>><<

Tak, jesteśmy zamknięci w ideach-

 Lubimy przyklejać etykietki.

>><<

 

Moja krótka rozmowa z Ianem została przerwana przez starszego mężczyznę, który zabrał królewskiego wysłannika ze sobą, by wtajemniczyć go w meandry ogrodnictwa i zasady pielęgnowania roślin na dworze Guiliano.

Sługa Vincenta początkowo skrzywił się, ale ostatecznie niechętnie przystał na tę propozycję, jakby przypominając sobie, że ma za zadanie wykonywać polecenia podwładnych Juana, w zamian za moje nicnierobienie. Na odchodnym posłał mi krótki uśmiech i mrugnął do mnie figlarnie. Skrzywiłam się w reakcji na tę poufałość, a jednocześnie odetchnęłam z ulgą, ponieważ udało mi się uniknąć dalszego ciągu krępującej mnie rozmowy.

Pragnęłam dowiedzieć się, kim jest Ian i skąd mnie zna, ale nie byłam w tej chwili do tego zdolna, ponieważ czułam się zbyt onieśmielona jego zachowaniem. Zapragnęłam jak najszybciej znaleźć się w znanym towarzystwie. Wróciłam do mojego nowego pokoju, w którym zastałam Fatmę, ale nie samą. Rozmawiała z kobietą w śmiesznym czepku na głowie, która prawdopodobnie należała do dworskiej służby.

- O, jesteś już?- zdziwiła się przywódczyni Ruchu Błękitnych i nie czekając na reakcję z mojej strony, przedstawiła mi nieznajomą.

- To jest Rafa, pokojówka w tej części budynku. Będzie pilnowała porządku w twoim pokoju. Za chwilę przyniesie ci kilka kompletów świeżej pościeli, ręczniki i koszule nocne, a także środki czystości. Będzie też pomagać ci w porannej toalecie i wiązaniu gorsetu.

Służka dygnęła lekko i schyliła przede mną głowę. Odpowiedziałam jej tym samym, co sprawiło, że Fatma uniosła jedną z brwi i z lekką drwiną w głosie rzekła, jakby od niechcenia:

- Na zamku nauczono cię szacunku do służby?

- Uprzejmości nie trzeba się uczyć, dobrym się po prostu jest- odparowałam jej natychmiast. Nie chciałam pozwolić tej dziewczynie ciągle traktować się, jakbym była niezdarnym dzieckiem. W końcu to ja byłam tą starszą, a więc teoretycznie powinnam być też tą dojrzalszą.

- Nieważne- Fatma ucięła niewygodny dla siebie temat i pozwoliła Rafie zająć się wyposażaniem mojego pokoju. Tymczasem my udałyśmy się do innej części dworu, by znaleźć się w garderobie, będącej dużym, przestronnym pokojem.

- Jak tu pięknie- zachwycałam się, rozglądając się wokół siebie i zatrzymując oczy na licznych kreacjach rozwieszonych na długich stelażach lub nałożonych na manekiny.

- To prywatne królestwo Julietty.

- Możemy tu przebywać?- zaniepokoiłam się, a Fatma przytaknęła.

- Mam cię zmierzyć. Stań tutaj.

Dziewczyna wskazała mi na drewniane, okrągłe podwyższenie przed gigantycznym lustrem, zajmującym większość kamiennej ściany. Wdrapałam się w mgnieniu oka na wyznaczone miejsce i przyjrzałam się sobie.

- Wyglądam okropnie- stwierdziłam krytycznie, prześlizgując wzrokiem po swoich cieniach pod oczami i brudnej, zniszczonej sukni. Fatma stanęła obok mnie z miarą w rękach i również wbiła wzrok w moje odbicie.

- Rzeczywiście- przytaknęła z typowym dla siebie ironicznym uśmiechem.- Masz szczęście, że wolą Juana jest, byś wyglądała jak księżniczka, także gdy wrócisz tu wkrótce, z pewnością nie poznasz się w lustrze.

