Na czym to skończyliśmy dwa miesiące temu?

Realne życie: Karolina została zaproszona przez Zygmunta na wspólny obiad z jego rodziną. Poza Rachelą i Adamem, przy stole zasiada także Samanta Paprocka, dziewczyna młodszego Obarskiego, który nie decyduje się zaszczycić grona zebranych swoją obecnością z nieznanych powodów. Na pytanie „gdzie jest Karol?” odpowiedź staje się jasna pod koniec wieczoru, kiedy to Zygmunt odprowadza Karolinę pod drzwi jej mieszkania, a tam na klatce schodowej stoi nie kto inny jak Karol Obarski w towarzystwie Klary Konwalickiej, siostry głównej bohaterki.

Magiczny Świat: Tu sprawy komplikują się jeszcze bardziej. Ivonne, ciotka Gaela i Margot, przybywa na zamek sprowadzona przed jednego z podstępnego rodzeństwa. Księżna Salhaimu jest oburzona panującą na zamku rozpustą i chce zaprowadzić w tej kwestii własne porządki. Jednocześnie dużo krótszą wizytę Vincentowi i Karolinie składa ich córka wraz ze swoimi pomocnikami. Liwia pragnie, aby jej matka nauczyła się magii, by w przyszłości obronić się przed własnym mordercą, a Will i Kajetan chcą niby tego samego, ale kierują nimi nieco inne intencje: Karolina ma nauczyć się magii, by nie przekazać jej Liwii podczas porodu, co ma zapobiec rzuceniu klątwy niszczącej Magiczny Świat przez córkę Vincenta.

Tyle tylko dzieje się w samym sercu zamku: a gdzieś nieopodal niego Juan, Julietta i Ruch Błękitnych są bliscy sfinalizowania swojego planu przejęcie władzy, po lesie nadal krąży duch Pagitty, który ma własną wizję przyszłych losów Magicznego Świata, a Perpetua… zauważyliście, że dawno o niej nie było? TO może oznaczać tylko jedno: ona także coś knuje, ale co?

.

.

>><< 

Jeżeli jest miłość w tym życiu – nie ma żadnych przeszkód,
których nie dałoby się pokonać.


W każdej straconej duszy jest szansa na cud.
Dla każdego marzyciela sen jest czymś bezgranicznym,
Jeśli w coś wierzysz.

>><< 

.

.

– Karolina..! – jęknęła moja siostra, gdy tylko mnie zobaczyła. Natychmiast odsunęła się od Karola, po czym przeniosła wzrok na Zygmunta, którego dosłownie zamurowało, przez co nie mógł wykrztusić z siebie ani słowa.

– Zygi?! –stęknął niechętnie młodszy Obarski na widok swojego brata. ­– Nie miałeś przypadkiem być teraz… gdzie indzie? Na rodzinnej kolacji?

– Przyjęcie odbyło się bez ciebie – odpowiedziałam nieproszona Karolowi, posyłając przy okazji piorunujące spojrzenie mojej siostrze. – Klara, do domu. Już.

– Ale… – próbowała protestować dziewczyna, jednak Zygi wszedł jej w zdanie.

– Karolina ma rację, jakoś tak późno się zrobiło. Dobranoc, Klaro – powiedział stanowczo mężczyzna, na co jego brat skrzywił się. Rodzeństwo mierzyło się przez chwilę wzrokiem, lecz ostatecznie to młodszy Obarski spuścił głowę. Odpuścił.

–  Zdzwonimy się jeszcze, słońce, ok? – rzekł przepraszająco Karol do mojej siostry, a następnie bez słowa minął mnie i Zygmunta na schodach, aby dostać się do wyjścia z klatki schodowej.

– Zadowoleni?! – warknęła Klara i nie czekając na odpowiedź, wyciągnęła z kieszeni spodni klucze, aby otworzyć mieszkanie. Gdy tylko znalazła się w środku, z hukiem trzasnęła skrzydłem drzwi o ich futrynę, oznajmiając w ten sposób wszystkim mieszkańcom bloku swoje niezadowolenie.

