>><<

Jestem w stanie imprezować wszędzie,

Bo wszystkie dziewczyny wyglądają dobrze,

Ale to ty jesteś jedyną w moich myślach.

>><<

.

- Jak wszyscy już pewnie dobrze wiecie, przez najbliższy miesiąc dołączy do naszego grona nowy pracownik.

Kama zaczęła niepewnie swoją mowę powitalną i rozejrzała się wokół. Na twarzach osób zatrudnionych na porannej zmianie w Zajeździe, zmuszonych do zebrania się w tej chwili przy długim stole w sali konferencyjnej, pojawiły się drwiące uśmieszki. Jedynie nielicznym udało się zachować powagę stosowną do sytuacji. W końcu nasza menadżerka właśnie bezskutecznie zachęcała do entuzjastycznego przywitania najbardziej upierdliwego klienta w dziejach świata w charakterze nowego szefa kuchni.

Ziewnęłam, próbując ukryć znudzenie i zniesmaczenie, co nie uszło uwadze Kamy. Kobieta westchnęła z rezygnacją, a sztuczny uśmiech zniknął z jej twarzy- chyba nareszcie zrozumiała, że nie uda jej się wykrzesać ani odrobiny radości z własnych podwładnych. Sięgnęła po kieliszek, a następnie uniosła go lekko w górę, by wznieść toast.

 - Cóż… wypijmy tę lampkę wina, sponsorowaną przez Arletę i ruszajmy do pracy. Na zdrowie!- wychrypiała Kama, po czym jako pierwsza wlała w siebie całą zawartość kieliszka.

Wszyscy poszli jej śladem i po uczynieniu tego konwencjonalnego gestu, zerwali się od stołu, aby jak najszybciej udać się na swoje stanowiska. Wszystko, byle tylko nie przebywać dłużej w jednym pomieszczeniu razem z Patrykiem Jabłoniem.

Nowy szef kuchni siedział w szczycie stołu naprzeciwko Kamy. Na sobie miał biały fartuch z logo Zajazdu i prawdopodobnie był z tego powodu jeszcze bardziej dumny, niż Steve Jobs z pierwszego wyprodukowanego iPoda.

Ulżyło mi, że Jutka wzięła sobie dziś urlop na życzenie. Kobieta z pewnością nie wytrzymałaby nerwowo tego poranka, gdyż każda konfrontacja z Jabłoniem kosztowała ją wiele nerwów i stresu.

Chociaż na koniec mojej dniówki musiałam przyznać, że nowy szef kuchni wcale nie okazał się taki zły, jak początkowo się spodziewałam. Owszem, mężczyzna miał swoje za uszami i potrafił dosadnie skrytykować sposoby przyrządzania niektórych dań (co zresztą czynił już wcześniej, będąc klientem Zajazdu), ale tym razem robił to bardzo kulturalnie. Mało tego, wyszło na jaw, że Jabłoń całkiem nieźle zna się na gotowaniu i sprawnym zarządzaniu. Wydawanie potraw gościom restauracji i hotelu odbywało się swoim regularnym rytmem, a przecież zazwyczaj nowy pracownik oznaczał spowolnienie pracy całej ekipy.

Przy całym tym zamieszaniu kompletnie zapomniałam o porannym smsie Pauli i kiedy w szatni ściągałam z siebie swój uniform kelnerki, zupełnie zaskoczyło mnie nagłe pojawienie się mojej koleżanki w drzwiach.

- Hej, jesteś już wolna?- zapytała zachrypniętym głosem, a następnie odchrząknęła i dodała.- Jeśli tak, czy mogę cię na chwilę porwać na miasto?

Dziewczyna była wyraźnie zdenerwowana. Dostrzegłam również, że nie miała na sobie tradycyjnej grubej warstwy makijażu, a do tego jej nienaganną zazwyczaj fryzurę zastąpił artystyczny nieład. Paula spojrzała na mnie błagalnie, a ja uśmiechnęłam się krzepiąco.

- Jasne, możemy gdzieś iść. W zasadzie i tak nie miałam na dziś żadnych planów.

