>><<

Nikt nie wie, jak to jest

Być tym „złym”

Być smutnym człowiekiem

Za smutnymi oczami

 

I nikt nie wie, jak to jest

Być znienawidzonym

Zmuszonym, by mówić same kłamstwa

>><<

Przebudziłam się.

Zacisnęłam mocniej powieki, czując, jak poranne światło wdziera się przez okno mojego nowego pokoju na dworze Guiliano. Nakryłam głowę pościelą, by odciąć od siebie dopływ porażającej jasności. Wtuliłam się w puszystą pościel, chcąc przedłużyć błogi moment półsnu, zanim ktoś brutalnie mnie wybudzi.

W zasadzie to nie przeszkadzałoby mi, gdyby udało mi się jeszcze zasnąć choć na moment, co skutkowałoby powrotem do realnego świata, w którym nie wisiałaby nade mną wizja mojego pierwszego dnia spędzonego w całości z Ianem oraz Fatmą. Dziewczyna, zgodnie z wczorajszą zapowiedzią, miała wtajemniczać mnie w działalność Ruchu Błękitnych. Chyba w duchu żywiła cichą nadzieję, że przyłączę się do spiskowców, bo skoro nie jestem z Królem, to naturalną koleją rzeczy jest bycie przeciwko niemu. Nie wiedziała jeszcze, że trafiła na trudną do zwerbowania kandydatkę. O wszelką politykę we własnym świecie niewiele dbałam, więc tym bardziej nie miałam zamiaru interesować się tą w Magicznym Świecie.

Przegoniłam ponure myśli, przepływające przez moją głowę niczym ciężkie, burzowe chmury i skrzywiłam się lekko, ponieważ moje podbrzusze przeszył bolesny skurcz.

Zanim zorientowałam się, co się stało, przekręciłam się na drugi bok. Dopiero ten gwałtowny ruch sprawił, że zaczęłam odczuwać dziwny… dyskomfort.

Natychmiast otworzyłam oczy i nerwowo zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnio miałam okres. W zasadzie, to nie pamiętałam, abym dostała kiedykolwiek miesiączkę w Magicznym Świecie, a skoro przebywałam tu już od dłuższego czasu… hm, najwyraźniej nadeszła na to najwyższa pora.

- Skąd ja wezmę podpaski…?- zastanawiałam się na głos, starając się zmusić swój senny o tej porze mózg do myślenia. Ziewając, zmieniłam pozycję z leżącej na siedzącą. Przy tym ruchu ból jeszcze bardziej nasilił się, ale zignorowałam go i zamaszystym ruchem odgarnęłam pościel.

- O shit…!- zaklęłam i rękami dotknęłam zakrwawionej koszuli.   Nieoczekiwanie, usłyszałam, jak ktoś naciska klamkę od drzwi. Dźwięk sparaliżował mnie i sprawił, że niemalże zastygłam w bezruchu. Zdołałam jedynie unieść głowę, by sprawdzić, kto chce mnie zobaczyć już od samego rana.

Tymczasem zupełnie nieświadomy sytuacji Ian, póki co, był skierowany do pomieszczenia plecami, ponieważ to nimi otwierał sobie drzwi. Przed sobą trzymał tacę z jedzeniem i to na nią początkowo miał skierowany swój wzrok. Poruszał się powoli, aby nie wylać parującej z naczyń cieczy, której smakowity zapach natychmiast dotarł do moich nozdrzy.

Kiedy w końcu odwrócił się w moją stronę- zamurowało go. Jęknęłam, zdając sobie sprawę, jak niezręczne było moje położenie. Co dziwne, mój głos ocucił Iana.

Mężczyzna nie zważając już więcej na to, czy wyleje cokolwiek, gwałtownie postawił tacę na podłodze i obrócił się, by zamknąć drzwi. Przekręcił klucz, znajdujący się w zamku i wypuścił z siebie powietrze.

