>><<

Zawsze żyłem tak 
Bym liczył się tylko ja
Ale teraz spędzam czas
Myśląc jak pozbyć się ciebie z moich myśli

>><<

.

Juan postanowił wykorzystać nieobecność Nemezis na dworze Guiliano. Nie udał się na plac manewrowy, tak jak miał to wcześniej zaplanowane. Choć chciał ćwiczyć swoje wojsko wraz z Szeptaczami Zaklęć Fatmy, pozostawił na głowie dziewczyny planowanie strategii na coraz rychlej zbliżający się dzień obalenia Vincenta, a sam podążył opustoszałymi korytarzami do komnaty matki.

Kiedy otworzył drzwi sypialni byłej królowej, z wnętrza pomieszczenia buchnęło nieprzyjemne, nienaturalne gorąco. Zaduch niewietrzonego pokoju w połączeniu z odorem ludzkiego potu wydawał się nie do zniesienia, ale mężczyzna pohamował wstręt i starając się skutecznie ukryć malującą się na twarzy niechęć, wkroczył do środka.

- Kto tam?- odezwał się chrapliwy głos, wydobywający się z pieleszy potężnego, ręcznie rzeźbionego łoża ustawionego przy oknie szczelnie zasłoniętym ciężkimi, grubymi kotarami.

- To ja, matko- odparł Juan i z lekkim niepokojem dodał- jak się dziś czujesz? Smród w tym pomieszczeniu jest nie do wytrzymania.

Mężczyzna zbliżył się do łoża. Zmarkotniał, gdy przyjrzał się postaci leżącej w karmazynowej pościeli. Gdyby nie to, że w jego pamięci dość wyraźnie odcisnęła się twarz matki, z pewnością w rysach trupio bladej kobiety z przekrwionymi oczami i mokrymi od potu włosami nie poznałby swojej rodzicielki. Przełamując obrzydzenie, Juan chwycił wychudzoną, lekką jak śnieżny puch rękę matki w swą dłoń. Uważnie przyjrzał się sczerniałym żyłom biegnącym pod cienką, papierową skórą.

Rozpieszczonego księcia przeszyło współczucie. Ten zapchlony, królewski stołek naprawdę jest warty takiego cierpienia? pomyślał z niechęcią.

- Kiedy przemiana dobiegnie końca?

Juan zadał pytanie, unikając wzroku matki i omiatając wzrokiem rosnący z godziny na godzinę brzuch kobiety, dokładnie okryty pierzyną i kocami dla zachowania stałej temperatury.

- Wkrótce kochany, wkrótce….- padła cierpliwa odpowiedź, a oblicze Julietty przeszył grymas bólu, ale i mściwej satysfakcji z faktu, że jej plany nareszcie się zrealizują.

.

.

- Uuu… a co to za strój?- pisnęła Klara.- Wybierasz się na randkę z Paulą? Jeżeli chcesz się rodzinie do czegoś przyznać, to wal śmiało, od dawna podejrzewałam, że wolisz dziewczyny- dogryzała mi Klara, stojąc w otwartych drzwiach łazienki, podczas gdy ja próbowałam okiełznać swoje napuszone włosy i ułożyć je we fryzurę, która nie przyprawi Racheli o migotanie przedsionków, a mnie pomoże uniknąć kolejnych zgryźliwych komentarzy.

- Nawet gdybyś nie była moją siostrą, to i tak jesteś dla mnie ostatnim numerem na liście kobiet do poderwania- odcięłam się Klarze.

Najchętniej jednak wyznałabym jej oraz rodzicom całą prawdę na temat tego, z kim miałam zamiar spędzić to letnie, niedzielne popołudnie. Zygmunt z pewnością również promieniałby szczęściem, gdybym zaprosiła go do siebie, a nie rozkazała parkować mu trzy ulice dalej, nie chcąc, by ktokolwiek zorientował się w naszej znajomości.