Dziewczyna odetchnęła z ulgą i ulotniła się z szatni, tłumacząc, że poczeka na zewnątrz, ponieważ musi zapalić. Przystałam na tę propozycję i w spokoju dokończyłam się przebierać. Kiedy pakowałam do torebki służbową sukienkę, zauważyłam, że trzęsą mi się ręce, a to oznaczało tylko jedno: denerwowałam się. W chwilach zwiększonego napięcia uwielbiałam przeklinać na cały świat, ale powstrzymałam się od tego i dla rozładowania napięcia z trzaskiem zamknęłam metalową szafkę, w której zawsze zostawiałam ubrania i obuwie na przebranie.

Wyszłam z Zajazdu dziarskim krokiem, maskując w ten sposób stres i pożegnałam się przy okazji ze wszystkimi radosnym „do widzenia”. Cóż, pierwszy dzień pracy z Jabłoniem jakoś zleciał, trzeba było się z tego cieszyć. Piekło miało najwyraźniej rozpętać się dopiero jutro, gdy u boku nowego szefa kuchni pojawi się wszystkowiedząca Jutka.

Przy bocznym wejściu o mury restauracji Zajazdu pod Czerwonym Tulipanem opierała się Paula.

- To co, gdzie idziemy?- zapytałam z entuzjazmem, a dziewczyna uśmiechnęła się blado.

- Niedaleko otworzyli nową knajpę, może zajrzymy do niej?

Przytaknęłam i skierowałyśmy się do miejsca, o którym mówiła Paula. Dziewczyna wyraźnie nie była w nastroju do rozmowy, więc po kilku konwencjonalnie wymienionych zdaniach o pogodzie i pracy, zamilkłyśmy, by przez większość drogi nie odezwać się już więcej do siebie ani słowem.

Problem pewnie leżał też w tym, że poza tym, iż chodziłyśmy z Paulą do jednej klasy w liceum i od kilku miesięcy pracowałyśmy na tej samej zmianie w Zajeździe, to nie miałyśmy raczej wspólnych zainteresowań i znajomych. Tym większa ciekawość zżerała mnie, jakiego rodzaju pomocy oczekuje po mnie mnie ta w gruncie rzeczy obca mi dziewczyna.

Tylko jakaś drobna cząstka mojej podświadomości krzyczała, że powinnam się nie wtrącać, bo mogę zostać wplątana w coś niedobrego. Coś związanego z niedawną sytuacją w lesie, której ja i Klara byłyśmy świadkami.

Zajęłyśmy z Paulą miejsca na zewnątrz baru „u Kola”, ponieważ w środku unosił się niezbyt przyjemny zapach oleju do smażenia frytek. Zamówiłyśmy po kawie, a gdy otrzymałyśmy swoje filiżanki, Paula westchnęła i odwracając wzrok w stronę przechodniów, zaczęła mówić:

- Nie lubię się zwierzać, ale nim powiem ci, po co się spotkałyśmy, musisz usłyszeć kilka rzeczy. Pamiętasz Bartka? Pewnie tak, trudno go zapomnieć. Nie wiem, czy dotarły już do ciebie plotki na temat tego, że gość jest moim sponsorem. Że niby puszczam się za pieniądze, bo moja zapijaczona matka i ojciec kryminalista nie są w stanie spłacić zaciągniętych kredytów, a ja jestem na tyle naiwna, by pomagać finansowo staruszkom, gdy sama ledwo wiążę koniec z końcem. Jeżeli słyszałaś te pogłoski…. to wiedz, że są prawdziwe.

Spuściłam zmieszana głowę i nie bardzo wiedziałam, gdzie podziać wzrok.

Czułam się wyjątkowo niezręcznie, słuchając tak osobistych zwierzeń, co Paula zarejestrowała i natychmiast skrytykowała:

- No już nie bądź taka cnotka niewydymka, tak wygląda prawdziwe życie. Nie każdy ma tyle szczęścia, co ty, by mieć rodzinkę jak z reklamy ciasta do pieczenia.