- Hej…!- krzyknęłam, zaskoczona jego zachowaniem i zmarszczyłam czoło, chcąc nadać swojej twarzy groźny wyraz.- Wyjdź stąd natychmiast!

Ian zupełnie zignorował mój rozkaz i zbliżył się do mnie. Chwycił za pierzynę i jednym ruchem strącił ją na ziemię, odkrywając w ten sposób plamę, jaka znajdowała się na prześcieradle.

Ciekawe, kto był bardziej czerwony, ona czy ja?

- Wiesz co robić w takiej sytuacji?- zapytał zwięźle mężczyzna, na co ja spojrzałam na niego krytycznie.

- Chyba nie wyglądam na nastolatkę, która po raz pierwszy dostała okres?- wysyczałam przez zaciśnięte zęby, ale Ian pokręcił przecząco głową.

- Nie zrozumieliśmy się. Czy wiesz, co należy robić w Magicznym Świecie w chwilach, gdy dopadnie cię ta kobieca przypadłość? Z informacji, które zebrałem od Mattiasa, mam prawo uważać, że nie.

Chociaż głos mężczyzny brzmiał spokojnie, to mnie zaczynała ogarniać coraz większa wściekłość.

 - „Kobieca przypadłość?” Zabrzmiało to co najmniej tak, jakby miesiączka była jakąś chorobą, a nie zupełnie naturalną sprawą. Poza tym, od kiedy mój okres stał się głównym tematem rozmów na zamku?!

Nie doczekałam się odpowiedzi. Zamiast tego Ian ruszył do małego pomieszczenia obok mojego pokoju, które pełniło funkcję łazienki i po chwili usłyszałam szum wody, którą mężczyzna najwyraźniej przelewał do miski ze stojącego w kącie dzbana. Wychyliłam się lekko do przodu, chcąc lepiej się temu przyjrzeć, ale sługus Vincenta zamknął za sobą drzwi. Dotarły do mnie jeszcze odgłosy otwierania i zasuwania szuflad.

- Co się tam dzieje?!- krzyknęłam, na co Ian natychmiast ukazał się w drzwiach. Przyłożył palec do ust.

- Ci… jeszcze kogoś obudzisz, Kapturku- wyszeptał i ułożył swoje usta w uśmiechu, po czym, podszedł do łóżka i usiadł na jego brzegu. Uniosłam brew, zaskoczona jego bliskością, a jednocześnie napięłam mięśnie, by przygotować się do natychmiastowej reakcji na kolejne posunięcie mężczyzny.

- Musisz się umyć. Zaniosę cię do łazienki, żebyś nic więcej nie pobrudziła- powiedział Ian denerwująco opanowanym głosem i już wyciągał do mnie ręce, kiedy gwałtownie odsunęłam się i w mgnieniu oka stanęłam na łóżku.

- A potem jeszcze może umyjesz, co?- warknęłam i zeskoczyłam z posłania, ponownie ignorując ból w podbrzuszu. Ian zerwał się na równe nogi, a ja ruchem ręki powstrzymałam go przed kolejnymi krokami.- Zostaw mnie, czubku.

Ku mojemu zaskoczeniu, posłuchał mnie. Uciekłam szybko do łazienki i z ulgą zamknęłam za sobą drzwi. Odetchnęłam. To nadopiekuńcze zachowanie ze strony zupełnie obcej mi osoby- przerażało mnie. Szczególnie, że postępowanie Iana wydawało się być szczere, autentyczne. Dlaczego? Jaki miał w tym cel?

Rozebrałam się do naga i stopą dotknęłam wody. Czekała na mnie kolejna niespodzianka: spodziewałam się, że zawartość miski będzie lodowata. Jednak kiedy odkryłam, że temperatura nadaje się do kąpieli, z ulgą zanurzyłam resztę ciała.

