Dzień dobry!

Nie mam słów, by wyrazić ogrom wdzięczności dla tych czytelników, którzy odezwali się (czy to na second-start.blog.pl czy to na wattpadzie) pod postem, w którym ogłosiłam, że wracam. Dziękuję, dziękuję, dziękuję – mogłabym tak bez końca, a to i tak za mało. Bo jak tu podziękować obcym ludziom, że mają w sobie ogromne pokłady cierpliwości do niefrasobliwej pół-pisarki i pamięć tak wielką, że spokojnie zapamiętaliby wszystkie liczby, jakie ma Pi po przecinku?

Ale do rzeczy. Jak od teraz będzie wyglądało funkcjonowanie tej strony?

Niestety, nie mam tyle czasu, ile bym chciała, by poświęcić go na systematyczne prowadzenie bloga. Jednak jedno jest pewne: chcę dokończyć Czarnego Kapturka. Historia ta siedzi we mnie i nie zapomniałam o niej przez rok.

Po długim namyśle zdecydowałam się na niezbyt mnie satysfakcjonujący kompromis, który jednak realnie ocenia sytuację. Otóż:

POSTY nie będą pojawiać się regularnie, ale będę starała się, aby przerwa między kolejnymi rozdziałami nie trwała rok (^^), tylko maksymalnie miesiąc.

KOMENTARZE postaram się czytać wszystkie, ale fizycznie nie dam rady na nie odpisać:( Postaram się jednak robić co w mojej mocy.

ROZDZIAŁY będę publikować w częściach, na zasadzie: jeżeli napiszę coś, co uznam, że jest gotowe, to wrzucę to, mimo że dana scena nie będzie zakończona.

 

Pozostaje mi życzyć Wam miłej lektury części pierwszej nowego rozdziału, a kto nie pamięta, co było ostatnio, polecam zerknąć na rozdział wcześniejszy, w nim streszczenie tego, co działo się dotąd.

.

.

>><< 

ONA:

Wiem, że jeszcze 
Jesteś niezdecydowany
Ale ja nigdy bym 
Cię nie skrzywdziła
Wiem to, od chwili, w której się poznaliśmy
I nie ma cienia wątpliwości w moich myślach
Do kogo należysz

 

ON:

Mógłbym uczynić Cię szczęśliwą
Nie ma nic takiego, czego bym nie zrobił
Byś poczuła moją miłość

>><< 

.

.

Mój nowy Czarny Kapturek. Mój nowy Czarny Kapturek. Mój nowy… – odtwarzałam w myślach ostatnie usłyszane zdanie od Vincenta niczym mantrę. Miarowe, wielokrotne powtarzanie tego samego pomagało mi zachować spokój w tej dziwnej sytuacji, w której się właśnie znalazłam. Zerknęłam znad swojego talerza z owsianką na Vincenta.

Król Magicznego Świata był całkowicie pochłonięty jedzeniem. Można by uznać, że oddał się tej czynności całkowicie bezrefleksyjnie, ale jeden rzut oka na jego twarz wystarczył mi, by stwierdzić, że tak nie było. Prawdziwy nastrój mężczyzny zdradzała zmarszczka na jego czole, pojawiająca się w tym miejscu tylko wtedy, gdy coś trapiło Władcę Magicznego Świata lub gdy złość trawiła jego trzewia. Czyli… prawie zawsze.

Jednak dziś to specyficzne zafrasowanie wydawało mi się silniejsze niż zazwyczaj.

Domyślałam się, że Vincent nie był zachwycony faktem, że księżna Ivonne i Gael nie zjawili się na śniadaniu, mimo wyraźnego królewskiego życzenia, będącego w rzeczywistości ukrytym rozkazem. Jeżeli tych dwoje sprzeciwiło się woli Władcy, oznaczało to tyle, co niezgodzenie się z jego sposobem postępowania i wkroczenie na ścieżkę wojenną. Odmówienie wykonania polecenia powinno surowo się karać, jeżeli jako Król chciało się mieć poważanie wśród podwładnych.

