>><<

Taki poważny, przez cały czas

Wyprowadzona na manowce, czuję się ograniczona

Nie mogę znieść twojego szeptu, twojego szeptu  

Chcę zatańczyć bez ciebie!

Chociaż raz pozwól mi się po prostu zatracić, zatracić się!

Taka niepewna, taka spięta  

Łamię kark, by być uprzejma

Nie mogę znieść twojego szeptu, twojego szeptu

  Jak mogę stworzyć historię, z twoją choreografią

Zabierz ze mnie swoje ręce, zabierz ze mnie swoje ręce

Zanim się uduszę 

 Skylar Grey- Taniec bez ciebie (Dance without you)

 >><<

 .

Przez następny tydzień nie do końca wiedziałam, na którym świecie chciałabym przebywać krócej.

W tym realnym zbliżał się pierwszy majowy egzamin na moim kierunku studiów i siedzenie w pokoju- między stosami notatek a wieżą z książek- wcale nie nastrajało mnie pogodnie. Do tego brak słońca, utrzymujące się w dalszym ciągu zimno i totalne zero wyjść z przyjaciółmi z powodu sesji. Wszystko to sprawiało, że miałam ochotę krzyczeć.

Z kolei w Magicznym Świecie musiałam sporo się napracować, aby unikać Vincenta. Sama sobie wydałam się śmieszna, z tym moim wiecznym zaniepokojeniem, czy aby nie spotkam go gdzieś tuż za rogiem korytarza lub w drodze do chaty Perpetuy. Nic takiego jednak się nie działo, co- paradoksalnie- przyprawiało mnie o jeszcze większy smutek.

Trudno było mi się do tego przyznać, ale w Królu tej zakichanej krainy było coś, co mnie przyciągało.

Uroda?- tak, to byłam w stanie zrozumieć.

Ale to mroczne spojrzenie? Tajemniczość? Wyniosłość? Zaborczość?

Dostawałam szału na samą myśl o tym, że ja, dotychczas zupełnie rozsądna osoba, mogłam tak idiotycznie zadurzyć się facecie, który był totalnym dupkiem i mordercą- a ja na to wszystko najwyraźniej leciałam, jak jakaś niedojrzała emocjonalnie nastolatka, którą chyba okazałam się być.

Targana emocjami, postanowiłam najzwyczajniej w świecie zniknąć z oczu Króla. Tak, zdawałam sobie sprawę, jak kretyńskie było moje zachowanie, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Wstawałam wcześniej, by nocą wymknąć się z zamku, gdy jego mieszkańcy jeszcze spali i wracałam o zmroku, gdy każdy budynek w stolicy tonął w ciemnościach.

Nie bałam się już chodzić przez las, ponieważ jedyny duch, jaki straszył między tymi drzewami, ostatnim razem najwyraźniej przeraził się mnie i nie ujawniał się już więcej.

Choć podejrzewałam, że jestem obserwowana przez Pagittę. Niejednokrotnie czułam na sobie czyjeś spojrzenie, ale ignorowałam to dziwne uczucie i nie chcąc spotkać dziewczyny, uparcie wpatrywałam się w swoje stopy podczas drogi, jaką przebywałam dzień w dzień.

Perpetua, jeżeli zauważyła jakąś zmianę we mnie, to nie komentowała jej, za co byłam niezmiernie wdzięczna, bo gdyby zadała jakieś niewygodne dla mnie pytanie, nie miałabym pojęcia, co jej odpowiedzieć.

I tak oto upłynął mi tydzień. Aż siódmego dnia, gdy runęłam zmęczona do mojego łóżka w Magicznym Świecie, tuż po umyciu się i przebraniu w koszulę nocną, zza drzwi mojego pokoju dobiegł mnie znajomy głos:

- Śpisz Kapturku?!

Zerwałam się na równe nogi i porwałam klucz ze stolika, aby jak najszybciej otworzyć Mattiasowi.

- Nie!- odkrzyknęłam.- Gdzie się tak długo podziewałeś, stary draniu?!