Ponownie zostaliśmy z Zygmuntem sami.

– Przepraszam cię, Karola. Naprawdę nie sądziłem, że dzisiejszy wieczór zakończy się w taki paskudny sposób – przyznał niechętnie Obarski, a w jego głosie pobrzmiewała nutka rozczarowania.

– Pewnie miałeś nadzieję, że dzięki temu, iż odprowadzisz mnie pod same drzwi mieszkania, to zaproszę cię do środka i będziemy uprawiać dziki seks?

Zygmunt, zamiast podchwycić mój dowcip, uśmiechnął się dość niechętnie, a na jego twarzy pojawiło się zniesmaczenie.

– Nie ująłbym tego tak dosadnie, ale w sumie… czemu nie? Możemy na serio zacząć się ze sobą umawiać. Nie sądziłem, że to powiem, ale myślę, że mogłaby z nas być naprawdę zajebista para. Nie uważasz, że nawet taki straceniec jak ja zasługuje na szansę?

Zamrugałam kilka razy nerwowo, aby upewnić się, że nie śnię. Czy przed chwilą gość, który mnie szantażował, największy sukinsyn w promieniu tysiąca kilometrów, zaczął mówić o swoich uczuciach wobec mnie? O jakichś poważniejszych planach? Czy naprawdę musi się to zdarzać akurat mi? Rozumiem, że włosy mogą mi się nie układać, ale żeby od razu całe życie?

– Zygi, proszę cię, to naprawdę zły moment na tego typu płomienne wyznania. Za chwilę czeka mnie rozmowa z szalejącym tornadem hormonów. Też powinieneś już iść i pogadać ze swoim bratem. Przypomnij mu, że ma już dziewczynę, a jeżeli jeszcze raz zbliży się do Klary, to zrobię wszystko, aby uprzykrzyć mu życie. Jaja i nogi z du… z tyłka mu powyrywam.

Obarski przytaknął. Ociągając się, leniwie zaczął schodzić po schodach, zapewne licząc, że zatrzymam go, zmieniając swoje zdanie w temacie dalszego ciągu tego wieczoru.

Ta, jasne. Nadzieja matką głupców i Zygmunta.

Wzięłam głęboki oddech, aby uspokoić się przed nadchodzącą burzą. Znając moją siostrę, urządzi mi za chwilę piekło na ziemi w zamian za to, że ośmieliłam się ingerować w jej życie. Nacisnęłam na klamkę, weszłam do mieszkania i stanęłam oko w oko z lwem.

– Jak śmiesz mówić mi, co mam robić?! – ryknęła Klara. Moja siostra przybrała groźną minę, podparła się rękami na biodrach. Wyglądała tak, jakby lada chwila miała rzucić się na mnie z pięściami. – Jakim prawem próbujesz odciągnąć mnie od Karola, kiedy sama najwyraźniej umawiasz się z jego bratem?!

– To dość skomplikowane – odparłam cierpliwie, siadając na kanapie w przedpokoju, aby zdjąć buty. – Może najpierw ochłoniesz, a potem podyskutujemy sobie trochę?

– Nie, kurwa, NIE!

– No i to by było na tyle, jeżeli chodzi o spokojną rozmowę – mruknęłam pod nosem sama do siebie.

– Posłuchaj mnie teraz, ty blond kretynko! To, że jesteś moją starszą siostrą, nie upoważnia cię do tego, żebyś mogła mi rozkazywać, z kim mogę się umawiać, a z kim nie! Mam wyjebane na twoje zdanie!

– Raczej masz przejebane – sprostowałam, zachowując spokój i tym samym jeszcze bardziej wyprowadzając Klarę z równowagi.

