>><<

Za każdym razem, gdy zamykam oczy 
Otacza mnie mroczny raj. 

Nikt ci nie dorówna. 
Boję się, że nie będziesz czekał po drugiej stronie.

>><<

.

Po raz kolejny mogłam przekonać się, iż rzeczą absolutnie niemożliwą jest niepostrzeżenie wejść do mieszkania rodziny Konwalickich:

- Karolina, wróciłaś w końcu?!- usłyszałam głos mamy, dobiegający z pokoju gościnnego, gdy tylko otworzyłam drzwi wejściowe.- Jeśli tak, możesz tu przyjść na sekundę?

- Zabijcie mnie dziś proszę- wymruczałam cicho pod nosem sama do siebie, a głośniej odkrzyknęłam.- Pewnie, już lecę! Tylko buty ściągnę…

Opadłam na kanapę w korytarzu. Najchętniej zwinęłabym się teraz w kłębek, by pogrążyć się na dłużej w bezdennej rozpaczy i ponarzekać odrobinę na swój marny los, ale nie było mi to dane. Mój wzrok padł na  stojące w przedpokoju dwie dodatkowe pary sportowego obuwia. Oho, jeszcze tylko brakowało niezapowiedzianych gości.

Klara wychyliła się z naszego pokoju. Na jej widok coś ukłuło mnie boleśnie w okolicy serca, a przed oczami na nowo stanęło mi zdjęcie mojej siostry, które pokazała mi Paula. Świadomość, że ktoś śledził jedną z osób najbliższych memu sercu, była nieznośnie dokuczliwa i sprawiła, że smutek chwycił mnie za gardło.

- Dziadkowie przyjechali- oznajmiła tymczasem Klara spokojnie, w ogóle nie zdając sobie sprawy z moich myśli.- Po prostu padniesz, jak się dowiesz, co znowu wymyślili.

Skrzywiłam się, przeczuwając najgorsze i po niedbałym rzucie trampek pod ścianę, nieśmiało zajrzałam do salonu.

- No, nareszcie!- z przekąsem rzuciła mama. Wiedziałam, że nie była zadowolona z mojego późnego powrotu z Zajazdu, co doskonale rozumiałam. W końcu przyzwyczaiłam ją do tego, że tuż po zakończeniu pracy niezwłocznie zjawiałam się w domu, podczas gdy akurat dziś zdecydowałam się odejść od rutyny. Z opłakanym skutkiem.

Uściskałam serdecznie dziadka Stefano i babcię Władzię, którzy na mój widok poderwali się ze swoich miejsc na kanapie.

- Jak dobrze was widzieć!- wyznałam szczerze.- Mówcie czym prędzej, co takiego się wydarzyło, że zawitaliście w progi naszego domu, bo co tu dużo kryć, rzadko wpadacie na kawkę w dni powszednie.

Rodzice mojej mamy wymienili konspiracyjne spojrzenia, a następnie zachichotali radośnie niczym małe dzieci, oczekujące na to, jakie reakcje wywoła ich psikus u dorosłych. Babcia sięgnęła do torebki i wyjęła z niej śnieżnobiałą kopertę przyozdobioną kokardą w kolorze ecru.

-Proszę- powiedziała.- Przywieźliśmy zaproszenia na małą potańcówkę, którą chcemy zorganizować z okazji zbliżającego się czterdziestopięcialecia naszego ślubu.

Szczerze zaskoczona chwyciłam kopertę, ale nie zdecydowałam się jej otworzyć.

- Hm… dziękuję, na pewno przyjdę. Nie rozumiem tylko, od kiedy to lubicie urządzać huczne przyjęcia. Wszystkie wcześniejsze jubileusze obchodziliście w kameralnym gronie najbliższych, a teraz myślicie nad wielką imprezą z tłumem nieznajomych?- zaczęłam się zastanawiać głośno, wietrząc jakiś podstęp.

- Cóż…- babcia Władzia uśmiechnęła się do mnie szeroko.- Wspólnie z dziadkiem uznaliśmy, że szafirowa rocznica to dobra okazja, aby cała rodzina w końcu poznała twojego chłopaka, którego tak skrupulatnie przed nami ukrywasz.