- Co proszę?- wyrwało mi się dość niegrzecznie.

Fatma wzruszyła ramionami obojętnie i zaczęła mierzyć obwód mojej talii:

- Myślę, że Juan chce pokazać, że potrafi lepiej o ciebie zadbać, niż Vincent. Tak to już jest z braćmi, lubią rywalizować. Chociaż w zasadzie nie mają tego samego ojca, więc…

- Nie? Jak to?- zdziwiłam się. Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie i nieomal natychmiast zdałam sobie sprawę, jak wielką gafę popełniłam.

- Nie wiedziałaś o tak oczywistej rzeczy?

Teraz Fatma zrobiła krok w tył, a ręce oparła na biodrach, natomiast ja objęłam się ramionami, jakby chcąc obronić się przed tym, czego spodziewałam się już od dłuższego czasu. Czułam, że za chwilę na jaw wyjdzie moja tajemnica i nie pomyliłam się:

- Wiesz… snuję pewne podejrzenia… Nie bezpodstawne zresztą. Po tym, jak uratowałaś mi życie i zostałaś Czarnym Kapturkiem, poprosiłam moich zwiadowców, by zebrali o tobie jak najwięcej informacji. Ku mojemu zdziwieniu, nikt cię dotychczas nie znał, ani nie widział w stolicy i w Czterech Księstwach, a to praktycznie niemożliwe. Magiczny Świat jest mały, tu każdy zna każdego. Jednak kiedy już się poznajemy, widać, że kompletnie nie przystajesz do reguł tu panujących, a do tego brakuje ci podstawowych informacji… Ty… Nie jesteś z tego świata, prawda?

Pytanie zawisło między nami, a ja napięłam każdy mięsień swojego ciała. Wiedziałam, że jeżeli wyjaśnię okoliczności mojego pojawienia się w królestwie Vincenta, natychmiast zginę. Miałam być przecież szczęściem dla Króla, a to była ostatnia rzecz, jakiej chcieli ci ludzie.

Fatma, widząc moje wahania, uśmiechnęła się przebiegle.

- Wiesz, że twoje milczenie tylko potwierdza moje słowa?

- Kiedy…- spróbowałam zaprotestować, nie umiałam się bronić. Odebrało mi mowę.

Dziewczyna, o dziwo, wróciła do mierzenia mnie, jakby nic się nie stało.

- Bez obaw, nie zdradzę póki co twojej tajemnicy.

- Póki co?- zaniepokoiłam się, a moje oczy napotkały zimne spojrzenie Fatmy w lustrze.

- Póki będziesz postępować tak, jak tego chcę.

Zimny pot oblał moje ciało, a twarz zgubiła swoje naturalne kolory. Nadal utrzymując kontakt wzrokowy z dziewczyną, zapytałam:

- Mam się bać? To jakaś groźba?

Fatma uśmiechnęła się przebiegle.

- Skądże, Kapturku. Nie myśl na razie o przyszłości, skup się na tym, co cię dopiero czeka.  Pomyśl, jakie piękne kreacje będziesz wkrótce nosić. Juan i Julietta pojechali dziś do miasta, by wybrać odpowiednie materiały na twoje stroje.

- Była, groźna królowa robi coś dla podwładnej swojego znienawidzonego syna? Nie wierzę- mruknęłam.

- Cóż… a jednak to prawda. Choć nie wyjechali z dworu tylko po sprawunki. Przy okazji załatwią coś jeszcze. No i nie chcą być dziś w domu, skoro Ian tu jest.

- Ale przecież ten gość ma tu zostać na dłużej. I co wtedy, Juan i Julietta wyprowadzą się?

Fatma, która teraz mierzyła długość mojej ręki, parsknęła.

- Skąd! Będą jeszcze uważniej śledzić tego przyjemniaczka, gdy będzie poruszał się swobodnie po dworze. A nuż uda im się go przyłapać na czymś zdrożnym i odesłać go do zamku? Dziś Iana na krok ma nie odstępować ogrodnik, który uczy go, czym się będzie zajmować przez najbliższe trzy miesiące. Później…

- Później to ja będę go śledzić, prawda?- dokończyłam, domyślając się dalszego ciągu wypowiedzi.