– Ty nawet dobrze nie znasz Karola, jak możesz być do niego tak uprzedzona?! Bo nazywa się Obarski?!

– Nie lubię go, bo jest dupkiem. Od dłuższego czasu jest w „związku” z Samantą Paprocką, a mimo to ma czelność umawiać się z tobą!

Klara straciła cały rezon. Opuściła ramiona, a z otwartych ust chciała wydobyć jakiekolwiek usprawiedliwienie dla chłopaka, ale najwyraźniej nie była w stanie tego zrobić. Informacja ode mnie ją zaskoczyła.

– O czym ty mówisz…? Nie, to nie jest tak, jak myślisz – stwierdziła w końcu buńczucznie moja siostra. – Ta Samanta to już przeszłość. Przyczepiła się do Karola jakiś czas temu, ale ponieważ była wrzodem na tyłku, on z nią zerwał.

– To dlaczego nadal w najlepsze jada przy jednym stole z Obarskimi?

– A skąd mam to wiedzieć?! –zirytowała się Klara, nie uznając moich tłumaczeń za wiarygodne. – Laska jest stuknięta, Karol mówił, że Samanta prześladuje go, więc pewnie dlatego odwiedza jego rodziców pod jego nieobecność. Zamiast czepiać się mnie, lepiej wytłumacz mi, jak chcesz powiedzieć rodzicom, że skrywany przez ciebie od jakiegoś czasu chłopak, to tak naprawdę Zygmunt? Staruszkowie nie będą zachwyceni tym, że spotykasz się z kimś, kogo oni uważają za kryminalistę.

Klara trafiła w czuły punkt. Założyła ręce na piersi, uśmiechając się triumfalnie.

– Nie jesteśmy razem – oznajmiłam powoli, próbując sprawić, aby moje słowa brzmiały przekonująco. – Zygmunta poznałam w Zajeździe przez Paulę, bo Obarski jest jej znajomym. Gość poprosił mnie, żebym poszła z nim na rodzinny obiad, a ponieważ zależało mu i miał to być jednorazowy wyskok, to zgodziłam się.

Trochę rozminęłam się z prawdą, ale brzmiałam na tyle przekonująco, że moja siostra łyknęła tę bajeczkę.

– To lepiej módl się, żeby rodzice się o tym wyjściu nie dowiedzieli.

– Nie usłyszą o niczym, jeśli im nie powiesz.

– Nie pisnę ani słówka, ale… Masz milczeć w sprawie Karola. Nie widziałaś nas dzisiaj razem, ja nie widziałam ciebie, wszyscy są zadowoleni.

Przytaknęłam Klarze, chcąc na dziś dzień załagodzić konflikt między nami, choć dobrze wiedziałam, że poruszę jeszcze pozostawiony temat. Nie mogłam pozwolić na to, aby młodszy Obarski zrobił coś mojej siostrze. Nie chciałam, aby dziewczyna zakochała się w kimś, kto ją oszukuje, a do tego jest związany z kimś innym.

Nie chciałam dopuścić do tego, aby siostra popełniła te same błędy w realnym życiu, co ja w Magicznym Świecie.

.

.

Jestem młoda, chyba nie powinno być dla mnie czymś dziwnym obudzić się w nieswoim łóżku. Skoro mi ten fakt przeszkadza, oznacza to tylko jedno: starość – pomyślałam filozoficznie, przebudzając się w Magicznym Świecie. Z trudem podniosłam powieki i omiotłam sennym spojrzeniem pomieszczenie. Pokój, w którym ulokował mnie Vincent na czas pobytu Ivonne na zamku, zdecydowanie nie wpasowywał się w mój gust. Meble, wybrane przez Króla, sprawiały wrażenie zbyt wielkich i trąciły kiczem – przecież któż dbałby o wyważony styl, mając do dyspozycji wielki majątek i jeszcze większe zamczysko? Liczył się przepych. Szpan.

