,,…ręka mi powoli cierpnie od pisania, jednak natłok myśli sprawia, że nie mogę wypuścić pióra z dłoni. Dzielenie się swoimi problemami z zeszytem nie jest zbytnio dojrzałe, ale cóż zrobić, gdy tylko papier jest cierpliwy.

Próbowano mnie dziś otruć. Jednak dzięki pomocy Pagitty pohasam sobie jeszcze trochę po ulicach Magicznego Świata, pewnie też podpadnę większej liczbie osób niż dotychczas, być może upiję się razem z Mattiasem, a do tego zrobię to, czego najwyraźniej wszyscy ode mnie oczekują: urodzę Liwię.

Co za dno.

To nie jest tak, że nie chcę zostać matką, bo pewnie i we mnie kiedyś obudzi się instynkt macierzyński, lecz na chwilę obecną drażni mnie powtarzanie przez wszystkich wokoło, że całe moje życie ma zostać podporządkowane jednemu celowi, jakim jest spłodzenie dziecka. No i danie szczęścia Vincentowi. Nie czuję się dobrze ze świadomością tych dwóch faktów.

W realnym życiu od dwóch lat dążę do tego, by w przyszłości usamodzielnić się, uniezależnić od innych, uzyskać tytuł magistra historii i historii sztuk pięknych. Chcę poszerzać swoje horyzonty, rozwijać się… A tymczasem TU w imię jakiegoś durnego zaklęcia mam poświęcić swe plany byciu kurą domową w wielkim, mrocznym zamczy…  

.

Nie udało mi się dokończyć pisania smętnych wynurzeń, gdyż usłyszałam głośny huk tuż za sobą. Podskoczyłam na swoim miejscu i z przerażeniem okręciłam się, a ciało napięłam w gotowości do ucieczki. W pokoju z niewiadomego powodu powietrze zapełniło się gęstym dymem, prawie całkowicie ograniczając widoczność.

- Spokojnie…ehe, ehe- zakrztusił się ktoś, kto najwyraźniej pojawił się wraz z duszącym oddech pyłem.- To tylko my.

- Jacy… ehe… my?- zapytałam, nie rozpoznając głosu mojego rozmówcy i zanosząc się kaszlem od gryzącego gardło dymu. Odpowiedź, jaką otrzymałam, raczej nie była przeznaczona dla moich uszu.

- „Spokojnie”…?!- odezwał się kolejny mężczyzna z pretensją.- Kretynie ziemniaczany, mogłeś nas pozabijać! Ehe… Po chuj ci ta pochodnia była? Ehe…

- Wiesz dobrze, że w czasie podróżowania przez wieki wokół jest ciemno… Co mam zrobić, skoro boję się mroku? Ehe…

- Zamknąć paszcze- rzucił rozkazującym tonem trzeci, tym razem kobiecy, znany mi głos.- Pomóżcie mi się pozbierać z tego miękkiego czegoś…

„Liwia!” przemknęło mi przez głowę imię mojej córki, która prawdopodobnie przybyła właśnie z przyszłości. Powoli opanowując kaszel, zmrużyłam oczy i skierowałam swój wzrok na ścianę, obok której, jeśli dobrze pamiętałam, leżała sterta poduszek, na których z pewnością wylądowali przybysze.

Usłyszałam pstryknięcie palców i na ten dźwięk powietrze w nieznany dla mnie sposób rozrzedziło się, dzięki czemu nareszcie zobaczyłam swoich gości.

- Mamo…?- odezwała się niepewnie Liwia na powitanie i zerknęła na mnie z troską.- Wszystko w porządku?

- Tak, jasne- skłamałam szybko, modląc się w duchu, by moja córka nie miała daru czytania w myślach lub nie podeszła nagle do mojego dziennika, gdzie przed chwilą zapisałam, że niekoniecznie chcę ją urodzić: jak nic kiedyś zostanę matką roku. Zanotowałam w pamięci, aby spalić swoje dzisiejsze zapiski.

- Na pewno czuje się Królowa dobrze? W końcu to dziś Królowa została tak haniebnie otruta…- odezwał się blondwłosy chłopak, kłaniając mi się lekko.

W popłochu zerwałam się ze swojego miejsca.

- Nie, nie… To jakaś pomyłka, żadna ze mnie Królo….

- To pieprzony lizus, proszę się nim nie przejmować- wybawił mnie z kłopotu brunet, posyłając swojemu koledze ironiczny uśmiech.- Kajetan pomylił epoki. Zresztą, gdzie moje maniery! Pani, jestem Will, syn Nemezis i…

- Uważaj, co teraz powiesz, przyjacielu. Myślę, że mama Liwii zna cię w tych czasach jako potomka księcia Juana, a nie dziedzica kogoś… innego. No, ale zawsze mogę nie mieć racji, to w końcu TY znasz się na historii- odgryzł się blondyn, na którego słowa moja córka przewróciła oczami.

