>><<

Próbowałem rozegrać to na chłodno,

Ale kiedy patrzę na ciebie

Nawet nie potrafię być odważny,

Bo sprawiasz, że moje serce przyśpiesza.

Ciągle sprawiasz, że jestem słabszy.

Więc, wyjdź, wyjdź, wyjdź z mojej głowy

I zamiast tego wpadnij w moje ramiona.

Nie wiem, nie wiem, nie wiem co to jest,

Ale potrzebuję Tego Czegoś,

A ty TO masz

>><<

.

Przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. W uszach nadal dudniła mi muzyka, jaka leciała z głośników w pubie, do którego zabrał mnie Zygmunt. Mimo, że nie spędziliśmy razem więcej jak godziny, czułam się psychicznie zmęczona rozmową z tym człowiekiem, przez co teraz walczyłam z uciążliwą bezsennością.

Usiadłam zrezygnowana na łóżku i spojrzałam w prawo: Klara jak zwykle zasnęła przede mną, więc w naszym wspólnym pokoju panowała niezmącona żadnym zbędnym ruchem cisza. Przetarłam suche oczy, a następnie niemalże bezszelestnie wysunęłam się spod kołdry. Ostrożnie stawiając każdy krok, aby przy okazji nie zbudzić siostry, a także rodziców, śpiących w pokoju obok, po omacku przedostałam się przez korytarz do łazienki. Odkręciłam kurek z zimną wodą, nachyliłam się nad umywalką i obmyłam twarz.

Przyjemny dreszcz przeszył moje ciało, więc na powrót wyprostowałam się, aby wrócić do pokoju, jednak przed tym mój wzrok napotkał własne odbicie w lustrze. Natychmiast odwróciłam się, nie mogąc spojrzeć sobie w oczy. Czułam, że zgadzając się na propozycję Obarskiego, w jakiś sposób się sprzedałam, sprzeniewierzyłam własnym ideałom, odeszłam od ustalonych przez siebie zasad.

Mdliło mnie na samą myśl, że ktokolwiek z mej rodziny może rodziny dowiedzieć się o moim „związku” z Zygmuntem. Dość dosadnie wytłumaczyłam Obarskiemu, że nie ważne, ile kłamstw i kitu wciśnie swojej matce- ja nie zamierzałam udawać szczęśliwie zakochanej przed najbliższymi, a żeby było to możliwie, moi rodzice nie mogli poznać prawdy.

Jednak słowa to za mało: Zygi okazał się wyjątkowo odporny na wszelkie groźby i prośby, do czego miał pełne prawo, dysponując zdjęciami Klary: a to wracającej ze spaceru z koleżankami, a to z zakupów… Wszystkie fotografie wykonano z ukrycia i na żadnej odbitce sportretowane osoby, w tym moja siostra, nie patrzyły w obiektyw, co oznaczało, że ktokolwiek śledził Klarę i jej przyjaciół, bardzo dobrze się maskował.

Moja głowa pulsowała przez natłok natrętnych myśli i wyrzutów sumienia, więc zdecydowałam się po raz kolejny spróbować zasnąć, aby uwolnić się od dręczącej rzeczywistości. Wróciłam do pokoju. Kładąc się do łóżka, spostrzegłam na swoim biurku zaproszenie od babci i dziadka na rocznicę ich ślubu. W pamięci zanotowałam, aby na temat rodzinnej imprezy nie puścić pary z ust Zygmuntowi, który mógł zwietrzyć świetną okazję do pójścia na przyjęcie razem ze mną, co by uwiarygodnić naszą relację w oczach innych…

Nim zasnęłam, zdążyłam sobie wyobrazić reakcje moich bliskich, gdybym pojawiła się na sali obejmując Obarskiego- orkiestra przestaje grać, wszystkim wypadają z rąk kieliszki, babcia mdleje, dziadek dostaje zawału, a rodzice padają trupem na miejscu. Sama słodycz.

.

.

Przenosiny do Magicznego Świata okazały się tym razem wyjątkowo frustrujące. Kiedy zorientowałam się, że moja świadomość zmieniła miejsce pobytu, spróbowałam otworzyć oczy, lecz gdy tylko lekko uniosłam powieki, królewska sypialnia niebezpiecznie zawirowała.