Niechętnie zdecydowałam się wstać. Po skorzystaniu z toalety i ochlapaniu twarzy zimną wodą, postanowiłam samodzielnie ubrać się w moją czarną suknię, nim znowu wpadną do pokoju nieproszone służki Ivonne, które z pewnością zechcą wcisnąć mnie w ciasne fiszbiny i koronki.

Kiedy schowana za parawanem mocowałam się z ostatnimi haftkami gorsetu, usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Skrzywiłam się na myśl, że być może to dwórki księżnej przypomniały sobie o mnie wcześniej, niż się tego spodziwałam. Przez chwilę miałam ochotę wstrzymać oddech i udawać, że dawno opuściłam pokój, ale ostatecznie stwierdziłam, że być może warto od czasu do czasu zachować się dorośle, więc wychyliłam głowę, aby sprawdzić, któż właśnie wszedł do wewnątrz.

Serce podskoczyło mi z radości na widok Mattiasa, jak zwykle rozczochranego, przepitego i z krzywo zapiętą koszulą.

– Ptaszki mi zaćwierkały, że komuś tu trzeba pomóc w porannej garderobie.

Wykręciłam głowę do tyłu, na tyle, na ile mogłam, aby upewnić się, że mężczyzna ma rację.

– W sumie to przydałyby się jeszcze ze dwie ręce do zapięcia tych ostatnich, najwyżej umiejscowionych haftek. Pytanie tylko, czy Król cofnął już twój zakaz kontaktowania się ze mną?

Mattias wzruszył beztrosko ramionami. Ledwo zachowując powagę, odparł:

– Tak długo, jak księżna jest na zamku, mam stanowczo zabronione nawet patrzenie na ciebie, o rozmowach i seksie już nie wspominając.

– A po wyjeździe Ivonne?

– Wtedy zakaz zmieni swoją treść i ewentualnie będę mógł popatrzeć na ciebie z odległości dziesięciu metrów. Problem w tym, że czasami mylą mi się te jednostki. Metry, milimetry… kto by to spamiętał?

Mężczyzna posłał mi z drugiego końca pokoju swój szelmowski uśmiech numer jeden, by po chwili zbliżyć się. Odwróciłam się do niego plecami, a on pewnym ruchem pociągnął za haftki przy gorsecie.

– To skoro nie wolno nam się widywać…

– Absolutnie nie! – zawtórował mi Mattias. – Byłoby to nieposłuszeństwo wobec królewskiego majestatu…

–… to gdybyś tak mógł łaskawie wyjaśnić, po co tu się zjawiłeś? Bo chyba nie w tym celu, aby pomóc mi się ubrać?

– Zdecydowanie bardziej wolę rozbieranie, chociaż, gdy widzę, jak luźno zapięłaś sobie tę suknię… – mówiąc to Mattias ścisnął mocniej gorset, zabierając mi prawie całkowicie możliwość oddychania –… aż żal patrzeć, jak taka talia się marnuje.

– Człowieku… luźniej!… bo mnie udusisz! – wydyszałam, łapiąc chciwymi haustami powietrze.

Mężczyzna nieznacznie poluzował odległości między zapięciami.

– Lepiej, Kapturku?

– Tak, dziękuję – odparłam z przekąsem. Odwróciłam się, chcąc spojrzeć Mattiasowi w twarz – No, to co tam wrednego kombinujesz?

– Nic. TERAZ jestem grzeczny.

– Ach tak, teraz? W takim razie co już udało ci się wcześniej przeskrobać? – dociekałam, splatając ręce na piersi.

– A o jak daleką przeszłość pytasz? Bo jeśli mam zacząć się tłumaczyć począwszy od momentu mego urodzenia, to może nam zejść kilka dni na opowiadaniu fascynującej, porywającej oraz niewiarygodnej historii pewnego cudownego dziecka o imieniu…

– Nie, nie, nie! – powstrzymałam Mattiasa, który jeszcze chwila i zacząłby głębiej rozwodzić się nad dziejami swojego pokręconego żywota. – Skupmy się może lepiej wyłącznie na dniu dzisiejszym.

