>><<

Och, błagam Cię, nie zabieraj mojego mężczyzny,
Proszę, nie zabieraj go tylko dlatego, że możesz.

I mogę łatwo zrozumieć,
Jak łatwo możesz mi odebrać mojego mężczyznę,
Ale nie wiesz, co on dla mnie znaczy.

>><<

.

Czarne BMW zatrzymało się gwałtownie gdzieś w odległości około stu metrów od drzew, za którymi ukryłyśmy się z siostrą. Kiedy usłyszałam pisk hamulców, pot oblał moje ciało. Jasny gwint, czy auto nie mogło po prostu pojechać dalej?! Ależ skąd, przecież tak właśnie wyglądało moje szalone szczęście- należało się cieszyć, że podejrzani nie zaparkowali tuż obok mnie, w końcu dlaczegóż by nie?

Odgłosy kłótni i latające w powietrzu przekleństwa zagłuszyły leśną ciszę, ale i tak wyraźnie słyszałam oraz odczuwałam przyspieszony rytm mojego serca, próbującego wyrwać się z klatki piersiowej. W głowie układałam sobie kilka scenariuszy na wypadek, gdyby pasażerowie samochodu odważyli się zagłębić w las i znaleźli mnie z Klarą, gdy nagle zdałam sobie sprawę, że skądś znam ludzi, przed którymi właśnie się chowałam.

A przynajmniej barwy ich głosu, bo twarzy nie byłam w stanie zobaczyć z miejsca, w jakim stałam.

- KURWA! Miałaś załatwić JEDNĄ PIERDOLONĄ SPRAWĘ! CZY TO DLA CIEBIE TAKIE KURWA TRUDNE?!- krzyczał męski głos.

- Bartek ZAMKNIJ RYJ!- odezwał się inny.- Do niej kurwa jak do słupa się mówi! A słup stoi jak dupa i nie słucha!

- STULCIE PYSKI, OBAJ!- wydarła się teraz kobieta, niemniej nabuzowana od mężczyzn.- STARAŁAM SIĘ, rozumiecie kurwa? Ale nie wyczaruję kogoś ot tak, no ja pierdolę! Potrzebuję więcej czasu!

- Miałaś kurwa miesiąc i co?! I nic, kurwa! Koniec tego dobrego. Wypierdalaj z auta.

Na reakcję znajomej mi osoby nie trzeba było dłużej czekać. Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi, a po chwili ich donośny trzask.

- No i zajebiście!- warknęła kobieta, ale jeden z mężczyzn już poważniej dodał:

- Został ci tydzień. Nie mogę dać ci więcej czasu.

Po tych słowach silnik BMW warknął, a samochód ruszył impulsywnie i oddalił się czym prędzej.

Zerknęłam na Klarę. Moja siostra, wcześniej równie blada i przerażona jak ja, teraz odetchnęła, a na jej twarzy malowała się ulga. Uśmiechnęłam się do niej pokrzepiająco i dałam jej znak, że ma jeszcze przez chwilę pozostać cicho. Tymczasem ja odważyłam się wychylić zza sosny i zerknąć na drogę.

Osoba, która wysiadła z auta, szła bardzo szybko w kierunku cmentarza. Zwrócona była do mnie plecami, jednak to nie przeszkodziło mi w utwierdzeniu się, że ta pozornie obca, to w rzeczywistości moja współpracowniczka z Zajazdu.

Paula.

W jej ruchach znać było zdenerwowanie i wzburzenie, a jej rozpuszczone blond włosy powiewały za nią raz po raz, to unosząc się, to opadając na ramiona.

- Kurde, w co ona się wpakowała?- wyszeptała Klara, najwyraźniej także rozpoznając moją koleżankę i zupełnie ignorując moje wcześniejsze zalecenie, by milczała jeszcze przez moment. Jednak Paula znajdowała się już daleko, nie mogła nas usłyszeć.