Tylko jak tu być ostrym w stosunku do kochanka oraz jego krewnej?

– Dlaczego milczysz? ­– zapytałam, chcąc zagaić rozmowę. Siedzenie w ciszy stało się zbyt męczące, nawet dla osoby tak bardzo miłującej spokój jak ja.

– Przecież spożywamy posiłek, prawda? W dobrym tonie jest nie wypowiadać się z pełnymi ustami – odparł zdawkowo Vincent, nie patrząc mi w oczy.

Czułam, że nie miał ochoty na rozmowę ze mną. Mimo to, postanowiłam się nie poddawać.

– Zabawianie damy konwersacją przy posiłku nie należy przypadkiem do jednej z zasad savoir-vivre’u? Możemy dłużej prześcigać się w znajomości etykiety śniadaniowej, ale będzie prościej, jak po prostu powiesz głośno, co ci na sercu leży. Domyślam się, o co chodzi, jednak jeśli wyrzucisz to z siebie, poczujesz się lepiej.

Król położył sztućce obok niedokończonego jedzenia na talerzu, po czym wyprostował się i rozparł wygodniej na swoim miejscu. Przez chwilę patrzył w bok, aż w końcu na jego twarzy pojawił się uśmiech. Do tego nareszcie jego spojrzenie powędrowało w moim kierunku.

tumblr_n9saexI8ZQ1rzk9fdo3_250

– Nie lubisz dawać za wygraną, co?

– Uczę się upartości od najlepszych. Mam dobre wzorce w tym temacie.

– Szukasz zaczepki? Kłótni? – zmienił nieoczekiwanie ton Vincent. Radość ponownie zniknęła z jego twarzy.

– Wybacz, jeśli cię uraziłam, potężny mocarzu – obruszyłam się. – Po prostu czasami trudno mi nadążyć za twoimi humorami. Jesteś lekko niezdecydowany co do swoich nastrojów – i orientacji, dodałam w myślach, choć złośliwy troll siedzący wewnątrz mnie bardzo chciał głośno wyrazić swoje zdanie.

– Może i masz rację – odparł Vincent, wzdychając z rezygnacją. – Wszystko przez to, że mi też trudno jest być na bieżąco z tym, co dzieje się wokół. Jako Król muszę być stanowczy, nie mogę tolerować sprzeciwów, niesubordynacji. A jako człowiek chciałbym być po prostu szczęśliwy. Tyle, że ostatnio bycie usatysfakcjonowanym z życia polega na tym, że chciałbym uszczęśliwić ciebie. Nie ma nic takiego, czego nie byłbym gotów zrobić, byś poczuła, że cię kocham. Że mi na tobie zależy. Problem leży w tym, że bycia Królem i człowiekiem nie idzie pogodzić.

Vincent spojrzał na mnie znacząco, a ja uginając się przed jego spojrzeniem, zaczęłam być nagle szalenie zainteresowana tym, co znajdowało się na moim talerzu.

– Mój nowy Czarny Kapturek… – wypowiedziałam na głos frazę, która krążyła w moich myślach od początku śniadania. Uznałam, że to uzewnętrznienie będzie dobrym sposobem na zmianę tematu. – Nie dokończyłeś tego zdania, skierowanego do Ivonne i wszystkich dostojników zebranych na sali. Mogę teraz usłyszeć jego ciąg dalszy?

Na twarz Vincenta powrócił chytry uśmieszek.

– Ależ Kapturku, pomyśl przez chwilę, zrobiłem wszystko, tak jak należało. Pocałunek w rękę w Magicznym Świecie jest znakiem oddania drugiej osobie i nie chodzi mi tu wcale o ślepe podążanie za kimś. Ten gest to raczej pokazanie, że się kogoś szanuje, że chce się o kogoś dbać. Uwierz, nie było lepszego zakończenia wypowiedzianego przed chwilą zdania.