Gdy tylko otworzyłam drzwi, jak zwykle uśmiechnięty, nieuczesany i lekko podpity królewski kuzyn porwał mnie w ramiona. Krzyknęłam krótko, ale odwzajemniłam ten nieoczekiwany uścisk, po czym ze śmiechem wyrwałam mu się.

- Nawet nie sądziłem, że tak się za tobą stęsknię!- odparł z zadowoleniem i zajął wolne miejsce na krześle. Przeczesał swoje czarne loki palcami i rozejrzał się po pokoju. W końcu rozpogodził  się na nowo i spojrzał na mnie.- Nic tu się nie zmieniło od mojego wyjazdu do Tergotu! Musisz się śmiertelnie nudzić, prawda?

- Tak…- przytaknęłam mu i usiadłam na łóżku. Nie chciałam zwierzać się Mattiasowi ze swoich uczuć, więc zapytałam po prostu:

- Jak tam pobyt w Tergocie?

- Nie najgorzej, ale brakowało mi atrakcji stolicy… Chwila!- tu Mattias uderzył się ręką w czoło i zerwał się.- Poczekaj chwilę, mam dla ciebie coś!

Zdezorientowana, nie zdążyłam się obejrzeć, jak mężczyzna wyszedł i wrócił po chwili z jednym wielkim pudłem i dwoma dużo mniejszymi papierowymi torbami. Wytrzeszczyłam oczy zdumiona.

- Co ukradłeś?- zapytałam, tknięta złym przeczuciem, czym rozbawiłam Mattiasa.

- Kochana, żyję za królewskie pieniądze! Z takim kieszonkowym, jakie dostaję od Vincenta, uwierz, nie muszę rabować żadnej z tergockich szwalni, żeby przywieźć pięknej znajomej pamiątkę z podróży! Ta dam!

Mattias dumnie otworzył jedno z pudeł i wyjął z niego jasnozieloną suknię.

- To jedna z lepszych, jakie znalazłem. Tergot „słynie” z najgorszych krawcowych Magicznego Świata w związku z czym to nie jest ostatni krzyk mody, a te bufki są idiotyczne. Jednak spójrz tutaj: ten duży dekolt uznałem za całkiem…. interesujący.

- Jest piękna- roześmiałam się i odebrałam suknię z rąk Mattiasa. Wspięłam się na palce, by dać mu buziaka w policzek, który nadstawił nieśmiało, po czym mężczyzna znowu sobie o czymś przypomniał.

- Wróć! To nie wszystko! Mam tu jeszcze takie cacka, które mogą ci się spodobać bardziej niż ta szmatka!- dorzucił i nie czekając, natychmiast odpakował pasujący do sukni naszyjnik, buty i opaskę na włosy.

Wzruszenie cisnęło mi się do gardła.

- Jak ja ci się za to wszystko odwdzięczę…?

Mattias chyba zauważył, że zbiera mi się na płacz, więc znowu energicznie zareagował.

- O nie, nie… Na pewno nie odpłacisz mi za to babskimi łzami! Marsz do łazienki ubrać się w to wszystko i idziemy się zabawić! I tak długo zwlekałem z zabraniem cię na jedną z tutejszych imprez!

 .

.

- Gdzie jedziemy?- dociekałam, wyglądając przez okno karety na niemalże puste ulice stolicy. Akurat mijaliśmy zakład krawiecki duchess Marii, która uszyła mi moją suknię Czarnego Kapturka.

- Cierpliwości, kochana! Musimy… zmienić dzielnicę. Te bogate bufony nie urządzają żadnych interesujących przyjęć. Nieskromnie wyznam, że prawdziwe wrażenia zapewniają jedynie lokale, których jestem właścicielem lub administratorem- niedbale powiedział Mattias, wpatrując się w swoje paznokcie.

- A ja sądziłam, że nie kalasz się żadną pracą…

- Praca? Prowadzenie Domów Uciech to sama przyjemność!

- Mattiasie, przepraszam, że tak ośmielę się zasugerować, ale może mi się tylko wydaje… czy TY właśnie zabierasz MNIE do BURDELU?!