– Cóż, wstałem wraz ze świtem, doprowadziłem leżącą obok mnie Andżelę do orgazmu, byłem w toalecie, zjadłem śniadanie, odziałem się, widziałem z Vincentem, odebrałem rozkazy na dziś, zamknąłem mające ci pomóc służki w jednym ze ślepych korytarzy, uciąłem sobie ciekawą pogawędkę z jednym z Czarnych Kapturów, wycisnąłem pryszcza szpecącego mą pociągającą twarzycz…

– Wow, zwolnij rycerzyku! Mógłbyś wrócić na chwilę do tej części twojego dnia, kiedy uwięziłeś dwórki Ivonne?

Mattias, udając niewiniątko, przewrócił oczami.

– Uznałem, że moje towarzystwo będzie ci milsze od stada tych wyfiokowanych kwok. Choć zasadniczo Vincent uważa, że powinnaś spędzać ze służkami Ivonne więcej czasu, ponieważ mogłyby cię nauczyć ogłady, a przy okazji pomóc w garderobie.

Mattias przerwał na moment, zrobił drobny krok w przód, a znajdując się jeszcze bliżej mnie, wierzchnią częścią lewej dłoni pogładził moją twarz. Uśmiechnął się.

– Jednak osobiście uważam, że zmuszanie cię do tutejszych reguł nie będzie dla ciebie dobre. Być może już ci kiedyś o tym mówiłem: jesteś nieokrzesana, ale w tym właśnie tkwi twój urok, dzięki któremu skradłaś królewskie serce.

Odwzajemniłam uśmiech Mattiasa i kierowana emocjami, przylgnęłam do niego. Uścisnęłam go serdecznie, chcąc po raz kolejny okazać mu wdzięczność za to, że rozumiał mnie oraz chciał być za wszelką cenę moją opoką w tej pełnej burz krainie.

Mężczyzna oddał uścisk, po czym odsunął mnie do siebie, by wskazać na drzwi.

– No, Kapturku. Czas na ciebie. Masz się dziś stawić na wspólnym śniadaniu.

– Szybko mi o tym mówisz.

– Nie uważasz, że bardziej niż sama informacja o posiłku powinno cię interesować, kto się na nim stawi?

Nachmurzyłam się.

– Co próbujesz przez to powiedzieć?

– A to – zaczął Mattias, jednocześnie popychając mnie w kierunku drzwi – że w prywatnej jadalni Król chce przedstawić cię Ivonne, Gaelowi i jego siostrze.

– Że niby co chce zrobić Vincent?! – spanikowałam, podnosząc głos. Zaparłam się stanowczo nogami, aby powstrzymać mężczyznę od wyrzucenia mnie z pokoju.

Na moje nieszczęście Mattias postawił na swoim i już po chwili ubrana, ale za to całkowicie nieuczesana oraz nieumalowana zmierzałam powoli do komnat Vincenta. W swoim obecnym stanie pasowałam do towarzystwa księżnej i Króla jak wół do karety, ale skoro miałam się stawić na śniadaniu, to nie mogłam sobie darować przyjemności zobaczenia pewnego mężczyzny, do którego moje serce biło z każdym kolejnym dniem coraz szybciej.

.

.

Kiedy przechodziłam obok sali, gdzie Vincent – z tego, co słyszałam – miał w zwyczaju urządzać audiencje dla ważniejszych gości, usłyszałam szum rozmów prowadzonych przez większą grupę osób. Najwidoczniej zebrali się, bo Król na wczorajszej uczucie zapowiadał poranne spotkanie przeznaczone dla „dostojnych” gości Salhaimu, którzy zjechali na zamek wraz z księżną Ivonne.