Król mrugnął do mnie, a ja, czując jak przyjemne ciepło rozlewa się po moim ciele, roześmiałam się, mimowolnie uniesiona uczuciem takiego szczęścia, którego nie dało się zahamować. Vincent nareszcie zaczął okazywać jakiekolwiek romantyczne uczucia wobec mnie, które zakrawały o normalne postępowanie mężczyzny w stosunku do kobiety – na coś takiego warto było czekać.

Kiedy spojrzałam na twarz Króla, wiedziałam, że zrozumiał moją radość. Władca wstał od stołu, jednocześnie klaśnięciem dłoni przywołując służbę, która niezwłocznie wtargnęła do sali.

– Masz ochotę na spacer?

Czemu by nie? Pracy u Perpetuy miałam po dziurki w nosie, zwłaszcza od czasu, kiedy to była królowa zdecydowała się uznać mnie za zdrajczynię jej nieszlachetnych ideałów. Jednocześnie, jeżeli chciałam żyć, musiałam nadal pełnić funkcję Czarnego Kapturka (nadal pamiętałam, co zrobiono z moją poprzedniczką, gdy zdegradowano ją ze stanowiska, a naprawdę wolałam nie skończyć jako rożen na gigantycznym ognisku w środku skandującego tłumu).

We dwoje opuściliśmy zamek, a następnie swoje kroki skierowaliśmy do królewskich ogrodów. Vincent zaproponował mi swoje ramię, a ja ujęłam je, udając, że znowu wcale tak bardzo nie uradował mnie ten kolejny gest sympatii. Gdyby Król dowiedział się, jak bardzo byłam w nim zakochana, mógłby przystopować z zabieganiem o mnie, a te nieśmiałe zaloty mile łechtały me ego.

– Jak długo możesz ze mną dziś zostać? – zadałam pytanie, próbując sprowadzić się na ziemię. Od tych cukrowych, romantycznych chwil mogło się zrobić tak słodko, że aż mdło, więc nadszedł już najwyższy czas, by dosypać trochę goryczy do naszych relacji. – Nie spieszysz się zabawiać ważniaków z Salhaimu?

Vincent skrzywił się.

– Wycieczki, tańce, plotki przy herbacie lub koniaku to naprawdę nie jest coś, na co mam teraz czas czy ochotę. W dostarczaniu rozrywki najlepiej sprawdza się Mattias, więc to na jego głowie pozostawiam dbanie o to, aby nikomu pod moim dachem się nie nudziło. Poza oficjalną częścią, którą przedstawiłem dziś rano, mój kuzyn dla mężczyzn zaplanował potajemne wypady do Domu Uciech, a co bogatszym i ładniejszym mieszkankom Salhaimu sam zobowiązywał się zapewnić pełne rozkoszy noce…

– To niemoralne – zganiłam bezczelnie uśmiechającego się Vincenta, wyglądającego jakby mówił nie o zdradach, a o czymś tak naturalnym i przyjemnym jak jedzenie słodyczy.

– Cóż ci na to poradzę? Znasz Mattiasa, jest kowalem swojego losu, ciężko na niego wpłynąć.

– Mam inny pomysł, jakby można rozerwać tych buców. Ogródek Perpetuy obfituje w chwasty, których nie nadążam wyrywać, toteż przydałaby się jakaś pomoc. Czyż to nie byłby dla Salhaimczyków wielki zaszczyt, odwiedzić ogródek warzywny byłej królowej Magicznego Świata? Po wszystkich w nagrodę będzie się należeć spacer z dreszczykiem emocji po nawiedzonym Lesie Pagitty.

Vincent nie zdążył w żaden sposób odnieść się do moich słów, a i ja zamilkłam, gdy w oddali ujrzałam niecodzienną parę zmierzającą w naszym kierunku. Kobieta uchwycona ramienia młodego, postawnego mężczyzny, próbowała wyrwać swą rękę z jego uścisku, by za wszelką cenę zawrócić. Tymczasem on mocno zaparł się stopami o ziemię i zastygł w bezruchu, śmiało patrząc przed siebie. Najwyraźniej oczekiwał na rychłe spotkanie mnie i Vincenta.