- Kiedy… kiedy ja nie mam wam kogo przedstawić!- odparowałam wzburzona.- Dlaczego po prostu nie możecie mi uwierzyć?!

Spojrzałam w oczy dziadka, szukając u niego pomocy.

- Nie denerwuj się, wnusia- uspokoił mnie natychmiast, a niski, melodyjny ton jego głosu sprawił, że nieco przystopowałam własne emocje.- Nikt cię do niczego nie zmusza przecież. Chodzi po prostu o to…

-… że się o ciebie wszyscy martwimy- dokończyła za swojego ojca moja mama, wtrącając się.- Już od jakiegoś czasu podejrzewamy, że się z kimś związałaś, a dzisiejszy poranek tylko potwierdził te przypuszczenia, skoro nawet Klara, najmniej spostrzegawcza osoba w rodzinie, dostrzegła, że zachowujesz się inaczej, tak jakbyś zakochała się w kimś.

- I to w kimś nieodpowiednim, skoro zamiast w kółko się uśmiechać i biegać na randki, ty jesteś nieustannie osowiała, zapracowana- dodała babcia, cmokając z niezadowoleniem.

- Właśnie dlatego chcielibyśmy zamienić choć kilka słów z twoim chłopakiem. Przyjęcie z okazji rocznicy ślubu jest doskonałym pretekstem, abyś nam przedstawiła tego swojego niefortunnego wybranka- zakończył dziadek.

Przechyliłam głowę, patrząc z niedowierzaniem na grono zebrane w salonie. Czułam się osaczona tą przesadną troską, ale nie zdecydowałam się na dalsze ciągnięcie rozmowy i próby wyjaśnienia czegokolwiek.

Problem tkwił w tym, że nie umiałam kłamać. Nawet gdybym zaprzeczyła tysiąc razy, że nie jestem z nikim związana, to moja rodzina najwyraźniej przejrzała mnie na wylot i żadne argumenty z moich ust nie były w stanie przekonać dziadków i mamy do słuszności mojego zdania.

- Zobaczę, co da się zrobić- powiedziałam po prostu i wymigując się od dalszego uczestniczenia w tym uroczym spotkaniu, pożegnałam się, usprawiedliwiając swoje średnio uprzejme zachowanie zmęczeniem.

Wzięłam szybki prysznic, który zmył ze mnie zapach potraw serwowanych w Zajeździe. Po kilku godzinach spędzonych na bieganiu między kuchnią a salą dla gości, woń gotowanych dań osiadła na każdym kawałku mojego ciała i przesiąknęła włosy. Z przyjemnością namydliłam się i pozwoliłam, aby złość na nadopiekuńczą rodzinę spłynęła ze mnie razem ze spienionym żelem do mycia. Niestety, nie udało mi się rozluźnić całkowicie, gdyż gdzieś w pamięci nadal miałam rozmowę z Paulą, a do tego prześladowało mnie widmo jutrzejszego spotkania z Obarskim.

Jednak kiedy położyłam się do łóżka, ogarnął mnie niepokój całkowicie niezwiązany z realnym światem. Choć od osiemnastego kwietnia tego roku, kiedy to po raz pierwszy przeniosłam się do Magicznego Świata, przyzwyczaiłam się już do moich podróży między dwoma wymiarami, to teraz odczułam dotąd niezrozumiałe zdenerwowanie.

Bałam się, że po zaśnięciu nie obudzę się po drugiej stronie, co będzie równoznaczne z tym, że nie ujrzę więcej Vincenta. Mimo, że Król był, jaki był, czułam, że nie byłam gotowa na to, aby go teraz stracić.

.

.

- KAPTURKU…! ZBUDŹ SIĘ!

Nagły męski krzyk, z pewnością nienależący do kogokolwiek z mojej rodziny, sprawił, iż zdałam sobie sprawę, że wbrew wcześniejszym obawom jednak przeniosłam się do Magicznego Świata. Jednocześnie byłam na tyle zaspana, że nie miałam sił cieszy się z następującego faktu.