Zamiast ujawnić swoje prawdziwe plany, zełgałam, iż Paula zaprosiła mnie do siebie na babski wieczór, wobec czego chciałam przyjechać do niej wcześniej i pomóc jej w przygotowaniach. Moja mama prawdopodobnie domyślała się, że nie mówię jej całej prawdy, ale nie zająknęła się ani słowem o tym, nawet wtedy, gdy zaczęłam prasować jedną ze swoich najlepszych sukienek.

.

.

- Musisz mi coś obiecać- powiedziałam na powitanie do Zygmunta, otwierając drzwi od strony pasażera czarnego BMW, zaparkowanego w cieniu wierzby na parkingu przy jednym z wielu bloków na osiedlu.

- Nie oddam ci mojej nerki, a tak poza tym, to… cześć- odparł chłodno Obarski, lustrując mnie od stóp do głów chłodnym wzrokiem.

- Mam dwie swoje, obie pracują bez zarzutu, więc o twoją nerkę dbam tyle, co o zeszłoroczne pisanki. Zasadniczo, to wolałabym, abyś przysiągł, iż pojedziesz wolniej, a przynajmniej ostrożniej niż ostatnim razem. W innym wypadku wracam po swój samochód. Zaszaleję i zatankuję go. Stracę pieniądze, ale przynajmniej bezpiecznie dotrę do celu.

- Kicia, na temat prowadzenia auta rad udzielał mi sam Hołek, więc miej trochę wiary w moje umiejętności.

- Piesku, nawet jakby sam Pan Bóg dawał ci lekcje jazdy, to mam to w nosie, kiedy widzę, jak wskazówka prędkościomierza na desce rozdzielczej macha setce na pożegnanie i wita się z końcem skali.

- Setkę to ty byś musiała wypić. Kobieto, zrzędzisz gorzej niż moja matka.

- Może właśnie dlatego przypadłam jej do gustu.

Zygi przewrócił oczami. Z nieukrywaną niechęcią wymruczał pod nosem:

- Ok., niech stracę. Wsiadaj, będę przez ten jeden dzień stosował się do przepisów drogowych, jeżeli to sprawi, że nareszcie zmienisz płytę.

- Dziękuję – odparłam z niekłamaną satysfakcją, opadając na siedzenie pasażera.

Gdy tylko zatrzasnęłam drzwi, Obarski odpalił silnik i skierował swoje BMW w stronę drogi wyjazdowej z osiedla. Przez moment w aucie panowała krępująca cisza, którą oboje zdecydowaliśmy się przerwać w jednym momencie:

- Słuchaj…

- Hej…

Zamilkliśmy, a ja mimo woli spięłam się.

- Dobra, mów pierwsza – zaproponował Zygi, nie odrywając wzroku od drogi. Mimochodem dostrzegłam, że wskazówka prędkościomierza nie przekracza dopuszczalnego na terenie zabudowanym pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Skoro moja prośba odniosła upragniony skutek, odważyłam się odezwać:

- Kto jeszcze będzie na dzisiejszym obiedzie poza nami, Rachelą i Adamem? Pojawią się jacyś goście, dla których koniecznie muszę być miła? Albo wredna?

- To rodzinny obiad, więc będzie Samanta, dziewczyna mojego brata. Pamiętasz ją, to ten wiecznie podekscytowany rudzielec, którego miałaś okazję już poznać. Powiedziałem matce, że ty i Paprocka się przyjaźnicie, więc postaraj się nie wyjechać mojej szwagierce z jakimś głupim komentarzem.

- A co z twoim bratem? Mam go lubić czy nie?

Gdy zadałam to pytanie, kątem oka dostrzegłam, jak palce Obarskiego mocniej zacisnęły się na gałce zmiany biegów.

- Karol jest nieprzewidywalny, nie wiem, czy w ogóle uda się nam zastać go w domu. Gdyby jednak tak, to zachowuj się wobec niego jakoś neutralnie. No i oczywiście jakby próbował cię podrywać: nie reaguj!

- Taki z niego donżuan, że byłby zdolny do odbicia bratu dziewczyny?

- Najmłodsza latorośl rodziny Obarskich jest gotowa na wszystko- stwierdził Zygmunt ironicznie.- Karol to taki wolny strzelec, który myśli tylko o tym, jakby tu skręcić kolejnego jointa, skołować na boku kasę i poderwać jakąś pannę.