- Czy ktoś wam pozwolił się odzywać? Nie? No to jadaczki na klucz i milczeć- rozkazała władczo dziewczyna, a młodzi mężczyźni, niczym wytresowane szczeniaki, natychmiast jej posłuchali. Następnie, o wiele milszym tonem, zwróciła się do mnie.- Mamo, na pewno czujesz się dobrze?

- Teraz tak. Nawiasem mówiąc, mogłaś mnie podczas naszego ostatniego spotkania uprzedzić, że ktoś nie do końca dobrze mi życzy.

- Mało kto życzy pani dobrze- wyrwało się brunetowi, za co natychmiast oberwał od Liwii w głowę.

- Mamo- kontynuowała moja córka uprzejmym tonem, zupełnie ignorując wcześniejszy złośliwy komentarz.- Chociaż znam przyszłość, nie mogę za bardzo ingerować w to, co się wydarzy. Znaczy… jeżeli chcę uratować Magiczny Świat, to muszę lekko zmienić bieg zdarzeń, ale przy tym muszę być bardzo ostrożna, ponieważ jeżeli zbyt drastycznie namieszam w czasoprzestrzeni, to mogę się nigdy nie narodzić.

- Wiemy, kiedy Królowa umrze, więc proszę się nie martwić, czuwamy- wtrącił się tym razem blondyn, uśmiechając się przymilnie.

- Lizus- oznajmili jednocześnie Liwia i Will, a Kajetan posłał im zasmucone i lekko obrażone spojrzenie.  

- No co? Staram się być miły- burknął, a moja córka machnęła na niego lekceważąco ręką.

- Rób, co chcesz, byle zgodnie z planem. Mamo- Liwia ponownie zwróciła się do mnie.- Wybacz, ale mam do pogadania z ojcem na temat tego, co się dziś stało. Zostawię cię na chwilę z moimi pomocnikami. Do najuczciwszych nie należą, ale nie zrobią ci nic złego.

Kajetan i Will na te słowa podejrzanie wyszczerzyli zęby w uśmiechu.

Tymczasem Liwia wyszła, zostawiając mnie z nieznanymi mi mężczyznami i otwierając bez większych problemów drzwi, które Vincent zabezpieczył swoją magią.

Towarzysze mojej córki odetchnęli z ulgą, a blondyn opadł z powrotem na poduszki z okrzykiem zadowolenia. Z kolei brunet zajął wolny stołek, oparł łokcie na kolanach, złożył razem ręce i z satysfakcją oznajmił:

- No to zostaliśmy sami.

- No tak- odparłam po prostu i usiadłam przy biurku. Nie bardzo wiedziałam, o czym miałam rozmawiać ze znajomymi mojej córki. O co mogłam zapytać? Co słychać w szkole? Nawet nie wiedziałam, czy chodzili do jakiejś i czy w Magicznym Świecie w ogóle istniały szkoły. A może powinnam wykazać się matczyną troską i dowiedzieć się, z którym z nich sypia moja córka? Jeżeli, jak sądziłam, miała charakter po tatusiu, to nie zdziwiłoby mnie, gdyby zabawiała się z oboma…

Wzdrygnęłam się na swoje przypuszczenia, gdy w tym samym czasie kłopotliwą ciszę przerwał Will:

- Pani, nie mamy wiele czasu.

- Na co?- zapytałam, nie rozumiejąc słów chłopaka.

- Na przekonanie, że powinna nas pani posłuchać. Zacznijmy od tego, że wyrwie pani ze swojego notatnika te strony, w których napisała, że jej się nie chce rodzić naszej przyjaciółki. Po co ma dziewczyna w przyszłości czytać, że własna matka raczej o niej nie marzyła?

- Słuchajcie, to nie tak…- zarumieniłam się, przyłapana na gorącym uczynku, ale w obronę wziął mnie Kajetan, przysiadając gwałtownie na poduszkach.

- Willu Wredny, przeinaczasz fakty!- fuknął blondyn na towarzysza, który natychmiast spochmurniał.- Nieważne zresztą, skupmy się na tym, po co tu przybyliśmy. Widzi pani… jakby to ująć…

- …musi pani przystać na naszą propozycję, a w konsekwencji nakłamać Vincentowi i Liwii, by udawać, że trzyma pani ich stronę- dokończył bezpośrednio Will, nie mogąc dłużej spokojnie usiedzieć.

- Słucham…?

- Ależ już wszystko tłumaczę. Pani córka wpadła na genialny pomysł, jak uratować panią przed śmiercią. Uznała, że jeżeli nauczy się pani używać tkwiącej wewnątrz siebie magii, to w starciu z zabójcą, kimkolwiek by on nie był, uratuje się pani, więc Liwia nie straci matki, ani nie wypowie swojego zaklęcia, niszczącego Magiczny Świat

- Genialny, godny podziwu pomysł, prawda?- dołączył się Kajetan, przybierając rozanielony wyraz twarzy.