– Czy dobrze widzę? To Gael i jego urocza ciotunia szamoczą się o tam, kilka metrów przed nami? – spytałam, przystając. Silnie zapragnęłam uczynić to samo, co księżna. – Zawróćmy, proszę. Nie chcę znowu ścierać się z tą poczwarą.

Zrobiłam krok w tył, ale Vincent ścisnął mocniej moją dłoń, dając mi znak, że nie mam go zostawiać.

– Puść.

– Karolina, nie uciekaj, proszę. Od dłuższego czasu pragnąłem, byś poznała Gaela, nareszcie jest ku temu okazja – zwrócił się do mnie błagalnym tonem Król, z tęsknotą spoglądając przed siebie na w dalszym ciągu walczącą ze sobą parę.

– Zmartwię cię, ale nasze marzenia dość mocno rozmijają się – odparłam.

Ponownie spróbowałam wyrwać się, ale mężczyzna tylko wzmocnił swój chwyt, boleśnie zgniatając moją dłoń. Zaczęłam się denerwować.

– Vincent zrozum, że rozmowa z twoim kochankiem oraz jego ciocią będzie dla mnie krępująca, odpychająca oraz niebywale stresująca. Może i mnie ta sytuacja nie zabije, ale z pewnością mocno nadwyręży mój psychiczny spokój.

– Nie rozumiem twoich obaw, ale to może dlatego, że ludzie rzadko ranią moje uczucia, gdyż najzwyczajniej w świecie nie posiadam ich zbyt wiele. Trudno mi w tej chwili postawić się na twoim miejscu.

Król z kamienną twarzą wyraził swoje zdanie, ale nie brzmiało ono przekonująco.

– Nie jesteś taki twardy, jak myślisz. Powiedziałeś, że mnie kochasz, a te słowa nie przeszły przez gardło komuś, kto ma serce z kamienia.

Nagle kątem oka zauważyłam jak Gael oraz księżna Ivonne ruszyli ze swojego miejsca. Spacerowym krokiem zaczęli się do nas przybliżać.

Zbladłam. Rzuciłam Vincentowi spanikowane spojrzenie, ale on za wszelką cenę chciał postawić na swoim.

– Karolino, to tylko jedno spotkanie. Nie bój się, bo będę obok ciebie i nie pozwolę im cię ośmieszyć. Zresztą, nie sądzę, żeby Gael chciał to uczynić.

Yhm… już to widzę.

Czarno.

.

.

– Nienawidzę cię, nie cierpię… – złorzeczyła Ivonne przez zaciśnięte zęby, ale Gael puszczał jej utyskiwania mimo uszu, ponieważ bez względu na marudzenie niechętnej mu ciotuni był bliski osiągnięcia tego, co chciał.

Choć w duchu przed samym sobą musiał przyznać, że nadal się w nim gotowało. Bo jakże to: ta stara krowa, ośmielająca zwać się księżną Salhaimu, chciała uciec w decydującym momencie! Cóż by to było za taktycznie chybione posunięcie! Ciotunia najwyraźniej postradała zmysły, odkąd mąż przestał odwiedzać jej alkowę, nie potrafiła trzeźwo ocenić sytuacji, zapomniała, że droga na tron zbudowana jest z wielu pozornie nieistotnych spotkań, które pomagają zorientować się, jacy gracze się liczą, a jacy są jedynie pionkami.

Najwyraźniej księżna nie była zainteresowana wyrafinowanymi politycznymi przetasowaniami, dla Ivonne liczyło się tylko bezpardonowe zajęcie miejsca tuż obok Vincenta.