Skrzywiłam się, słysząc ten przytyk już po raz drugi z ust dziewczyny, ale nie chciałam wdawać się w żadne dysputy, dlatego zdecydowałam się uciąć tę rozmowę:

- Rodziny się nie wybiera, tyle w temacie.

Sięgnęłam po postawioną na podłodze torebkę i już chciałam wstać, aby jak najszybciej wrócić do domu, gdy Paula powstrzymała mnie, chwytając za  nadgarstek i pociągając z powrotem na krzesło.

- Hej, przepraszam. Nie obrażaj się od razu…

Zacisnęłam zęby i postanowiłam wysłuchać, co jeszcze dziewczyna ma do powiedzenia. Założyłam ręce na piersi i z arogancją, która mogła dorównywać tej Vincentowej, rzuciłam oschle:

- Czego chcesz?

Dla odmiany to Paula zmieszała się w reakcji na moje słowa. Zaczęła wiercić się nerwowo na swoim miejscu i widać było po niej, że nie tak wyobrażała sobie przebieg naszej rozmowy. Przez chwilę uważnie rozważała, jak ująć swoje myśli w zdania, po czym powiedziała:

- Przepraszam, ok? Poniosło mnie, tak naprawdę nic do ciebie nie mam i w zasadzie to czuję się kurewsko źle z tym, że wciągam cię w taki syf.

- Co masz na myśli?

- Nie denerwuj się, już ci wszystko tłumaczę. Przede wszystkim nie bój się, że będziesz musiała z kimś sypiać, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Tak naprawdę jesteś potrzebna właśnie z tego względu, że jesteś taka świętoszkowata, dobrze ułożona i tym podobne.

- Paula do cholery, czy ty coś dzisiaj piłaś?- syknęłam, przerywając dziewczynie, ale ona niespecjalnie przejęła się moim niezbyt uprzejmym pytaniem.

- Jestem trzeźwa jak świnia, ale jakby głębiej nad tym pomyśleć, to przed tą rozmową powinnam się urżnąć w trzy dupy- zażartowała, by już za chwilę spoważnieć.- No to przejdźmy do sedna: w zasadzie to nie ja cię wybrałam do tego zadania, a Zygi. Zygmunt Obarski, kojarzysz go, co?

Mój żołądek wykonał salto mortale w chwili, gdy usłyszałam nazwisko osoby, której stanowcze unikanie nakazali mi rodzice. Chociaż zbladłam, Paula mówiła dalej i coraz szybciej, zalewając mnie informacjami, jakich wolałabym w życiu nie słyszeć:

- Zygi ma kłopoty. Na pewno obiło ci się o uszy, że jego rodzice zdecydowali się na rozwód, a matka znalazła sobie nowego przydupasa, Werszyckiego. Przed całym tym zamieszaniem Zygi dostał od starych dość sporą sumkę na rozkręcenie własnego interesu. Dzięki kasie od Urbana i Racheli otworzył własny pub i w zasadzie obecnie biznes całkiem nieźle mu idzie. Problem Zygiego polega na tym, że rodzice zaczęli wpierdalać się w jego życie osobiste. Nie podoba im się, że robi jakieś ciemne interesy spod lady, że zabawia się z prostytutkami i obraca w szemranym towarzystwie… Matka dała mu ultimatum: albo zacznie umawiać się z jakąś porządną dziewczyną, albo już ona postara się, aby pub Zygiego zbankrutował. I w przypadku tej kobiety to wcale nie są jakieś czcze słowa. Rachela Obarska to zimna suka, która zrobi wszystko, byle sprawy szły po jej myśli, nawet kosztem skrzywdzenia własnego syna… I właśnie dlatego Zygmunt potrzebuje kogoś, kto przez najbliższy czas poudawałby jego dziewczynę. Nie może jednak poprosić o taką przysługę nikogo ze znajomych, ani też wynająć do tego celu jakieś prostytutki, bo jego matka od razu wyczuje podstęp. Do tego zadania potrzebny jest ktoś autentyczny, kto nigdy nie miał nic wspólnego z Obarskimi, ktoś, kto się dobrze prowadzi, nie pije, ma pracę i przynajmniej średnie wykształcenie. No i właśnie dlatego Zygmunt po tym, jak cię zobaczył w Zajeździe, pomyślał, że…  O Boże! Karolina, przynieść ci wody?!