- Coo…?- wymruczałam, ciągle zaspana i nie do końca wiedząc, co się dzieje wokół mnie, leniwie uniosłam powieki. Skrzywiłam się, kiedy nie ujrzałam nigdzie Vincenta. Miejsce, gdzie Król siedział w momencie, gdy kładłam się spać, teraz było puste, za to przy drzwiach stał ubrany od pasa w górę Mattias, trzymający przed sobą stertę zmiętych ubrań. Pognieciona koszula ledwo zasłaniała najintymniejszą część jego ciała, więc szybko zakryłam oczy.

- Człowieku, ubierz się!

- Nie ma czasu na zajmowanie się pierdołami, wstawaj dziewczyno!- odpowiedział mi prędko królewski kuzyn, lekko poirytowanym głosem.

- Nie chce mi się mamo…- zaczęłam się droczyć i ostentacyjnie przekręciłam się na drugi bok. Mężczyzna tymczasem, ku mojej wielkiej uldze, zaczął żwawo wciągać spodnie, rzucając wcześniej na posadzkę resztę trzymanych ciuchów.

- Bardzo śmieszne. Słuchaj, musimy natychmiast biec na dziedziniec przed zamkiem…

Nim Mattias dokończył zdanie, gdzieś w oddali rozbrzmiały dzwony.

- O nie… Już jadą…- jęknął mężczyzna, a następnie zaczął przeszukiwać stertę ubrań w poszukiwaniu kolejnego elementu swojej garderoby.

- O czym ty breeedzisz?- zapytałam, ziewając szeroko. Przy okazji usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się. Akurat w tym momencie Mattias podniósł wzrok, a gdy na mnie spojrzał, wydał się mocno zaskoczony.

- Śpisz w piżamie? Czyżby mojemu najdroższemu kuzynowi nie udało się w ciągu waszej pierwszej wspólnej nocy zedrzeć z ciebie tej szmatki?

Bez zastanowienia chwyciłam jedną z poduszek leżących na łóżku i rzuciłam nią w mężczyznę, na co ten szybko odskoczył, unikając ciosu.

- Patrzcie, jaka agresywna!- zarechotał.- Od razu widać, że jesteś niezaspokojona. Pamiętaj kochanie, że ja i mój kompan – tu wymownie spojrzał na swoje krocze- zawsze możemy pomóc rozładować ci seksualne… napięcie.

Przewróciłam oczami, wzdychając nad bezczelnością Mattiasa, ale ten zignorował mnie. Zastygł na chwilę w bezruchu, z jednym ramieniem włożonym w rękaw kamizelki i zdawał się w głębokim skupieniu nasłuchiwać czegoś. Po chwili napiętego oczekiwania, do moich uszu również dotarły odgłosy niecodziennej krzątaniny, urywki jakichś dalekich ludzkich głosów i okrzyki.

- Niech to wszystko diabli, ekipa z Salhaimu jest szybsza niż rozwolnienie po zsiadłym mleku i ogórkach- zazgrzytał zębami Mattias.

Mężczyzna, nie zważając na to, że jego strój nadal jest niekompletny, podbiegł do łóżka i chwytając mnie za rękę, siłą zaczął wyciągać z pościeli.

- Zwariowałeś czy znowu się schlałeś?!- wykrzyknęłam, ale pozwoliłam się królewskiemu kuzynowi pospiesznie wyprowadzić z sypialni Vincenta. Trzymając się za ręce, rozpoczęliśmy szalony bieg na bosaka przez zamkowe korytarze. Straże wcale nie wydawały się zdziwione naszym widokiem, a wymijając jednego z Czarnych Kapturów, Mattias rzucił nawet krótkie, najnaturalniejsze w świecie „dzień dobry”, jakby całe życie nic innego nie robił, tylko każdego ranka włóczył za sobą niewinne kobiety ubrane w koszule nocne (co w zasadzie mogło być prawdą…).

Nagle królewski kuzyn wyhamował i w ten sposób zatrzymaliśmy się przy jednym z okien, z którego rozpościerał się dość dobry widok na dziedziniec. Odkąd przybyłam do Magicznego Świata, jeszcze nigdy nie widziałam przed zamkiem tylu ludzi, więc zaniepokoiłam się.