- Zuch dziewczynka- przytaknęła mi Fatma i odłożyła miarę. Znowu chwyciła się pod boki i z błyskiem w oku dodała:

- Jednak nie myśl, że to wszystko, co musisz dla mnie zrobić. Czeka cię jeszcze jedno, bardzo ważne zadanie, ale jeszcze nie nadszedł właściwy czas na wyjawienie ci go.

- Jak sobie chcesz- odparłam, schodząc z podestu.- Magiczny Świat skrywa przede mną tyle tajemnic, że już dawno przestałam się łudzić, że kiedykolwiek poznam je wszystkie.

.. …

.

- KAROLINA, ZASPAŁAŚ!- obudziła mnie mama, wpadając gwałtownie do pokoju. Otworzyłam oczy, szybko zaczerpnęłam powietrza i prędko chwyciłam telefon, leżący na stoliku nocnym. Na ekranie zobaczyłam godzinę siódmą piętnaście i trzy nieodebrane połączenia od Kamy.

- O cholera…!- przekleństwo wyrwało mi się z ust, ale żadne inne słowo nie było w stanie zgrabniej opisać kotłujących się we mnie emocji.

Zerwałam się z łóżka i szybko zaczęłam wciągać na siebie spodnie, a mama, przecierając oczy, pytała:

- Zrobić ci herbaty? Albo kanapki na śniadanie?

- Dziękuję, ale nie mam już czasu- powiedziałam i przemknęłam obok niej, by znaleźć się w korytarzu i zacząć ubierać buty.

- Jak to tak… bez śniadaaaa…- mama ziewnęła, nie kończąc zdania i spojrzała na mnie z dezaprobatą.

- Zjem w Zajeździe. Muszę już lecieć, pa- pożegnałam się, całując ją w policzek i wybiegłam niczym wicher z domu. Następnie wyciągnęłam rower z garażu i pedałując jak szalona, dotarłam do Zajazdu w ciągu kilkunastu minut.

Zziajana, spocona, ale już całkowicie wybudzona, żwawym krokiem weszłam do kuchni, gdzie pierwsze słowa, jakie usłyszałam, wcale nie brzmiały zachęcająco:

- Ja pierdolę…- powiedziała Jutka z niedowierzaniem. Sądziłam, że jej wypowiedź tyczyła się mojego spóźnienia, ale kucharka zajęta była rozmową z Kamą i wiązaniem fartucha.

- Jestem tak wkurwiona, że zaraz eksploduję, pojadę do niej i jej z całego serca wyjebię- mówiła przez zaciśnięte zęby moja menadżerka.

Zauważyłam, że pozostali kucharze ewakuowali się w inną część kuchni i zajmowali się przecieraniem czystych talerzy, byle tylko zająć czymś ręce, a Becia, kelnerka, krążyła między kuchnią a salą, serwując śniadania.

 

- Taki numer wywinąć mi akurat w dniu, kiedy organizujemy ślub dekady!- warczała Kama dalej, aż nagle dostrzegła mnie i zawiesiła głos.

- Dzień dobry, przepraszam, zaspałam…- wysapałam, nadal zdyszanym głosem, ale moja menadżerka machnęła na moje usprawiedliwienie ręką.

- Słuchaj, to jest teraz nieważne. Mamy problem. Izka i Nina nie mogą dziś obsługiwać wesela. Jedna powiadomiła mnie wczoraj wieczorem smsem, że zwalnia się z pracy…

- Ta to ma kurwa tupet- wtrąciła Jutka, prychając przy tym pogardliwie.

- …. a drugą rozłożyła grypa żołądkowa! Akurat DZISIAJ!

- W porządku, chętnie je zastąpię- odparłam Kamie spokojnie, ale ona pokręciła przecząco głową.