- Poproszę- zdołałam z siebie wydusić, czując, że naprawdę potrzebuję łyku czegoś zimnego i orzeźwiającego. Paula zerwała się, po czym pobiegła do wnętrza baru w poszukiwaniu kelnerki, a ja sięgnęłam po menu leżące na stole. Zaczęłam się nim gorączkowo wachlować, a w uszach dzwoniły mi niedawne słowa mojego ojca:

Plotki plotkami, ale Karolina pamiętaj, że nie bez powodu połowa rodziny Obarskich siedzi za kratkami. Nie chodzi o to, że chcemy cię straszyć, czy coś w tym stylu. Po prostu pilnuj się, ok? 

- No i to by było na tyle, jeżeli chodzi o moje spokojne, realne życie- mruknęłam sama do siebie i już zaczęłam sobie wyobrażać, jak moi rodzice padają trupem na wieść, że jestem dziewczyną-udawaną, ale jednak dziewczyną!- Zygmunta Obarskiego.

Tymczasem Paula wróciła. Zdecydowanym ruchem podała mi szklankę zimnej wody, za co szczerze podziękowałam, mimo iż przeczuwałam, że po poznaniu jeszcze kilku sensacyjnych wiadomości potrzebować będę czegoś mocniejszego niż kilka mililitrów Cisowianki.

Kiedy ja zajęłam się piciem, moja urocza koleżanka nie traciła czasu i nadal próbowała mi wytłumaczyć tę, bądź co bądź, chorą sytuację:

- O kłopotach Zygiego wiem od Bartka, który się z nim przyjaźni. Obarski kazał mi się z tobą skontaktować, ale długo nie chciałam się na to zgodzić. Chociaż się nie przyjaźnimy, to przecież trochę cię znam i przeczuwałam, że w życiu nie zgodzisz się na pomysł Zygiego. Uważam, że jesteś za porządna dla takiej szui, jaką on jest.

- To po co mi w ogóle proponujesz coś takiego?

- Bo jestem w podbramkowej sytuacji- skrzywiła się Paula.- To trochę krępujące, ale skoro już dzisiaj tyle powiedziałam, to w zasadzie możesz się również dowiedzieć, że Obarski ma… moje… nagie zdjęcia.

Wypuściłam z siebie ze świstem powietrze i odchyliłam się na krześle. Dotychczas sądziłam, że o takich historiach pogubionych nastolatek będę słyszeć głównie w telewizyjnych programach interwencyjnych, albo poczytam o nich w czasopismach plotkarskich w dziale „Szczere wyznania”, czy coś w tym stylu. A tu proszę, niespodzianka. Nie tylko Magiczny Świat jest mocno popieprzony.

- Zygi początkowo dał mi szansę znalezienia kogoś innego, ale żadna z moich koleżanek nie spełniała podanych przez niego kryteriów. Dwa dni temu wkurzył się i zagroził mi, że jeżeli cię z nim nie poznam, to moje roznegliżowane fotki ujrzą światło dzienne.

Paula zamilkła i drżącymi dłońmi objęła swój kubek z wystygłą kawą, a ja wkurzyłam się nie na żarty.

- W nosie mam te wymagania, nie jestem kandydatką na idealną dziewczynę w randce w ciemno!- warknęłam rozeźlona.- Co za debil patentowany! Co on sobie wyobraża w ogóle?! Że jak nazywa się Obarski, to trzęsie miastem i wszyscy są na jego usługi? Niedoczekanie. Paula, wybacz, ale nie bawię się w żadne udawanie, to nie jest przedszkole. Jesteśmy dorosłe i jeżeli Zygmunt cię szantażuje, powinnaś iść z tym na policję.