- Powoli, powoli…- zarechotał Kalagar, stojący obok łóżka, na którym najwyraźniej mnie posadzono, abym przyszła do siebie.- Możesz mieć chwilowe zawroty głowy, więc nie szalej za bar…

- Kapturku, słyszysz mnie?- przerwał lekarzowi mocno zaniepokojony Mattias i w kilka sekund znalazł się przy mnie, wskakując na materac, który ugiął się pod jego ciężarem.- Jak umrzesz, to obiecuję, że cię zabiję, nim Vincent zabije mnie.

- W takim razie jeszcze trochę pożyjemy, stary draniu- odparłam, starając się lekko uśmiechnąć.

- Oż ty zołzo…! Ile razy mam powtarzać, że nie jestem sta…

- Wybacz diuku- wtrącił się tym razem Kalagar.- Ale pragnę zauważyć, że dni twojej świetności już minęły. Gdyby nie twa pełna sakiewka, śmiem wątpić, by jakakolwiek młoda dziewczyna raczyła się tobą zainteresować na dłużej.

Lekarz pokraśniał z radości, widząc, jak swoim ciętym komentarzem dopiekł Mattiasowi. Z kolei królewski kuzyn nadął się i gdyby nie to, że drzwi królewskiej sypialni gwałtownie się otworzyły, z pewnością wygłosiłby żarliwą, pyszałkowatą mowę na cześć swojego wigoru lub niespotykanej urody. Mężczyzna jednak zmienił zdanie, gdy ujrzał postać, która dziarskim krokiem wparowała do pomieszczenia- na widok Króla Mattias natychmiast zerwał się na równe nogi. Nawet dotychczas pewny siebie Kalagar spoważniał i czym prędzej wykonał dystyngowany ukłon w stronę władcy Magicznego Świata.

Zaniepokoiłam się, widząc bladą, wyraźnie strapioną twarz Vincenta, który wchodząc, rzucił mi jedynie krótkie, przelotne spojrzenie, a następnie wbił swój przenikliwy wzrok w Kalagara.

- Czy muszę się przejmować?- zapytał rzeczowo Król, ściągając lekko brwi, a lekarz wyprostował się i pokręcił przecząco głową.

 - Absolutnie nie, Wasza wysokość.

Vincent skinął, akceptując w ten sposób odpowiedź, po czym zwrócił swoją uwagę na Mattiasa, który miał minę, wskazującą na to, że ostatnim miejscem na ziemi, w którym chciałby teraz przebywać, była królewska sypialnia.

- Czy zdajesz sobie sprawę, że przez twoje idiotyczne zachowanie mam teraz nie lada problem na głowie?- syknął władca Magicznego Świata przez zaciśnięte zęby.- Nie mógłbyś przynajmniej raz w życiu zachować się zgodnie z moimi oczekiwaniami? Przynajmniej RAZ?

- Kuzynie kochany, przecież wiesz, że poza zmianą preferencji seksualnych, to dla ciebie wszystko zrobię. Może tak zapomnimy o całej sprawie? W zamian obiecuję, że od teraz będę grzeczny, ułożony i uczynny…

Mattias próbował żartem zmniejszyć gniew Vincenta, ale na nic zdały się jego umizgi.

- Dość- przerwał stanowczo Król. Ruchem głowy wskazał drzwi.- Wyjść. Wszyscy. Natychmiast.

Kalagar i Mattias ukłonili się, a następnie popędzili w stronę wyjścia, niezdarnie przepychając się, byle czym prędzej opuścić sypialnię, ciesząc się przy tym jak małe dzieci, które uniknęły kary. Razem z Vincentem odprowadziliśmy ich wzrokiem i dopiero gdy zostaliśmy sami, spojrzeliśmy na siebie ponownie.

- Też mam sobie pójść?- spytałam niepewnie, nie do końca rozumiejąc intencje Króla.

Mężczyzna odetchnął i nieco spokojniejszym tonem odparł:

- Nie. Zostań…

Przechyliłam głowę i zmarszczyłam czoło, próbując odczytać zamiary Vincenta wobec siebie. Tymczasem Król powolnymi krokami zaczął się zbliżać do mojego łóżka, bacznie mnie przy tym obserwując. Nagle olśniło mnie, a myśl, która przyszła mi do głowy, szalenie mnie rozbawiła. Natychmiast głośno ją wyraziłam:

- Albo mi się wydaje, albo znowu badasz, jak bardzo pozwolę ci się zbliżyć.