- Mattias, co się dzieje?

- Żebym to ja wiedział… Nie jestem na tyle ważny, by wiedzieć o wszystkich nadchodzących wydarzeniach w królestwie.

- Nie wyjeżdżaj teraz z fałszywą skromnością- zirytowałam się.- Kto, jak kto, ale ty ZAWSZE jesteś zorientowany we wszystkim, nawet w tym, co dzieje się pod czyjąś kołdrą. Więc słucham.

Mattias westchnął teatralnie, mile połechtany moimi słowami.

- Skoro już tak prosisz…- zaczął, a ja ugryzłam się w język, co by nie wytknąć mężczyźnie tego, że nawet nie użyłam słowa „proszę”, by zmusić go do mówienia. Musiałam być cicho, jeżeli chciałam wyciągnąć jakiekolwiek informacje z tego zdrowo kopniętego narcyza.

- Jak się rozstaliśmy ostatnio, postanowiłem ostro zaszaleć, więc udałem się do Domu Uciech. Nim jednak wprawiłem się w wymarzony stan nietrzeźwości, zauważyłem, że przy stolikach siedzi kilka osób w charakterystycznych strojach mieszkańców księstwa Salhaimu. Zastanowiło mnie, co ci ludzie robią w stolicy. Musisz wiedzieć, że akurat Salhaimczycy nie należą do osób, które lubią opuszczać swoje domy w poszukiwaniu wrażeń. Zdecydowałem się zagadać i od słowa do słowa te czubki zdradziły mi, że ich „ukochana” księżna Ivonne została zaproszona na zamek przez królewskiego narzeczonego, wobec czego zdecydowała się zabrać ze sobą większość swoich poddanych, co by spędzić kilka tygodni w stolicy, mając swoich ludzi przy sobie.

- Yyy..- zająknęłam się, zbierając nowe informacje w całość.- Obudziłeś mnie, bo Gael sprowadził jakąś babkę na zamek?

- Nie jakąś!- wzurzył się Mattias- Ivonne to obecnie stare próchno, ale i tak jest prawdziwym wrzodem na tyłku. Wyobraź sobie, że ubzdurała sobie kiedyś, że zostanie żoną Króla. Vincent ma z nią za każdym razem ostrą przeprawę, bo dowala się do niego niemiłosiernie, nie patrząc na to, że jest dwa razy starsza od niego. I uboższa. I… cholernie brzydka.

- I dlatego ciągnąłeś mnie tu, żebym sobie tę kobietę obejrzała, jak jakieś zwierzę na pokazie?- spytałam, w dalszym ciągu niewiele rozumiejąc.

- To też, ale najpierw musimy zobaczyć, czy z księżną przybył Gael, jej siostrzeniec, który ją tak serdecznie zapraszał w imieniu Króla, nie mającego o tym bladego pojęcia, dopóki mu tego nie powiedziałem, zaledwie kilka sekund przed tym, nim obudziłem jego, a potem ciebie- tłumaczył z zapałem Mattias, nadużywając zaimków, przez co ledwo nadążałam za jego tokiem rozumowania, aż tu nagle zamilkł- patrz…!

Na dziedzińcu ucichło zamieszanie, a jego środkiem szła odziana w czerń kobieta, która minutę wcześniej wysiadła z karety zaprzężonej w cztery, bajecznie piękne konie. Nieznajoma, krocząc dostojnym krokiem, rozdawała sztywne ukłony na prawo i lewo, a jej twarz zdobił zwyczajowy, grzeczny uśmiech.

Mattias szturchnął mnie i kazał spojrzeć na lewo. Przeniosłam swój wzrok z Ivonne na jednego z mężczyzn stojącego w tłumie. Chociaż miał na głowie beret przyozdobiony piórem, rzucający cień na jego chmurne oblicze, to i tak rozpoznałam w nieznajomym księcia Tergotu. Gael pochylił się lekko w poddańczym geście, gdy księżna Salhaimu przechodziła obok niego, a mnie przeszył skurcz. Mattias dostrzegł moją reakcję:

- Widzę, że cieszysz się na widok tego przyjemniaczka równie mocno, jak ja- rzucił z przekąsem, po czym znowu nakazał mi spojrzeć w inne miejsce zamkowego dziedzińca.