- Nie żartuj, że Samanta toleruje taki sposób bycia…

- Paprocka zniesie wiele, byle tylko w przyszłości stanąć przy ołtarzu z Karoleczkiem, po to, by otrzymać jego majątek i nazwisko.

- To chore – uznałam.- Jak można być tak…. płytkim? Powierzchownym?

- Nie oceniaj jej, nie znasz Samanty- zganił mnie Obarski. W duchu przyznałam mężczyźnie rację, choć nie lubiłam być strofowana.

- Hej, podasz mi okulary przeciwsłoneczne ze schowka?- zmienił temat Zygmunt.

Pochyliłam się. Wymacałam przed sobą skrzętnie ukryty przez producenta uchwyt, za który ostrożnie pociągnęłam.

Schowek zamknęłam równie szybko, co otworzyłam i wyprostowałam się gwałtownie, wbijając plecy w siedzenie.

- Co jest?- zirytował się Obarski.

- Nic takiego – odparłam z przekąsem.- Właśnie dostrzegłam kilka małych, foliowych woreczków z białym proszkiem w środku. Pozwól, że uznam, iż masz zacięcie piekarskie oraz talent Modesta Amaro, więc dlatego wozisz ze sobą mąkę. Przy okazji, masz tu może gdzieś chusteczki nawilżające? Muszę zmyć skądś odciski moich palców.

.

.

– Jedzenie jak zwykle smaczne, panie Adamie – oznajmiła z kocim zadowoleniem Samanta, niedbale przeczesując ręką burzę gęstych, długich włosów.

– Dziękuję – odparł Werszycki, zabierając resztki kurczaka oraz innych mięs ze stołu.

Chcąc wykazać się dobrymi manierami, także podniosłam się ze swojego miejsca, aby pomóc mężczyźnie w sprzątaniu. Nim jednak zdążyłam wyciągnąć rękę w stronę zabrudzonych talerzy, Rachela odezwała się:

– Karolcia, wrzuć na luz. Siadaj i rozkoszuj się popołudniem, nasi panowie posprzątają.

Zarumieniłam się, czując, że popełniłam gafę. Bez słowa opadłam na swoje krzesło, a Sonia, siedząca po mojej lewicy, posłała mi krzepiący uśmiech.

 

– Nie martw się, też byłam na początku zaskoczona zasadami panującymi w tym domu. U mnie to zazwyczaj wyglądało tak, że sprzątanie należy do zadań typowo kobiecych, więc ani mój ojciec, ani kolejni ojczymowie niespecjalnie palili się do pomocy.

– Na szczęście tu jest inaczej, a do dobrego łatwo się przyzwyczaić, co nie, szwagierka? – wtrącił Zygi, ukazując się w drzwiach kuchennych. Puścił do mnie oczko, a następnie zwrócił się do swojej matki: – Rachela, gdzie są nowe tabletki do zmywarki? Nie mogę ich znaleźć w szafce nad zlewem.

– To moja wina, nie odłożyłem ich na swoje miejsce – przyznał Adam, niechcący zrzucając łyżkę na podłogę. – Chodź, pokażę ci, gdzie są.

Tym sposobem mężczyźni zniknęli w kuchni, a ja, Sonia i Obarska miałyśmy okazję porozmawiać przez chwilę wyłącznie w babskim gronie. Obawiałam się, że obie kobiety od razu wyskoczą z jakimiś niewygodnymi pytaniami, ale zamiast tego, Rachela zaczęła mnie przepraszać:

– Wybacz, że na dzisiejszej kolacji nie było z nami Karola. Mówię to, bo nie chcę, byś myślała, że mój młodszy syn jest w jakiś sposób uprzedzony do twojej osoby. Sądzę, że szybko nadejdzie kolejna okazja na spotkanie w rodzinnym gronie, więc nadrobimy te zaległości. Czy Zygmunt wspominał ci już, że w przyszłym tygodniu organizuję raut z okazji jubileuszu mojej pracy?