Dziewczyna uśmiechnęła się blado.

- Wiedziałam, że tak zareagujesz. Zatem pozwól, że sprowadzę cię dość brutalnie na ziemię, księżniczko. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z układów, jakie istnieją wśród policjantów. Odkąd kilku Obarskich poszło siedzieć za kratki, rodzinka postarała się, by ta sytuacja się nie powtórzyła i obecnie są nietykalni. Poza tym… Zygmunt kazał mi pokazać ci coś, co skłoni cię do umówienia się z nim.

Ostatnie zdanie zaskoczyło mnie.

- Nie obraź się, ale moich nagich fotek to on raczej nie posiada. Nawet się nie znamy, więc nie ma szans, by miał na mnie jakiegokolwiek haka, a skoro już tak bardzo chciał się ze mną umówić, mógł się za to zabrać w nieco bardziej tradycyjny sposób.

Paula pokręciła głową z politowaniem. Nie wyjaśniła jednak nic więcej, tylko sięgnęła do torebki i wyjęła z niej małe zdjęcie, które następnie mi podała. Z zaintrygowaniem sięgnęłam po fotografię, by już za chwilę wstrzymać oddech, gdy ujrzałam, kogo ona przedstawia.

- To… Klara- wydukałam z przerażeniem.

- Tak- potwierdziła Paula.- To twoja siostra.

Przypatrywałam się dziewczynie na zdjęciu, ale to nie sprawiło, że zniknęła. Aparat akurat uchwycił moment, jak nieświadoma wzbudzanego zainteresowania Klara sprawdza coś w telefonie i poprawia dobrze znanym mi gestem swoje niesforne, kasztanowe kosmyki. Choć nie do końca docierało do mnie to, co widziałam, wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że osoba na fotografii… to moja siostra.

- Dlaczego ktoś śledzi moją siostrę? I po mi to pokazujesz?- zapytałam, a Paula przybrała zbolały wyraz twarzy.

- Zygmunt jest chujem, ale sprytnym i przebiegłym chujem. Kiedy dość dosadnie mu naświetliłam, że z pewnością nie zgodzisz się być na każde jego zawołanie, stwierdził, że znajdzie sposób, by, jak się wyraził, zachęcić cię do udawania jego dziewczyny. Nie wiem skąd, ale dowiedział się, że masz siostrę i uznał, że to twój słaby punkt. Więcej szczegółów Zygi zdradzi ci osobiście, ale z tego, co udało mi się od niego wyciągnąć zrozumiałam, że Klara od kilku dni jest obserwowana. Jeżeli nie zgodzisz się spotkać z Obarskim, albo pójdziesz z tym na policję… źle się to może skończyć.

- No to zajekurwabiście- zaklęłam, a w tym samym czasie usłyszałam dźwięk telefonu. Z furią przeszukując czeluści mojej torebki, w końcu wyciągnęłam z nich komórkę i z bijącym coraz szybciej sercem, odczytałam smsa od nieznanego numeru:

Jeżeli Paula już wszystko Ci wyjaśniła, to mam nadzieję, że znajdziesz dla mnie trochę czasu jutro wieczorem po pracy. Przyjadę po Ciebie pod Zajazd. Pozdrawiam, Zygmunt.

.

.

.

Cytat: Cody Simpson- La Da Dee

Kolejny rozdział: 29 września 2014

Kilka słów ode mnie: Nie ogarniam, nie nadążam, pracuję, wyjeżdżam, wariuję. Ostre nadrabianie zaległości zacznę chyba jednak od 1 października- może jak nareszcie wyprowadzę się z domu do mojego studenckiego mieszkania, to wpadnę w mój zwykły tok blogowania, gdzie udawało mi się zazwyczaj dość szybko odpisywać na komentarze i komentować z godną podziwu regularnością w porównaniu do tego, co narobiło się teraz.

W każdym razie wiedzcie, że pamiętam i nawet jeżeli jeszcze do Was nie zajrzałam, to w końcu ten czas nadejdzie.