Vincent nie wydawał się jakoś specjalnie podzielać mojej radość. Przystanął i wzruszył ramionami.

- Czemu cię to dziwi? Zapowiadałem przecież, że chcę być… ostrożny. Dzięki pierwszemu eksperymentowi, podczas którego drgnęłaś, gdy tylko znalazłem się zaledwie metr od ciebie, wiem, że się mnie boisz.

- Tak bym tego nie nazwała…

- Proszę, nie zaprzeczaj, pewne rzeczy mówi po prostu twoje ciało. Posłuchaj: nie chcę teraz zrobić czegoś, co cię wystraszy i zrazi do mnie jeszcze bardziej. A należy zauważyć, że jesteś w tej chwili zdana na moją łaskę i niełaskę: leżysz bezbronna w łóżku, jesteśmy sami w pokoju, a ja naprawdę nie mam najlepszego humoru. Pomyśl, ile rzeczy mógłbym z tobą zrobić…

Spuściłam wzrok, rumieniąc się, a Vincent westchnął, lekko poirytowany brakiem odpowiedzi z mojej strony.

- Będziesz milczeć?

Uniosłam głowę, by ponownie nawiązać kontakt wzrokowy z Królem, ale wtedy pokój znowu zawirował.

- Wszystko… się kręci- stwierdziłam dość głupawo, czego szybko pożałowałam.

- Nie ma to jak zmieniać temat- skomentował moje wyznanie Vincent i nagle wykonał gwałtowniejszy ruch, przez co znalazł się tuż obok mnie. Zaskoczona tą nagłą reakcją zrobiłam najgorszą rzecz pod słońcem, jaką mogłam w tej chwili uczynić, a mianowicie: drgnęłam.

Twarz Króla przeszył grymas niezadowolenia. Mężczyzna cofnął się o krok. Zerknął na łóżko, a po chwili namysłu położył się w jego nogach, jak najdalej ode mnie. Podkurczył nogi, uniósł lekko głowę i podparł ją na ugiętej ręce. Zamknęłam oczy, chcąc uciec przed palącym spojrzeniem Vincenta. Starając się nie przekląć, powoli ważąc słowa, szczerze wyznałam:

- Nienawidzę twoich nagłych skoków nastroju. Potrafisz zwyzywać mnie od najgorszych, kiedy indziej znowu obchodzisz się ze mną tak ostrożnie, jakbym była z porcelany. I dziwisz się jeszcze potem, że nerwowo reaguję na każdy twój ruch.

Dopiero, kiedy powiedziałam to, co czułam, odetchnęłam i otworzyłam oczy. Niestety, humor Vincenta nie uległ zmianie, wręcz przeciwnie: wydawał się jeszcze bardziej zraniony.

- Wszystko przez to, że jesteś strasznie trudna w obejściu- stwierdził uszczypliwie Król, by za chwilę dodać nieco uprzejmiej- Zresztą, nieważne. Lepiej powiedz, jak się czujesz? Kalagar, korzystając z tego, że się zraniłaś, pobrał ci trochę krwi, która może mi się w przyszłości przydać. Mam nadzieję, że ten zabieg nie osłabił cię zbytnio…?

Słowa Vincenta zmroziły mnie i nawet on zauważył zniesmaczenie, jakie wymalowało się na mojej twarzy. Nim Król zdążył coś więcej wyjaśnić, chłodno oświadczyłam:

- Dziękuję, że jak zwykle spytano mnie o zgodę.

- Karolina, przecież byłaś nieprzytomna…

- To korzystając z tego, że nie miałam świadomości, co się ze mną dzieje, trzeba było ze mnie wypompować całe Rh+. Zaprzepaścić taką okazję…!

- Nie dramatyzuj. Porozmawiamy jeszcze o tej sprawie, jak się uspokoisz- zdecydował Vincent za mnie, ignorując moje zdenerwowanie.- Tymczasem mamy większy problem na głowie. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, kto właśnie przybył na zamek i kto przez niefortunny zbieg okoliczności dowiedział się o kolorze twojej krwi.

- Cóż, dzięki Mattiasowi jestem całkiem dobrze poinformowana. Nim twoi goście ujrzeli mnie z artystycznie rozciętą głową, miałam okazję podziwiać, jak witasz jakąś tam księżną, a przy okazji swojego kochanka. Cudowny widok z samego ranka.