- Nie mam pojęcia, ale chyba powinnam z nią zamienić kilka słów jutro w pracy- odparłam cicho i zamknęłam oczy, jednocześnie łapiąc głębszy oddech.

Tylko tego mi jeszcze było potrzeba: mieszania się do czyichś problemów, przy jednoczesnej niemożliwości rozwiązania własnych kłopotów. Niestety, sumienie krzyczało, że nie należało udawać, iż nie słyszałam, co się wydarzyło. Paula wplątała się w coś niedobrego. Co gorsza, w tę sprawę najwyraźniej zamieszany był jej partner Bartek i ktoś, od kogo miałam się trzymać z daleka: Zygmunt Obarski.

.

.

Po powrocie do domu wzięłam szybki prysznic i położyłam się czym prędzej do łóżka. Intrygowało mnie, co takiego działo się w Magicznym Świecie podczas mojego pobytu w realnym życiu. A nuż Król zdecydował się odesłać mnie na dwór Guiliano po tym, jak okazałam mu jawną pogardę? Rozważałam jeszcze kilka innych scenariuszy, ale jak zwykle wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam.

Gdy tylko zasnęłam w swoim łóżku, natychmiast moja świadomość ulotniła się z jednego ciała i poczułam, jak boleśnie budzi się w tym drugim, które najwyraźniej nadal znajdowało się na podłodze zamkowego korytarza.

- Ała- syknęłam, gdy potężny skurcz chwycił mnie w okolicach karku, wywołując przy tym grymas bólu na mojej twarzy. Odruchowo dotknęłam ręką wrażliwych mięśni szyi i ponownie skrzywiłam się.

- I co, wyspana?

Pytanie z pewnością było skierowane do mnie i nie musiałam otwierać oczu, by odgadnąć, kto je zadał.

- Czasami bywasz równie głupi, jak to, co mówisz- warknęłam niezbyt przyjaźnie i niezgrabnymi ruchami podniosłam się do pozycji siedzącej, stękając przy tym z powodu złowieszczych skrzypnięć wydawanych przez moje kości.

- Czyli niewyspana- ocenił Mattias, zachowując typowy dla siebie stoicki spokój. Podniosłam powieki, by posłać mu wściekłe spojrzenie, ale wówczas zorientowałam się, że królewski kuzyn nawet na mnie nie patrzy. Choć siedział pod ścianą naprzeciwko mnie, to całą uwagę skoncentrował na drewnianej figurce, w której nieudolnie rzeźbił tępym nożem.

- Co to będzie?- zainteresowałam się.

Mattias westchnął z rezygnacją i odłożył robótkę na bok, jakby nie chcąc udzielać odpowiedzi na moje prozaiczne pytanie, a ja nie zdecydowałam się dociekać prawdy, obawiając się, że mogłaby okazać się dla mnie ciężkostrawna.

- Długo spałam?- zmieniłam temat, a mężczyzna uśmiechnął się kpiąco.

- Dość długo, ale przy zimowym śnie niedźwiedzi toż to zaledwie drzemka była.

Skinęłam, a następnie powoli i bardzo ostrożnie rozejrzałam się po korytarzu, ponieważ skurcz w karku nadal utrudniał mi swobodne poruszanie głową. Pochodnie przytwierdzone do ścian zostały już zapalone przez strażników, a zza witraży w ścianach nie przebijało słońce, więc prawdopodobnie nastała noc, co oznaczało, że przespałam cały dzień.

- Czy coś mnie ominęło?

- Hm.. niech no się zastanowię- zaczął namyślać się Mattias, pocierając podbródek teatralnym gestem.- Z pewnością nie ma dla ciebie większego znaczenia, że otrzymałem ochrzan życia od Vincenta z powodu przyprowadzania prostytutek do twojego pokoju…

Uśmiechnęłam się pod nosem, ale szybko spoważniałam, ponieważ coś przyszło mi na myśl.