Przystanęłam. Nasłuchiwałam przez chwilę głosów dochodzących z oddalonego pomieszczenia, licząc, że uda mi się rozpoznać jakieś zdania lub chociaż pojedyncze słowa, co być może da mi niejakie pojęcie o sprawach ważnych dla nowo przybyłych ludzi.

Skupiłam się na tym zajęciu na tyle mocno, że nie zauważyłam, jak z korytarza za moimi plecami wyłonili się kolejni goście zmierzający w stronę sali. Jedna z kobiet szturchnęła mnie, próbując zmusić przesunięcia się, ale nim zdążyłam to uczynić, nadchodzący tłum porwał mnie za sobą.

Znalazłszy się w sali, od razu poczułam silną potrzebę ucieczki. Zdecydowanie nie pasowałam do zebranych, co od razu dano mi odczuć. Wszystkie spojrzenia skierowano na mnie i mój godny pożałowania wygląd. Spuściłam wzrok, ale nim zdążyłam wycofać się, rozległ się dźwięk trąbki.

Goście odwrócili swe głowy w stronę przeciwległych drzwi, z których dziarskim, acz dostojnym krokiem, wyszedł  Vincent.

Król nie od razu mnie zauważył, choć ostatecznie swą uwagę skupił wyłącznie na mojej osobie, ponieważ byłam jedynnym gościem na sali, który nie padł przed nim na kolana. Na twarzy Vincenta pojawił się lekki grymas niezadowolenia z tego powodu. Uznałam to za pewien postęp w naszych relacjach. Jeszcze jakiś czas temu zostałabym obrzucona wyzwiskami za swe nieodpowiednie zachowanie, dziś uszło mi ono w miarę na sucho.

Tłum powstał i uformował przejście dla Króla. Władca Magicznego Świata rozpogodził się, podziękował serdecznie wszystkim za stawienie się na porannej audiencji oraz opowiedział o przygotowanych na dziś atrakcjach.

– Ufam, że nikomu nie zabraknie rozrywek pod moim dachem – powiedział pewnym siebie głosem Vincent. – Życzę szanownym gościom udanego pobytu na zamku, wszelkie niedogodności proszę zgłaszać mojemu namiestnikowi, Mattiasowi Margolettiemu. Na zakończenie, nim grono tu zebranych rozejdzie się na śniadanie przygotowanie w Wielkiej Jadalni, pragnę także poruszyć pewien przykry temat. Otóż wczoraj podczas balu powitalnego na cześć księżnej Ivonne, ktoś próbował otruć Czarnego Kapturka.

W tym momencie kilka kobiet pisnęło, a większość mężczyzn gwałtownie wciągnęło oddech. Vincent przeniósł swój wzrok na mnie.

– Widzę, że ofiara wczorajszego zdarzenia jest z nami. Cała i zdrowa, rzecz jasna, ponieważ królewski zamek jest bezpiecznym miejscem, gdzie nie ma potrzeby niepokojenia się o swoje życie. Kapturku, podejdź proszę tutaj na środek, aby wszyscy mogli cię zobaczyć i uwierzyć mym słowom na własne oczy.

Ponownie spoczęły na mnie spojrzenia zaciekawionego tłumu. Moja chęć ucieczki jeszcze zwiększyła się, co najwyraźniej zauważył Vincent. Zrobił krok w moją stronę i wyciągnął do mnie rękę. Skinął głową zachęcająco.

Wyminęłam kilka osób, by przedostać się w stronę Króla, a gdy stałam z nim oko w oko, ten dotknął mojej dłoni, pociągnął mnie w swoją stronę i uśmiechnął się. Nim opanowałam przyjemne zaskoczenie, na sali nastało poruszenie, gdyż wszyscy nieoczekiwanie padli na kolana. Powodem zamieszania był ktoś, kto znalazł się w drzwiach za moimi plecami, a kogo pojawienie się wywołało zaniepokojenie na twarzy Vincenta.

tumblr_n85ecxZLQk1qklgy5o6_250

Odwróciłam się. Przy wejściu do sali audiencyjnej stała dumnie wyprostowana Ivonne w towarzystwie swoich służek, które najwyraźniej ktoś zdążył już uwolnić z pułapki Mattiasa. Księżna, choć starała się zachować nienaganną powagę, gotowała się w środku. Przeszyło mnie jej spojrzenie pełne agresji, nienawiści i skrywanej pretensji.