- Nie zapraszałem nikogo- oświadczył poważnie Król.- Wierzysz mi?

Mężczyzna wbił we mnie wzrok, oczekując odpowiedzi.

- Vincent…- jęknęłam.- A jakie to ma teraz znaczenie, czy ci ufam? Ważne, że Gael, twój narzeczony, wrócił. Nie powinieneś tu ze mną teraz siedzieć.

- Oto zaleta bycia Królem Magicznego Świata: mogę robić wszystko, nie tylko to, czego się ode mnie oczekuje. Tak jak w tej chwili. Całkiem mi tu wygodnie i uwierz, nie spieszy mi się do wachlowania Ivonne, która po tym, jak cię zobaczyła, zaliczyła bliższe spotkanie z posadzką. Duchess, ciocia Gaela, to cnotliwa kobieta, nieprzyzwyczajona do oglądania jakiejkolwiek rozwiązłości, także widok broczącej czerwoną krwią, ubranej wyłącznie w koszulę nocną młodej dziewczyny, sam na sam w jednym z pokoju z naczelnym dziwkarzem tej krainy, wywołał u niej dość duży szok, palpitacje serca i napady gorąca.

Vincent zaśmiał się głośno, przypominając sobie scenę sprzed kilku minut, a ja zagryzłam wargi, próbując nie parsknąć śmiechem, wyobrażając sobie całe zajście widziane oczami Króla. Atmosfera uległa rozluźnieniu, ale mężczyzna nie pozwolił na dłuższą chwilę beztroski. Opanował rozbawienie i odchrząknął:

- Ekhm… To skoro chcesz, aby konsultowano z tobą sprawy, dotyczące ciebie, powiedz mi: co mam teraz zrobić? Ten dzień kiedyś musiał nastąpić, prawda o kolorze twojej krwi wyszła na jaw. Mogę co prawda próbować tuszować sprawę. Gael nie piśnie nikomu ani słówka na twój temat, ale nie ręczę za to, co naopowiada swoim dwórkom Ivonne. Zawsze jednak możemy poddać cię publicznej próbie sprawdzenia krwi, a na tę okazję Kalagar uwarzy jeszcze trochę eliksiru barwiącego…

- Wystarczy- wtrąciłam się.- Nie chcę znowu przez to przechodzić.

- Pytanie tylko, czy chcesz przechodzić przez to, co czeka cię po ujawnieniu prawdy?

- Czas pokaże- skomentowałam krótko, a Vincent przyjął moją decyzję spokojnie. Przytaknął i powoli, bardzo niechętnie wstał ze swojego miejsca. Na ten widok poczułam dobrze znane mi uczucie żalu; smutku, który pojawiał się, gdy upływały szczęśliwsze chwile mojego życia.

- Pójdę już… Zdrzemnij się, a po południu przyślę do ciebie jakieś służki duchess, by przygotowały cię do powitalnej kolacji. Chociaż nie mam za grosz zaufania do tych kobiet, to jednak boję się ponownie powierzać cię w ręce Mattiasa, tym bardziej, że na zamku nadal znajduje się kilka parawanów…

Po krótkiej wymianie nieśmiałych spojrzeń i dość niemrawych uśmiechów, Vincent wyszedł, a ja zostałam sama. Zamknęłam na chwilę oczy, by spróbować utrwalić w pamięci widok Króla, także rozmowę z nim.

Zdałam sobie sprawę, że już dawno nie czułam się tak dobrze. Tak błogo. Tak sennie…

.

Czarne Kaptury pełniące straż w królewskich ogrodach o każdej pełnej godzinie przenosiły się z jednego punktu obserwacyjnego do drugiego. Dzięki temu wojownicy pozostawali w nieustannym ruchu i gotowości do wychwycenia każdego nieproszonego gościa. Częste zmiany warty nie były w zasadzie jakąś zaskakującą nowością, ustanowiono je jeszcze za czasów Perpetuy, a Vincent nie zdecydował się na udoskonalanie czegoś, co przynosiło znakomite efekty.

Jak się jednak okazało, system nie zawsze działał, a koronnym przykładem karygodnej luki w systemie była dzisiejsza obecność Margo w zamkowych ogrodach. Któż przecież ośmieliłby się podejrzewać siostrę narzeczonego Króla o coś zdrożnego?