Siedząc w balii, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na szafce, tuż obok mnie, leżała zwinięta czysta koszula, bielizna, a także kilka skrawków grubego materiału, który najwyraźniej miał mi zastąpić jednorazowe podpaski.

Usłyszałam pukanie.

- Nie waż się wchodzić…!- odezwałam się natychmiast, zaniepokojona tym, że Ian mógłby zobaczyć mnie nago. Mój limit żenujących sytuacji na jeden dzień został wyczerpany.

Zza drzwi dobiegł śmiech:

- Chciałem tylko wiedzieć, czy nie usnęłaś.

- Chciałbyś!- odparłam, podnosząc głos, na co znowu odpowiedział mi chichot.- Zaraz wychodzę!

Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Przebrałam się w czyste rzeczy, a wodę wylałam do dziury w podłodze, służącej za imitację kanalizacji. Niesfornie kręcące się włosy przeczesałam palcami i wzięłam głęboki oddech.

Czas znowu stanąć oko w oko z Ianem.

Wypuściłam z siebie powietrze i powoli otworzyłam drzwi. Mężczyzna pod moją nieobecność pościelił łóżko i teraz siedział na nim po turecku, jedząc śniadanie. Nie zareagował na moje pojawienie się w żaden sposób, więc podeszłam do niego bliżej. Wtedy podniósł głowę i gestem zaprosił mnie, bym dołączyła do niego.

Posłuchałam, ponieważ zapach kawy, unoszący się w pokoju, sprawił, że mój żołądek zaczął wydawać odgłosy, przypominające dźwięk pracującej wiertarki. Chwyciłam ustawioną na tacy najbliżej mnie szklankę, ale kiedy już miałam zaczerpnąć z niej pierwszy łyk, moja ręka zastygła w powietrzu. Ian natychmiast to zauważył.

- Coś nie tak?

- Skąd mogę mieć pewność, że ktoś nie dosypał mi do kawy jakiejś trutki na szczury, albo innego paskudztwa, mogącego mnie… zabić?- spytałam, nieufnie patrząc to do wnętrza szklanki, to na Iana.

Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią, po czym nagle zabrał z moich rąk napój. Wypił jednym duszkiem ponad połowę mojej kawy.

- Hej!- krzyknęłam i wyciągnęłam rękę po moją szklankę, chcąc powstrzymać go przed całkowitym opróżnieniem smakowitej zawartości.

Ian roześmiał się głośno i oddał mi kawę.

- Zapewniam cię, że nie musisz obawiać się zamkowego jedzenia, które będę ci przynosić. Król chce twojego powrotu, nie śmierci. Poza tym, na twoim miejscu bardziej uważałabym na posiłki, które będzie serwować ci tutejsza, dworska kuchnia- przekonywał mnie Ian, patrząc na mnie wymownie.

- Jak dotychczas żyję…- odburknęłam w odpowiedzi i sięgnęłam po kromkę chleba ze smakowicie wyglądającą szynką na wierzchu.

- Masz rację. Ale co Julietta i Juan każą z tobą zrobić, kiedy dowiedzą się, że masz czerwoną krew? Rafa, twoja pokojówka, gdy tylko dostrzeże ślady na prześcieradle, od razu doniesie o tym swojemu państwu. A ci są naprawdę nieprzewidywalni.

Mężczyzna spoważniał, a ja po raz kolejny zarumieniłam się.

- Czy naprawdę musimy poruszać takie tematy podczas jedzenia?

Ian parsknął, starając się ukryć nadchodzący wybuch radości.

- Przecież sama uznałaś, że kobieca przypadłość to coś zupełnie naturalnego. Zresztą, nie mamy wiele czasu, musimy coś postanowić w tej kwestii. Najprościej byłoby, gdybyś wróciła na zamek. Tam byłabyś bezpieczna.

- Przejdź proszę od razu do innych, zapewne równie ciekawych pomysłów.