Gael chciał pójść dużo dalej: nie tylko PRZEJĄĆ władzę, ale i zlikwidować KAŻDEGO przeciwnika. Nim jednak te plany miały się zrealizować, należało lepiej przyjrzeć się postaci Czarnego Kapturka. Osobie, której obecności książę Tergotu sobie dotychczas jakoś szczególnie nie uświadamiał, a która z jakiegoś powodu zaczęła ostatnio bruździć w jego planie.

Zabawmy się.

– Witaj miłościwie nam panujący Królu – przywitał się Gael, błyskając zębami w uśmiechu. Postanowił nie dać po sobie znać niechęci lub zniesmaczenia, jakie wywołał widok Vincenta trzymającego za rękę Czarnego Kapturka.

– Bądź zdrów miłościwie nam panujący Królu – powtórzyła niechętnie powitalną formułkę księżna. Wyniośle odwróciła głowę, aby nie patrzeć na władcę Magicznego Świata, który uczynił jej rano wielki afront.

– Witam szanowne grono w mych ogrodach – odezwał się Vincent, siląc się na formalny ton, po czym przeniósł wzrok na Karolinę, zapewne oczekując także od niej stosownego zachowania.

Gael zauważył upór malujący się na twarzy dziewczyny, najwidoczniej w nosie mającej sztywny protokół dyplomatyczny. Bystre spojrzenie księcia Tergotu dostrzegło, jak Król mocniej ściska dłoń Karoliny, a ta układając usta w wąską linijkę, posyła Vincentowi piorunujące spojrzenie. O dziwo, ostatecznie jednak dygnęła przed gośćmi, zapewne zostawiając wybuch swojej wściekłości na później.

Posłuszeństwo Czarnego Kapturka wyraźnie zadowoliło Króla. Uśmiechnął się, by za chwilę spoważnieć, zostawiając znacznie mniej uprzejmości dla pozostałych.

– Jak najzacniejszym gościom mija spacer? W mych ogrodach musi być niezwykle pięknie, skoro niektórzy pędzą je zwiedzać, rezygnując przy tym ze śniadania.

Gael wyczuł ironię, ale obiecał sobie, że za wszelką cenę nie da się wyprowadzić z równowagi.

– Istotnie, roślinność tego lata jest szczególnie bujna, więc warto w napiętym terminarzu znaleźć choć chwilę, by poświęcić ją na zobaczenie tutejszych kwiatów oraz krzewów. Z tego, co widzę, i ty Vincencie skierowałeś swe kroki w te strony. I podobnie jak ja, nie przybyłeś tu sam – książę Tergotu z udawanym rozczuleniem spojrzał na swoją ciotkę, która nie zechciała brać udziału w jego grze. Trzymała sztywną, wyprostowaną postawę; nieobecnym wzrokiem spoglądała w przestrzeń.

Następnie Gael skierował swe spojrzenie na Czarnego Kapturka, który ze spuszczoną głową przestępował z nogi na nogę. Gdy dziewczyna zorientowała się, że jest obserwowana, skrzyżowała swój wzrok z księciem.

Mężczyzna zdecydował, że w trakcie tej konfrontacji spróbuje wzbudzić zaufanie służki, ale też pokaże, gdzie na zamku jest miejsce plebsu.

– Witaj, Karolino. Miło cię spotkać po raz pierwszy. Vincent opowiadał, jak godnie zastępujesz swą poprzedniczkę Alicję.

– Cóż za bezeceństwa… – sarknęła w reakcji na te słowa Ivonne, i korzystając z chwilowego rozproszenia uwagi Gaela, wyrwała swą rękę z uścisku siostrzeńca. Kobieta nie uciekła, gdyż wiedziała, że minęłoby się to z zasadami etykiety, ale i ona chciała wyraźnie zaznaczyć, że ma coś do powiedzenia przez wzgląd na swój status społeczny. Toteż skoro już musiała brać udział w tym krępującym spotkaniu, postanowiła przynajmniej sprawiać pozory, że robi to z własnej, nieprzymuszonej woli.