- Tak, a co w tym złego?- zdziwił się z kolei mężczyzna.- Przecież nie jedziesz tam do pracy, tylko zabawić się. No wiesz, potańczyć, wypić kilka drinków i poznać nowych ludzi…

Wpatrywałam się osłupiała w mojego rozmówcę. No tak, czego ja się mogłam spodziewać po jego zaproszeniu? Jak zwykle wyobrażałam sobie za dużo: sądziłam, że niczym księżniczka pojadę na bal, gdzie będą grać walca i pić poncz.

- Nieważne- machnęłam lekceważąco ręką i wróciłam do oglądania drogi. Nie miałam ochoty zaczynać kolejnej kłótni.

Mattias wzruszył ramionami i zaczął bawić się swoim wisiorkiem.

Po kilku minutach kareta zatrzymała się i wysiedliśmy przed budynkiem pomalowanym na czarno, z czerwonymi kotarami w oknach.

- Naprawdę?- jęknęłam, widząc ten wystrój, jednoznacznie wskazujący na charakter tego miejsca. Mój towarzysz nie usłyszał tego: wyskoczył dziarsko na ulicę i chwytając mnie w pasie postawił obok siebie. Następnie trzasnął drzwiami od karety i krzyknął do woźnicy, aby wrócił nad ranem, co mnie lekko zaniepokoiło, bo w przeciwieństwie do Mattiasa, ja nie miałam czasu na odsypianie nieprzespanej nocy.

Weszliśmy do środka i zdziwiłam się, słysząc pierwsze tony głośnej muzyki. Przypominała mi ona klasyczne utwory Chopina, ale… zagrane w jakiś nowoczesny, jeszcze bardziej skoczny sposób. Nogi same rwały się do tańca, ale zanim ruszyliśmy na parkiet, Mattias zaprowadził mnie do baru. Tam wmusił we mnie szklankę jakiegoś drinka, a sam uraczył się trzema kieliszkami wódki, i nie popijając alkoholu sokiem (i nie krztusząc się przy tym wściekle, jak niektórzy…), zaciągnął mnie, ku mojemu przerażeniu, na parkiet.

Ludzie, którzy kręcili się wokół, byli jakby wyjęci z kostiumowego filmu: kobiety miały na sobie długie suknie z dużymi, prowokującymi wycięciami w wielu miejscach, a mężczyźni przywdziali różnego rodzaju kaftany, koszule i kamizelki. Niektórzy z zebranych tańczyli, inni siedzieli przy stole z jedzeniem, a jeszcze inni stali pod ścianą, skąd wzrokiem śledzili tłum.

Natychmiast poczułam na sobie ukradkowe spojrzenia i spięłam się. Do tego z niepokojem przypomniałam sobie, że jestem beznadziejnym tancerzem- z rodzaju tych, którzy mają nie dwie, a nawet trzy lewe nogi i ciało z marmuru, nieczujące rytmu ani nie potrafiące wygiąć się w odpowiednich miejscach.

Kiedy już w panice chciałam zawrócić i powiedzieć Mattiasowi, że jednak nie mam ochoty na zabawę, on zatrzymał się nagle na środku sali, zręcznie objął mnie w tali, a moje ręce złączył za swoimi plecami.

- Zanim zaczniesz marudzić, że nie znasz kroków, pozwól poprowadzić się mistrzowi- wyszczerzył zęby w łobuzerskim uśmiechu i po prostu zaczął się wraz ze mną żwawo obracać w takty muzyki.

Nie myślcie sobie, że nagle stałam się królową tańca lub odkryłam w sobie długo skrywane umiejętności. Nic z tych rzeczy. Czasami nadeptywałam mojemu partnerowi na palce, a kilka razy chciałam odwrócić się nie w tę stronę, co akurat należało.

Jednak niechętnie musiałam przyznać Mattiasowi rację: potrafił świetnie mną pokierować w taki sposób, że stawiałam kroki do rytmu. Od czasu do czasu wpadaliśmy na jakąś inną parę, ale każdy z nas tylko przepraszająco uśmiechał się i wirował dalej wokół sali.

22

- I jak się bawisz?- zapytał mnie Mattias w pewnym momencie, starając się przekrzyczeć muzykę.

- Świetnie! Potrzebowałam tego!- odpowiedziałam głośno i na mojej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.