- Nie marudź, należało ci się. Ale poczekaj no, czy twój drogi kuzyn nie nawrzeszczał też na ciebie z powodu niedokończenia remontu mojej sypialni?

Teraz to Mattias roześmiał się. Uniosłam brew, zdziwiona jego nagłą wesołością, na co on jeszcze szerzej wyszczerzył zęby.

- Kapturku, już zapomniałem, jak pociesznie naiwna bywasz!

- Co ja niby takiego powiedziałam?- zapytałam prędko, zupełnie nie rozumiejąc sytuacji.

- Dziewczyno, czy ty naprawdę uważasz, że gdyby remont miał być ukończony na czas, to tak ważne zadanie Król powierzyłby mi, ostatniej odpowiedzialnej osobie na tym zamku?

Moja chmurna mina jeszcze bardziej rozbawiła Mattiasa.

- To nie jest AŻ TAK zabawne- warknęłam, by przywołać mężczyznę do porządku, ale to zadanie było ponad moje siły, więc poddałam się. Przeciągnęłam się i rozpoczęłam masaż mięśni szyi.

- Wiesz- zaczęłam znowu mówić.- Przyzwyczaiłam się do znoszenia wszystkich plotek na temat tego, że jestem kochanką Króla, bo dobrze wiedziałam, że nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością. Wiele ciekawych informacji już o sobie usłyszałam, ale nie chcę, by te pomówienia stały się prawdą. Właśnie dlatego nie będę spała razem z Vincentem. To… to nienormalne!- wykrzyknęłam na końcu, podkreślając swoje wzburzenie, ale Mattias tylko wzruszył ramionami.

- Kochanie, jeżeli ja coś do kogoś czuję, to dbam tyle o moralność i dobrą opinię, co o stare, dziurawe gacie.

- …

- No co?- zaprotestował mężczyzna w reakcji na moją groźną minę.- Taka prawda. Ludzie zawsze gadają. A jeżeli Vincent chce, byś z nim spała… a może nawet robiła coś więcej… to nie widzę w tym nic złego. Przecież go kochasz, nie?

Spuściłam wzrok, słysząc ostatnie pytanie, a Mattias zrozumiał to opacznie i utwierdził się w słuszności swojego zdania.

- No właśnie. Czujecie do siebie to samo i zamiast cieszyć się tym, co wam się trafiło, wiecznie drzecie koty o każdą głupotę…

- To, że Vincent jest związany z innym facetem nazywasz głupotą?- wtrąciłam, nie kryjąc niezadowolenia.

- Tego nie powiedziałem- zaperzył się Mattias.- Chcesz znać moją opinię? Proszę bardzo. Vincent to kretyn. Jednak wiem, że ma powody, aby być takim dupkiem, za jakiego go wszyscy mają.

- „Ma powody”? Co on jeszcze takiego ukrywa?- jęknęłam.- Dotychczas myślałam, że to my, kobiety, jesteśmy skomplikowane, ale twój kuzyn bije rekordy w dziedzinie bycia popieprzonym.

Mattias uśmiechnął się ponownie i odgarnął lok, opadający mu na oczy.

- Wbrew pozorom Vincentowi nie pozostało wiele do ujawnienia. Zresztą, czasami lepiej, żeby co nie co pozostało w ukryciu. Każdy ma jakieś sekrety. Poza tym, odbiegliśmy nieco od tematu, nie uważasz?

Wzruszyłam ramionami. Najchętniej użyłabym kilku dobitnych słów usłyszanych dziś w lesie, aby nakreślić Mattiasowi, co myślę o wszelkich tajemnicach, ale nie miałam na to zwyczajnie sił. Magiczny Świat mnie przerastał.

Królewski kuzyn nie przejął się moim milczeniem. Wstał i otrzepał swoje spodnie.