- Nie no, fantastyczny- skomentowałam zgryźliwie.- Powiedzcie mi, co wy tam w tej przyszłości pijecie? Albo jaracie? Niby jesteście tacy do przodu ze wszystkim, ale jeszcze nie zorientowaliście się, że nie posiadam żadnych mocy?

- A jakiego koloru jest pani krew?- zapytał grzecznie Will.

- Czerwonego. I co w związku z tym?

- A to, że ma pani w sobie magię. Wystarczy ją tylko obudzić.

- Nie.

- Jak to „nie”?

- Po prostu. Nie- stwierdziłam ostatecznie.- Naprawdę mam dość różnych dziwactw, które mnie w tym świecie spotykają i nie mam ochoty sama stawać się… dziwadłem.

Ostatnie słowo zabrzmiało dość boleśnie, bo właśnie wypowiedziałam na głos swoje wątpliwości związane z własnymi uczuciami w stosunku do mocy Vincenta. Nazwałam Króla Magicznego Świata nie do końca normalnym i wyraziłam niechęć do bycia kimś podobnym do niego.

- Wow. To było naprawdę szczere- ocenił Will, uśmiechając się sarkastycznie.

- Chyba mamy coś wspólnego- odezwał się z kolei Kajetan, kiwając głową ze zrozumieniem.- Widzi pani, jesteśmy przyjaciółmi Liwii i nie znamy się na czarach, tak jak ona: podświadomie klasyfikujemy ją jako istotę innego… gatunku. W przyszłości, którą znamy, pani nigdy nie nauczyła się magii, jednak mimo to pani córka urodziła się jako osoba posiadająca moce.

- I uznaliśmy, że można temu zapobiec. Liwia chce, by pani nauczyła się magii dla samoobrony. MY, czyli ja i Kajetan za to pragniemy, aby uczyła się pani po to, by zapobiec przenosinom swojej mocy na córkę. Wtedy pani dziecko urodzi się… normalne.

- Magia to wielka pokusa, z której nie jest się w stanie zrezygnować, więc Liwia nie może wiedzieć o naszej propozycji. Zabiłaby nas- oznajmił poważnie Kajetan, a ciarki przebiegły po mojej skórze, bo dobrze wiedziałam, że miał rację.- Za chwilę do tej komnaty wejdzie pani córka z pani przyszłym mężem i spróbują panią przekonać do rozpoczęcia lekcji magii. Proszę nie opierać się zbyt długo.

- Zapewne Król zatrudni pani jako nauczyciela Severusa, księcia Salhaimu, u którego nauki zaklęć pobierała sama Perpetua, a w młodości również Vincent- dodał Will.- Osobiście jednak radziłbym w tajemnicy udać się do Kalagara i to od niego wyciągnąć wiedzę, jak nie przekazać swoich mocy dalej, ale niech pani będzie ostrożna: demon raczej nie będzie pomagać bezintereso…

Mężczyzna nie dokończył, ponieważ drzwi podziemnego lochu otworzyły się nagle i do środka dziarskim krokiem weszła Liwia, a po chwili tuż zza jej pleców wyłonił się Król.

Oboje wyglądali na spiętych. Zauważyłam, jak wymieniają porozumiewawcze spojrzenia, po czym Vincent przeniósł wzrok na mnie i cicho wyszeptał:

- Przepraszam.

- Za co?- zapytałam, ale odpowiedź nie była z gatunku tych, jakich bym się spodziewała.

Król wyciągnął rękę w stronę kominka, a na ten gest grube polana drewna, żarzące się ogniem, uniosły się nad kominkiem i poszybowały z niesamowitą prędkością prosto w moją stronę.

.

.

Wcześniej…

- Ona się nie zgodzi- stwierdził niechętnie Vincent, siadając na swoim krześle w pustej i słabo oświetlonej blaskiem świec sali obrad. Mężczyzna założył ręce na piersi, po czym rzucił wyzywające spojrzenie Liwii, stojącej po drugiej stronie długiego, wąskiego stołu.

- To użyj swojego męskiego uroku, żeby ją przekonać- odparła Liwia beztrosko, nie widząc żadnych przeszkód dla realizacji swojego planu.- Poza tym, jeśli nie będzie chciała zgodzić się na naukę, to możesz ją do tego zmusić. Jesteś przecież Królem, nie?

- Pyskata osóbka z ciebie.

- Mam to w genach.

Liwia i Vincent mierzyli się przez chwilę wzrokiem, ale to dziewczyna, choć bardzo pewna siebie, jako pierwsza spuściła wzrok.