- Wiem, ale sama nie dasz rady. Potrzebujemy jeszcze jednej osoby…

Nieoczekiwanie do kuchni wpadła Paula- szybkimi haustami łapała oddech i była równie zdyszana, co ja przed momentem. Otworzyła szeroko oczy, widząc tyle osób w kuchni.

- Jakieś zebranie mnie ominęło?- sapnęła i poprawiła swoją różową torebkę na ramieniu. Kama, którą to nagłe wejście wybiło z rytmu, zamilkła i przenosiła powoli wzrok z zaskoczonej Pauli na mnie.

Doskonale wiedziałam, nad czym się zastanawiała i zdecydowanie mi się to nie podobało. Chociaż Paula chodziła razem ze mną do liceum, to nie darzyłam jej zbyt wielką sympatią. Dziewczyna była roztrzepana i całkowicie nieodpowiedzialna. W zajeździe pracowała od niedawna, ale póki co Kama kierowała ją głównie do zmywania brudnych naczyń, w obawie, że wywinie przy klientach jakiś niestosowny numer. Chociaż szczerze mówiąc, Pauli nawet czyszczenie zastawy nie zawsze wychodziło i pani Arleta, właścicielka zajazdu, obawiała się, że wkrótce nie nadąży z odkupywaniem potłuczonej porcelany.

- O co chodzi? Czemu mi się tak pani przypatruje?- zapytała nowo przybyła, a Kama ocknęła się z zamyślenia.

- Możesz zostać do jutra rana w pracy?- odpowiedziała menadżerka pytaniem na pytanie, a dziewczyna jęknęła.

- Kiedy w soboty wieczorem są najlepsze imprezy na mieście…

- TAK czy NIE? Jak nie, to kurwa możesz stąd wypierdalać, dzieci nie powinny pracować- wtrąciła się bezpardonowo Jutka, jak zwykle nie zważając na słowa i na to, czy kogoś urazi lub nie. Kama posłała jej krytyczne spojrzenie, ale wszyscy w tym pomieszczeniu wiedzieliśmy, że kucharki nie da się utemperować.

Jednocześnie wybuch kobiety przyniósł pozytywny skutek: Paula zgarbiła się i od razu wyglądała na potulniejszą.

- No w sumie… to mogę sobie raz odpuścić imprezę, od razu nic się nie stanie i Bartuś pewnie też się nie obrazi… Ok, zostanę- powiedziała stanowczo, chociaż po jej minie było widać, że nie jest jej ta sytuacja na rękę.

Z kolei Kama była zachwycona takim obrotem sprawy:

- ŚWIETNIE! W takim razie nie ma czasu, Karolina, masz…- tu kobieta zerknęła na zegarek- trzy godziny, żeby nauczyć Paulę, co musi wiedzieć kelnerka przy obsłudze tak dużego wesela. Koniec zebrania, zabierajcie się do pracy!- menadżerka klasnęła radośnie w ręce i żwawo wymaszerowała z kuchni, tupiąc przy tym głośno swoimi obcasami, które idealnie pasowały do jej dzisiejszego, eleganckiego stroju.

- Jasne, żaden problem- odmruknęłam niechętnie, czego Kama nie mogła już usłyszeć, za to Jutka posłała mi spojrzenie pełne współczucia.

- Chodź Paula, musimy się przebrać- rzuciłam i gestem ręki pokazałam, by iść za mną.

Kiedy znalazłyśmy się sam na sam w szatni, dziewczyna znowu zaczęła grymasić.

- Cholera! Nadgodziny są mi dziś potrzebne jak świniom niebo! Bartek i Zygi mieli odebrać mnie po pracy, pojechalibyśmy do jakiejś fajnej knajpy i świętowalibyśmy weekend jak należy… a tu taki zajeb się szykuje.

Dobrze, że Paula była zajęta pisaniem smsa do swojego chłopaka- w przeciwnym razie obraziłaby się, gdyby zobaczyła, jaką minę zrobiłam, słysząc jej niezbyt udaną metaforę. Jednak szybko opanowałam się:

- Taa… jasne. Trzymaj, twój nowy uniform- powiedziałam, rzucając jej fartuch, który niezdarnie złapała.