- No, czas najwyższy, zmienić miejscówkę. Vincent kazał mi przy tobie czuwać, dopóki się nie obudzisz, ale nie wspominał nic o tym, abyśmy mieli tu przesiedzieć całą noc. Co powiesz na to, by ukradkiem podejrzeć, jak przebiega dzisiejsza impreza na zamku?

- Dwa pytania: jakie kazał czuwać i jaka impreza?

Nie ruszyłam się z miejsca, czego najwyraźniej oczekiwał Mattias. Mężczyzna zaczął niecierpliwie przestępować z nogi na nogę.

- Kapturku, jesteś szalenie mało domyślna- stęknął.- Po pierwsze, nie wszyscy w tym zamku wolą chłopców, jak Vincent. Czarne Kaptury, czyli królewscy gwardziści, składają się też z kilku niewyżytych seksualnie samców, dla których mogłabyś stanowić bardzo łatwy kąsek, leżąc sobie tak o, jakby tylko czekając, by ktoś zagościł między twoimi nogami.

- Uwielbiam, gdy jesteś tak dosłowny- sarknęłam, ale Mattias był z gatunku tych odpornych na wszelką krytykę i zdawał się nie słyszeć mojego komentarza.

- …a jeżeli chodzi o imprezę, to samiec alfa musi przecież jakoś zamanifestować, że dziś przywlókł do swojej jaskini zdobycz, czyż nie? Jak zrobić to lepiej, niż zapraszając całą śmietankę towarzyską z okolicy, składającą się z pyszałkowatych bogaczy, którzy swe fortuny zawdzięczają Vincentowi, przez co służą mu wierniej niż ja i ty razem wzięci?

- To bardzo dojrzałe zachowanie, przystojące trzydziestosześcioletniemu facetowi- oceniłam krytycznie i powoli podniosłam się ze swojego legowiska.

Mattias sięgnął po moją pelerynę i wytrzepał ją z kurzu, a następnie podał mi, oznajmiając:

- Masz, oto twój dzisiejszy strój na bal.

Skrzywiłam się.

- Nie mam ochoty uczestniczyć w tej farsie na cześć męskiego ego, nigdzie się nie wybieram.

- Też nie mam ochoty na tańce- odparł Mattias beztrosko i wzruszył ramionami.- Pójdziemy obejrzeć zabawę ze starych, nieużywanych balkonów pod sufitem, przez co nie będziemy mieć kontaktu z zaproszonymi gośćmi.

Nie spodobał mi się ten pomysł. Choć nigdy nie byłam w sali balowej, to wyobraźnia automatycznie podsunęła mi obraz spróchniałego lub zbutwiałego drewna, z którego musiała być zbudowana galeria wyłączona z użytku. Królewski kuzyn, jakby odgadując moje myśli, podszedł do mnie i ujął mnie pod ramię.

- Kochana, ze mną nic nie grozi, poza groźbą utraty przytomności od zbyt dobrej zabawy.

Uśmiechnęłam się delikatnie, słysząc te słowa i nie dając się już dłużej namawiać, przystałam na propozycję Mattiasa.

Po raz pierwszy miałam okazję ujrzeć zamkową salę balową. Moje wyobrażenia w tym temacie całkowicie rozminęły się z rzeczywistością, na zdecydowaną korzyść tej drugiej. Pomieszczenie było ogromne, gotowe pomieścić zdecydowaną większość mieszkańców stolicy, a wysokie, zdobione złotem sklepienie sprawiało wrażenie nieograniczoności przestrzeni.

- Jak tu pięknie- szepnęłam do Mattiasa, który prowadził mnie tuż obok siebie wzdłuż ściany.

Wokół nas panował półmrok, ponieważ nisko zwisające z sufitu lampy rzucały światło jedynie na dolną część sali. Nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu, gdyż dzięki takiemu oświetleniu nie można było nas dostrzec.