Kobieta z wysoko uniesioną głową dumnie kroczyła wśród labiryntu ozdobnych krzewów, póki gdzieś po jej lewej stronie zza gąszczu cyprysów padło ciche:

- Pst….

Margo zatrzymała się niechętnie i pogardliwym spojrzeniem obrzuciła swojego brata, wyłaniającego się spomiędzy roślin.

- Już myślałam, że żartowałeś z tym spotkaniem, ale twój widok wśród tych badyli jedynie potwierdza to, co sobie od godziny o tobie myślę- rzuciła od niechcenia kobieta, a Gael uśmiechnął się szeroko na te słowa.

- Hm… wymruczał mężczyzna z zadowoleniem, ujmując siostrę pod rękę i pociągnął ją lekko za sobą, by zmusić ją do spaceru po labiryncie zielonych alejek.- Cóż takiego siostrzyczko uroiłaś sobie na mój temat w tej ślicznej główce?

- Sądzę, że straciłeś rozum. Jak mogłeś sprowadzić na zamek naszą zmorowatą ciotkę Ivonne? Czy chcesz, aby nasze plany i nasz związek wyszły na jaw? Przecież ta suka z Salhaimu jest niezwykle spostrzegawcza, w dodatku ma bzika na punkcie moralności i tylko czekać, aż we wszystkim się połapie…!

- Skarbie… uspokój się. Wbrew pozorom, wady Ivonne są w rzeczywistości jej zaletami.

Margo irytowała się coraz bardziej, nie mogąc przejrzeć sposobu myślenia swojego brata. Gael, obserwując zachmurzoną twarz siostry, postanowił dłużej nie kryć się ze swoimi planami:

- Ivonne pomoże mi wyeliminować Czarnego Kapturka, który obecnie przeszkadza w sięgnięciu po koronę- wyjaśnił poufałym tonem mężczyzna , a Margo nadstawiła uszu, nie mogąc doczekać się ciągu dalszego.- Widzisz, Król przyjął moje oświadczyny, ale wydaje mi się, że zrobił to tylko ze względów wizerunkowych. Gdyby rzeczywiście spieszyło mu się do ślubu, to nie kazałby mi siedzieć w Tergocie i bawić się w kotka i myszkę z tamtejszymi buntownikami. Dlatego powierzyłem dowództwo nad swoimi oddziałami głównemu chorążemu, a sam udałem się w podróż do Salhaimu. Ciocia Ivonne przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Bardzo chętnie przystała też na krótkie wakacje w stolicy, nie podejrzewając, że za moim zaproszeniem kryją się zupełnie inne motywy niż uprzejmość i życzliwość wobec krewnych…

- Sprytnie…- pochwaliła brata Margo, jednak po chwili zaniepokoiła się.- A jak konkretnie duchess ma pomóc?

- Cóż… Zaledwie przed chwilą doszła do siebie po szoku, jakiego doznała, widząc razem Mattiasa i Karolinę, a już zapowiedziała Królowi, że nie zamierza tolerować takich bezeceństw, co oznacza, że przyjrzy się bliżej Czarnemu Kapturkowi, przez co odciągnie go od Vincenta i pozwoli mi swobodnie działać.

- Gaelu, krążą plotki, że Karolina ma czerwoną krew…

Mężczyzna westchnął.

- Niestety, to nie pogłoski. Na własne oczy widziałem, jak to dziewuszysko przywaliło w skrzynię z odzieżą i zaczęło krwawić. Myślę jednak, że nie należy się tym aż tak bardzo przejmować.

- Oby… westchnęła kobieta. Ścisnęła mocniej ramię brata, chcąc tym samym dodać mu otuchy i wiary w to, że już niedługo zasiądą na tronie.

Albo zrobi to tylko ona, Królowa Margo.

.

.

Cytat: Fragment piosenki One Direction- One thing

Kolejny rozdział: bez konkretnej daty… Myślę, że napisanie go zajmie mi jakieś dwa tygodnie.

Kilka słów ode mnie: Rozdział z dedykacją dla Angelique, która rozbawiła mnie, próbując przejrzeć mój gust dotyczący mężczyzn- kochana, panowie tacy jak Vincent i Zygi zdecydowanie nie są dla mnie. Powieść biegnie swoim torem, prawdziwe życie też. Facetów ze zbyt wielkim ego zjadam na śniadanie:D