Nie kłamałam- czułam się naprawdę dobrze. Nareszcie rozluźniłam się i zapomniałam na chwilę o sesji egzaminacyjnej, Vincencie i innych moich problemach: tych większych i mniejszych.

Czyż ta chwila nie mogłaby trwać wiecznie?

Może tak, ale na pewno nie w tym świecie. Nagle ponad głowami tańczących dostrzegłam przy wejściu znajomą twarz. Nie byłam pewna, czy nie przywidziało mi się, więc wyswobodziłam się z uścisku Mattiasa i zatrzymałam się na chwilę, aby przyjrzeć się dokładniej. Blond-włosa dziewczyna, odziana w błękitny płaszcz, rozmawiała z jakimś wysokim facetem, który mówił coś do niej szybko i lekkim ruchem głowy wskazywał jej drzwi wyjściowe.

Królewski kuzyn zaniepokoił się zmianą w moim zachowaniu.

- Coś nie tak…?

- Chyba… Chyba Fatma tu jest- powiedziałam cicho bez zastanowienia i natychmiast ugryzłam się w język, przypominając sobie, co królewski kuzyn myślał o tej dziewczynie. Nie chciałam, aby ją złapał, ale było już za późno.  Mattias usłyszał moje słowa i na dźwięk imienia przywódczyni Ruchu Błękitnych, zbladł. Prędko spojrzał w stronę, gdzie skierowany był mój wzrok.

- Poczekaj tu na mnie- rzucił na odchodnym i zaczął przeciskać się przez rozbawiony tłum, zostawiając mnie zupełnie samą na środku sali.

To było tak bardzo w stylu Mattiasa- działać pochopnie, zupełnie przy tym zapominając o mnie!

Zrobiło mi się nieswojo, wśród tłumu nieznajomych, gdy nagle muzyka ucichła. Kapela prawdopodobnie chciała zmienić repertuar i naradzała się przez chwilę, co by tu zagrać, a ludzie zaczęli przemieszczać się w stronę stołów z jedzeniem, aby szybko coś przekąsić.

- Czy istnieje jakakolwiek szansa, że zaszczycisz mnie następnym tańcem?

Zmroziło mnie, gdy usłyszałam to pytanie, wypowiedziane przez głos, który dobrze już znałam. Zanim odwróciłam się, przez moment miałam jeszcze nadzieję, że ta propozycja nie była skierowana do mnie, ale zawiodłam się.

Osoba, przed którą całkiem skutecznie ukrywałam się cały tydzień, stała właśnie przede mną, uśmiechając się drwiąco.

Zarumieniłam się i spuściłam wzrok, nie chcąc patrzeć w oczy Vincentowi, ponieważ nadal pamiętałam to pogardliwe spojrzenie, którym niedawno mnie uraczył.

- Nie sądzę, aby Król chciał tańczyć z kimś o tak parszywym statusie społecznym i tak paskudnej urodzie- odpowiedziałam sztywno, na co Vincent roześmiał się.

- Widzę, że dobrze zapadła ci w pamięć nasza ostatnia rozmowa. Wspaniale jest wiedzieć, że czasami mnie jednak słuchasz- tu odchrząknął i dziwnie uprzejmym tonem ponowił pytanie.- To jak? Zatańczymy?

Zaczęłam przystępować z nogi na nogę, zwlekając z odpowiedzią. Mattias zapadł się pod ziemię, więc w sumie- dlaczego by nie?

- Dobrze, ale tylko jeden taniec- zgodziłam się, stawiając od razu warunki, na co Król tylko skinął głową, jakby nie przywiązując większej wagi do tego, co mówiłam.

Muzyka zaczęła grać: dużo wolniej niż przed chwilą, za co miałam ochotę rzucić stekiem wyzwisk w stronę kapeli, ale oczywiście nie zdążyłam tego uczynić, bo Vincent podszedł do mnie bliżej.

Natychmiast wydało mi się, że na sali zrobiło się przeraźliwie gorąco. Mężczyzna objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą ujął moją dłoń. Wcale nie znalazłam się z tego powodu w siódmym niebie: wręcz przeciwnie.