Zwróciłam uwagę na to, iż zebrało się całkiem sporo gości. W takich chwilach, jak ta, zdawałam sobie dotkliwiej sprawę z tego, jak ubogi jest mój strój Czarnego Kapturka przy tych wszystkich pięknych kreacjach, jakie przywdziali najwyżej postawieni mieszkańcy Magicznego Świata.

Choć nigdy nie byłam przesadnie próżna, to w sercu poczułam niemiły uścisk żalu. Jednak nie powinnam zazdrościć- dokładnie pamiętałam, iż znajduję się na samym dole drabiny społecznej, poza wszelkimi klasami społecznymi istniejącymi w tym wymiarze.

Ja. Sama, jedna, jedyna.

- Czy w tej sali Vincent organizuje orgie, o których krąży tyle plotek?- zapytałam, odganiając czarne myśli.

- Owszem, pomieszczenie to nadaje się do absolutnie każdego rodzaju zabawy. Wszystko zależy tylko od pory roku. Latem częściej Król urządza bale i sprasza na nie bogatych bufonów. Z kolei zimą odsyła wszystkich w cholerę do ich zamków i oddaje się… hm… innym rozrywkom. O, a oto i Vincent we własnej osobie. Widzisz go?

- Tak- odparłam natychmiast, ponieważ w tym samym czasie, gdy Mattias wymawiał ostatnie słowa, dostrzegłam Króla. Cóż, trudno było nie zauważyć organizatora balu, skoro siedział w szczycie sali na podwyższeniu. Jego głowę zdobiła złota korona, a odziany był w ciemnozielony strój, jak zwykle podkreślający jego wysportowaną sylwetkę.

Chociaż wiedziałam, że ten facet jest skończonym palantem, to moje serce natychmiast przyspieszyło. Najwidoczniej też drgnęłam, przez co Mattias zorientował się, jakie wrażenie wywiera na mnie Król i nie omieszkał tego skomentować:

- Co, przystojniak z mojego kuzyna? Widzisz, my Margoletti, mamy urodę we krwi.

Uderzyłam mojego towarzysza w bok biodrem za tę pyszałkowatą wypowiedź, ale on zaśmiał się w reakcji na moje dziecinne zachowanie.

- Hej, a czemuż to Król nie tańczy? Orkiestra gra naprawdę niezłe kawałki- wyszeptałam, próbując przeciągnąć uwagę Mattiasa na inne kwestie.

- Vincent rzadko tańczy, bo uważa, że to rozrywka dla dzieci i plebsu, a taka nie przystoi władcy Magicznego Świata. Mało tego stwierdził, że podrygując do muzyki, wygląda jak pajac- oznajmił poufałym tonem mężczyzna, przybierając przy tym minę znawcy tematu.

- A jednak kiedyś Król poprosił mnie do tańca- zauważyłam.

- Taaa…- przytaknął niechętnie Mattias.- Ale Vincent nie zrobił tego z dobrego serca. To było w czasie, gdy go unikałaś, a on koniecznie chciał z tobą porozmawiać. Uznał, że zgodzisz się z nim zatańczyć, bo, tu cytuję: „zachowujesz się jak mała dziewczynka, więc trzeba postępować z tobą jak z dzieckiem”.

- No proszę, miał rację- chmurnie odparłam i jednocześnie zesztywniałam.

Muzyka ucichła, a tańczący goście rozsunęli się na boki, robiąc przejście grupie ludzi, dziarskim krokiem kierujących się w stronę królewskiego tronu.

Przystanęliśmy z Mattiasem i przylgnęliśmy do barierek, wychylając się za nie, aby lepiej zobaczyć, co się dzieje.

- Kurwa, a ten co tu robi?- zaklął mój towarzysz, a i ja miałam ochotę pójść w jego ślady, bowiem przyczyną zamieszenia okazało się być przybycie Gaela wraz jego świty.

Partnera Vincenta widziałam tylko raz w życiu, ale od razu go rozpoznałam. Mimo, że jego twarz nie była charakterystyczna, to jej obraz przechowywałam w swojej pamięci i niejednokrotnie przywoływałam w kontekście nie do końca miłych wspomnień.