- Wybacz- mruknęła niechętnie w ramach przeprosin, by już za chwilę ponownie zacząć marudzić.- Tylko zrozum, że to najlepszy plan uratowania Magicznego Świata, jaki mam. Gdybyś tylko zechciał mi pomóc…

- Wyrażaj się jaśniej, bo jak na razie to nie przekonujesz mnie tymi argumentami godnymi pierwszej lepszej smarkuli- odparł chłodno Król.- Twoja matka dotychczas nie wykazała żadnych magicznych zdolności. Skąd w tobie ta pewność, że Karolina posiada jakiekolwiek ukryte moce? Czerwona krew świadczy jedynie o potencjale, ale nie o umiejętnościach.

- Ależ mama już trzykrotnie użyła magii! Tylko ani ona, ani ty tego nie zanotowaliście. I pomyśleć, że to ponoć po was jestem taka bystra…

- Nie unoś się, tylko przechodź do rzeczy- studził zapały córki Król.- Konkrety poproszę.

- Chcesz, masz- prychnęła Liwia.- Wróć pamięcią do waszego pierwszego spotkania. Chciałeś zabić Karolinę, ale nie udało ci się to, ponieważ zablokowała cię.

Vincent zmarszczył czoło, namyślając się nad słowami dziewczyny, gdy tym czasem ona mówiła dalej:

- Za drugim razem, tato, przełamała twój czar, kiedy na dworze Guiliano otoczyłeś ją pierścieniem ognia: przeszła przez niego, nie raniąc się. A ostatni przypadek użycia przez nią magii jest świeży, świeżutki, bo pochodzi z dnia dzisiejszego. Chciałeś mamę zbadać, a ona ci na to nie pozwoliła. Uważam, że nie jest zbiegiem okoliczności, iż Karolina jest odporna na twoje działania. Ona po prostu instynktownie się przed tobą broni, bo… się ciebie boi.

- Ale dlaczego w takim razie dziś twoją matkę tak łatwo udałoby się komuś zabić? Nie użyła magii, bo przy mnie, zionącym ogniem monstrum, truciciel nie był jej straszny?- zirytował się Król, gdy przykra dla niego prawda zaczęła do niego docierać.

- Myślę, że Karolina po prostu nie wiedziała, że coś jej grozi i dlatego jej moc się nie ujawniła. Tym bardziej jest ważne, aby nauczyła się świadomie korzystać ze swoich ukrytych… talentów.

- Może po prostu powiesz mi, kto jest tym skurwielem, chcącym zabić twoją matkę, a ja rozprawię się z nim w swoim starym, dobrym stylu?

- Wiesz, że nie mogę tego zrobić. Ufam, że zgadniesz bez mojej pomocy. Za to wiem, że mama nie da sobie rady w Magicznym Świecie zbyt długo, jeżeli ktoś jej w końcu nie podpowie, jak posługiwać się magią. Nim jednak zdecydujesz się przydzielić jej nauczycieli, proszę, wróćmy do lochów i upewnijmy się, że moje przypuszczenia są prawdziwie.

- W jaki sposób?- zapytał Vincent, okazując szczere zainteresowanie. Liwia uśmiechnęła się przebiegle.

- Spróbujesz po raz kolejny zabić Karolinę. Jeżeli mam rację, znowu ci się nie uda.

Król nie wydał się do końca przekonany.

- A co, jeżeli się mylisz? Co, jeżeli twoja matka nie zdoła się obronić?

- Wtedy będziemy mieć dwa trupy.

- Dwa?- odezwał się z powątpiewaniem Vincent.- To kto jeszcze ma zginąć?

- Ja- odparła Liwia skromnie.- Jeżeli zabijesz Karolinę, to nigdy mnie nie urodzi. Ale przynajmniej Magiczny Świat zostanie ocalony.

.

.

.

Rozdział zadedykowany cudownej, jedynej w swoim rodzaju: @paledreamer! To jej zawdzięczam BOSKI nowy nagłówek na blogu. Ta osóbka ma baaardzo dużo niespożytej energii, także jeżeli ktoś poszukuje nagłówka, okładki książki, cokolwiek… mam pozwolenie, by napisać, że można do niej walić jak w dym:D

Za opóźnienie przepraszam i wyjaśniam je jednym, mrożącym krew w żyłach tysiącom młodych słowem: SESJA.

Następny rozdział: napisanie go zajmie mi pewnie dwa- trzy tygodnie. Ale już nie miesiąc ^^

Witam nowych czytelników! A starym, którzy wytrzymują moje opóźnienia ze wszystkim, serdecznie dziękuję za znoszenie mnie i wierne trwanie przy tym marnym tekście, zwanym roboczo „Czarnym Kapturkiem”!

PS. link do strony Czarnego Kapturka na facebooku. To tam teraz będę zamieszczać informacje o opóźnieniach/postępie pisania/nowych rozdziałach.