Przebrane, ruszyłyśmy do pracy. Nieskromnie wyznam, że wykazałam pełny profesjonalizm oraz tytaniczną cierpliwość, tłumacząc dziewczynie, czym będziemy się dzisiaj zajmować.

Zaczęłyśmy od obejrzenia sali, w której weselnicy będą jedli i od podzielenia się „terenem”. Ustaliłyśmy, że zajmę się gośćmi po prawej, a Paula po lewej. Potem sprawdziłyśmy, czy nakrycia są dobrze rozłożone i udałyśmy się z powrotem do kuchni, by w rozpisce menu dowiedzieć się, w jakiej kolejności należy wynosić potrawy.

W międzyczasie nieustannie błagałam dziewczynę, by w końcu schowała telefon.

- Sorry…- odmruknęła i zatrzaskując klapkę różowego samsunga, schowała komórkę do kieszeni fartucha- Wiesz, Bartek chce tu wpaść wieczorem z Zygim.

Uniosłam brwi, a następnie skrzywiłam się.

- To nie jest dobry pomysł. Jak Arleta albo Kama ich zobaczą, to zejdą na zawał i stracimy miejsca pracy. Zresztą, co oni niby chcą tu robić na weselu, na które nie są zaproszeni?- dodałam lekko zaniepokojona.

- Nie bój się, oni tylko na chwilunię wlecą- wyjaśniła Paula beztrosko i weszłyśmy do kuchni, a ja, w ferworze kolejnych przygotowań, zupełnie zapomniałam o całej sprawie.

O godzinie czternastej zjawiła się para młoda wraz z gośćmi i kelnerowanie pochłonęło całkowicie moje myśli. W dodatku musiałam pracować za dwoje, ponieważ Paula nie nadążała z serwowaniem potraw lub robiła to niezwykle niezdarnie- na przykład, podczas rozdawania waz z rosołem, wylała jego część na stół, ponieważ zbyt gwałtownie postawiła naczynie.

Kiedy zegar wybił godzinę dwudziestą trzecią, na zewnątrz było już ciemno, orkiestra grała głośno, wszyscy zaproszeni bawili się w najlepsze, główne potrawy podano, a Paula… zniknęła.

- Jutka, nie widziałaś gdzieś naszej nowicjuszki?- zapytałam, zaglądając do szatni. Kobieta akurat skończyła zmianę i zbierała się, by pójść do domu.

- Wydaje mi się, że cizia wychodziła na zaplecze- powiedziała kobieta po chwili namysłu, a następnie pożegnała się ze mną.

Trąc oczy ze zmęczenia, przeszłam przez składzik do tylnych drzwi Zajazdu, prowadzących na tyły budynku, i otworzyłam je gwałtowanie.

Zguba się znalazła.

Z tym, że w towarzystwie dwóch mężczyzn.

- O, Karolcia! Jak miło, że do nas dołączyłaś!- pisnęła Paula na mój widok i wypuściła z ust papierosowy dym.

Skrzywiłam się, czując w nozdrzach drażniący zapach i zerknęłam na nieznajomych w czarnych skórach, którzy przyglądali mi się z zaciekawieniem i zdecydowanie nie wyglądali na zadowolonych.

Czarnowłosy odezwał się pierwszy:

- To ty kazałaś mojej kici dzisiaj zostać dłużej w pracy?- warknął niezbyt przyjaźnie.

 Paula zauważyła tę nagłą zmianę nastroju i natychmiast znalazła się obok mężczyzny, a potem objęła go:

- Oj Bartuś, uspokój się! To nie moja szefowa, tylko kumpela, z którą chodziłyśmy do tej samej budy.

- Karolina, miło mi- przedstawiłam się, chłodno patrząc w oczy chłopakowi Pauli. Ten skinął tylko głową, jakby miał totalnie gdzieś, jak mam na imię. Co zapewne było zgodne z prawdą.