- Ale właściwie dlaczego nie chcesz na powrót zamieszkać u Vin…

- POPROSZĘ INNY ZESTAW PYTAŃ- warknęłam nieprzyjaźnie i sięgnęłam po kolejną kanapkę. Ian grymasił przez chwilę, ale w końcu dał za wygraną.

- Niech będzie. W takim razie Kalagar na taką okoliczność uwarzył pewną miksturę…

- Stop!- zatrzymałam go.- Nie wypiję niczego, co przygotował ten szarlatan.

Mężczyzna zasępił się.

- No to mamy problem, bo więcej pomysłów na tę chwilę nie posiadam. Przykro mi, ale MUSISZ przystać na jeden z wymienionych, jeżeli chcesz jeszcze trochę pożyć.

Teraz to moja twarz przybrała chmurny wyraz. Ostatecznie, skoro zdobyłam się na ucieczkę z zamku, udowodniłam sobie samej, że chcę żyć w Magicznym Świecie, tyle, że nie w pobliżu Króla. W związku z tym, opcja z powrotem do Vincenta nie wchodziła w grę. Przewróciłam oczami.

- No dobrze. Co takiego wymyślił Kalagar?- zapytałam, tym samym przystając na jedną z propozycji.

Ian natychmiast rozpogodził się i wyjął z kieszeni swoich brązowych, bawełnianych spodni, małą fiolkę z fluorescencyjną, błękitną cieczą.

- Przedstawiam ci oto barwnik płynów ustrojowych. Wystarczy, że będziesz dodawać do porannej kawy dwie krople, a twoja krew na większość doby powinna przybrać kolor błękitny, taki jak u każdego, nie wyróżniającego się mieszkańca Magicznego Świata.

Zerknęłam nieufnie na Iana.

- Jakie to może nieść ze sobą konsekwencje?

Mężczyzna wykręcał się przez chwilę od jednoznacznej odpowiedzi, kręcił i próbował odwieść mnie od zbyt wnikliwego dowiadywania się o przewidywalne skutki uboczne, aż w końcu zmiękł, gdy zagroziłam, że powiem Fatmie o kolorze swojej krwi, skoro rezultat naszych poczynań nie ma znaczenia.

- Masz mnie- burknął i otworzył fiolkę, a następnie starannie odmierzył dwie krople, które z cichym pluskiem wpadły do mojej szklanki z resztką kawy. Ostrzegając mnie, zniżył głos niemalże do szeptu:

- W przyszłości możesz mieć przez ten specyfik problemy z płodnością. Z posiadaniem dzieci. Ale masz jeszcze swoje realne życie, prawda? Jeżeli nie doczekasz się potomstwa w Magicznym Świecie, to nie będzie to dla ciebie wielki problem?

Sięgnęłam po napój i nim wypiłam go duszkiem, odezwałam się:

- Żaden problem- potwierdziłam sucho, przechyliłam szklankę i wlałam w siebie jej zawartość, starając się bagatelizować paskudny smak, jaki mikstura Kalagara nadała kawie.

Gdy było już po wszystkim, dostrzegłam, że Ian posmutniał i zwiesił głowę. Czemu? Jeszcze niedawno całkiem dobrze wychodziło mu naigrawanie się z mojego kłopotliwego położenia.

- To zadziwiające, jak mało dbasz o swoją przyszłość- rzekł znienacka, uderzając w melancholijne tony.

Speszyłam się, słysząc te słowa.

- Przecież sam powiedziałeś, że mam to wypić…! Że nie mam innego wyjścia….

Mężczyzna ściągnął swoje usta w wąską linijkę.

- Zawsze jest wybór. Mogłaś wrócić na zamek…

- A tam zamknięto by mnie w lochach i zrobiono ze mnie darmowy punkt poboru krwi- wyraziłam głośno swoje wcześniejsze przypuszczenia, na co Ian wybałuszył oczy.

- Skąd ten pomysł? Król chce twojego dobra, bo wiąże z tobą swoją przyszłość. Co, jeżeli kiedyś będzie chciał mieć dzieci? Z tobą?