Czułam się przeraźliwie zażenowana, wiedząc, że jestem obserwowana przez zdecydowaną większość sali, na dodatek nie mając pojęcia, co zrobić z drugą ręką. Z Mattiasem wszystko było takie proste, naturalne i swobodne, a przy jego kuzynie robiłam się totalną towarzyską pokraką.

- Może położysz swoją rękę na moim ramieniu? Tak będzie łatwiej tańczyć- zasugerował lekko zdegustowany Vincent, nie odrywając wzroku od mojej nadal czerwonej twarzy.

- O tak, jasne- przytaknęłam, udając nonszalancję, jakbym tylko zapomniała, że mam jeszcze jedną rękę do pary i zrobiłam to, co mi kazał mój partner.

- Nie tańczę tak dobrze jak Mattias, ale nie bój się, nie podepczę ci palców- powiedział Vincent, przyciągając mnie jeszcze bliżej swojego ciała tak, że nasze twarze znalazły się niepokojąco blisko siebie.

Rozglądałam się z ponownie rosnącą paniką, za moim poprzednim partnerem, chcąc jak najszybciej zakończyć to niespodziewane spotkanie, gdy tymczasem wspólnie z Królem Magicznego Świata poruszaliśmy się powoli między innymi przytulonymi do siebie parami, które szeptały sobie coś do uszu, korzystając z tego, że muzycy grali teraz dużo ciszej.

- Wiesz, nie jestem tutaj przypadkowo- zaczął również szeptać Vincent.- Uznałem, że skoro w tak rażący sposób zaniedbujesz swoje obowiązki, konsekwentnie unikając spotkań ze mną, to choć w takim miejscu będziemy mieć okazję porozmawiać…

- Zupełnie nie rozumiem, o czym Wasza Wysokość mówi…

- Nie radziłbym okłamywać Króla, źle to się może skończyć- przerwał mi Vincent i uparcie wpatrywał się w moją twarz, podczas gdy ja wodziłam wzrokiem po sali.- Próbowałem z tobą porozmawiać przez ostatnie kilka dni, ale okazałaś się nie do uchwycenia. Nawet, kiedy już czekałem na ciebie gdzieś w lesie, ty nieustannie miałaś spuszczony wzrok i wydawałaś się spieszyć, jakby cię gonili wilcy.

- Czego ode mnie chcesz? To znaczy… czego Król ode mnie chce?- poprawiłam się szybko, ale po prostu nie mogłam nie pozwolić sobie na lekko ironiczny ton. Vincent zmarszczył brwi i odsunął mnie od siebie, aby okręcić mną. W skutek tego obrotu znalazłam się pomiędzy ramionami mojego partnera, zwrócona do niego plecami.

- Jutro pójdziesz do Perpetuy przez miasto, nie przez las. Wieczorem zjawisz się u mnie, by zdać mnie sprawozdanie z minionego dnia. Czy to jasne? Nie chciałbym dwa razy powtarzać…- wycedził mi do ucha.

Skinęłam tylko głową, nie chcąc dać po sobie poznać, jak jego bliskość na mnie działała.

- Świetnie- odparł i puścił mnie.

Vincent odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia, nie żegnając się ze mną. Ludzie natychmiast utworzyli dla niego przejście i kłaniali mu się, sięgając często głową podłogi, na co Król w ogóle nie reagował. Kroczył z majestatycznie uniesioną głową ku wyjściu.

Zerknęłam na tłum. Co niektórzy zrobili się bladzi, tańczyli mniej wyzywająco, lub w ogóle przestali się bawić. Było widać jak na dłoni, że Vincent budził postrach.

Tylko dlaczego ja nie czułam do niego tego respektu, co inni, a moje serce biło dużo szybciej, niż powinno?

Na takie myśli najlepszym lekarstwem byłby Mattias- pomyślałam i chwytając poły sukni, aby ją lekko unieść, zdecydowałam się go poszukać.

.

 .

Na kolejny rozdział zapraszam 13.09.2013r. w piątek!:) Mam nadzieję, że to będzie dobry dzień, na przedstawienie Wam historii Fatmy:)

Pozdrawiam i dziękuję tym, którzy dzielą się ze mną swoimi przemyśleniami na temat moich tekstów- jesteście NIESAMOWICI:)!