- O, a to jest Zygi. Zygi, to Karola. Poznajcie się!- zaszczebiotała Paula. Teraz moja uwaga przeniosła się na drugiego z mężczyzn. Blondyn był blady i najwyraźniej niewyspany, albo nieźle skacowany. Również nie wywarł na mnie pozytywnego wrażenia, ale w przeciwieństwie do swojego kumpla, odezwał się nieco grzeczniej:

- W zasadzie to jestem Zygmunt. Zygmunt Obarski- przedstawił się nonszalancko i uśmiechnął się lekko.

Jego nazwisko… gdzie ja już słyszałam? Wydało mi się dziwnie znajome.

- Ok, to wszyscy się poznaliśmy, jest miło i przyjemnie, ale PAULA, tam, NA SALI, czeka nas PRACA- powiedziałam powoli, akcentując wyraźnie niektóre słowa.

- Już chcesz wracać? Nawet nie znam twojego ulubionego koloru- ironizował Zygi, ale zignorowałam go i nadal wpatrywałam się wyczekująco w koleżankę.

- Paula?

Dziewczyna w końcu uległa i niechętnie odlepiła się od Bartka, jęcząc przy tym:

- Oj ty to się w ogóle wyluzować nie umiesz!

 .

Na dworze było już jasno, kiedy cicho wślizgnęłam się do domu. Czułam, jakbym za chwilę miała rozpaść się na drobne kawałeczki. Moje siły już dawno się wyczerpały, jedynie jakieś marne rezerwy umożliwiały mi w dalszym ciągu utrzymywanie pozycji pionowej.

Wzięłam prysznic, by zmyć z siebie trudy nocnej pracy, a następnie wślizgnęłam się do łóżka. Cisza, panująca w moim pokoju, przerywana tylko miarowym oddechem śpiącej Klary, wydała się nagle przytłaczająca. W myślach nadal grały mi weselne kawałki, a przed oczami stawały kolejne sceny dzisiejszej nocy.

Przypomniał mi się Bartek. Uświadomiłam sobie, że chłopak Pauli był sporo starszy od niej. Zygmunt też nie wyglądał mi na młodzieniaszka. Do tego te ich groźne miny… Jakim cudem Paula znalazła się w takim towarzystwie?

Nagle uświadomiłam sobie, że Vincent też jest starszy ode mnie- o całe czternaście lat, jeżeli dobrze usłyszałam. I też nie należy do przyjemniaczków. Jak JA znalazłam się w takim towarzystwie?

Miłość jest ślepa, los najwyraźniej też.

 .

Cytat: wybrane fragmenty tekstu piosenki: Foster The People – Call It What You Want

Kolejny rozdział: 16 lutego 2014r.

Co nowego: Postacie! Chociaż o Pauli już wspomniałam w jednym z rozdziałów, to teraz ta bohaterka miała okazję zabrać głos i przedstawić swoich znajomych: Bartka i Zygiego. Co o nich myślicie?;)

Kilka słów ode mnie: Od 5 lutego przez cały miesiąc będę nadrabiać wszelakie zaległości na WASZYCH blogach (nawet nie wiecie, jak stęskniłam się za niektórymi historiami *.*!). Nadal zostały mi jednak 2 egzaminy…

Chciałabym też podzielić się z Wami moimi dalszymi planami dotyczącymi second-start. Skłoniło mnie do tego pytanie Rudej. Otóż opowiadanie to zaplanowane jest na trzy części, z których pierwsza nosi tytuł Czarny Kapturek- wkrótce po opublikowaniu wszystkich rozdziałów pierwszego tomu, dodam go do pobrania w formacie pdf.

Tytuły dwóch kolejnych niech na razie pozostaną tajemnicą;)

Jak skończy się historia Karoliny i Vincenta? Tego nie wiem nawet ja. Wiem, przez co będą musieli przejść, co ich spotka, ale nie wiem, jak na to zareagują. To oni podejmą ostateczną decyzję, jak będzie wyglądało zakończenie second-start:)