną.

Bo Ian… to tak naprawdę… Vincent.

Myśl ta niemalże zwaliła mnie z nóg. Jeszcze nie wiedziałam, jakim cudem Król zmienił tak drastycznie swój wygląd, ale byłam pewna, że moje przypuszczenie jest prawdziwe.

- To niewybaczalne, skradłem i spaliłem twą duszę… Czy tak właśnie postępują demony?- zakończył śpiew Ian, a tłum zaklaskał. Mężczyzna nie ukłonił się, tylko nie odrywając ode mnie wzroku zeskoczył ze sceny i znalazł się przy mnie w mgnieniu oka.

Jego postawa zdradzała niepewność, a na twarzy malowało się zdenerwowanie.

- Wyjdziemy na zewnątrz? Porozmawiać?- zapytał, a ja, nie mogąc wydobyć z siebie dźwięku, skinęłam głową. Przeciskając się przez tłum, szliśmy ramię w ramię, ale żadne z nas nie patrzyło na to drugie.

W zasadzie to nie byłam pewna, czy chcę rozmawiać z mężczyzną, który, jak sam przyznał, skradł mi duszę.

Jednak serce krzyczało, że właśnie to powinnam zrobić.

.

.

.

Cytat: wybrane fragmenty tekstu piosenki Johna Newmana Love me again

Kolejny rozdział: 26 maja 2014r.

Co nowego: Założyłam konto na Wattpadzie! Tu znajduje się link do niego. Nadal nie wrzuciłam na swoją stronę wszystkich tekstów, ale po prostu czas mi na to nie pozwala. Tym, którzy jeszcze tego konta nie posiadają: serdecznie polecam i z tego miejsca pragnę pozdrowić nowe czytelniczki, które poznałam na tym portalu i które odwiedzają mojego bloga:)!

Kilka słów ode mnie: Czy Ian to aby na pewno Vincent?;))) Kolejny rozdział rozwieje wszelkie wątpliwości, ale myślę, że wiele stało się jasne już teraz- w końcu zauważyłam, że czytelniczki mnie odwiedzające mają niesamowitą wręcz intuicję. Kobiecą w końcu;)