Spięłam się i zrobiło mi się jeszcze goręcej, o ile w ogóle było to jeszcze możliwe. Dlaczego? Otóż huczna impreza u znanej w całym mieście rodziny Obarskich z pewnością zostanie obficie udokumentowana zdjęciami, które trafią na różne portale społecznościowe należące do gości. Stąd już tylko krok, by ktoś zobaczył mnie z Zygim pod rękę i życzliwie doniósł o tym mojej siostrze, która z pewnością nie omieszka powiadomić rodziców o fakcie, kim jest ukrywany przeze mnie „chłopak”. Wtedy, o ile wcześniej nie zostanę zamknięta w piwnicy albo wyrzucona przez balkon, będę mogła sobie tylko powiedzieć do lustra jedno zdanie: moje życie się skończyło.

Nieświadoma tych obaw i myśli, Rachela mówiła dalej o żmudnych przygotowaniach do rautu, ale to słowa Samanty wpędziły mnie w prawdziwą panikę:

– Zaproszonych jest wiele znanych osobistości ze świata mody, ale na przyjęciu będzie również sporo mieszkańców Małego Miasta, także z pewnością nie będziesz czuć się obco.

– To super – wypaliłam głupawo, wykazując największy entuzjazm, na jaki było mnie stać w chwili, gdy byłam bliska histerii. Obarska lustrowała moją twarz przenikliwym wzrokiem, ale nawet jeżeli zaczęła coś podejrzewać, nie zdradziła się z tym.

Niespodziewanie moja torebka, którą postawiłam przy swoim krześle, zaczęła drżeć.

– Przyniosłaś ze sobą jakieś zwierzątko czy wibrator? – zapytał z zainteresowaniem Zygi, który razem z Adamem wszedł do pokoju po skończonym sprzątaniu i zasiadł do stołu.

Już chciałam odpowiedzieć coś w stylu, że poza wspomnianym gadżetem erotycznym spakowałam ze sobą jeszcze dmuchaną lalę i różowe kajdanki, co by trochę rozruszać towarzystwo po obiedzie, ale pohamowałam się, nie chcąc, aby Rachela źle o mnie pomyślała (zwłaszcza, że już raz pokazałam jej, jaka ze mnie furiatka).

– To tylko komórka, piesku – powiedziałam na głos do Zygmunta. Sięgnęłam po torebkę i rozpoczęłam gorączkowe poszukiwania telefonu. Musiało to wyglądać dość komicznie, bo Obarski znowu odezwał się:

– Na naszą pierwszą rocznicę kupię ci mniejszą torebkę, wtedy odbieranie połączeń zajmie ci mniej czasu.

– Jak miło, że nie skąpisz na prezenty dla swojej dziewczyny – skomentował lakonicznie Adam, rzucając jednocześnie groźne spojrzenie pasierbowi, by ten nieco powstrzymał się od dalszych cierpkich odzywek.

Tymczasem ja nareszcie wydostałam telefon z czeluści mojej torebki. Oblało mnie gorąco, kiedy zerknęłam na wyświetlacz.

Mama dzwoni.

Natychmiast zerwałam się i spojrzałam z przerażeniem na Zygmunta, który szybko spoważniał, domyślając się kłopotów.

– Chciałabyś może porozmawiać gdzieś na osobności, kiciu?

– Tak, poproszę!

– Pokażę ci, gdzie jest łazienka.

Zostawiliśmy całe towarzystwo, Obarski zaprowadził mnie do toalety, a gdy tylko zniknęłam za jej drzwiami i nacisnęłam przycisk „odbierz”, usłyszałam pełen wyrzutów głos mojej rodzicielki:

– Co wy tam u tej Pauli robicie, że tak długo nie odbierasz?! Mam się martwić?

– Cześć mamo, co chciałaś? – zapytałam, chcąc by od razu przeszła do meritum sprawy. Nie musiałam na to długo czekać.

– Jesteśmy z tatą u dziadków właśnie, ale nie mogę usiedzieć tu spokojnie. Przed wyjazdem podsmażałam mięso na jutrzejszy obiad i nie jestem pewna, czy wyłączyłam gaz. Paula mieszka niedaleko, więc mogłabyś na chwilę się wyrwać z imprezy, żeby sprawdzić, czy nasze mieszkanie nie spłonęło?