W zasięgu mojego wzroku pojawił się Król. Vincent, w przeciwieństwie do mnie, miał na sobie kompletny strój, a ten widok niespodziewanie przypomniał o czymś Mattiasowi, który nagle uderzył się ręką w czoło.

- Do diaska, co my tu jeszcze robimy?!

Mężczyzna znowu chwycił mnie za rękę i bez zastanowienia pociągnął za sobą.

- Co tym razem się dzieje?!- krzyknęłam, chcąc zagłuszyć tupot naszych stóp, kiedy w zawrotnym tempie biegliśmy przez dziwnie opustoszałe korytarze. Gdzie nagle podziały się wszystkie Czarne Kaptury?

- Ach, drobiazg- wydyszał Mattias.- Za kilka minut mamy stawić się w Sali Tronowej na powitanie księżnej Ivonne w Królewskim Zamku. Vincent uznał, że jeżeli zleci mi zadanie przyprowadzenia cię tam, to z pewnością się nie zjawisz, bo najzwyczajniej w świecie nie dam rady chociaż raz odpowiedzialnie wykonać przynajmniej jednego polecenia.

- I miał rację- zachichotałam, rozbawiona komizmem obecnej sytuacji.- Nie mam ochoty na uczestniczenie w jakichś tam powitaniach, także nie przejmuj się. Chętnie wrócę do łóżka, żeby…

- Nie!- zaprotestował gwałtownie Mattias.- Koniec wylegiwania się! Gael coś knuje, nie bez powodu sprowadził do stolicy Ivonne. Vincent chce odseparować cię od tego, co będzie się teraz działo na zamku, ale to zły pomysł.

Wpadliśmy do królewskiej sypialni niczym tornado, a królewski kuzyn rzucił się do jednej z szaf, aby wyciągnąć z niej parawan, za którym z pewnością miałam się przebrać. Kiedy mężczyzna mocował się z kłopotliwym meblem, nie mogąc go rozłożyć, ja stałam bezczynnie po środku pokoju i przyglądałam się jego niemrawym staraniom.

- Zastanawia mnie…- zaczęłam mówić.- …od kiedy to uważasz za dobry fakt, że mogłabym zająć się bieżącymi sprawami królestwa? Powitaniami ważnych gości i innymi tego typu uroczystościami?

- Bo ktoś w końcu musi utemperować Vincenta i przejrzeć zamiary Gaela. Nikt o zdrowym rozsądku nie da rady tego dokonać, więc ty z twoją bezczelnością i skłonnością do wpadania w kłopoty świetnie się do tych zadań nadasz. A teraz… do jasnej cholery, pomóż mi z tym pieprzonym parawanem!

Puściłam mimo uszu dość obraźliwe słowa Mattiasa i wzdychając, podeszłam bliżej niego, aby jakoś ulżyć mu w jego staraniach, ale akurat wtedy, gdy dotknęłam parawanu, jego mechanizm niespodziewanie puścił, wobec czego przesłony rozłożyły się, odrzucając mnie gwałtownie w tył.

Z impetem uderzyłam głową o kant skrzyni, stojącej przy łóżku, a królewski kuzyn krzyknął coś przerażony. Poczułam, jak krew spływa mi na twarz, a dotykając dłonią skaleczonego miejsca, syknęłam z bólu. Mattias pochylił się nade mną, a drzwi od królewskiej sypialni niespodziewanie się otworzyły.

Nim zemdlałam, zdążyłam jeszcze zobaczyć, jak intruzi się reagują na mój widok:

Ivonne osunęła się na podłogę.

Gael zaklął siarczyście.

A Vincent… Vincent….

.

.

.

Cytat: Lana Del Rey- Dark Paradise

Kolejny rozdział: 10 października 2014

Co nowego: Księżna Ivonne!

Kilka słów ode mnie: rozdział ten będę jeszcze poprawiać- coś mi w nim nadal nie gra;d Zmieni się jednak najwyżej stylistyka, znikną ewentualne literówki- treść z pewnością zostanie ta sama;)