Przeniosłam wzrok na Króla. Wydawał się równie zaskoczony pojawieniem się Gaela, co ja i Mattias, jednak nie wykonał najmniejszego ruchu, by powitać swojego kochanka. Siedział niedbale rozparty na tronie i chłodnym wzrokiem śledził rozwój wydarzeń.

- Mój panie- rzekł Gael na powitanie i przykląkł na jedno kolano w odległości kilku metrów od Vincenta. Echo słów odbiło się od nagich ścian sali balowej, a cisza zapanowała wśród gości, obserwujących uważnie całe zajście.

Król skinął delikatnie głową, na co książę Tergotu powstał.

- Niech Wasza Wysokość raczy mi wybaczyć, że zakłócam zabawę, nie mogłem wyjechać bez uregulowania pewnej sprawy.

- Co on kurwa pierdoli?- zirytował się Mattias, ale szturchnęłam go i przyłożyłam sobie palec do ust, wskazując tym gestem, że ma się zachowywać cicho, aby nas nie spostrzeżono. Jednocześnie znowu utkwiłam swoje spojrzenie w Królu, który dopiero teraz zdawał się być zaintrygowany. Gestem dał znak Gaelowi, aby mówił dalej.

- Królu, wiesz dobrze, że nie mogę dziś zostać i świętować kolejnego zwycięstwa nad twą nikczemną rodziną. Kolejny bunt w mym królestwie zmusza mnie do opuszczenia twoich włości: czynię to z wielkim bólem, a żal ściska mą duszę do granic ludzkiej wytrzymałości. Pomimo tego, że już pożegnaliśmy się, to przekraczając zamkowe wrota uznałem, że nie mogę wyjechać bez uczynienia pewnej rzeczy.

W tym momencie Gael ponownie klęknął, tym razem na oba kolana, a wszyscy na sali, łącznie ze mną i Mattiasem, wstrzymali oddech.

- Vincencie, zdałem sobie sprawę, że choć powszechnie wiadomo, iż jesteśmy razem i nazywa się nas narzeczonymi, to jednak nigdy żadne z nas nie oświadczyło się tej drugiej osobie. Dziś jest dzień twego triumfu, lepszej okazji nie będzie, by zadać to fundamentalne pytanie. Królu, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moim mężem?

Zamknęłam oczy, nie chcąc widzieć, jak na to pytanie zareaguje Król, ale uszu nie zdecydowałam się zakryć.

Nasłuchiwałam, jaka będzie odpowiedź Vincenta. Atmosfera stała się napięta i dało się wyczuć, jak zebrani wstrzymują oddech, w oczekiwaniu na królewską reakcję.

Nie wiedzieć czemu, nie zaskoczyło mnie, ani też nie obeszło zbytnio, gdy Król lekko zachrypłym głosem odparł:

- Tak.

Na sali zawrzało. Rozległy się gromkie brawa i okrzyki zebranych gości, a muzykanci zaczęli grać jakąś radosną i żwawą pieśń, idealnie wpasowującą się w charakter tej doniosłej chwili.

- Kurwa- zaklął Mattias, a ja przytaknęłam mu skinieniem głowy, nie znajdując lepszych słów na określenie tego, czego właśnie byłam świadkiem.

.

.

.

Cytat: Dolly Parton- Jolene

Kolejny rozdział: ??? (są wakacje… wybaczycie mi nie trzymanie się sztywnej reguły nowinka co 11 dni?;))

Kilka słów ode mnie: Egzamin licencjacki zdaję 8 lipca. Niezależnie od jego wyniku, od tego dnia zaczynam nadrabiać zaległości na blogach. Aż mi głupio, gdy widzę od Was tyle cudownych komentarzy, a ja nie mogę dać nic w zamian przez brak czasu…