– A gdzie jest Klara? – zapytałam z niezadowoleniem. – Miała dzisiaj siedzieć w domu, więc chyba może się ruszyć z pokoju, przejść do kuchni i zerknąć na gazówkę?

–Nie słyszałaś, jak twoja siostra mówiła, że gdzieś wychodzi? Zresztą, nie myśl, że nie próbowałam się z nią skontaktować. Problem w tym, że młoda nie odbiera.

– Dobra, niech będzie, zajmę się tym – odparłam w końcu ugodowo, nie chcąc przedłużać rozmowy i niepotrzebnie dyskutować.

Podobał mi się zresztą fakt, że miałam wymówkę, aby skrócić to „rodzinne” popołudnie w domu Obarskich.

Zygmunt zgodził się odwieźć mnie do domu, a podczas pożegnania Rachela jeszcze raz zapraszała na swój raut, z naciskiem akcentując, że takiego wydarzenia NIE MOŻNA przegapić.

W samochodzie milczeliśmy. Obarski najwyraźniej nie chciał poruszać tematu przyszłego weekendu, a ja siedziałam niespokojnie, pełna obaw, co zastanę po przyjeździe w mieszkaniu. Jeżeli moja faktycznie nie wyłączyła gazu pod garnkiem z mięsem, mogło to oznaczać, że spędzę miły wieczór z gaśnicą lub skrobaczką do usuwania przypalonego jedzenia z naczyń.

Zygmunt zaparkował pod blokiem. Zupełnie zapomniałam o tym, że nie powinniśmy się razem pokazywać, ale nim zdążyłam o tym wspomnieć, Obarski zaproponował:

– Może wejdę z tobą na górę? W razie, gdyby rzeczywiście gdzieś zaprószył się ogień, mogę okazać się pomocny. W dzieciństwie chciałem być strażakiem, potrafiłem robić prawdziwe cuda z konewką lub wężem ogrodowym.

Choć szczerze wątpiłam w doświadczenie Zygiego, przystałam na jego propozycję.

Dobrze, że to uczyniłam, bo omal nie osunęłam się na podłogę z wrażenia, widząc pod drzwiami wejściowymi mieszkania rodziny Konwalickich dość nietypową parę w dość dwuznacznej sytuacji. Oboje uśmiechali się, stali bardzo bliski siebie i najwyraźniej mieli zamiar się pocałować. Chcąc temu zapobiec, w jednej chwili razem z Zygmuntem wykrzyknęliśmy imiona swojego rodzeństwa:

– Klara?!

– Karol?!

.

.

Mimo, że nie skończyłam jeszcze tej części, mam kilka spraw organizacyjnych:

-> Ostatnio w moim życiu coś się zmieniło, przez co nie mam czasu na bloga. Nadal będę pisać i publikować tutaj, choć ograniczę pewne blogowe czynności, a czas dodawania rozdziałów ulegnie wydłużeniu. Brzmi to okropnie, ale jeśli chcę korzystać z tego, co oferuje mi życie, tak właśnie musi się stać.

-> Whimsey, Angelique- dziękuję Wam, że Wy jako jedyne ze starych znajomych jeszcze tu zostałyście mimo moich karygodnych opóźnień w czytaniu Waszych tekstów. Nadal chcę przeczytać teksty, które umieściłam w tabelce po prawej stronie, ale nadrobię je dopiero… w wakacje.
Dlatego mam do WAS dziewczyny prośbę: nie komentujcie moich postów. Uwielbiam czytać słowa, jakie po sobie pozostawiacie, bo dzięki temu wiem, co kto myśli o tej historii, ale nie chcę być wobec Was nie fair. Nie chcę, byście traciły czas na czytanie Czarnego Kapturka regularnie, skoro ja nie robię tego samego dla Was i Waszych blogów. Przepraszam i pozdrawiam Was z całego serca.

Cytat: The Vamps- Somebody to you