- Ianie, ZAMKNIJ SIĘ- warknęłam.- Fakt, że mogłabym być z kimś, kto woli mężczyzn, jest… niesmaczny.

- A co, jeżeli…

- Powiedziałam, ZAMKNIJ SIĘ!- krzyknęłam histerycznie i zatkałam uszy rękoma, by nie słyszeć ciągu dalszego.

Mężczyzna posłuchał mnie, chociaż po jego minie widziałam, że chciałby powiedzieć coś więcej. Zerwałam się z łóżka, wzięłam swoją czarną sukienkę i zamknęłam się w łazience, by ubrać i uspokoić się.

Cholera! A było już tak dobrze- przez cały wczorajszy dzień w Magicznym Świecie udało mi się unikać myśli o Vincencie jako o kimś, w kim byłam zakochana. A i w realnym życiu wypadki w Zajeździe, gdy musiałam borykać się z Paulą i obsługą dużego wesela, sprawiały, że ból powoli słabł… Teraz jednak Ian rozbudził we mnie wszystkie emocje, które chciałam zdławić. Wspomnienia powróciły i to ze zdwojoną siłą.

Z zamyślenia wyrwało mnie delikatne stukanie do drzwi:

- Gotowa?- zapytał mężczyzna spokojnie, doskonale maskując swoje wcześniejsze rozżalenie. I ja zdecydowałam się przybrać obojętny ton, kiedy wyszłam z łazienki:

- Jasne- potwierdziłam.

Nim opuściłyśmy pokój, Ian nakazał mi polać plamy z krwi miksturą Kalagara, by zatuszować wszelkie ślady po porannych wydarzeniach. Gdy tylko krople magicznego specyfiku dotykały materiału, czerwień natychmiast przybierała niebieską barwę.

- Zbladłaś- zauważył mężczyzna, na co ja przytaknęłam.

- Wyobraziłam sobie właśnie, co musi dziać się w moich żyłach.

Ian uśmiechnął się blado i wydało mi się, że chciał mnie w jakiś sposób wesprzeć, ale ostatecznie zrezygnował.

Wyszliśmy razem na zewnątrz, milcząc, ponieważ każde z nas pogrążyło się we własnych myślach. Wiatr był dziś silniejszy niż zwykle, ale słońce na horyzoncie i czyste niebo zapowiadały upał w ciągu dnia. Skierowaliśmy swe kroki do szopy, z której mężczyzna chciał zabrać narzędzia, potrzebne mu do dzisiejszej pracy. Jednak nim przeszliśmy przez ogród tuż za budynkiem, drogę zagrodziła nam Fatma.

- Spóźniliście się- rzuciła oschle na przywitanie i przechylając lekko głowę, popatrzyła na nas chłodnym wzrokiem.

- Zaspałam- odparłam niedbale i na potwierdzenie swoich słów ziewnęłam.- Moje nowe łóżko jest tak wygodne, że mogłabym dziś z niego w ogóle nie wychodzić.

Ian uniósł lekko kąciki ust, gdy usłyszał moje kłamstwo. Fatma dostrzegła ten delikatny ruch na jego twarzy, ale jeżeli domyślała się czegokolwiek, to na razie nie wyraziła swoich wątpliwości na głos.

Na razie.

.

.

Cytat: wybrane fragmenty tekstu piosenki Limp Bizkit Behind blue eyes 

Kolejny rozdział: 27 lutego 2014r.

Kilka słów ode mnie: Rozdział z dedykacjami dla Sky, która poganiała mnie z poprawkami rozdziału!:)

Wszelkie zaległości powinnam nadrobić do 21 lutego- także jeszcze raz proszę o cierpliwość! Choroba znowu położyła mnie do łóżka, w którym towarzyszy mi laptop, więc wkrótce wszyscy otrzymają swoje komentarze!:)