– Miłościwy Królu – zaczęła mówić kobieta surowym głosem, zwracając się do Vincenta. – Szanuję Waszą Królewską Mość i zawsze z przyjemnością przebywam w Waszych włościach. Podczas moich poprzednich wizyt nigdy nie spotkałam się z jakimikolwiek uchybieniami etykiecie, lecz wczoraj… lecz dziś… – księżna zaczynała powoli zapowietrzać się ze złości, aż w końcu wybuchła. – Dlaczego Czarny Kapturek, ta mała plugawa dziwka, przebywa na królewskiej audiencji?! – Ivonne przeniosła wzrok na mnie. – Jak śmiesz, zjawiać się tutaj, ty szatański pomiocie?! I jeszcze masz czelność stać w mojej obecności, jakbyś była mi równa stanem!

Nie wiedząc, jak powinnam się zachować,ani co odpowiedzieć, postanowiłam jak najszybciej opuścić salę. Jednak kiedy chciałam wyminąć Vincenta i uciec drugimi drzwiami, ten nie pozwolił mi na to: nie wypuścił mojej dłoni ze swojego uścisku. Posłałam mu zdezorientowana spojrzenie.

tumblr_n85ecxZLQk1qklgy5o3_250

– Co ty wyprawiasz? – wyszeptałam.

– Księżna ma rację, Kapturku, nie oddałaś jej należytego szacunku, nie klękając, gdy się zjawiła – oznajmił głośno Vincent, co z kolei wywołało grymas na mojej twarzy. Czy Król naprawdę oczekiwał, że skoro nie padam przed nim na podłogę, to zrobię to wobec obcej, obrażającej mnie wariatki?

tumblr_n85ecxZLQk1qklgy5o5_250

– Z drugiej strony… – ciągnął mężczyzna spokojnie, zwracając się do Ivonne i w ogóle nie zważając na moje zirytowanie. – Osoba sprawująca funkcję Czarnego Kapturka nigdy nie należała do żadnego ze stanów, od zawsze była poza wszystkimi obowiązującymi konwenansami oraz prawami. Dlatego moja droga księżno nie gniewaj się, gdy ta odziana w czerń kobieta czasami zachowuje się niezgodnie z twoimi oczekiwaniami. Mój nowy Czarny Kapturek…

Vincent urwał swoją wypowiedź na chwilę, po czym podniósł moją rękę do swoich ust i musnął jej wierzch ustami. Wszyscy goście w napięciu śledzili rozwój sytuacji, ale chyba nikt nie sądził, że rozwinie się ona w takim kierunku.

tumblr_n85ecxZLQk1qklgy5o7_250

A już na pewno ja nie spodziewałam się, że Król kiedykolwiek przy swoich poddanych okaże jakikolwiek przejaw swoich uczuć wobec mnie. Zamarłam, nie wiedząc, jak się zachować.

tumblr_n85ecxZLQk1qklgy5o8_250

Za to problemów z reakcją nie miała Ivonne, która widząc zachowanie Vincenta, zacisnęła usta w wąską linijkę i czym prędzej opuściła salę.

tumblr_n85ecxZLQk1qklgy5o2_250

.

.

.

Cytat: Avicii – Waiting for love

Następny rozdział: sierpień

Kilka słów wyjaśnienia: nie, nie będzie żadnego wyjaśnienia, dlaczego mnie nie było, bo tłumaczy się winny, a winna swojej nieobecności nie jestem. Amen.