– Gaelu, dobrze wiesz, że Karolina jest kimś więcej niż Alicja – odezwał się Król, starannie ważąc swoje słowa.

Książę Tergotu zarejestrował, że Czarnemu Kapturkowi podobają się te słowa.

O nie, lepiej ode mnie bawić się nie będziemy – pomyślał.

– Zatem także postaram się przyjrzeć pracy Karoliny, skoro jej zasługi są tak nieocenione. Być może po naszym ślubie i mojej koronacji również zacznę korzystać z jej usług.

I co, szczęka opadła z wrażenia? – dodał Gael w myślach.

Dziewczyna w czarnej sukni nie miała ochoty na odbicie pałeczki. Zdecydowanym ruchem wyszarpnęła swą dłoń z uścisku Vincenta. Nie zważając na jego groźną minę z rodzaju tych mówiących „zginiesz jeśli weźmiesz jeszcze jeden oddech”, dygnęła niezgrabnie. Obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i żwawym krokiem ruszyła w stronę zamku.

– Bezczelność! – stwierdziła Ivonne, której na widok takiego zachowania zaparło dech w piersiach.

tumblr_mlfx7cjgAj1rx54tto1_1280

Już tak się nie zapowietrzaj ciotuniu, bo ci ten twój gorset pęknie – pomyślał mściwie Gael.

Książę Tergotu splótł ręce przed sobą i przybrał triumfalną pozę, stając w lekkim rozkroku. Czuł się zwycięzcą tej małej bitwy.

tumblr_mtjr3majJ31suamq6o1_500

– Czy powiedziałem coś, co mogło nie spodobać się twojej służce? Jestem wielce zaskoczony, że tak nagle nas opuściła.

Vincent posłał Gaelowi pochmurne spojrzenie.

– Ta dziewczyna ma porywczy charakter. Jak dobrze wiesz, że hardości z serca nie da się wyrugować. Jednak wiem, jak można ją skutecznie okiełznać – oznajmił spokojnie Król, a książę Tergotu miał dziwne wrażenie, że mowa jest nie o Czarnym Kapturku, a… o nim.

Nie spodobało mu się to, toteż nie miał zamiaru dużej udawać dobrego humoru.

– Kochanie, nie rozumiem, czemu słyszę złość w twoim głosie.

Kochanie, czemu ja słyszę ją w twoim?

– Racz mi wasza łaskawość nie przerywać – irytował się Gael. – Niesubordynacja służby to problem bardzo łatwy do rozwiązania, wachlarz kar, które możesz zastosować wobec tej dziewczyny, jest bardzo szeroki. Aczkolwiek widzę, że z jakiegoś powodu powstrzymujesz się przed sięgnięciem po usługi kata Itala, a swą frustrację wynikającą z jakiejś niezrozumiałej dla mnie niemocy, wyładowujesz na mojej osobie! Nie uważasz, że to niestosowne zachowywać się tak wobec swojego partnera?!

Dość nieoczekiwanie płomienne wystąpienie Gaela przerwała jego ciotka, która chłodnym, rzeczowym tonem oznajmiła:

– Miłościowy Królu, racz zwrócić uwagę na to, jakie związki przynoszą ci polityczne korzyści. Ufam, że władca tak mądry, jak ty, doceni korzyści płynące z sojuszu z Tergotem. Siostrzeńcze – tu księżna zwróciła się do zbitego z tropu Gaela – zaprowadź mnie proszę do jadalni. Nagle nabrałam ochoty na śniadanie.

Ivonne uśmiechnęła się z zadowoleniem, widząc efekt jej słów. Skonfundowanie dwóch dorosłych, wysoko postawionych osób, było zadaniem trudnym, tymczasem jej wyszło to nadzwyczaj umiejętnie.

.

.

Kilka słów ode mnie: Wakacje zleciały zdecydowanie za szybko, prawda? Dobrze, że chociaż lato zostaje z nami na dłużej…